Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: Michael Fassbender

Złote Dyrdymały:

Złote Dyrdymały 2016

Nietuzinkowe nagrody filmowo-serialowe

Zapo­mnij­cie o Zło­tych Glo­bach, Osca­rach, Zło­tych Mali­nach i innych pre­sti­żo­wych nagro­dach. Pora przy­znać Zło­te Dyr­dy­ma­ły i nagro­dzić zarów­no tych naj­lep­szych, jak i naj­gor­szych.

Jak być może wie­cie (albo i nie), Gala Roz­da­nia Zło­tych Dyry­dy­ma­łów, jest bar­dzo nie­zwy­kłym wyda­rze­niem, ponie­waż odby­wa się z czę­sto­tli­wo­ścią „jak mi się będzie chcia­ło, to zro­bię o tym wpis”. I ten rok jest jed­nym z tych wyjąt­ko­wych, w któ­rych mi się chce. Wbij­cie się więc w swo­je galo­we stro­je, weź­cie szam­pa­na do ręki i roz­siądź­cie wygod­nie w fote­lach. Pora zacząć roz­da­nie nagród!

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina:

Apokalipsy nie było

X-Men Apocalypse

Uwiel­biam X-Men First Class oraz X-Men Days of Futu­re Past. Dla­te­go zanie­po­ko­iły mnie pierw­sze, nie­zbyt pochleb­ne, recen­zje X-Men Apo­ca­lyp­se. Z tą masą obaw wybra­łam się w pią­tek na noc­ny mara­ton fil­mo­wy z X-Mena­mi. Wiel­kim plu­sem takich imprez jest to, że naj­now­szą odsło­nę serii oglą­da się mając w pamię­ci świe­żo obej­rza­ne poprzed­nie czę­ści. Poza tym pre­mie­ro­wy film jest pod­da­wa­ny dodat­ko­wej pró­bie spraw­dza­ją­cej, czy nie uśpi widza o czwar­tej nad ranem. Tym razem nie tyl­ko nie zasnę­łam, ale też wyszłam z kina cał­kiem zado­wo­lo­na, bo jak się oka­zu­je X-Men Apo­ca­lyp­se nie jest aż tak strasz­ny, jak go recen­zu­ją.

UWA­GA! Wpis zawie­ra drob­ne, „ocen­zu­ro­wa­ne” spo­ile­ry.

Filmy Przeróżne, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Bez ambicji, ale z rozmachem

Prometeusz / Prometheus

Rozu­miem, że ci, któ­rzy spo­dzie­wa­li się po tej pro­duk­cji arcy­dzie­ła, któ­re wgnie­cie ich w fotel i spra­wi, że wyj­dą z kina, poty­ka­jąc się o wła­sne szczę­ki – mogli poczuć się moc­no zawie­dze­ni. Ale ja nie ocze­ki­wa­łam od tego fil­mu abso­lut­nie nicze­go i otrzy­ma­łam dzie­ło może nie genial­ne, ale napraw­dę świet­nie nakrę­co­ne. No dobrze, zga­dza się – było kil­ka głu­pich zagrań (dla przy­kła­du: któ­ry sce­na­rzy­sta mógł być aż takim idio­tą, by wymy­ślić, że naukow­cy, jak tyl­ko odkry­ją, że wokół nich jest tlen, krzyk­ną „hur­ra”, i zdej­mą heł­my?!). Nie­mniej jed­nak, w porów­na­niu z taką Kró­lew­ną Śnież­ką i Łow­cą lub Spi­der-Manem, tutaj czu­ło się, że za kame­rą nie sie­dział byle kto. I może to głu­pie, ale pod­czas oglą­da­nia Pro­me­te­usza czu­łam się tak, jak­bym nagle odkry­ła jakiś świet­ny, sta­ry, zapo­mnia­ny film z lat dzie­więć­dzie­sią­tych. Takich rze­czy już po pro­stu się nie krę­ci. A szko­da, bo Pro­me­te­usz to kawał napraw­dę świet­ne­go kina. I cie­szę się, że być może nastą­pi ciąg dal­szy.

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Man, I Love Films

Post jest frag­men­tem wpi­su pocho­dzą­ce­go z po­przed­niej od­słony blo­ga.

Tekst został zre­da­go­wany i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nalny wpis mo­żesz zo­ba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.