Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: Ridley Scott

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina:

Papierowo-celuloidowy Mars

Marsjanin / The Martian

Zamie­rza­łam zro­bić dwa wpi­sy o Mar­sja­ni­nie – jeden o książ­ce, a dru­gi o fil­mie. Ale ponie­waż jak wie­cie jestem leniem, będzie tyl­ko jeden Dyr­dy­mał. Oczy­wi­ście głów­nym tema­tem będzie recen­zja ekra­ni­za­cji, ale z dużą ilo­ścią odnie­sień i porów­nań do papie­ro­we­go ory­gi­na­łu. Coś w sty­lu książ­ka kon­tra film. Ale nie do koń­ca.

We wpi­sie mogą poja­wić się drob­ne spo­ile­ry, przy czym napi­sa­łam je tak, by oso­by nie zna­ją­ce fabu­ły Mar­sja­ni­na i tak za bar­dzo nie wie­dzia­ły, o co cho­dzi.

Bajkowe Animki, Filmy Przeróżne, Pojedynki Filmowo-Serialowe:

Kto lepiej przeszedł przez Morze Czerwone?

Exodus: Bogowie i królowie kontra Książę Egiptu

Ostat­nio w Hol­ly­wo­od zapa­no­wa­ła chy­ba jakaś moda na two­rze­nie super­pro­duk­cji na pod­sta­wie Biblii. Naj­pierw Noe: Wybra­ny przez Boga, teraz Exo­dus: Bogo­wie i kró­lo­wie. Pierw­szy z tych fil­mów zoba­czy­łam tyl­ko po to, by prze­ko­nać się, czy był tak zły, jak twier­dzi­li inni (i oka­za­ło się, że rze­czy­wi­ście był). W dru­gim przy­pad­ku, do obej­rze­nia zmo­ty­wo­wa­ło mnie coś jesz­cze zło­śliw­sze­go: chcia­łam spraw­dzić, jak bar­dzo Exo­dus jest gor­szy od Księ­cia Egip­tu, któ­re­go uwa­żam za cał­kiem uda­ną ani­ma­cję.

Ku moje­mu zdzi­wie­niu oka­za­ło się, że Exo­dus nie pre­zen­tu­je się aż tak źle, jak przy­pusz­cza­łam. Ale też w wie­lu przy­pad­kach nie dora­sta do pięt pro­duk­cji Dre­am­Work­sa. Któ­ry Moj­żesz jest więc cie­kaw­szą posta­cią? I któ­re­mu z nich lepiej wyszło przej­ście przez Morze Czer­wo­ne? Posta­ram się to roz­strzy­gnąć w dzi­siej­szym poje­dyn­ku fil­mo­wym.

Ogólnie Rzecz Ujmując, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Wydanie nowe, poprawione

Czy tworzenie remakeów ma sens?

Fil­mo­wa­nie nowych wer­sji sta­rych pro­duk­cji nie jest niczym nowym. Jed­nak­że ostat­ni­mi cza­sy – podob­no z powo­du kry­zy­su – kino i tele­wi­zja coraz chęt­niej się­ga­ją po uży­wa­ne już wcze­śniej sce­na­riu­sze fil­mo­we. Do tej pory nie mia­łam z tym więk­szych pro­ble­mów. Co praw­da takie odgrze­wa­ne kotle­ty cza­sem sma­ko­wa­ły lepiej, a cza­sem gorzej, ale nigdy nie zasta­na­wia­łam się nad sen­sow­no­ścią same­go ich ser­wo­wa­nia.

Ale kil­ka dni temu prze­czy­ta­łam new­sa o remake’u pew­ne­go dość świe­że­go seria­lu i to spra­wi­ło, że zaczę­łam roz­k­mi­niać, czy two­rze­nie takich nowych wer­sji jest uza­sad­nio­ne, czy może zupeł­nie zby­tecz­ne, wręcz god­ne potę­pie­nia. I co wię­cej: jaki cel może przy­świe­cać twór­com takich pro­duk­cji (poza chę­cią zaro­bie­nia pie­nię­dzy)?

Filmy Przeróżne, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Bez ambicji, ale z rozmachem

Prometeusz / Prometheus

Rozu­miem, że ci, któ­rzy spo­dzie­wa­li się po tej pro­duk­cji arcy­dzie­ła, któ­re wgnie­cie ich w fotel i spra­wi, że wyj­dą z kina, poty­ka­jąc się o wła­sne szczę­ki – mogli poczuć się moc­no zawie­dze­ni. Ale ja nie ocze­ki­wa­łam od tego fil­mu abso­lut­nie nicze­go i otrzy­ma­łam dzie­ło może nie genial­ne, ale napraw­dę świet­nie nakrę­co­ne. No dobrze, zga­dza się – było kil­ka głu­pich zagrań (dla przy­kła­du: któ­ry sce­na­rzy­sta mógł być aż takim idio­tą, by wymy­ślić, że naukow­cy, jak tyl­ko odkry­ją, że wokół nich jest tlen, krzyk­ną „hur­ra”, i zdej­mą heł­my?!). Nie­mniej jed­nak, w porów­na­niu z taką Kró­lew­ną Śnież­ką i Łow­cą lub Spi­der-Manem, tutaj czu­ło się, że za kame­rą nie sie­dział byle kto. I może to głu­pie, ale pod­czas oglą­da­nia Pro­me­te­usza czu­łam się tak, jak­bym nagle odkry­ła jakiś świet­ny, sta­ry, zapo­mnia­ny film z lat dzie­więć­dzie­sią­tych. Takich rze­czy już po pro­stu się nie krę­ci. A szko­da, bo Pro­me­te­usz to kawał napraw­dę świet­ne­go kina. I cie­szę się, że być może nastą­pi ciąg dal­szy.

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Man, I Love Films

Post jest frag­men­tem wpi­su pocho­dzą­ce­go z po­przed­niej od­słony blo­ga.

Tekst został zre­da­go­wany i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nalny wpis mo­żesz zo­ba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

Filmy Przeróżne, Szybki Wpis, Wpisy Archiwalne – LiveJournal:

Legenda, której nie znacie

Robin Hood

Ksią­żę Zło­dziei z Kevi­nem Cost­ne­rem w roli Robin Hooda był moim zda­niem świet­nym fil­mem i nie odczu­wa­łam potrze­by zoba­cze­nia nowej wer­sji przy­gód legen­dar­ne­go łucz­ni­ka. Tym bar­dziej, że zwia­stu­ny fil­mu Scot­ta były tak peł­ne pato­su, że pod­czas ich oglą­da­nia popcorn sta­wał mi w gar­dle. Bar­dzo ostroż­nie zasia­dłam więc do sean­su tego fil­mu, z posta­no­wie­niem, że jeśli pierw­sze dzie­sięć minut oka­że się kiep­skie, to nie będę męczyć się dalej. No i dotrwa­łam aż do koń­co­wych napi­sów.