Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Szybki Wpis:

Z kamerą wśród przeklętych

Ostatnia rodzina

Naj­więk­szym wro­giem każ­de­go fil­mu są recen­zje. Mogą one zaszko­dzić zarów­no tym złym, jak i dobrym pro­duk­cjom. Tak wła­śnie sta­ło się w przy­pad­ku Ostat­niej rodzi­ny – spo­dzie­wa­łam się dzie­ła genial­ne­go, a otrzy­ma­łam film dobry, ale nie aż tak zachwy­ca­ją­cy, jak twier­dzi­li inni.

Pod­czas oglą­da­nia Ostat­niej rodzi­ny czu­łam się, jak­bym była Zdzi­sła­wem Bek­siń­skim patrzą­cym na wszyst­ko przez wizjer kame­ry (to zna­czy: tym fil­mo­wym Bek­siń­skim, bo nie wiem na ile postać ta była zbli­żo­na do praw­dzi­we­go Bek­siń­skie­go). Przede mną roz­gry­wa­ły się ludz­kie dra­ma­ty, cier­pie­nia i tra­ge­die, a ja obser­wo­wa­łam na wszyst­ko nie­mal bez emo­cji, ze spo­ko­jem i lek­ką nutą fascy­na­cji. Tro­chę jak bio­log bada­ją­cy życie w kolo­nii mró­wek.

I wła­śnie ten brak emo­cji strasz­nie mi prze­szka­dzał. Myśla­łam, że Ostat­nia rodzi­na będzie jed­nym z tych fil­mów, któ­ry ści­śnie mi żołą­dek, wywo­ła nie­po­kój i dys­kom­fort, dopro­wa­dzi do łez, a na koń­cu trzep­nie obu­chem w tył gło­wy. Liczy­łam na to, że przej­mę się losem boha­te­rów, głę­bo­ko prze­my­ślę wła­sne życie, doznam kathar­sis, a po zakoń­cze­niu sean­su będę zszo­ko­wa­na tępo gapić się w napi­sy koń­co­we. Nic takie­go nie nastą­pi­ło. Oglą­da­nie fil­mów doku­men­tal­nych o życiu mró­wek wywo­łu­je u mnie wię­cej emo­cji.

Ostat­nia rodzi­na nie jest zła. Aktor­stwo, reży­se­ria, pra­ca kame­ry, muzy­ka, sce­no­gra­fia i inne rze­czy są na naj­wyż­szym pozio­mie. Jed­nak pro­duk­cji bra­ku­je duszy. Albo to ja jestem bez­dusz­na, sko­ro nie dostrze­głam w fil­mie tego, co tak bar­dzo zachwy­ci­ło innych recen­zen­tów.

źró­dło obra­zu ilu­stru­ją­ce­go wpis: Dmo­chow­ski Gal­le­ry