Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: House MD

Ogólnie Rzecz Ujmując, Szaleństwo Serialowe:

Zmęczenie serialowe

Kolejny problem pierwszego świata?

Zbli­ża się nowy sezon seria­lo­wy. I jak co roku mam pewien pro­blem. Nie chce mi się oglą­dać seria­li. Co gor­sza, każ­dej kolej­nej jesie­ni, to poczu­cie znie­chę­ce­nia jest coraz więk­sze. Tro­chę tak, jak w przy­pad­ku Aven­ger­sów – oglą­da­nie pro­duk­cji z super­bo­ha­te­ra­mi sta­je się pew­ne­go rodza­ju ruty­ną i każ­dy nowy film cie­szy mniej od poprzed­nie­go.

W dzi­siej­szym wpi­sie tro­chę poma­ru­dzę i przy oka­zji napi­szę, jak powin­ny wyglą­dać seria­le, by mniej dener­wo­wa­ły.

Wpisy Archiwalne - Blogspot, Złote Dyrdymały:

Złote Dyrdymały 2012

Nietuzinkowe nagrody filmowo-serialowe

Nigdy wcze­śniej nie robi­łam cało­rocz­nych zesta­wień moim zda­niem naj­lep­szych pro­duk­cji fil­mo­wo-seria­lo­wych. Ale obie­ca­łam sobie, że jeśli koniec świa­ta nie nastą­pi, to taki wła­śnie ran­king stwo­rzę. A ponie­waż apo­ka­lip­sy nie było…

Powie­cie może, że tro­chę póź­no się za to zabra­łam, sko­ro więk­szość blo­ge­rów, fil­mo­wych por­ta­li oraz innych takich, podob­ne listy stwo­rzy­ło już pod koniec roku. Ale z dru­giej stro­ny, wszel­kie Zło­te Glo­by, Osca­ry oraz inne Zło­te Mali­ny są roz­da­wa­ne już po Syl­we­strze. Posta­no­wi­łam więc wziąć sobie za wzór naj­lep­szych i swo­je zesta­wie­nie rów­nież spo­rzą­dzić dopie­ro w nowym roku.

Szaleństwo Serialowe, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Majowy Serial Miesiąca

Doktor House / House MD – finał serialu

„Ale jak to?” – zapy­ta­cie.

„To nie­spra­wie­dli­we!” – stwier­dzi­cie. – „Prze­cież House wca­le nie wyka­zał się w tym mie­sią­cu spe­cjal­nie wyso­ką for­mą. I jego fina­ło­wy odci­nek też dawał wie­le do życze­nia.”

A ja wam na te wszyst­kie zarzu­ty odpo­wiem:

House MD - Not a Democracy

Kie­dy w grę wcho­dzi House, demo­kra­cja i spra­wie­dli­wość nie mają zna­cze­nia.
House rzą­dzi i już. Sor­ry.

źró­dło: IMP Awards

Zga­dza się, ostat­ni odci­nek nie był dobry. Nie był dobry ani w porów­na­niu z zakoń­cze­nia­mi innych seria­li, ani w porów­na­niu z fina­ła­mi wcze­śniej­szych sezo­nów House’a, ani nawet w porów­na­niu z inny­mi odcin­ka­mi tego seria­lu. Co wię­cej – ten sezon przy­gód dok­to­ra tak­że nie nale­żał do naj­bar­dziej uda­nych. Ale House’owi nale­ży się na Dyr­dy­ma­łach wyróż­nie­nie. Za osiem lat fan­ta­stycz­nych porad medycz­nych i za to, że jest on naj­cie­kaw­szą seria­lo­wą posta­cią, jaką znam.

Wiem, że powin­nam napi­sać coś wię­cej. Stwo­rzyć jakąś dwu­dzie­sto-wer­so­wą i osiem­na­sto-zgło­sko­wą Odę do Dok­to­ra House’a, czy coś w tym sty­lu. Ale gdy­by House zoba­czył, co napi­sa­łam, skwi­to­wał­by moje wysił­ki krót­kim stwier­dze­niem „to głu­pie”. I chy­ba miał­by rację. Z resz­tą, to było­by nie tyl­ko głu­pie, ale tak­że mało odkryw­cze. Bo o Housie pisa­li już wszy­scy – nie tyl­ko na blo­gach i forach, ale nawet w książ­kach. Wąt­pię więc, czy od sie­bie mogła­bym dodać coś wię­cej.

Przy­znam się jed­nak, że dziw­nie się po tym fina­le czu­ję. Nie odczu­wam ani żalu po stra­cie, ani ulgi, że to już koniec. Zamiast tego wciąż wyda­je mi się, że w paź­dzier­ni­ku zosta­nie wyemi­to­wa­ny następ­ny odci­nek przy­gód dok­to­ra, w któ­rym Greg na nowo poja­wi się w Prin­ce­ton-Pla­ins­bo­ro i stwier­dzi: „Wil­son nie żyje, ale ja nie zgi­ną­łem w poża­rze. Dali­ście się nabrać, idio­ci! A sko­ro przy­wi­ta­nia mamy już za sobą, to popro­szę o jakiś cie­ka­wy przy­pa­dek medycz­ny do roz­wią­za­nia.”

Inny­mi sło­wy, czu­ję się tak, jak­by House był moim dobrym zna­jo­mym, któ­ry dostał wizę i posta­no­wił na zawsze wyje­chać do Ame­ry­ki – choć zda­ję sobie spra­wę, że praw­do­po­dob­nie nigdy wię­cej go nie zoba­czę, to pocie­szam się, że facet prze­cież nie umarł. I że może jed­nak kie­dyś znów go spo­tkam.

No dobrze, finał nie wypa­lił, ostat­ni sezon oka­zał się kla­pą. Ale jest jed­na rzecz, któ­rą powin­ni­ście obej­rzeć, jeśli jeste­ście fana­mi House’a. Jest nią spe­cjal­ny, wspo­min­ko­wy odci­nek Swan Song, któ­ry sku­pia się nie tyle na samym seria­lu, co na jego twór­cach. Wszyst­kich, nawet tych naj­drob­niej­szych, któ­rych nazwi­ska poja­wia­ją się gdzieś, na koń­cu napi­sów koń­co­wych. To wła­śnie pod­czas oglą­da­nia tego dodat­ko­we­go odcin­ka, a nie w trak­cie same­go fina­łu, łez­ka zakrę­ci­ła mi się w oku. Wię­cej szcze­gó­łów na temat Swan Song wam nie zdra­dzę. Po pro­stu go obej­rzyj­cie. I już.

A na koniec jesz­cze słów­ko o Hugh Lau­rie. Facet pla­nu­je zająć się teraz two­rze­niem muzy­ki. I dobrze, bo po tylu latach nale­żą mu się aktor­skie waka­cje. Tyle, że mnie oso­bi­ście bar­dziej podo­ba się muzy­ka, któ­rą Lau­rie two­rzył wspól­nie z Band from TV, bo w poje­dyn­kę wycho­dzą mu jaz­zo­we nudy. Ale jesz­cze bar­dziej bym chcia­ła, by Hugh zamiast muzy­ką, zajął się pisa­niem powie­ści, bo w tej dzie­dzi­nie facet też jest uta­len­to­wa­ny. A sło­wa, któ­re wycho­dzą spod jego pió­ra są rów­nie moc­ne, jak cię­te ripo­sty House’a. Nie wie­rzy­cie? Prze­czy­taj­cie Sprze­daw­cę Bro­ni.

I jesz­cze, już cał­ko­wi­cie na zakoń­cze­nie:

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

Post jest frag­men­tem wpi­su pocho­dzą­ce­go z poprzed­niej odsło­ny blo­ga.

Tekst został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny wpis możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.