Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe:

Przytulna apokalipsa dla fanów

Dobry omen / Good Omens

Pra­wie dwa lata cze­ka­nia, oglą­da­nia zdjęć z pla­nu, zachwy­ca­nia zwia­stu­na­mi i cie­sze­nia z tego, jaka che­mia jest mię­dzy akto­ra­mi, kie­dy ci udzie­la­ją wspól­nych wywia­dów. Dwa lata wie­rze­nia w to, że koń­co­wy efekt będzie cudow­nie boski oraz jed­no­cze­snych obaw, że dobry­mi chę­cia­mi jest jed­nak pie­kło wybru­ko­wa­ne i wszyst­ko dia­bli wezmą. I w koń­cu sta­ło się – ostat­ni dzień maja był jed­no­cze­śnie dniem sądu osta­tecz­ne­go – na takiej zasa­dzie, że mogłam naresz­cie się prze­ko­nać, jak wyglą­da Dobry omen i osta­tecz­nie osą­dzić serial jako całość, bo w sie­ci od razu poja­wi­ły się wszyst­kie jego odcin­ki.

Jak już się pew­nie domy­śla­cie, w dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le podzie­lę się z wami moimi wra­że­nia­mi z sean­su Dobre­go ome­nu. Dla­te­go, bez dal­sze­go owi­ja­nia w baweł­nę – przejdź­my do Apo­ka­lip­sy!

Ten wpis został prze­nie­sio­ny na nową wer­sję Dyr­dy­ma­łów.

Możesz go zoba­czyć i sko­men­to­wać TUTAJ.

O co chodzi?

Dobry omen jest ekra­ni­za­cją powsta­łej w latach dzie­więć­dzie­sią­tych powie­ści autor­stwa Terry’ego Prat­chet­ta i Neila Gaima­na. Zarów­no książ­ka, jak i serial peł­ne są nie­tu­zin­ko­wych posta­ci oraz zaska­ku­ją­cych i zakrę­co­nych zwro­tów akcji, więc im mniej wie­cie na temat fabu­ły, tym lepiej, bo bar­dziej was ona zasko­czy.

Poni­żej zdra­dzę więc tyl­ko jed­ną kwe­stię – tak, by oso­by, któ­re zupeł­nie nie wie­dzą, o co cho­dzi, mia­ły pod­czas dal­szej lek­tu­ry jakiś punkt zacze­pie­nia.


Głów­ny­mi boha­te­ra­mi Dobre­go ome­nu są anioł Azi­ra­fal i demon Crow­ley. Oby­dwaj prze­by­wa­ją wśród ludzi od począt­ku ist­nie­nia świa­ta – ten pierw­szy, by spro­wa­dzać ich na dobrą dro­gę, a dru­gi – by zwo­dzić na poku­sze­nie. Rzecz w tym, że przez te tysiąc­le­cia spę­dzo­ne na ziem­skim pado­le, oby­dwo­je zna­leź­li tu wie­le rze­czy, któ­re polu­bi­li – pysz­ne jedze­nie, wybor­ne wino, dobrą muzy­kę i tak dalej. Kie­dy więc pew­ne­go dnia na świe­cie poja­wia się Anty­chryst, któ­ry ma dopro­wa­dzić nie tyl­ko do Arma­ged­do­nu, ale też koń­ca tych wszyst­kich ludz­kich wyna­laz­ków, któ­re Azi­ra­fal i Crow­ley tak bar­dzo cenią – anioł i demon decy­du­ją się połą­czyć swo­je siły i anu­lo­wać Apo­ka­lip­sę. A to – jak się pew­nie domy­śla­cie – wca­le nie jest pro­ste.

Ekranizacja niemożliwa

Pozo­stań­my jesz­cze przez moment przy książ­ko­wym Dobrym ome­nie. Choć twór­ców powie­ści było dwóch, prze­wa­żał w niej styl Prat­chet­ta, któ­ry był mistrzem opi­sy­wa­nia wszyst­kie­go w zabaw­ny i absur­dal­ny spo­sób. Takie opi­sy spra­wia­ją, że książ­ki Prat­chet­ta bar­dzo przy­jem­nie się czy­ta, ale jed­no­cze­śnie – jest je nie­zwy­kle trud­no zekra­ni­zo­wać. I nie­ste­ty więk­szość* dotych­cza­so­wych adap­ta­cji pro­zy Prat­chet­ta roz­cza­ro­wy­wa­ła zarów­no fanów jego twór­czo­ści (bo w książ­kach wszyst­ko zosta­ło cie­ka­wiej przed­sta­wio­ne), jak i oso­by „zie­lo­ne” (któ­rym cięż­ko było zro­zu­mieć humor fil­mów, bez zna­jo­mo­ści ksią­żek, na któ­rych bazo­wa­ły ekra­ni­za­cje).

Dla­te­go podob­nie, jak chy­ba każ­dy fan twór­czo­ści Prat­chet­ta, cie­szy­łam się z tego, że Dobry omen zosta­nie zekra­ni­zo­wa­ny i jed­no­cze­śnie bałam, że nie wyj­dzie z tego nic dobre­go.

Dobry omen - stary rower

Jak zekra­ni­zo­wa­li­by­ście opi­sa­ny w tak zabaw­ny spo­sób rower? I czy w ogó­le potra­fi­li­by­ście to zro­bić?

źró­dło: cytat z książ­ki Dobry omen

Pie­czę nad seria­lo­wym Dobrym ome­nem trzy­mał Neil Gaiman. I to znów dawa­ło nadzie­ję, ale jed­no­cze­śnie budzi­ło oba­wy. Bo ozna­cza­ło, że ekra­ni­za­cja będzie bar­dzo wier­na ory­gi­na­ło­wi – zarów­no pod wzglę­dem fabu­ły, jak i atmos­fe­ry. Jed­nak rze­czy, któ­re dobrze wyglą­da­ją i dzia­ła­ją na kar­tach powie­ści – nie­ko­niecz­nie spraw­dza­ją się na szkla­nym ekra­nie. Rodzi­ło się więc pyta­nie, czy Gaiman będzie potra­fił to wszyst­ko wypo­środ­ko­wać, dostrzec, gdzie potrzeb­ne są zmia­ny i pójść na kom­pro­mi­sy, dzię­ki któ­rym zado­wo­le­ni będą zarów­no miło­śni­cy powie­ści, jak i oso­by, któ­re jej nie zna­ją.


* „Więk­szość” jest tu sło­wem klu­czo­wym, bo na przy­kład Pie­kło pocz­to­we było cał­kiem uda­ne.

Trudna sztuka wizualizowania opisów

Pro­blem „prat­chet­to­wych” opi­sów został roz­wią­za­ny w jedy­ny moż­li­wy spo­sób, czy­li tak, że co jakiś czas sły­szy­my z offu głos, któ­ry tłu­ma­czy nam pew­ne rze­czy. Nie­kie­dy te opi­sy zosta­ły tak­że w mniej­szym lub więk­szym stop­niu zilu­stro­wa­ne i szko­da jedy­nie tego, że wsta­wek takich, jak ta o tań­czą­cych anio­łach i demo­nach, nie było w seria­lu wię­cej.

Nar­ra­tor nie odzy­wa się jed­nak czę­sto i wie­le kwe­stii pomi­ja mil­cze­niem. To powo­du­je, że widz nie zna­ją­cy książ­ki może albo nie zała­pać pew­nych żar­tów, albo zupeł­nie nie zwró­cić uwa­gi na ele­men­ty seria­lu, któ­re w powie­ści w cie­ka­wy spo­sób budo­wa­ły świat przed­sta­wio­ny. Naj­lep­szym przy­kła­dem niech będą tu pio­sen­ki Queen, któ­re non stop roz­brzmie­wa­ją w samo­cho­dzie Crowley’a. Widz nie zna­ją­cy książ­ki pomy­śli po pro­stu, że demon lubił słu­chać tego zespo­łu. I tym samym umknie mu cały tra­gi-komizm, jaki w powie­ści wią­zał się z tą muzy­ką.

Dobry omen – Queen

Rozu­miem, że z powo­du obostrzeń praw­no-autor­skich, twór­cy seria­lu nie mogli sobie pozwo­lić na zre­mik­so­wa­nie Ano­ther One Bites the Dust z Czaj­kow­skim. I z tego, co mówi­li w wywia­dach – powin­ni­śmy się cie­szyć, że w ekra­ni­za­cji Dobre­go ome­nu pio­sen­ki Queen w ogó­le sły­chać, bo nie­wie­le bra­ko­wa­ło i by ich nie było. Ale kur­cze – ja napraw­dę liczy­łam na to, że w seria­lu usły­szę takie utwo­ry, jak te opi­sa­ne w książ­ce!

źró­dło: cytat z książ­ki Dobry omen

Nie­ste­ty jest też kil­ka ele­men­tów, któ­re w książ­ce pre­zen­to­wa­ły się dobrze, ale zupeł­nie nie zagra­ły na ekra­nie. Przy­kła­do­wo sier­żant Sha­dwell był sym­pa­tycz­ny głów­nie za spra­wą tego, w jaki spo­sób został opi­sa­ny. Kie­dy więc tego opi­su zabra­kło i serial po pro­stu poka­zał kole­sia, któ­ry jest wred­ny dla swo­jej sąsiad­ki – nie było w tym nicze­go uro­cze­go.

Co cie­ka­we, w ekra­ni­za­cji mia­ła też cza­sem miej­sce sytu­acja odwrot­na, do tej powy­żej. W powie­ści kil­ka scen zosta­ło bowiem opi­sa­nych tak, że nie do koń­ca wie­dzia­łam, co się w nich wyda­rzy­ło. I dopie­ro, kie­dy zoba­czy­łam je na ekra­nie – zro­zu­mia­łam, co przed­sta­wia­ły.

Good Omens – Shadwell finger

Sko­ro już kry­ty­ku­ję sier­żan­ta Sha­dwel­la, to żart z pal­cem zagła­dy też wyszedł w seria­lu tro­chę drę­two.

Kom­pro­mis cha­rak­te­ry­zu­je się tym, że żad­na ze stron nie jest do koń­ca zado­wo­lo­na z jego usta­leń. Nie ina­czej jest w przy­pad­ku kom­pro­mi­sów, na jakie twór­cy seria­lo­we­go Dobre­go ome­nu zde­cy­do­wa­li się przy zekra­ni­zo­wa­niu „prat­chet­to­wych” opi­sów. Przy czym, choć mogę tyl­ko gdy­bać odno­śnie tego, jak serial ode­bra­ły oso­by nie zna­ją­ce książ­ko­we­go ory­gi­na­łu – wyda­je mi się, że w znacz­nej czę­ści ekra­ni­za­cji uda­ło się osią­gnąć kom­pro­mis ide­al­ny, czy­li roz­wią­za­nie, z któ­re­go wszy­scy widzo­wie będą tak samo zado­wo­le­ni.

Galeria osobliwości

Neila Gaima­na i Terry’ego Prat­chet­ta łączy mię­dzy inny­mi to, że oby­dwo­je zasie­dla­ją swo­je powie­ści posta­cia­mi, któ­re są albo mega dzi­wacz­ne, albo zupeł­nie zwy­czaj­ne, ale wcią­gnię­te w wir nie­zwy­kłych wyda­rzeń. Nie ina­czej jest w przy­pad­ku Dobre­go ome­nu.

Teo­re­tycz­nie oby­dwa ze wspo­mnia­nych typów posta­ci powin­ny świet­nie pre­zen­to­wać się na ekra­nie. Rzecz w tym, że w seria­lu lub fil­mie bar­dzo łatwo jest prze­kro­czyć gra­ni­cę pomię­dzy posta­cią dzi­wacz­ną w cie­ka­wy i kary­ka­tu­ral­nie głu­pi spo­sób, oraz mię­dzy boha­te­rem zwy­czaj­nym, a nud­nym. Nie wspo­mi­na­jąc już o tym, jak trud­no jest wykre­ować posta­ci, któ­re widz będzie nie tyl­ko obser­wo­wał, ale też – któ­rym będzie kibi­co­wał.


Mam dobrą i złą wia­do­mość. Ta pierw­sza jest taka, że ekra­ni­za­cja Dobre­go ome­nu na szczę­ście peł­na jest posta­ci któ­re nie prze­kra­cza­ją wspo­mnia­nych gra­nic i za któ­re trzy­ma­my kciu­ki. W wie­lu przy­pad­kach twór­com seria­lu uda­ło się nie tyl­ko wyci­snąć z książ­ko­wych pier­wo­wzo­rów to, co naj­lep­sze, ale też dodać od sie­bie kil­ka ele­men­tów, któ­re spra­wi­ły, że nie­któ­re posta­ci pre­zen­tu­ją się nawet lepiej, niż w powie­ści. Ja na przy­kład nie­zbyt lubi­łam książ­ko­we­go Pul­si­fe­ra, nato­miast ten seria­lo­wy oka­zał się bar­dzo cie­ka­wym czło­wie­kiem.

Co rów­nie waż­ne – wszy­scy ci boha­te­ro­wie zosta­li napraw­dę faj­nie zagra­ni. Po pro­stu widać, że akto­rzy na pla­nie nie tyl­ko dawa­li z sie­bie wszyst­ko, ale też – że występ w seria­lu spra­wiał im auten­tycz­ną rado­chę.

Good Omens – Hastur

Boha­te­ro­wie tacy, jak Hastur, mogli z powo­du swo­jej dzi­wacz­no­ści, w ekra­ni­za­cji pre­zen­to­wać się żenu­ją­co głu­pio. Na szczę­ście twór­com seria­lu uda­ło się spor­tre­to­wać ich w odpo­wied­ni spo­sób.

Zadzi­wia­ją­ce jest tak­że to, jak wie­le zna­nych nazwisk poja­wia się w obsa­dzie. Serio, po jed­nym cameo nastę­pu­je kolej­ne, a gdzie się nie spoj­rzy, widać zna­jo­me twa­rze. I choć zda­ję sobie spra­wę z tego, że dla oso­by nie zazna­jo­mio­nej z bry­tyj­skim show­biz­ne­sem, więk­szość z tych akto­rów pozo­sta­nie ano­ni­mo­wa, to na mnie skład obsa­dy Dobre­go ome­nu zro­bił gigan­tycz­ne wra­że­nie.


Jed­ną z gwiazd, któ­rej nazwi­skiem pro­mo­wa­ło serial, był Jon Hamm. I muszę przy­znać, że zatrud­nie­nie tego akto­ra było strza­łem w dzie­siąt­kę, bo Hamm skradł każ­dą sce­nę, w któ­rej się poja­wił. Dla­te­go jeśli lubi­cie tego akto­ra – koniecz­nie się­gnij­cie po Dobry omen – gwa­ran­tu­ję, że będzie­cie zachwy­ce­ni!

Nie mam nato­miast dobrej wia­do­mo­ści dla fanów Bene­dic­ta Cum­ber­bat­cha, któ­ry pod­ło­żył głos jed­nej z posta­ci. Aktor wypo­wia­da bowiem zale­d­wie kil­ka zdań i jeśli liczy­li­ście na coś wię­cej – może­cie się roz­cza­ro­wać.

Good Omens – Gabriel

Może to jego urok, a może to te fio­le­to­we soczew­ki kon­tak­to­we… Jed­no jest pew­ne – od Jona Ham­ma w Dobrym ome­nie nie moż­na ode­rwać wzro­ku. I widać, że aktor świet­nie się bawił gra­jąc archa­nio­ła Gabrie­la.

Dozwolone od lat osiemnastu

Wie­cie, za co mię­dzy inny­mi cenię sobie bry­tyj­skie pro­duk­cje? Za to, że potra­fią w faj­ny spo­sób por­tre­to­wać dzie­cia­ki. I tu nie cho­dzi tyl­ko o to, że Bry­tyj­czy­cy uni­ka­ją błę­dów, któ­re czę­sto popeł­nia Hol­ly­wo­od, czy­li nie two­rzą posta­ci dzie­ci, któ­re są iry­tu­ją­ce, infan­tyl­ne i ich jedy­ną rolą jest wpa­da­nie w kło­po­ty. Dzie­cia­ki w bry­tyj­skich pro­duk­cjach czę­sto oka­zu­ją się być naj­cie­kaw­szy­mi boha­te­ra­mi w całym fil­mie lub seria­lu. I jeśli uwa­ża­cie, że mało­la­ty z takie­go Stran­ger Things są super, to śpie­szę donieść, że w bry­tyj­skim kinie i tele­wi­zji roi się od dzie­cia­ków, któ­re są rów­nie sym­pa­tycz­ne, a czę­sto nawet faj­niej­sze.

Good Omens – Kids

Dzie­cia­ki w bry­tyj­skich fil­mach i seria­lach są spo­ko… zazwy­czaj.

I w tym miej­scu czas na złą wia­do­mość: w Dobrym ome­nie dzie­cia­ki nie­ste­ty nie dają rady. Tak, przy­zna­ję – w książ­ce też nie były one naj­cie­kaw­szy­mi posta­cia­mi, ale przy­naj­mniej mia­ły jakąś oso­bo­wość i coś, co spra­wia­ło, że dało się je lubić. W seria­lu nato­miast ich rola zosta­ła ogra­ni­czo­na do mini­mum, co pro­wa­dzi do tego, że nie zży­wa­my się z nimi i tym samym w fina­le – nie­zbyt przej­mu­je­my ich losem. A szko­da, bo gdy­by Adam i jego eki­pa, byli choć w poło­wie tak faj­ni, jak dzie­cia­ki ze Stran­ger Things, Dobry omen oglą­da­ło­by się o nie­bo lepiej!

Diabeł tkwi w szczegółach

Seria­lo­wy Dobry omen jest czymś wię­cej, niż tyl­ko ekra­ni­za­cją powie­ści. To pro­duk­cja two­rzo­na przez fanów i dla fanów. Wspo­mnia­łam już o gościn­nych wystę­pach masy zna­nych akto­rów. Ale to nie wszyst­ko, bo serial jest naje­żo­ny easter egga­mi, nawią­za­nia­mi do innych dzieł oraz masą mru­gnięć okiem do widza. A ponie­waż każ­da rzecz na ekra­nie zda­je się nie być przy­pad­ko­wa – pro­duk­cja jest małym arcy­dzie­łem sce­no­gra­ficz­no-kostiu­mo­wym. I jeśli podob­nie, jak ja lubi­cie bawić się w wyła­py­wa­nie easter eggówDobry omen został stwo­rzo­ny wła­śnie dla was!

Good Omens – Aziraphale coin trick

Cza­sem serial nie poka­zu­je nam pew­nych rze­czy. Przy­kła­do­wo w sce­nie z mone­tą, nie widzi­my, jak ta upa­da na zie­mię. Po pro­stu sły­szy­my brzęk, a potem Azi­ra­fal się po coś schy­la. Tego typu zagra­nia są ryzy­kow­ne, bo „bez­piecz­niej” było­by poka­zać uję­cie spa­da­ją­cej mone­ty tak, by oso­by przed ekra­nem na pew­no zoba­czy­ły, co się sta­ło. Doce­niam więc to, że twór­cy Dobre­go ome­nu nie bali się sto­so­wać takich sztu­czek. To świad­czy o tym, iż zało­ży­li oni, że serial będą oglą­dać oso­by na tyle mądre i spo­strze­gaw­cze, że nie trze­ba im wszyst­kie­go tłu­ma­czyć.

Przy czym, jeśli mam być szcze­ra – jed­na rzecz mnie w tym wszyst­kim odro­bi­nę roz­cza­ro­wa­ła. W trak­cie krę­ce­nia Dobre­go ome­nu, Neil Gaiman co jakiś czas dzie­lił się w sie­ci zdję­cia­mi z pla­nu, na któ­rych pre­zen­to­wał róż­ne nie­zwy­kłe rze­czy, two­rzą­ce sce­no­gra­fię. Pro­blem pole­ga na tym, że w seria­lu, wie­lu z tych rekwi­zy­tów zupeł­nie nie widać. I tak, rozu­miem, że gdy­by je wszyst­kie poka­za­no, Dobry omen był­by o jakieś dwa odcin­ki dłuż­szy. Ale jed­no­cze­śnie jest mi tro­chę szko­da, że w seria­lu zabra­kło ujęć, w któ­rym kame­ra błą­dzi­ła­by po księ­gar­ni Azi­ra­fa­la albo kory­ta­rzach pie­kła.

Podob­no na potrze­by seria­lu zapro­jek­to­wa­no kil­ka­na­ście pie­kiel­nych pla­ka­tów moty­wa­cyj­nych. Tro­chę roz­cza­ro­wu­ją­ce jest więc to, że osta­tecz­nie dokład­nie mogli­śmy przyj­rzeć się tyl­ko jed­ne­mu z nich.

Naiw­nie liczę jed­nak na to, że kie­dy Dobry omen tra­fi na DVD, to w wyda­niu tym poja­wi się masa mate­ria­łów dodat­ko­wych, scen usu­nię­tych i innych baje­rów, któ­re choć tro­chę zaspo­ko­ją ape­tyt nie­na­sy­co­nych fanów takich, jak ja.

Muszę tu jesz­cze wspo­mnieć o jed­nej, bar­dzo iry­tu­ją­cej rze­czy, któ­ra nie jest bynaj­mniej winą seria­lu same­go w sobie.

Dobry omen moż­na legal­nie obej­rzeć w ser­wi­sie Ama­zon Pri­me Video i zachę­cam was, byście sko­rzy­sta­li z tej opcji, bo po pierw­sze abo­na­ment nie kosz­tu­je tam dużo, a po dru­gie jest to naj­lep­szy spo­sób na to, by poka­zać twór­com seria­lu, że ceni­my ich pra­cę.

Ale, ALE…

Sama też oglą­da­łam Dobry omen za pośred­nic­twem Ama­zo­nu i byłam moc­no roz­cza­ro­wa­na jako­ścią obra­zu. No kur­cze, łącze inter­ne­to­we mam szyb­kie, kom­pu­ter i moni­tor cał­kiem dobry, na samym Ama­zo­nie mia­łam wybra­ną jakość full-wypas, a mimo to kolo­ry w seria­lu zda­wa­ły się być przy­ga­szo­ne, a wideo nie do koń­ca ostre i jak­by zaszu­mio­ne. Dobry omen wyglą­dał przez to tro­chę, jak pro­duk­cja z lat dzie­więć­dzie­sią­tych i doszłam do wnio­sku, że to musiał być celo­wy zabieg arty­stycz­ny i nagra­nie zosta­ło w ten spo­sób „posta­rzo­ne” na życze­nie twór­ców.

Taki wygląd Dobre­go ome­nu był dla mnie dość roz­cza­ro­wu­ją­cy bo inne, współ­cze­sne pro­duk­cje przy­zwy­cza­iły mnie do tego, że pod wzglę­dem kolo­ry­sty­ki są bar­dzo atrak­cyj­ne wizu­al­nie. Mało tego, byłam wście­kła, bo szu­ka­nie easter eggów utrud­niał mi nie do koń­ca ostry obraz.

Good Omens – No Gallifrey

W tej sce­nie poja­wia się easter egg, ale na Ama­zo­nie jego dostrze­że­nie jest zupeł­nie nie­moż­li­we.

Posta­no­wi­łam jed­nak zro­bić eks­pe­ry­ment i spraw­dzi­łam, jak Dobry omen wyglą­da w „alter­na­tyw­nych” źró­dłach (czy będę się za to sma­żyć w pie­kle, w jed­nym kotle z Crowley’em?). I oka­za­ło się, że komuś uda­ło się wytrza­snąć wideo w jako­ści o nie­bo lep­szej, niż na Ama­zo­nie – z obra­zem, któ­ry jest nie tyl­ko ostry, jak żyle­ta, ale też ma dużo ład­niej­sze kolo­ry.

Good Omens – Gallifrey

Ach, więc tak to napraw­dę powin­no wyglą­dać!

Zwra­cam więc twór­com Dobre­go ome­nu honor, ale jed­no­cze­śnie – Ama­zon ma u mnie gigan­tycz­ny minus. Bo tu nie cho­dzi tyl­ko o to, że płat­na i legal­na wer­sja seria­lu oka­za­ła się gor­sza od tej z dru­gie­go obie­gu. Więk­szym prze­wi­nie­niem Ama­zo­nu jest to, że za jego spra­wą pra­ca twór­ców seria­lu poszła tro­chę na mar­ne, bo po pro­stu jej nie widać.

Nie­mniej, choć wiem, że nie zro­bi­łam Ama­zo­no­wi naj­lep­szej rekla­my – powtó­rzę jesz­cze raz, że war­to obej­rzeć Dobry omen w tym ser­wi­sie legal­nie, bo to naj­lep­szy spo­sób, na poka­za­nie twór­com seria­lu, że doce­nia­my ich pra­cę.

Tych dwoje

Pew­nie od jakie­goś cza­su ner­wo­wo bęb­ni­cie pal­ca­mi w blat sto­łu i zasta­na­wia­cie się „Hoł­ka, a co z Davi­dem Ten­nan­tem i Micha­elem She­enem?” Spo­koj­nie, to co naj­lep­sze zosta­wi­łam (pra­wie) na koniec. Czy­li wła­śnie na teraz. Bo tak – występ Ten­nan­ta i She­ena jest tym, co w Dobrym ome­nie naj­lep­sze!


Po książ­ko­wy Dobry omen się­gnę­łam dopie­ro wte­dy, kie­dy ruszy­ły pra­ce na pla­nie jego ekra­ni­za­cji. I kie­dy tyl­ko prze­czy­ta­łam, jak w powie­ści wyglą­da i zacho­wu­je się Crow­ley – wie­dzia­łam, że David Ten­nant został stwo­rzo­ny do zagra­nia tej posta­ci.

Nie mia­łam nato­miast zie­lo­ne­go poję­cia, cze­go się spo­dzie­wać po Micha­elu She­enie, bo wcze­śniej zupeł­nie nie inte­re­so­wa­łam się jego pra­cą. To zna­czy – nie mia­łam poję­cia aż do nie­daw­na, bo tuż przed pre­mie­rą Dobre­go Ome­nu She­en dał popis swo­ich umie­jęt­no­ści aktor­skich w The Good Fight (któ­ry to serial, tak na mar­gi­ne­sie, też bar­dzo pole­cam!). I jest to o tyle cie­ka­we, że zagrał tam total­ne prze­ci­wień­stwo Azi­ra­fa­la, co poka­za­ło mi, jak bar­dzo wszech­stron­ny i uta­len­to­wa­ny jest to arty­sta.

Good Omens – Aziraphale outfit

Nie wiem, co jest bar­dziej obłęd­ne – to, w jaki spo­sób spe­cja­li­ści od kostiu­mów posta­rzy­li ciu­chy Azi­ra­fa­ła, czy to, że Micha­el She­en grał anio­ła w taki spo­sób, by było widać, skąd te śla­dy zno­sze­nia ubrań się wzię­ły.

Wspo­mi­na­łam o boha­te­rach Dobre­go ome­nu, któ­rzy na ekra­nie pre­zen­tu­ją się lepiej, niż w książ­ce. I tak – Azi­ra­fal i Crow­ley tak­że się do tego gro­na zali­cza­ją. Bo choć serial nie był w sta­nie poka­zać tego, w jak zabaw­ny spo­sób te posta­ci zosta­ły opi­sa­ne w powie­ści, to anioł i demon zyska­li coś, cze­go tekst nie zawie­rał – grę aktor­ską dwóch bar­dzo uta­len­to­wa­nych Bry­tyj­czy­ków. Jestem napraw­dę moc­no zasko­czo­na tym, jak bar­dzo Azi­ra­fal i Crow­ley sta­li się cie­kaw­si za spra­wą tego, że zoba­czy­li­śmy mimi­kę ich twa­rzy.

Good Omens – Aziraphale, Crowley and dinner

Bar­dzo podo­ba mi się to, że pod­czas każ­de­go, wspól­ne­go wypa­du do restau­ra­cji, Azi­ra­fal zaja­da się kolo­ro­wy­mi ciast­ka­mi, a przed Crowley’em stoi tyl­ko fili­żan­ka z… no wła­śnie, z czym? Z jed­nej stro­ny obsta­wiam, że to może być gorz­ka, czar­na kawa (BTW, podob­no wła­śnie taką pija Ten­nant), ale z dru­giej – wiem, że takie myśle­nie jest bar­dzo ste­reo­ty­po­we. I zna­jąc prze­wrot­ność twór­ców Dobre­go ome­nu kubek rów­nie dobrze może być wypeł­nio­ny rumian­ko­wą her­bat­ką.

Będę jed­nak z wami szcze­ra. O ile nie mam żad­nych uwag odno­śnie tego, jak She­en zagrał Azi­ra­fa­la, tak nie­ste­ty nie do koń­ca mogę powie­dzieć to samo o Ten­nan­cie. Było bowiem kil­ka scen – głów­nie takich, w któ­rych Crow­ley się zło­ścił – kie­dy David tro­chę prze­szar­żo­wał. Tak, zda­ję sobie spra­wę z tego, że jestem w swo­jej oce­nie bar­dzo suro­wa, ale po pro­stu wiem, że Ten­nant bez pro­ble­mu mógł­by poka­zać emo­cje Crowley’a w spo­sób mniej prze­ry­so­wa­ny i tym samym bar­dziej praw­dzi­wy.

Ale jed­no­cze­śnie – takich potknięć zda­rzy­ło się zale­d­wie kil­ka, więc jestem je w sta­nie Ten­nan­to­wi cał­ko­wi­cie wyba­czyć!

Good Omens – Angry Crowley

Wil­liam Ficht­ner zażar­to­wał kie­dyś, że naj­więk­szy pro­blem w gra­niu demo­na pole­ga na tym, że nie moż­na nigdzie spraw­dzić, jak zacho­wu­ją się praw­dzi­we demo­ny. Z tego same­go powo­du trud­no jest stwier­dzić, czy David Ten­nant w odpo­wied­ni spo­sób poka­zał, jak wście­ka się Crow­ley. Jed­nak moim zda­niem, mógł się on pie­klić z nie­co więk­szą fine­zją.

Zanim zasia­dłam do oglą­da­nia, oba­wia­łam się dwóch rze­czy. Po pierw­sze tego, że w seria­lu – podob­nie, jak w książ­ce – Azi­ra­fal i Crow­ley będą zupeł­nie nie­obec­ni przez całą środ­ko­wą część histo­rii. Na szczę­ście tak się nie sta­ło.

Po dru­gie w trak­cie wywia­dów twór­cy seria­lu i akto­rzy, przy każ­dej oka­zji mówi­li, że Azi­ra­fa­la i Crowley’a łączy coś wię­cej, niż tyl­ko przy­jaźń. A to nie­co mnie mar­twi­ło. Tyl­ko uwa­ga, nie zro­zum­cie mnie źle – nie mam nic prze­ciw­ko poka­zy­wa­niu w popkul­tu­rze związ­ków homo­sek­su­al­nym. Po pro­stu wku­rza mnie to, że w fil­mach i seria­lach pra­wie każ­da przy­jaźń prę­dzej czy póź­niej pro­wa­dzi do roman­su. Na szczę­ście w przy­pad­ku Dobre­go ome­nu moje oba­wy oka­za­ły się cał­ko­wi­cie nie­uza­sad­nio­ne. Bo choć Azi­ra­fal i Crow­ley czę­sto robią do sie­bie maśla­ne oczy, to na ekra­nie nie dzie­je się nic ponad to. Inny­mi sło­wy – twór­com seria­lu uda­ło się tu osią­gnąć kolej­ny zado­wa­la­ją­cy wszyst­kich kom­pro­mis. Czy­li każ­dy zoba­czy pomię­dzy Azi­ra­fa­lem i Crowley’em dokład­nie to, co chce widzieć – bez wzglę­du na to, czy będzie mu cho­dzi­ło o przy­jaźń, czy też o miłość*.

Good Omens – Crowley and Aziraphale closeup

Podo­ba mi się to, że choć widać, iż mię­dzy Crowley’em i Azi­ra­fa­lem coś iskrzy, serial nie suge­ru­je jed­no­znacz­nie, jaki­mi uczu­cia­mi pała­ją do sie­bie oby­dwaj pano­wie.

Bez wzglę­du na to, co tak napraw­dę łączy Azi­ra­fa­la i Crowley’a, jed­no jest pew­ne – mię­dzy tymi posta­cia­mi jest fan­ta­stycz­na che­mia. I choć zarów­no She­en, jak i Ten­nant, świet­nie radzą sobie na ekra­nie solo, to w duecie oglą­da się ich jesz­cze lepiej.

I tu nastą­pił kolej­ny cie­ka­wy kom­pro­mis. Bo przy dwóch boha­te­rach, któ­rzy tak bar­dzo krad­ną serial, resz­ta pro­duk­cji mogła się oka­zać zupeł­nie nie­cie­ka­wa. Na szczę­ście tak się nie sta­ło, choć oczy­wi­ście nie zmie­nia to fak­tu, że Azi­ra­fal i Crow­ley bez­czel­nie zdo­mi­no­wa­li cały Dobry omen.

Good Omens – Anathema and Newton

Kie­dy gra się w jed­nej pro­duk­cji z oso­ba­mi tak uta­len­to­wa­ny­mi, jak Micha­el She­en i David Ten­nant, bar­dzo łatwo moż­na znik­nąć w ich bla­sku. Na szczę­ście pozo­sta­li, wystę­pu­ją­cy w Dobrym ome­nie akto­rzy, nie dali za wygra­ną i też błysz­czą, choć nie aż tak moc­no, jak She­en z Ten­nan­tem.

Sku­pię się jesz­cze przez moment na Ten­nan­cie, bo – nie udu­ście mnie – muszę zno­wu odro­bi­nę poma­ru­dzić. Przy czym tym razem nie cho­dzi o coś, co jest wadą seria­lu same­go w sobie. Po pro­stu za nic nie mogłam przy­zwy­cza­ić się do fry­zu­ry, jaką Crow­ley miał na począt­ku pierw­sze­go odcin­ka. Już pod­czas patrze­nia na zdję­cia z pla­nu i póź­niej­sze zwia­stu­ny mia­łam z tym pro­blem, ale liczy­łam na to, że w trak­cie oglą­da­nia całe­go seria­lu sku­pię się na fabu­le na tyle moc­no, że wygląd Ten­nan­ta nie będzie mi prze­szka­dzał. Nie­ste­ty, tak się nie sta­ło.

Pod­kre­ślę jesz­cze raz – to nie jest wina seria­lu. Po pro­stu dłu­gie wło­sy Ten­nan­ta spra­wi­ły, że pierw­szy odci­nek pra­wie zupeł­nie nie przy­padł mi do gustu. Wiem, że to głu­pie, ale nie­ste­ty moje poczu­cie este­ty­ki wygra­ło tu ze zdro­wym roz­sąd­kiem.

Good Omens – Crowley long hair

Spójrz­cie tyl­ko, nie jestem jedy­na! Azi­ra­fal też nie może patrzeć na Crowley’a w takiej fry­zu­rze!

I narze­ka­nia na Crowley’a run­da trze­cia i ostat­nia. Mia­łam też gigan­tycz­ny pro­blem z patrze­niem na wężo­we oczy pana demo­na. Wiem, że mia­ły one wyglą­dać dziw­nie, nie­na­tu­ral­nie i nie­po­ko­ją­co, ale liczy­łam na to, że w seria­lu będą się pre­zen­to­wać lepiej, niż na zwia­stu­nach. I że zosta­ną w post­pro­duk­cji w jakiś spo­sób pod­ra­so­wa­ne efek­ta­mi spe­cjal­ny­mi (i w kil­ku uję­ciach chy­ba są, ale tych nie ma dużo).

Przy czym wężo­we oczy Crowley’a, w odróż­nie­niu od jego dłu­gich wło­sów, nie popsu­ły każ­dej sce­ny, w któ­rej się poja­wi­ły. Przy­kła­do­wo w uję­ciu, w któ­rym demon pro­wa­dził samo­chód po wyj­ściu z pło­ną­cej księ­gar­ni, zupeł­nie mi nie prze­szka­dza­ły. Ale już na przy­kład w sce­nie, w któ­rej Crow­ley sta­rał się roz­ma­wiać z Bogiem – bar­dzo psu­ły mi jej odbiór.

Uff, koniec maru­dzeń. Teraz może­my przejść do dal­szych zachwy­tów!

Good Omens – Crowley in car on fire

Choć wężo­we oczy Crowley’a zazwy­czaj mi prze­szka­dza­ły, to zda­rza­ły się sce­ny, w któ­rych urok Ten­nan­ta zupeł­nie je przy­sła­niał.


* Tak na mar­gi­ne­sie myślę, że emo­cje anio­łów i demo­nów są zupeł­nie inne od naszych, ludz­kich. I tym samym nigdy nie poj­mie­my, czym dla przed­sta­wi­cie­li tych gatun­ków są spra­wy takie, jak przy­jaźń, czy miłość. Nie wspo­mi­na­jąc już o tym, że płeć ewi­dent­nie jest dla nich czymś umow­nym, więc czy w przy­pad­ku ewen­tu­al­ne­go roman­su Azi­ra­fa­la z Crowley’em, na pew­no mogli­by­śmy stwier­dzić, że jest on homo­sek­su­al­ny?

Sceny dodatkowe

Czy­ta­łam w jakimś arty­ku­le (któ­re­go teraz jak na złość nie potra­fię zna­leźć), że Prat­chett i Gaiman pla­no­wa­li stwo­rzyć dru­gą część Dobre­go ome­nu. Taka kon­ty­nu­acja nigdy nie zosta­ła napi­sa­na*, ale kil­ka pomy­słów, jakie w związ­ku z nią powsta­ły, Gaiman zapre­zen­to­wał w seria­lu. I te dodat­ko­we ele­men­ty na pew­no będą grat­ką dla wszyst­kich miło­śni­ków powie­ści.


Naj­więk­szym z takich bonu­sów jest poka­za­na w trze­cim odcin­ku histo­ria przy­jaź­ni Azi­ra­fa­la i Crowley’a.

I nie wiem, czy to w wyni­ku tego, że nie mia­łam wobec tego wąt­ku żad­nych ocze­ki­wań (i nie zna­łam do nie­go spo­ile­rów), czy też dla­te­go, bo twór­ców seria­lu nie „ogra­ni­cza­ła” w tym miej­scu treść powie­ści – w każ­dym razie: ten zbiór nastę­pu­ją­cych po sobie retro­spek­cji jest jed­no­cze­śnie jed­nym z cie­kaw­szych ele­men­tów seria­lu.

Good Omens – French Revolution

Nie napi­szę tu nicze­go odkryw­cze­go, bo zarów­no twór­cy, jak i akto­rzy gra­ją­cy w seria­lu wspo­mi­na­li o tym przy każ­dej moż­li­wej oka­zji, ale podo­ba mi się to, że Azi­ra­fal nie jest stu­pro­cen­to­wo świę­ty, a Crow­ley ma dość dobrze roz­wi­nię­ty krę­go­słup moral­ny.

Maru­dzi­łam wcze­śniej na dłu­gie wło­sy i wężo­we oczy Crowley’a, tak? Otóż i jed­no, i dru­gie zupeł­nie mi nie prze­szka­dza­ło, kie­dy oglą­da­łam sce­nę z Arką Noego i ukrzy­żo­wa­niem Jezu­sa. Bo w oby­dwu uję­ciach poga­dan­ki Crowley’a z Azi­ra­fa­lem są tak cie­ka­we, że „przy­sła­nia­ją” nie­zbyt korzyst­ny wygląd Ten­nan­ta.

Póź­niej­sze retro­spek­cje, w któ­rych Crow­ley nosi już oku­la­ry i ma lep­sze fry­zu­ry (no, może poza tą z cza­sów Szek­spi­ra) rów­nież pre­zen­tu­ją się cudow­nie. Mnie za ser­ce naj­bar­dziej chwy­ci­ła sce­na z Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej, Dru­giej Woj­ny Świa­to­wej i z lat sześć­dzie­sią­tych XX wie­ku.

I tu muszę się wam przy­znać do jesz­cze jed­nej „zbrod­ni”. Pierw­sze dwa odcin­ki Dobre­go ome­nu nie wyda­ły mi się bar­dzo pory­wa­ją­ce. I dopie­ro od trze­cie­go epi­zo­du, wła­śnie za spra­wą opi­sa­nych retro­spek­cji, zaczę­łam tak napraw­dę lubić ten serial i parę jego głów­nych boha­te­rów. Piszę o tym, bo jeśli was począ­tek Dobre­go ome­nu tak­że nie zachwy­ci, to daj­cie pro­duk­cji szan­sę i dotrwaj­cie do trze­cie­go odcin­ka!

Good Omens – Golgotha

Nie wiem, jak wy, ale ja z chę­cią prze­czy­ta­ła­bym „Ewan­ge­lię według nie­świę­te­go Crowley’a”.

Dru­gim, dużym bonu­sem, jest zakoń­cze­nie seria­lu, któ­re poka­zu­je jak po fina­le, któ­ry opi­sa­no w książ­ce, poto­czy­ły się dal­sze losy Azi­ra­fa­la i Crowley’a. Abso­lut­nie nie zdra­dzę wam, co się tam wyda­rzy­ło, ale napi­szę dwie rze­czy.

Po pierw­sze, jestem pod wra­że­niem zarów­no same­go pomy­słu na taki finał, jak i tego, jakie emo­cje wywo­ły­wał. O ile wcze­śniej oglą­da­łam wszyst­ko na luzie, bo z książ­ki wie­dzia­łam, jak poto­czą się wyda­rze­nia, tak pod koniec ostat­nie­go odcin­ka ner­wo­wo sie­dzia­łam na skra­ju fote­la i moc­no trzy­ma­łam kciu­ki za to, by wszyst­ko skoń­czy­ło się dobrze.

A po dru­gie – WOW, jak te fina­ło­we sce­ny są genial­nie zagra­ne! Nie­ste­ty nie mogę w tym miej­scu napi­sać wię­cej, bądź­cie jed­nak przy­go­to­wa­ni na to, że kie­dy serial dobie­gnie koń­ca, na pew­no ponow­nie, kil­ku­krot­nie i bar­dzo uważ­nie, obej­rzy­cie nie­któ­re frag­men­ty tego odcin­ka.

WOW, WOW, WOW, i jesz­cze raz: WOW! To jest po pro­stu aktor­ski maj­stersz­tyk!

Good Omens – Finale

Mam nadzie­ję, że to nie będzie spo­iler. Czy zwró­ci­li­ście uwa­gę, na koł­nierz jed­ne­go z boha­te­rów?


* I raczej nigdy nie powsta­nie, bo Ter­ry Prat­chett umarł kil­ka lat temu, a Neil Gaiman nie ma zamia­ru pisać takiej powie­ści bez jego pomo­cy.

W hołdzie przyjacielowi

Moja dia­bel­nie dłu­ga ana­li­za Dobre­go ome­nu powo­li zbli­ża się do koń­ca. Stwo­rze­nie tego seria­lu na pew­no nie było łatwym zada­niem. Z jed­nej stro­ny mate­riał wyj­ścio­wy był trud­ny do zekra­ni­zo­wa­nia, a z dru­giej – naj­su­row­szy­mi recen­zen­ta­mi zawsze są fani, a ci mie­li w tym przy­pad­ku bar­dzo wyso­kie ocze­ki­wa­nia. Inny­mi sło­wy, krę­ce­nie Dobre­go ome­nu musia­ło przy­po­mi­nać cho­dze­nie po polu mino­wym, któ­re zosta­ło roz­ło­żo­ne na cien­kim lodzie – tak wie­le rze­czy mogło się nie udać i dopro­wa­dzić do kata­stro­fy. Tym­cza­sem – wszyst­ko cał­kiem dobrze się uło­ży­ło.

Dobry omen na pew­no nie jest seria­lem dla wszyst­kich. Przy­kła­do­wo, wie­le osób narze­ka na kiep­skie efek­ty spe­cjal­ne w tej pro­duk­cji, bo ewi­dent­nie nie rozu­mie, że ich kiczo­wa­tość była celo­wa (w seria­lu jest też wie­le dobrych efek­tów spe­cjal­nych, ale na nie nikt nie zwró­ci uwa­gi, bo… są tak dobre, że nie wyglą­da­ją jak efek­ty spe­cjal­ne). Na pew­no nie każ­de­mu przy­pad­nie do gustu kli­mat albo humor ekra­ni­za­cji. Hihi, może nawet znaj­dą się jacyś fani Super­na­tu­ral, któ­rzy obu­rzą się, że twór­cy Dobre­go ome­nu odga­pi­li Crowley’a z „ich” seria­lu.

Pyta­nie tyl­ko, czy dzie­ła popkul­tu­ry muszą być stwo­rzo­ne dla wszyst­kich? Bo Dobry omen ewi­dent­nie jest skie­ro­wa­ny do pew­nej, kon­kret­nej gru­py odbior­ców.

Good Omens – Alien

Ist­nie­ją dwa typy widzów: jed­ni dostrze­gą w tej sce­nie kiep­skie efek­ty spe­cjal­ne, a dru­dzy – zabaw­ne nawią­za­nie do Dok­to­ra Who. I kacz­kę.

Wymie­ni­łam wie­le wad seria­lu, ale nie wspo­mnia­łam o naj­waż­niej­szej z nich. Dobry omen nie wgnia­ta w fotel. Nie jest tak epic­ki, jak Gra o tron (choć posia­da zde­cy­do­wa­nie lep­sze zakoń­cze­nie), nie daje do myśle­nia, jak Black Mir­ror i nie jest tak zabaw­ny, jak… ok w przy­pad­ku seria­li kome­dio­wych nie jestem do koń­ca w tema­cie – sami wstaw­cie tu tytuł sit­co­mu, któ­ry jest aku­rat popu­lar­ny i śmiesz­ny.

Ale wie­cie co? Tak napraw­dę nie ma w tym nicze­go złe­go. Bo twór­cy Dobre­go ome­nu chy­ba nigdy nie mie­li ambi­cji, by stwo­rzyć arcy­dzie­ło, któ­re wszy­scy będą chwa­lić i oglą­dać. Przy­świe­cał im zupeł­nie inny i znacz­nie waż­niej­szy cel.


Neil Gaiman i Ter­ry Prat­chett nie tyl­ko wspól­nie napi­sa­li Dobry omen, ale też razem pra­gnę­li go zekra­ni­zo­wać. Nie­ste­ty Prat­chett umarł kil­ka lat temu. Nato­miast Gaiman uparł się, by prze­nieść powieść na ekra­ny, bo chciał speł­nić życze­nie swo­je­go przy­ja­cie­la.

Seria­lo­wy Dobry omen jest wła­śnie urze­czy­wist­nie­niem tego marze­nia oraz hoł­dem, jaki Gaiman chciał zło­żyć Prat­chet­to­wi. To w tej ekra­ni­za­cji napraw­dę czuć. I wła­śnie dla­te­go jest to dzie­ło nie tyl­ko wspa­nia­łe, ale przede wszyst­kim – napraw­dę nie­zwy­kłe.

Good Omens – Hat

Kape­lusz, któ­ry widzi­cie w tym kadrze, nie jest po pro­stu kape­lu­szem. To naj­waż­niej­szy przed­miot w całym seria­lu.

I już zupeł­nie na koniec, muszę wam napi­sać o jesz­cze jed­nej rze­czy. Tak, jak wspo­mnia­łam wcze­śniej – nie byłam zachwy­co­na pierw­szy­mi dwo­ma odcin­ka­mi Dobre­go ome­nu. Póź­niej też nie podo­ba­ło mi się wie­le rze­czy. Ale kie­dy obej­rza­łam serial do koń­ca – z zasko­cze­niem stwier­dzi­łam, że tak polu­bi­łam jego boha­te­rów, że chcę zostać z nimi na dłu­żej. I zaczę­łam oglą­dać moje ulu­bio­ne sce­ny ponow­nie. A potem zno­wu i jesz­cze raz. A za każ­dym kolej­nym obej­rze­niem – pro­duk­cja podo­ba­ła mi się coraz bar­dziej.

Oka­zu­je się bowiem, że choć Dobry omen nie jest dzie­łem ide­al­nym – jest w nim coś dobre­go. Jakiś rodzaj przy­tul­nej ener­gii, któ­ra pozwa­la uwie­rzyć, że pomi­mo tego, iż świat zda­je się zmie­rzać ku zagła­dzie, to osta­tecz­nie uda się nam powstrzy­mać apo­ka­lip­sę siłą przy­jaź­ni. I wła­śnie dla­te­go kocham ten serial całym ser­du­chem.

Good Omens OK

TL; DR: Dobry omen oce­niam tak!

źró­dło zdję­cia: IBC

A co wy myśli­cie o Dobrym ome­nie? Czy przed obej­rze­niem seria­lu prze­czy­ta­li­ście książ­kę? I czy ekra­ni­za­cja zachwy­ci­ła was, czy może roz­cza­ro­wa­ła? I czy podob­nie, jak ja, dostrze­ga­cie w niej pew­ne nie­do­cią­gnię­cia, ale zupeł­nie wam one nie prze­szka­dza­ją?

Poza tym, jeśli chce­cie się pochwa­lić, jakie easter eggi i inne smacz­ki dostrze­gli­ście w seria­lu, to koniecz­nie to zrób­cie. I może­cie pisać bez owi­ja­nia w baweł­nę, bo umów­my się, że w komen­ta­rzach mogą poja­wiać się spo­ile­ry. Ach, no i zachwy­ca­nie się rola­mi Ten­nan­ta oraz She­ena też jest cał­ko­wi­cie dozwo­lo­ne. 😉


Nie bądź pirat - sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie


Pssyt, nie bądź pirat!

Pokaż, że doce­niasz pra­cę twór­ców tego seria­lu – klik­nij TUTAJ i obej­rzyj Dobry omen legal­nie!

o ile nie zosta­ło stwier­dzo­ne ina­czej, zdję­cia ilu­stru­ją­ce wpis są kadra­mi z seria­lu Dobry omen; kadr w tytu­le został pod­ra­so­wa­ny przy pomo­cy apli­ka­cji POR­TRA

Ten wpis został prze­nie­sio­ny na nową wer­sję Dyr­dy­ma­łów.

Możesz go zoba­czyć i sko­men­to­wać TUTAJ.