Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: dramat

Pojedynki Filmowo-Serialowe, Przeniesione na nowe Dyrdymały:

Pojedynek na popsute mózgi

Odnaleźć siebie [Regarding Henry] kontra Recovery

Dzie­li je ponad pięt­na­ście lat róż­ni­cy. Jeden jest dobrze sfi­nan­so­wa­ną, hol­ly­wo­odz­ką pro­duk­cją, dru­gi – nisko­bu­dże­to­wym fil­mem BBC. W pierw­szym wystą­pił Har­ri­son Ford, u szczy­tu swo­jej karie­ry, w dru­gim – David Ten­nant, któ­ry wła­śnie zawład­nął ser­ca­mi fanów Dok­to­ra Who. Jeden w mło­do­ści set­ki razy obej­rza­łam na kase­cie VHS, dru­gi jako dwu­dzie­sto i wię­cej lat­ka – rów­nie wie­le razy na ekra­nie kom­pu­te­ra.

Dwie na pozór róż­ne pro­duk­cje, któ­re łączy to, że poka­zu­ją życie po ura­zie mózgu. I któ­re – jak się prze­ko­na­cie – opo­wia­da­ją nie­mal tą samą histo­rię, ale w zupeł­nie inny spo­sób.

W dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le, po prze­ciw­nych stro­nach rin­gu sta­ną Odna­leźć sie­bie oraz Reco­ve­ry. A w grę będzie wcho­dzi­ła nie tyle jakość oby­dwu fil­mów, co to, jak na prze­strze­ni lat zmie­nił się spo­sób opo­wia­da­nia o cho­ro­bach mózgu. Nie ma więc mowy o sto­so­wa­niu tary­fy ulgo­wej „jak na tam­te cza­sy”. Choć to wca­le nie ozna­cza, że star­szy z dzi­siej­szych zawod­ni­ków jest z góry ska­za­ny na poraż­kę!

UWA­GA! Z racji tego, że oby­dwie z oma­wia­nych pro­duk­cji mia­ły pre­mie­rę wie­le lat temu, we wpi­sie poja­wią się, niczym nie zasła­nia­ne spo­ile­ry.

Filmy Przeróżne, Przeniesione na nowe Dyrdymały:

Sąsiad stworzony do podglądania?

The Neighbor

Wil­liam Ficht­ner nie ma szczę­ścia do gra­nia w block­bu­ste­rach, bo te, w któ­rych się poja­wiał (zwłasz­cza nie­daw­no) oka­zy­wa­ły się być strasz­ny­mi kaszan­ka­mi. Aktor ma nato­miast nosa do fil­mów nie­za­leż­nych i więk­szość tego typu pro­duk­cji z jego udzia­łem to rze­czy świet­nie nakrę­co­ne, nie­tu­zin­ko­we i poru­sza­ją­ce.

W 2015 roku Ficht­ner zagrał głów­ną rolę w nisko­bu­dże­to­wym The Neigh­bor. Przez następ­ne dwa lata pro­duk­cja była poka­zy­wa­na na mniej lub bar­dziej niszo­wych festi­wa­lach fil­mo­wych, gdzie zgar­nę­ła masę pochwał i kil­ka nagród (z cze­go jed­na tra­fi­ła bez­po­śred­nio w ręce Ficht­ne­ra). Nie­daw­no Sąsiad* tra­fił do sze­ro­kiej dys­try­bu­cji i jak pew­nie zdą­ży­li­ście się domy­ślić – już go obej­rza­łam, i zaraz podzie­lę się z wami wra­że­nia­mi z sean­su.


* Będę cza­sem uży­wać tak spo­lsz­czo­ne­go tytu­łu, choć zna­jąc fan­ta­zję naszych nad­wi­ślań­skich dys­try­bu­to­rów, nada­dzą oni fil­mo­wi bar­dziej wymyśl­ną nazwę, na przy­kład „Mil­czą­cy obser­wa­tor” albo „Jak pod­glą­dać mło­dą sąsiad­kę”.

Szaleństwo Serialowe:

Perfekcyjnie niedobrani detektywi*

Ellie Miller i Alec Hardy z Broadchurch

Ostat­nio sta­łam się nie­co mono­te­ma­tycz­na i wszę­dzie, gdzie tyl­ko się da, wspo­mi­nam o Bro­ad­church. Seria­lem zachwy­ca­łam się tutaj, dwu­krot­nie na Dyr­dy­ma­łach, a raz nawet na Popa­mi­nie. I choć wiem, że powo­li robi się to iry­tu­ją­ce – muszę poświę­cić bry­tyj­skiej pro­duk­cji jesz­cze jeden wpis. We wszyst­kich wcze­śniej­szych tek­stach pisa­łam bowiem o seria­lu bar­dzo ogól­nie, pra­wie nie wspo­mi­na­jąc na naj­waż­niej­szej rze­czy, któ­ra spra­wi­ła, że skradł on moje ser­ce.

Tema­tem dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła zno­wu, po raz ostat­ni, będzie Bro­ad­church. I będzie to wpis inny od pozo­sta­łych, bo sku­pię się w nim na parze głów­nych boha­te­rów, dla któ­rych przede wszyst­kim oglą­da­łam serial – na Ellie Mil­ler i Ale­cu Har­dym.

UWA­GA – w tek­ście poja­wi się kil­ka (drob­nych i ukry­tych, ale jed­nak) spo­ile­rów!

* W tytu­le i resz­cie wpi­su umyśl­nie popeł­ni­łam pew­ne­go rodza­ju błąd tłu­ma­cze­nio­wy. Pisząc „detek­ty­wi” cho­dzi­ło mi bowiem o bry­tyj­skich, poli­cyj­nych detek­ty­wów, bo taki­mi są Mil­ler i Har­dy (detek­tyw w pol­skim tego sło­wa zna­cze­niu, to po angiel­sku pri­va­te inve­sti­ga­tor).

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Szybki Wpis:

Z kamerą wśród przeklętych

Ostatnia rodzina

Naj­więk­szym wro­giem każ­de­go fil­mu są recen­zje. Mogą one zaszko­dzić zarów­no tym złym, jak i dobrym pro­duk­cjom. Tak wła­śnie sta­ło się w przy­pad­ku Ostat­niej rodzi­ny – spo­dzie­wa­łam się dzie­ła genial­ne­go, a otrzy­ma­łam film dobry, ale nie aż tak zachwy­ca­ją­cy, jak twier­dzi­li inni.

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina:

W Karbali nie ma helikopterów w ogniu

Karbala

Bar­dzo rzad­ko oglą­dam pol­skie fil­my. O tym, jak rzad­ko, niech świad­czy fakt, że ostat­nią rodzi­mą pro­duk­cją, jaką widzia­łam, byli Bogo­wie. Teraz wybra­łam się do kina na Kar­ba­lę. „Naj­lep­szy pol­ski film tego roku”, „pol­skie Ter­mo­pi­le”, „pol­ski Heli­kop­ter w ogniu” – każ­da recen­zja, któ­rą prze­czy­ta­łam mówi­ła, że się nie zawio­dę. Że pro­duk­cja zasko­czy mnie rów­nie moc­no, jak rok temu film o Reli­dze.

Nie­ste­ty Kar­ba­la oka­za­ła się być jed­nym z tych fil­mów, z powo­du któ­rych nie lubię oglą­dać pol­skich pro­duk­cji. Żal ją kry­ty­ko­wać, bo widać, że twór­cy napraw­dę moc­no się sta­ra­li. Ale jed­no­cze­śnie film tak bar­dzo mnie roz­cza­ro­wał, że nie mogę napi­sać na jego temat pozy­tyw­nej recen­zji.

Szaleństwo Serialowe:

Nie pojmuję tego szaleństwa

Mad Men, sezon 1 i pół

Mad Mena moż­na było nie oglą­dać, ale cięż­ko było o nim nie sły­szeć. Ja sły­sza­łam wie­le i były to same pozy­tyw­ne opi­nie, pocho­dzą­ce zarów­no od zna­jo­mych, jak i inter­ne­to­wych recen­zen­tów. Finał seria­lu tak­że był przez wszyst­kich wychwa­la­ny pod nie­bio­sa.

Ponie­waż tak dobrej pro­duk­cji wstyd nie znać, a waka­cyj­ny, seria­lo­wy sezon ogór­ko­wy jest ide­al­ny do nad­ra­bia­nia tego typu zale­gło­ści, lato posta­no­wi­łam spę­dzić z Donem Dra­pe­rem i resz­tą sza­leń­ców z nowo­jor­skiej agen­cji rekla­mo­wej.

Filmy Przeróżne:

Hałas i krew

Whiplash

Lubię fil­my, któ­re nie są jed­no­znacz­ne. Któ­rych nie moż­na zin­ter­pre­to­wać w jeden słusz­ny spo­sób. Któ­re każ­dy widz na pod­sta­wie wła­snych doświad­czeń odbie­rze zupeł­nie ina­czej. Takie fil­my, nad któ­ry­mi trze­ba się zasta­no­wić. I o któ­rych moż­na dys­ku­to­wać.

Whi­plash jest takim wła­śnie fil­mem. Spodo­bał mi się tak bar­dzo, że muszę o nim napi­sać. Przy czym nie będzie to recen­zja, tyl­ko zbiór luź­nych prze­my­śleń. Zwłasz­cza, że o tym dzie­le nie moż­na chy­ba pisać ina­czej, jak tyl­ko przez pry­zmat wła­snej oso­by.

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Przeniesione na nowe Dyrdymały:

Religa pokazał, że jednak można

Bogowie

Nigdy nie piszę o pol­skich pro­duk­cjach. Czy to ozna­ka bra­ku patrio­ty­zmu? Czę­ścio­wo tak, ale nie do koń­ca. Ja po pro­stu boję się oglą­dać nasze fil­my. Boję się, że zoba­czę kolej­ną rzecz, któ­ra oka­że się kiep­ska i głu­pia, że wyj­dę z kina wście­kła i jed­no­cze­śnie zawsty­dzo­na tym, że my, Pola­cy, nie potra­fi­my krę­cić faj­nych rze­czy. Dla­te­go też w ramach zasa­dy „cze­go oczy nie widzą, tego ser­cu nie żal” omi­jam rodzi­me pro­duk­cje sze­ro­kim łukiem.

Nie wiem, co skło­ni­ło mnie, by aku­rat tym razem wybrać się do kina. Ale poszłam. I zosta­łam bar­dzo pozy­tyw­nie zasko­czo­na, bo nigdy nie przy­pusz­cza­łam, że nad Wisłą moż­na nakrę­cić aż tak dobry film.