Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: Edward James Olmos

Krótkie Widełka, Szaleństwo Serialowe, Szybki Wpis, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Oglądanie nigdy nie kończy się na jednym odcinku!

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień szósty: Portlandia – One Moore Episode

Na zakoń­cze­nie Tygo­dnia z Bat­tle­star Galac­ti­ca mam dla was – ku prze­stro­dze – frag­men­ty jed­ne­go z odcin­ków Por­t­lan­dii. ︎;)

Krótkie Widełka, Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Epickość w najlepszym tego słowa znaczeniu

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień piąty: Battlestar Galactica – Heart of Courage

Angiel­skie sło­wo pathe­tic może ozna­czać zarów­no coś pate­tycz­ne­go i wynio­słe­go, jak i żało­sne­go, wręcz kiczo­wa­te­go. Wyda­je mi się, że to świet­nie obra­zu­je, jak cien­ka jest gra­ni­ca pomię­dzy jed­nym, a dru­gim i jak łatwo jest ją prze­kro­czyć.

Ist­nie­je też inne angiel­skie sło­wo: epic, któ­re zna­czy mniej wię­cej to samo, co pathe­tic, ale tyl­ko w tym wynio­słym, pozy­tyw­nym zna­cze­niu. Oso­by posłu­gu­ją­ce się języ­kiem angiel­skim lubią uży­wać tego przy­miot­ni­ka. Nie­ste­ty jego pol­ski odpo­wied­nik: epic­ki nie brzmi już tak pięk­nie, draż­ni moje uszy i zda­je się być sztucz­ną kal­ką z języ­ka angiel­skie­go. Ale w nie­któ­rych sytu­acjach jest to nie­ste­ty jedy­ny przy­miot­nik, któ­ry moż­na użyć do opi­sa­nia pew­nych rze­czy.

Dla­cze­go o tym wspo­mi­nam? Bo chcia­łam wam dziś zapre­zen­to­wać fanvid któ­ry niczym słów­ko pathe­tic balan­su­je na gra­ni­cy wynio­sło­ści i kiczu, ale w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku, moż­na go opi­sać po pro­stu, jako coś epic­kie­go.

Sceny Niezwykłe, Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Mistrzowskie napięcie na skraju wojny

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień czwarty: Prelude to War

Wczo­raj­szym wpi­sem o Blo­od and Chro­me zakoń­czy­łam tą trud­niej­szą, bar­dziej gra­fo­mań­ską część roz­wa­żań o serii Bat­tle­star Galac­ti­ca. Ale tydzień się jesz­cze nie skoń­czył i od dziś, do sobo­ty będzie tu mniej dyr­dy­ma­le­nia, a wię­cej poka­zy­wa­nia cie­ka­wych rze­czy zwią­za­nych z seria­lem.

Ale nie myśl­cie sobie, że posta­no­wi­łam iść na łatwi­znę! Gdy tyl­ko wpa­dłam na pomysł stwo­rze­nia „Tygo­dnia z Bat­tle­star Galac­ti­ca”, zada­łam sobie przy oka­zji pyta­nie: czy ist­nie­je poje­dyn­cza sce­na z seria­lu, któ­rą mogła­bym wam poka­zać na zachę­tę? Taka, któ­ra w świet­ny spo­sób odda­wa­ła­by kli­mat pro­duk­cji, ale za dużo nie spo­ile­ro­wa­ła i – wyrwa­na z kon­tek­stu – nie tra­ci­ła siły prze­ka­zu? Wyse­lek­cjo­no­wa­nie takie­go frag­men­tu było trud­ne, bo – o czym pisa­łam we wto­rek – Bat­tle­star Galac­ti­ca sta­no­wi jed­ną, inte­gral­ną całość i poje­dyn­cza sce­na jest niczym puz­zel ode­rwa­ny od stu­ele­men­to­wej ukła­dan­ki.

Cięż­ko było mi się więc zde­cy­do­wać, co wam poka­zać. Czy osta­tecz­nie doko­na­łam wła­ści­we­go wybo­ru? To już musi­cie oce­nić sami.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Prawdziwe Gwiezdne Wojny

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień drugi: Battlestar Galactica

„Naj­lep­szy serial scien­ce-fic­tion. Ba, w ogó­le naj­lep­szy serial, jaki kie­dy­kol­wiek powstał. Coś, co każ­dy powi­nien zoba­czyć. Naj­wspa­nial­szy, naj­mą­drzej­szy, naj­ge­nial­niej­szy” – mniej wię­cej takie opi­nie sły­sza­łam o Bat­tle­star Gala­cit­ca i to na dłu­go przed tym, jak w zeszło­rocz­ne waka­cje zasia­dłam do jego oglą­da­nia. Poprzecz­kę zawie­si­łam więc dość wyso­ko.

Wcze­śniej obej­rza­na Capri­ca mi się podo­ba­ła, ale powiedz­my sobie szcze­rze – to nie był serial, któ­ry wgnia­tał w fotel i powo­do­wał opad szczę­ki. Dla­te­go też do Bat­tle­star Galac­ti­ca pode­szłam tak samo, jak do wszyst­kich innych rze­czy, któ­ry­mi zachwy­ca się ogół spo­łe­czeń­stwa, czy­li dość nie­uf­nie. Po pro­stu nie wie­rzy­łam, że ten serial może być tak fan­ta­stycz­ny, jak wszy­scy mówią. Ale, jak się szyb­ko prze­ko­na­łam – tym razem ludzie z inter­ne­tu mię­li rację. A świat Bat­tle­star Galac­ti­ca zachwy­cił mnie tak bar­dzo, że do tej pory nie mogę wyjść z podzi­wu.