Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: Ronald D. Moore

Krótkie Formy, Szaleństwo Serialowe, Szybki Wpis, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Oglądanie nigdy nie kończy się na jednym odcinku!

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień szósty: Portlandia – One Moore Episode

Na zakoń­cze­nie Tygo­dnia z Bat­tle­star Galac­ti­ca mam dla was – ku prze­stro­dze – frag­men­ty jed­ne­go z odcin­ków Por­t­lan­dii. ︎;)

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Prawdziwe Gwiezdne Wojny

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień drugi: Battlestar Galactica

„Naj­lep­szy serial scien­ce-fic­tion. Ba, w ogó­le naj­lep­szy serial, jaki kie­dy­kol­wiek powstał. Coś, co każ­dy powi­nien zoba­czyć. Naj­wspa­nial­szy, naj­mą­drzej­szy, naj­ge­nial­niej­szy” – mniej wię­cej takie opi­nie sły­sza­łam o Bat­tle­star Gala­cit­ca i to na dłu­go przed tym, jak w zeszło­rocz­ne waka­cje zasia­dłam do jego oglą­da­nia. Poprzecz­kę zawie­si­łam więc dość wyso­ko.

Wcze­śniej obej­rza­na Capri­ca mi się podo­ba­ła, ale powiedz­my sobie szcze­rze – to nie był serial, któ­ry wgnia­tał w fotel i powo­do­wał opad szczę­ki. Dla­te­go też do Bat­tle­star Galac­ti­ca pode­szłam tak samo, jak do wszyst­kich innych rze­czy, któ­ry­mi zachwy­ca się ogół spo­łe­czeń­stwa, czy­li dość nie­uf­nie. Po pro­stu nie wie­rzy­łam, że ten serial może być tak fan­ta­stycz­ny, jak wszy­scy mówią. Ale, jak się szyb­ko prze­ko­na­łam – tym razem ludzie z inter­ne­tu mię­li rację. A świat Bat­tle­star Galac­ti­ca zachwy­cił mnie tak bar­dzo, że do tej pory nie mogę wyjść z podzi­wu.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Człowieczeństwo w retro-futurystycznym świecie

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień pierwszy: Caprica

Bat­tle­star Galac­ti­cę oraz inne pro­duk­cje z uni­wer­sum tego seria­lu mia­łam przy­jem­ność obej­rzeć w poprzed­nie waka­cje. Jed­nak wte­dy pomy­śla­łam sobie: „pocze­kam z wpi­sem, aż poja­wi się Blo­od and Chro­me” (czy­li kolej­ny serial zwią­za­ny z Bat­tle­star Galac­ti­ca). A potem zabra­kło mi cza­su, by popeł­nić not­kę na ten temat.

Na szczę­ście let­ni sezon ogór­ko­wy to dobry czas na to, by nad­ro­bić zale­gło­ści nie tyl­ko w oglą­da­niu, ale też pisa­niu o seria­lach. Nato­miast Bat­tle­star Galac­ti­ca i spół­ka są pro­duk­cja­mi, któ­re każ­dy, sza­nu­ją­cy się oglą­dacz seria­li znać powi­nien i aż nie wypa­da, bym nie wspo­mnia­ła o nich na Dyr­dy­ma­łach.

Przy czym, ponie­waż od obej­rze­nia Capri­ki* minę­ło dużo cza­su, dzi­siej­szy wpis nie będzie odno­sił się do szcze­gó­łów fabu­ły seria­lu, bo te wyle­cia­ły mi już z pamię­ci. Co nie jest to do koń­ca takie złe, bo pozwa­la spoj­rzeć na pro­duk­cję z dystan­su, nie­co bar­dziej na chłod­no. Sku­pię się więc na ele­men­tach, któ­re zapa­mię­ta­łam – zwłasz­cza, że sko­ro wciąż potra­fię je sobie przy­po­mnieć, to zna­czy, że napraw­dę zro­bi­ły na mnie duże wra­że­nie.

* Nie mam poję­cia, jak powin­no się odmie­niać przez przy­pad­ki tytu­ły Capri­caBat­tle­star Galac­ti­ca, dla­te­go pro­szę, miej­cie dla mnie w tej kwe­stii wyro­zu­mia­łość.