Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: science-fiction

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Fajniejszy nie zawsze znaczy lepszy

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień czwarty: Jedenasty Doktor

Fani Doctor Who dzie­lą się na trzy obo­zy: jed­ni uwa­ża­ją, że pierw­sze czte­ry serie seria­lu były lep­sze, dru­dzy bar­dziej cenią sezo­ny od pią­te­go wzwyż, a całej resz­cie jest wszyst­ko jed­no. Ja, ste­ty bądź nie­ste­ty, zali­czam się do tej pierw­szej gru­py. Dla­te­go też dzi­siej­szy wpis będzie pró­bą wyja­śnie­nia wam, dla­cze­go Jede­na­ste­go Dok­to­ra nie poko­cha­łam tak bar­dzo, jak jego poprzed­nich wcie­leń.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Kapitan Jack i kosmici z Cardiff

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień trzeci: Torchwood

Prze­łom roku 2006 i 2007 był cza­sem, w któ­rym fani Doctor Who praw­do­po­dob­nie nie mogli ode­rwać oczu od tele­wi­zo­ra. Poza przy­go­da­mi same­go Wład­cy Cza­su mogli oglą­dać tak­że dwa spin-offy tego seria­lu: prze­zna­czo­ne dla młod­szych widzów The Sarah Jane Adven­tu­res oraz two­rzo­ny z myślą o oso­bach doro­słych Tor­chwo­od.

O Przy­go­dach Sary Jane pisać tutaj nie będę – widzia­łam jeden odci­nek tej pro­duk­cji (ten w któ­rym poja­wił się David Ten­nant) i to wystar­czy­ło mi by stwier­dzić, że nie­ste­ty (a może: na szczę­ście?) jestem zbyt dużym dziec­kiem, by oglą­dać takie rze­czy.

Posta­no­wi­łam nato­miast lepiej przyj­rzeć się Tor­chwo­od, o któ­rym prze­czy­ta­łam w inter­ne­cie, że jest pro­duk­cją tak samo wspa­nia­łą, jak Doctor Who.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Ratunku, kosmita ukradł mi serce!

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień drugi: Dziesiąty Doktor

Kie­dy w 1966 roku, gra­ją­cy pierw­sze­go Dok­to­ra Wil­liam Hart­nell posta­no­wił zre­zy­gno­wać ze swo­jej roli, twór­cy seria­lu wymy­śli­li coś rów­nie wspa­nia­łe­go, jak tele­pa­tycz­ny moduł tłu­ma­czą­cy TAR­DIS – rege­ne­ra­cję. Jeśli Dok­tor zosta­nie cięż­ko ran­ny, nie umie­ra, tyl­ko wła­śnie rege­ne­ru­je się, czy­li tak jak­by odra­dza na nowo. Zysku­je przy tym zupeł­nie nowe cia­ło, a tak­że zmie­nia się jego oso­bo­wość.

Dzię­ki tej pro­stej sztucz­ce twór­cy seria­lu mogli co jakiś czas nie tyl­ko wymie­niać akto­ra gra­ją­ce­go Dok­to­ra, ale też każ­dy odtwór­ca głów­nej roli mógł wykre­ować tą postać zupeł­nie na nowo.

Kie­dy więc po roku współ­pra­cy, Chri­sto­pher Ecc­le­ston zre­zy­gno­wał z gra­nia w seria­lu, Dok­tor nie znik­nął z tele­wi­zji, tyl­ko zmie­nił się w Davi­da Ten­nan­ta.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Fantastyczny kosmita z Wielkiej Brytanii

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień pierwszy: Dziewiąty Doktor

„Tydzień z Bat­tle­star Galac­ti­ca nie bez powo­du zakoń­czy­łam odcin­kiem Por­t­lan­dii, w któ­re­go fina­le boha­te­ro­wie zasia­da­ją do oglą­da­nia Doctor Who. To był ide­al­ny punkt wyj­ścia dla nowe­go „Tygo­dnia z…”, w któ­rym opo­wiem wam – a jak­że! – o mojej tego­rocz­nej, waka­cyj­nej miło­ści seria­lo­wej, czy­li wła­śnie o Dok­to­rze.

Zaparz­cie więc her­ba­tę, przy­go­tuj­cie prze­ką­ski, roz­siądź­cie się wygod­nie i zapnij­cie pasy – od następ­ne­go aka­pi­tu cze­ka na was sza­lo­na podróż w cza­sie i prze­strze­ni!

Krótkie Widełka, Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Epickość w najlepszym tego słowa znaczeniu

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień piąty: Battlestar Galactica – Heart of Courage

Angiel­skie sło­wo pathe­tic może ozna­czać zarów­no coś pate­tycz­ne­go i wynio­słe­go, jak i żało­sne­go, wręcz kiczo­wa­te­go. Wyda­je mi się, że to świet­nie obra­zu­je, jak cien­ka jest gra­ni­ca pomię­dzy jed­nym, a dru­gim i jak łatwo jest ją prze­kro­czyć.

Ist­nie­je też inne angiel­skie sło­wo: epic, któ­re zna­czy mniej wię­cej to samo, co pathe­tic, ale tyl­ko w tym wynio­słym, pozy­tyw­nym zna­cze­niu. Oso­by posłu­gu­ją­ce się języ­kiem angiel­skim lubią uży­wać tego przy­miot­ni­ka. Nie­ste­ty jego pol­ski odpo­wied­nik: epic­ki nie brzmi już tak pięk­nie, draż­ni moje uszy i zda­je się być sztucz­ną kal­ką z języ­ka angiel­skie­go. Ale w nie­któ­rych sytu­acjach jest to nie­ste­ty jedy­ny przy­miot­nik, któ­ry moż­na użyć do opi­sa­nia pew­nych rze­czy.

Dla­cze­go o tym wspo­mi­nam? Bo chcia­łam wam dziś zapre­zen­to­wać fanvid któ­ry niczym słów­ko pathe­tic balan­su­je na gra­ni­cy wynio­sło­ści i kiczu, ale w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku, moż­na go opi­sać po pro­stu, jako coś epic­kie­go.

Sceny Niezwykłe, Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Mistrzowskie napięcie na skraju wojny

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień czwarty: Prelude to War

Wczo­raj­szym wpi­sem o Blo­od and Chro­me zakoń­czy­łam tą trud­niej­szą, bar­dziej gra­fo­mań­ską część roz­wa­żań o serii Bat­tle­star Galac­ti­ca. Ale tydzień się jesz­cze nie skoń­czył i od dziś, do sobo­ty będzie tu mniej dyr­dy­ma­le­nia, a wię­cej poka­zy­wa­nia cie­ka­wych rze­czy zwią­za­nych z seria­lem.

Ale nie myśl­cie sobie, że posta­no­wi­łam iść na łatwi­znę! Gdy tyl­ko wpa­dłam na pomysł stwo­rze­nia „Tygo­dnia z Bat­tle­star Galac­ti­ca”, zada­łam sobie przy oka­zji pyta­nie: czy ist­nie­je poje­dyn­cza sce­na z seria­lu, któ­rą mogła­bym wam poka­zać na zachę­tę? Taka, któ­ra w świet­ny spo­sób odda­wa­ła­by kli­mat pro­duk­cji, ale za dużo nie spo­ile­ro­wa­ła i – wyrwa­na z kon­tek­stu – nie tra­ci­ła siły prze­ka­zu? Wyse­lek­cjo­no­wa­nie takie­go frag­men­tu było trud­ne, bo – o czym pisa­łam we wto­rek – Bat­tle­star Galac­ti­ca sta­no­wi jed­ną, inte­gral­ną całość i poje­dyn­cza sce­na jest niczym puz­zel ode­rwa­ny od stu­ele­men­to­wej ukła­dan­ki.

Cięż­ko było mi się więc zde­cy­do­wać, co wam poka­zać. Czy osta­tecz­nie doko­na­łam wła­ści­we­go wybo­ru? To już musi­cie oce­nić sami.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Sztuczna krew i stal z plastiku

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień trzeci: Blood and Chrome

Blo­od and Chro­me było tytu­łem, z powo­du któ­re­go „Tygo­dnia z Bat­tle­star Galac­ti­ca” nie zafun­do­wa­łam wam rok temu, tyl­ko dopie­ro teraz. Ale czy to źle? Hmm, to aku­rat musi­cie oce­nić sami.

Dużo waż­niej­sze jest nato­miast pyta­nie, czy na Blo­od and Chro­me war­to było cze­kać? Czy pro­duk­cja seria­lu słusz­nie zakoń­czy­ła się na pilo­to­wym odcin­ku? I przede wszyst­kim, czy Blo­od and Chro­me jest w ogó­le god­ny przy­na­le­że­nia do resz­ty uni­wer­sum Bat­tle­star Galac­ti­ca?

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Prawdziwe Gwiezdne Wojny

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień drugi: Battlestar Galactica

„Naj­lep­szy serial scien­ce-fic­tion. Ba, w ogó­le naj­lep­szy serial, jaki kie­dy­kol­wiek powstał. Coś, co każ­dy powi­nien zoba­czyć. Naj­wspa­nial­szy, naj­mą­drzej­szy, naj­ge­nial­niej­szy” – mniej wię­cej takie opi­nie sły­sza­łam o Bat­tle­star Gala­cit­ca i to na dłu­go przed tym, jak w zeszło­rocz­ne waka­cje zasia­dłam do jego oglą­da­nia. Poprzecz­kę zawie­si­łam więc dość wyso­ko.

Wcze­śniej obej­rza­na Capri­ca mi się podo­ba­ła, ale powiedz­my sobie szcze­rze – to nie był serial, któ­ry wgnia­tał w fotel i powo­do­wał opad szczę­ki. Dla­te­go też do Bat­tle­star Galac­ti­ca pode­szłam tak samo, jak do wszyst­kich innych rze­czy, któ­ry­mi zachwy­ca się ogół spo­łe­czeń­stwa, czy­li dość nie­uf­nie. Po pro­stu nie wie­rzy­łam, że ten serial może być tak fan­ta­stycz­ny, jak wszy­scy mówią. Ale, jak się szyb­ko prze­ko­na­łam – tym razem ludzie z inter­ne­tu mię­li rację. A świat Bat­tle­star Galac­ti­ca zachwy­cił mnie tak bar­dzo, że do tej pory nie mogę wyjść z podzi­wu.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Człowieczeństwo w retro-futurystycznym świecie

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień pierwszy: Caprica

Bat­tle­star Galac­ti­cę oraz inne pro­duk­cje z uni­wer­sum tego seria­lu mia­łam przy­jem­ność obej­rzeć w poprzed­nie waka­cje. Jed­nak wte­dy pomy­śla­łam sobie: „pocze­kam z wpi­sem, aż poja­wi się Blo­od and Chro­me” (czy­li kolej­ny serial zwią­za­ny z Bat­tle­star Galac­ti­ca). A potem zabra­kło mi cza­su, by popeł­nić not­kę na ten temat.

Na szczę­ście let­ni sezon ogór­ko­wy to dobry czas na to, by nad­ro­bić zale­gło­ści nie tyl­ko w oglą­da­niu, ale też pisa­niu o seria­lach. Nato­miast Bat­tle­star Galac­ti­ca i spół­ka są pro­duk­cja­mi, któ­re każ­dy, sza­nu­ją­cy się oglą­dacz seria­li znać powi­nien i aż nie wypa­da, bym nie wspo­mnia­ła o nich na Dyr­dy­ma­łach.

Przy czym, ponie­waż od obej­rze­nia Capri­ki* minę­ło dużo cza­su, dzi­siej­szy wpis nie będzie odno­sił się do szcze­gó­łów fabu­ły seria­lu, bo te wyle­cia­ły mi już z pamię­ci. Co nie jest to do koń­ca takie złe, bo pozwa­la spoj­rzeć na pro­duk­cję z dystan­su, nie­co bar­dziej na chłod­no. Sku­pię się więc na ele­men­tach, któ­re zapa­mię­ta­łam – zwłasz­cza, że sko­ro wciąż potra­fię je sobie przy­po­mnieć, to zna­czy, że napraw­dę zro­bi­ły na mnie duże wra­że­nie.

* Nie mam poję­cia, jak powin­no się odmie­niać przez przy­pad­ki tytu­ły Capri­caBat­tle­star Galac­ti­ca, dla­te­go pro­szę, miej­cie dla mnie w tej kwe­stii wyro­zu­mia­łość.

Filmy Przeróżne, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Bez ambicji, ale z rozmachem

Prometeusz / Prometheus

Rozu­miem, że ci, któ­rzy spo­dzie­wa­li się po tej pro­duk­cji arcy­dzie­ła, któ­re wgnie­cie ich w fotel i spra­wi, że wyj­dą z kina, poty­ka­jąc się o wła­sne szczę­ki – mogli poczuć się moc­no zawie­dze­ni. Ale ja nie ocze­ki­wa­łam od tego fil­mu abso­lut­nie nicze­go i otrzy­ma­łam dzie­ło może nie genial­ne, ale napraw­dę świet­nie nakrę­co­ne. No dobrze, zga­dza się – było kil­ka głu­pich zagrań (dla przy­kła­du: któ­ry sce­na­rzy­sta mógł być aż takim idio­tą, by wymy­ślić, że naukow­cy, jak tyl­ko odkry­ją, że wokół nich jest tlen, krzyk­ną „hur­ra”, i zdej­mą heł­my?!). Nie­mniej jed­nak, w porów­na­niu z taką Kró­lew­ną Śnież­ką i Łow­cą lub Spi­der-Manem, tutaj czu­ło się, że za kame­rą nie sie­dział byle kto. I może to głu­pie, ale pod­czas oglą­da­nia Pro­me­te­usza czu­łam się tak, jak­bym nagle odkry­ła jakiś świet­ny, sta­ry, zapo­mnia­ny film z lat dzie­więć­dzie­sią­tych. Takich rze­czy już po pro­stu się nie krę­ci. A szko­da, bo Pro­me­te­usz to kawał napraw­dę świet­ne­go kina. I cie­szę się, że być może nastą­pi ciąg dal­szy.

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Man, I Love Films

Post jest frag­men­tem wpi­su pocho­dzą­ce­go z po­przed­niej od­słony blo­ga.

Tekst został zre­da­go­wany i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nalny wpis mo­żesz zo­ba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.