Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Głupie Dyrdymalenie, Szybki Wpis:

Koszulki, które łączą ludzi

(prawdopodobnie lepiej, niż wódka)

W sobo­tę poszłam na zaku­py na targ. A na zaku­pach zawsze jestem moc­no sku­pio­na na wyko­ny­wa­niu tej jed­nej czyn­no­ści, przez co nie zwra­cam więk­szej uwa­gi na świat wokół mnie.

Sta­nę­łam przy stra­ga­nie, inten­syw­nie myśląc: „jed­na pie­trusz­ka, trzy ziem­nia­ki, jabł­ka i bura­ki, sie­dem mar­che­wek”. Pod­szedł do mnie pan sprze­daw­ca i zamiast tra­dy­cyj­ne­go „co podać?” stwierdził:

– Ooo, faj­ne­go ma pani Gan­dal­fa na koszulce!

OtherTees Gandalf

źró­dło gra­fi­ki: Other­Te­es Instagram

Prze­sta­łam myśleć o zaku­pach, ode­rwa­łam wzrok od towa­rów wysta­wio­nych na stra­ga­nie i spoj­rza­łam na sprze­daw­cę. W koń­cu nie­czę­sto ktoś pra­wi mi takie „kom­ple­men­ty”!

Oka­za­ło się, że uwa­ga pana sprze­daw­cy była podyk­to­wa­na tym, że on tak­że nie nosił byle cze­go. Z jego koszul­ki celo­wał do mnie Samu­el L. Jack­son z Pulp Fic­tion.

OtherTees Pulp Fiction Jules

źró­dło gra­fi­ki: Other­Te­es Instagram

Uśmiech­nę­łam się sze­ro­ko, odwza­jem­ni­łam kom­ple­ment i tak­że pochwa­li­łam ubiór pana sprze­daw­cy. Co praw­da myśle­nie o ziem­nia­kach i bura­kach nie­co przy­ćmie­wa­ło mój umysł, więc nie do koń­ca pro­fe­sjo­nal­nie zde­fi­nio­wa­łam postać na koszul­ce wła­śnie jako „Samu­ela L. Jack­so­na z Pulp Fic­tion”, ale pan sprze­daw­ca i tak pochwa­lił moją zna­jo­mość popkultury.

Wte­dy na stra­ga­nie poja­wi­ła się żona pana sprze­daw­cy. A ja sta­nę­łam przed kolej­ną, popkul­tu­ral­ną zagadką.

– A to jest chy­ba duszek z Moje­go sąsia­da Toto­ro – roz­po­zna­łam postać na jej koszulce.

– Bli­sko, to duszek ze Spi­ri­ted Away, ale spo­ko, pra­wie wszy­scy je ze sobą mylą – usły­sza­łam w odpowiedzi.

OtherTees Spirited Away Black Hole

źró­dło gra­fi­ki: Other­Te­es

– Czyż­by Other­Te­es? – zga­dy­wa­łam dalej.

– Tak, zga­dza się! – potwier­dzi­ła sprzedawczyni.


Przez kolej­ne pięć minut pro­wa­dzi­ły­śmy miłą i roz­en­tu­zja­zmo­wa­ną roz­mo­wę o wspo­mnia­nej fir­mie i pro­du­ko­wa­nych przez nich koszul­kach. O tym ile fraj­dy daje ich nosze­nie. I jak wie­lu cie­ka­wych ludzi moż­na poznać za spra­wą tego, że ktoś roz­po­zna, co masz na koszulce.

Wspo­mi­na­łam już o tym jakiś czas temu i powtó­rzę jesz­cze raz: noście fanow­skie koszul­ki, to napraw­dę fan­ta­stycz­na sprawa!


Na stra­ga­nie poja­wił się kolej­ny pan sprzedawca.

– No hej, o czym tam roz­ma­wia­cie? – zapy­tał, jed­no­cze­śnie dum­nie wypi­na­jąc do przo­du pierś z podo­bi­zną Deadpoola.

OtherTees Deadpool

źró­dło gra­fi­ki: Other­Te­es Instagram

Nie pamię­tam, kie­dy ostat­ni raz wró­ci­łam z zaku­pów tak moc­no uśmiech­nię­ta od ucha do ucha. I humo­ru w żad­nym wypad­ku nie popsu­ło mi odkry­cie, że zapo­mnia­łam kupić ziemniaków.


PS. Other­Te­es nie spon­so­ru­je tego wpi­su. Ale z całe­go ser­ca pole­cam wam ich koszul­ki, bo są napraw­dę spoko.

PS2. A gdy­by­ście chcie­li zro­bić zaku­py u pozy­tyw­nie zakrę­co­nych sprze­daw­ców, to w sobo­ty moż­na ich spo­tkać w Kra­ko­wie, na ryn­ku przy uli­cy Teli­gi (nie mam poję­cia, gdzie urzę­du­ją w inne dni tygodnia).

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Pixa­bay