Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Głupie Dyrdymalenie, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Rodzaj żeński, nijaki

Rzecz o równouprawnieniu językowym

Będę na prze­kór innym. Z oka­zji dzi­siej­sze­go świę­ta nie napi­szę, że pano­wie powin­ni obda­ro­wać nas, dzie­wu­chy, kwia­ta­mi. Ani two­rzyć pochwal­ne­go ese­ju mówią­ce­go o tym, co by było, gdy­by bab nie było.

Zamiast tego wpis będzie o czymś, co nur­tu­je mnie już od dłuż­sze­go cza­su. Czy­li o pew­nym pro­ble­mie o pod­ło­żu języ­ko­wym.

Nierówność w imię równości?

Nie rozu­miem toku rozu­mo­wa­nia pol­skich femi­ni­stek. Z jed­nej stro­ny żąda­ją trak­to­wa­nia kobiet na rów­ni z męż­czy­zna­mi, ale z dru­giej wyma­ga­ją, by zawo­dy wyko­ny­wa­ne przez panie posia­da­ły żeń­skie nazwy. Czy wy też widzi­cie w tym para­doks? Kobie­ty i męż­czyź­ni mają być rów­ni, ale jed­no­cze­śnie nale­ży jed­ną płeć roz­róż­niać od dru­giej na płasz­czyź­nie języ­ko­wej.

Wszystko przez politykę!

Pomysł na dzi­siej­szy Dyr­dy­mał zro­dził się kil­ka lat temu, kie­dy to w sej­mie, poza posła­mi, zaczę­ły obra­do­wać posłan­ki. Czy napraw­dę zwrot „pani poseł” brzmi tak strasz­nie nie­po­praw­nie, że aż zakra­wa na dys­kry­mi­na­cję płci pięk­nej? Jeśli cho­dzi o mnie, to gdy­bym w wyni­ku bra­ku lep­szych rze­czy do robo­ty, posta­no­wi­ła bawić się w poli­ty­ko­wa­nie, krzy­wi­ła­bym się za każ­dym razem, kie­dy ktoś nazwał­by mnie „posłan­ką Joan­ną”.

Poza tym, powiedz­cie szcze­rze, z czym koja­rzy się wam sło­wo „posłan­ka”. Bo mnie z babą na posył­ki. Albo jesz­cze ina­czej: ze sła­niem łóż­ka. To zaś wywo­łu­je ciąg luź­nych sko­ja­rzeń: posłan­ka > sła­nie łóż­ka > cze­mu posłan­ka musi słać łóż­ko? > może dla­te­go, bo wcze­śniej, dla awan­su zacią­gnę­ła do łóż­ka jakie­goś posła?

Tak czy ina­czej – posłan­ka na pozio­mie języ­ko­wym wypa­da znacz­nie gorzej, niż poseł. Czy femi­nist­ki tego nie sły­szą?

Językowe stereotypy

Skończ­my już mówić o poli­ty­ce. I zaj­rzyj­my do biblio­te­ki.

Biblio­te­karz, to brzmi dum­nie i pro­fe­sjo­nal­nie. Z kolei biblio­te­kar­ka przy­wo­dzi na myśl ste­reo­ty­po­wą, zrzę­dli­wą, star­szą panią z obo­wiąz­ko­wym kokiem na gło­wie, któ­ra niczym cer­ber pil­nu­je biblio­tecz­nych zbio­rów przed zaku­sa­mi zło­dziei czy­tel­ni­ków.

A biblio­te­kar­ka cyfro­wa? Znów sło­wa te nie dźwię­czą tak samo dobrze, jak biblio­te­karz cyfro­wy!

Wła­śnie dla­te­go, za każ­dym razem, kie­dy ktoś pyta mnie o mój zawód, odpo­wia­dam, że jestem biblio­te­ka­rzem (a w wol­nych chwi­lach: blo­ge­rem).

Mówmy „po angielsku”

Może oglą­dam za dużo ame­ry­kań­skich fil­mów oraz seria­li i pro­duk­cje te źle wpły­nę­ły na mój języ­ko­wy świa­to­po­gląd. Nie­mniej podo­ba mi się ta angiel­ska uni­fi­ka­cja zawo­do­wa: dok­tor, nauczy­ciel, tak­sów­karz. Przy oka­zji dzię­ki temu nikt nie tra­ci cza­su na zasta­na­wia­nie się, czy „pirat­ka” to nakry­cie gło­wy, czy może kobie­ta-pirat.

Mało tego, jeśli poja­wia­ją się nazwy zawo­dów roz­róż­nia­ją­ce kobie­ty i męż­czyzn, oso­by posłu­gu­ją­ce się języ­kiem angiel­skim, sta­ra­ją się tą nie­rów­ność zli­kwi­do­wać. I tak przy­kła­do­wo zamiast słów poli­ce­man oraz poli­ce­wo­man (czy­li policjant/​policjantka), coraz czę­ściej uży­wa się zwro­tu poli­ce offi­cer (funk­cjo­na­riusz poli­cji).

Dla­cze­go więc w Pol­sce pra­wie nikt nie dąży do podob­nej neu­tral­no­ści płcio­wo-języ­ko­wej?

Rozsądek przede wszystkim

Nie twier­dzę, że nasz język powin­no się spłasz­czyć i wyrów­nać wszel­kie dam­sko-męskie róż­ni­ce w nazew­nic­twie. Wszak nazwy zawo­dów takie, jak teni­sist­ka, pie­lę­gniar­ka, wiza­żyst­ka czy model­ka brzmią dum­nie w swo­jej żeń­skiej for­mie.


Dla­te­go przy oka­zji Dnia Kobiet, pra­gnę zaape­lo­wać: kocha­ne panie femi­nist­ki, cie­szę się, że wal­czy­cie o moje bab­skie pra­wa, ale na litość, czyń­cie to mądrze i z roz­wa­gą. A nie tak, byśmy to my, kobie­ty, musia­ły się potem czuć głu­pio. Tak, jak praw­do­po­dob­nie teraz, dzię­ki waszym dzia­ła­niom, robią to nie­któ­re posłan­ki.

autor gra­fi­ki ilu­stru­ją­cej wpis: J. Howard Mil­ler; źró­dło: I Agree to See

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny blo­ga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.