Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Ogólnie Rzecz Ujmując:

Bechdel, ty niedobra kobieto!

O nierówności płci w popkulturze

Co jakiś czas spo­ty­kam się w inter­ne­cie z tek­sta­mi kry­ty­ku­ją­cy­mi to, że w fil­mach, seria­lach i gene­ral­nie w popkul­tu­rze za mało jest kobie­cych posta­ci – zwłasz­cza tych sil­nych i nie­za­leż­nych. A tak­że, że więk­szość dzieł popkul­tu­ry nie prze­cho­dzi Testu Bech­del-Wal­la­ce.

Z jed­nej stro­ny dobrze, że odbior­cy sta­wia­ją przed twór­ca­mi pew­ne wyma­ga­nia i kry­ty­ku­ją dzie­ła, któ­re powie­la­ją nie­zdro­we ste­reo­ty­py. Z dru­giej, jak zawsze uwa­żam, że postrze­ga­nie świa­ta w czar­no-bia­łych kolo­rach nie jest dobre, a oce­nia­nie wszyst­kie­go wedle jed­nej i tej samej miar­ki (czy­li Testu Bech­del-Wal­la­ce) – nie­wła­ści­we. Dla­te­go dziś, na prze­kór popraw­no­ści poli­tycz­nej, wyja­śnię wam dla­cze­go nie prze­szka­dza mi nie­rów­ność płci w popkul­tu­rze. I cze­mu Test Bech­del-Wal­la­ce jest do kitu.

O co chodzi z tą Bechdel-Wallace?

W 1985 roku rysow­nicz­ka Ali­son Bech­del stwo­rzy­ła komiks (jest on ilu­stra­cją tego wpi­su), któ­re­go boha­ter­ka (Bech­del we wła­snej oso­bie) tłu­ma­czy swo­jej przy­ja­ciół­ce, Liz Wal­la­ce, że:

film (lub inne dzie­ło kul­tu­ry) musi speł­nić trzy warun­ki:

  • muszą poja­wić się co naj­mniej dwie posta­ci kobie­ce,
  • któ­re pro­wa­dzą ze sobą roz­mo­wę,
  • doty­czą­cą cze­goś inne­go niż męż­czyź­ni.
Wiki­pe­dia

Komiks miał cha­rak­ter saty­rycz­ny i w chwi­li powsta­nia mało kto się nim przej­mo­wał. Sytu­acja zmie­ni­ła się oko­ło 2010 roku, kie­dy to orga­ni­za­cje femi­ni­stycz­ne zaczę­ły trak­to­wać go jako wyznacz­nik oce­nia­ją­cy rów­ność płci w dzie­łach popkul­tu­ry.

Absurdalny standard

Zasta­nów­cie się przez moment ile fil­mów, seria­li lub ksią­żek, jakie widzie­li­ście lub prze­czy­ta­li­ście, prze­cho­dzi Test Bech­del-Wal­la­ce. Pyta­nie dru­gie: ile z dzieł, któ­re zda­ją ten test moż­na uznać za war­to­ścio­we? I pyta­nie ostat­nie: ile war­to­ścio­wych rze­czy testu nie prze­cho­dzi?

Nie znam sta­ty­styk, ale wyda­je mi się, że gdy­by Bech­del sztyw­no trzy­ma­ła się swo­ich zasad, oglą­da­ła­by głów­nie kome­die roman­tycz­ne oraz seria­le dla nasto­la­tek. I nigdy nie pozna­ła­by wie­lu wspa­nia­łych dzieł popkul­tu­ry.

Uży­ję tech­nicz­ne­go porów­na­nia: dla mnie Test Bech­del-Wal­la­ce jest jak wali­da­tor HTML-a od W3C. Faj­nie, że taki wali­da­tor ist­nie­je i pozwa­la spraw­dzić, czy jakaś stro­na jest zgod­na ze stan­dar­dem. Trze­ba dążyć do per­fek­cji, ale jed­no­cze­śnie pamię­tać, że nikt nie jest ide­al­ny (pole­cam wam przy pomo­cy wali­da­to­ra spraw­dzić dowol­ną stro­nę inter­ne­to­wą – zna­le­zie­nie takiej, na któ­rej nie było­by żad­nych błę­dów jest napraw­dę trud­ne!). Tak samo z Testem Bech­del-Wal­la­ce – dobrze, że ist­nie­je, ale trzy­ma­nie się go na śle­po nie ma sen­su.

Google w Walidatorze

Nikt nie jest ide­al­ny, nawet wszech­wie­dzą­cy Google (któ­ry na stro­nie głów­nej ma w sumie 23 błę­dy). A zako­do­wa­nie stro­ny WWW jest wbrew pozo­rom prost­sze, niż wymy­śle­nie fabu­ły książ­ki, fil­mu, gry lub seria­lu.

źró­dło: W3C Vali­da­tor

Jedna lepsza niż kilka

Wie­cie, co jest moim zda­niem lep­sze od dwóch kobiet roz­ma­wia­ją­cych ze sobą na temat nie doty­czą­cy face­tów? Jed­na kobie­ta w śro­do­wi­sku zdo­mi­no­wa­nym przez męż­czyzn, któ­ra radzi sobie lepiej, niż face­ci i nie tra­ci przy tym swo­jej kobie­co­ści.

Nie­daw­no oglą­da­łam Money Mon­ster (cał­kiem nie­zły film, swo­ją dro­gą). Czy pro­duk­cja zda­je Test Bech­del-Wal­la­ce? Nie. Czy prze­szka­dza to boha­ter­ce, w któ­rą wcie­la się Julia Roberts, być jed­ną z cie­kaw­szych posta­ci w fil­mie? Nie. A fil­mów, któ­re podob­nie, jak Money Mon­ster posia­da­ją tyl­ko jed­ną, ale porząd­nie napi­sa­ną kobie­cą postać jest prze­cież od gro­ma!

Jodie Foster i George Clooney na planie Money Monster

Jodie Foster, któ­ra reży­se­ro­wa­ła Money Mon­ster nie wyglą­da, jak­by przej­mo­wa­ła się tym, że film nie przej­dzie Testu Bech­del-Wal­la­ce.

źró­dło: Col­li­der

To jesz­cze przy­kład nie­fil­mo­wy. Od jakie­goś cza­su zaczy­tu­ję się w książ­kach o przy­go­dach smo­ka Teme­ra­ire. Autor­ka serii w cie­ka­wy spo­sób wpro­wa­dzi­ła do niej kobie­ce posta­ci. Ale czy powie­ści zda­ją dzię­ki temu Test Bech­del-Wal­la­ce? Raczej nie (nie wiem dokład­nie, bo nie zwra­cam na to uwa­gi pod­czas czy­ta­nia). Co wię­cej boha­ter­ki zysku­ją na tym, że są kobie­ta­mi w typo­wo męskim śro­do­wi­sku. Gdy­by w powie­ści było wię­cej kobiet ich obec­ność prze­sta­ła­by mieć takie zna­cze­nie.

Niejasne zasady

A sko­ro już przy Teme­ra­ire jeste­śmy – jak w Teście Bech­del-Wal­la­ce nale­ży trak­to­wać smo­ka płci męskiej? Tak samo jak czło­wie­ka-męż­czy­znę, czy ina­czej?

Idąc dalej tym tro­pem, czy gdy­by spo­tka­ły się dwie mamy i roz­ma­wia­ły o swo­ich dzie­ciach (naj­le­piej nowo­rod­kach), któ­re były­by płci męskiej, to czy tym samym obla­ły­by one Test Bech­del-Wal­la­ce?

I jesz­cze jed­no pyta­nie. Dwie poli­cjant­ki roz­ma­wia­ją ze sobą na temat mor­der­cy, któ­re­go szu­ka­ją. My – widzo­wie lub czy­tel­ni­cy – wie­my już, że mor­der­ca jest męż­czy­zną, ale poli­cjant­ki jesz­cze nie. Czy w takim razie zda­ją one Test Bech­del-Wal­la­ce?

Reading by Amy Thompson

– Lau­ren­ce, nie jestem pewien, czy to, co czy­ta­my zda­je Test Bech­del-Wal­la­ce – stwier­dził zdez­o­rien­to­wa­ny i sfru­stro­wa­ny Teme­ra­ire.

autor­ka obraz­ka: Amy Thomp­son; źró­dło: Naomi Novik Offi­cial Websi­te

Chcę przez to powie­dzieć, że trud­no jest sto­so­wać jako wyznacz­nik regu­łę, któ­ra nie ma jasno okre­ślo­nych zasad. A Test Bech­del-Wal­la­ce, w chwi­li powsta­nia nie miał na celu być wyznacz­ni­kiem cze­go­kol­wiek. Czy więc nale­ży go teraz jako taki wyznacz­nik sto­so­wać?

W kinie nie ma silnych kobiet?

Test Bech­del-Wal­la­ce nie jest jedy­nym pro­ble­mem. Rów­nie moc­no wku­rza­ją mnie opi­nie stwier­dza­ją­ce, że w popkul­tu­rze sta­now­czo za rzad­ko poja­wia­ją się sil­ne, kobie­ce posta­ci. A gdy już się takie zda­rzą – trak­tu­je się je jak ewe­ne­ment.

Sta­ty­stycz­nie to praw­da – popkul­tu­ra jest zdo­mi­no­wa­na przez męż­czyzn. Ale czy sta­ty­sty­kom moż­na ufać? Ile z tych sta­ty­stycz­nych fil­mów zali­cza się do kate­go­rii B, C lub D i nigdy nie tra­fi do sze­ro­kiej publicz­no­ści? A ile z nich jest hita­mi jed­ne­go lata, block­bu­ste­ra­mi o któ­rych zapo­mi­na się zaraz po wyj­ściu z kina? Czy gdy­by sta­ty­sty­ki uwzględ­nia­ły tyl­ko zwe­ry­fi­ko­wa­ne przez czas kul­to­we fil­my, to dys­pro­por­cje pomię­dzy poja­wia­ją­cy­mi się w nich kobie­ta­mi i męż­czy­zna­mi dalej były­by tak duże?

Przy oka­zji, czy kry­ty­cy mogli­by prze­stać mówić „ach, w koń­cu jakaś sil­na, kobie­ca postać” tak, jak­by takie posta­ci wcze­śniej nie ist­nia­ły? Faj­nie, że widow­nia zachwy­ca się Rey z Prze­bu­dze­nia Mocy albo Furio­są z Mad Maxa. Nie­faj­nie, że te achy i ochy brzmią, jak­by nigdy nie było Sary Con­nor z Ter­mi­na­to­ra, Ripley z Obce­go i wie­lu innych sil­nych kobie­cych posta­ci, któ­re zapi­sa­ły się w histo­rii popkul­tu­ry.

Jakiś czas temu oglą­da­łam Otchłań (The Abyss), jeden z ulu­bio­nych fil­mów moje­go dzie­ciń­stwa. Dziś pew­nie wszy­scy eks­cy­to­wa­li­by się panią Brig­man gra­ną przez Mary Eli­za­beth Mastran­to­nio (pomi­mo tego, że Otchłań nie zda­je Testu Bech­del-Wal­la­ce). Ale w latach 80-tych chy­ba nikt nie robił wiel­kie­go halo z powo­du tego, że jed­ną z głów­nych posta­ci w fil­mie była sil­na i nie­za­leż­na kobie­ta.

Abyss

Nowe chwa­li­cie, sta­re­go nie zna­cie – sami nie wie­cie ile sil­nych kobiet w popkul­tu­rze posia­da­cie!

źró­dło: The Dis­so­lve

Cho­dzi mi o to, że rów­no­upraw­nie­nie nie powin­no pole­gać na tym, że sce­na­rzy­ści umiesz­cza­ją w fil­mie kobie­tę, by nie draż­nić femi­ni­stek. Rów­no­upraw­nie­nie jest wte­dy, kie­dy w fil­mie kobie­ta poja­wia się tak po pro­stu, bo pasu­je twór­com, któ­rzy ani przez moment nie myślą o tym, że powin­ni speł­niać jakieś wymo­gi spo­łecz­ne. I cza­sem wyda­je mi się, że kobie­ty stra­ci­ły na rów­no­upraw­nie­niu wła­śnie z powo­du wal­ki o rów­no­upraw­nie­nie.

Męski świat

Sta­ty­stycz­nie w popkul­tu­rze męż­czyź­ni poja­wia­ją się czę­ściej z jesz­cze jed­ne­go powo­du: histo­rii. Nic na to nie pora­dzi­my – od wie­ków to męż­czyź­ni prze­ży­wa­li sza­lo­ne przy­go­dy, pod­czas gdy kobie­ty sie­dzia­ły w kuch­ni i wycho­wy­wa­ły dzie­ci. Owszem, moż­na do fabu­ły opar­tej na fak­tach wpleść jakąś kobie­tę. Moż­na poka­zać, że pod­czas gdy zaku­ci w zbro­je ryce­rze tłu­kli się mię­dzy sobą, za kuli­sa­mi wszyst­kim mani­pu­lo­wa­ły damy dwo­ru. Jasne, nie ma spra­wy. Ale cza­sem idę do kina po to, by obej­rzeć zaku­tych w zbro­je, tłu­ką­cy się ryce­rzy, a nie knu­ją­ce za ich ple­ca­mi księż­nicz­ki. Zwłasz­cza, że kobie­ce posta­ci w takim fil­mie (lub innym dzie­le popkul­tu­ry), cza­sem nie tyl­ko do nie­go nie pasu­ją, ale wręcz go psu­ją.

300 Poster

Nie wiem, jak femi­nist­ki, ale ja cza­sem oglą­dam film tyl­ko i wyłącz­nie dla roz­ne­gli­żo­wa­nych, ład­nie umię­śnio­nych, mor­du­ją­cych się w efek­tow­ny spo­sób face­tów.

źró­dło: Ama­zing Movie Posters

Z resz­tą tutaj pro­blem doty­czy nie tyl­ko fil­mów. Faj­nie jest grać w grę taką, jak Sky­rim, gdzie na samym począt­ku, tro­chę jak w Sim­sach może­my zbu­do­wać swo­ją postać, okre­śla­jąc jej rasę, wygląd i oczy­wi­ście płeć. Ale jed­no­cze­śnie nie mam pro­ble­mu, kie­dy takie­go wybo­ru mi się nie daje i w grach takich, jak Gothic lub Wiedź­min muszę wcie­lić się w postać męską. Co za tym idzie, zupeł­nie nie rozu­miem ludzi, któ­rzy kry­ty­ku­ją na przy­kład strze­lan­ki wojen­ne za to, że nie moż­na w nich grać kobie­tą-żoł­nie­rzem.

Przy czym nie cho­dzi mi o to, że nale­ży zupeł­nie igno­ro­wać brak kobiet w grach (lub poka­zy­wa­nie ich w spo­sób sek­si­stow­ski). Tyl­ko o to, że wie­lu ludzi reagu­je na tego typu bra­ki prze­sad­nie – natych­miast obu­rza­ją się, boj­ko­tu­ją grę i wyzy­wa­ją jej twór­ców od dra­ni. A prze­cież wystar­czy­ło­by stwier­dze­nie „wasza pro­duk­cja jest super, ale gra­ło­by mi się lepiej, gdy­bym mogła ste­ro­wać kobie­cą posta­cią”. Brzmi lepiej, czyż nie?

Baba z brodą

Jesz­cze innym pro­ble­mem jest femi­ni­za­cja boha­te­rów. Mam tu na myśli sytu­ację, w któ­rej męskich boha­te­rów zastę­pu­je się ich kobie­cy­mi odpo­wied­ni­ka­mi. Zja­wi­sko to nie jest złe pod warun­kiem, że prze­pro­wa­dza się je z sen­sem (czy­li, kie­dy płeć boha­te­ra nie ma zna­cze­nia lub jej zmia­na jest uza­sad­nio­na, a kobie­ca boha­ter­ka jest w cie­ka­wy spo­sób wykre­owa­na) i umia­rem. A ostat­nio mam pro­blem z tym dru­gim.

Iron Man Woman

Podo­ba mi się wygląd kobie­ty-Iron Mana i uwiel­biam jej fry­zu­rę. Ale jed­no­cze­śnie zawsze, gdy ją widzę zasta­na­wiam się, jak jej wło­sy miesz­czą się w heł­mie Iron Mana?

źró­dło: Scre­en­rant

Nie czy­tam komik­sów i nie obcho­dzi mnie komik­so­we uni­wer­sum Marve­la, ale gdy widzę news mówią­cy, że któ­ryś już z kolei heros został zastą­pio­ny swo­im dam­skim odpo­wied­ni­kiem, to zasta­na­wiam się, czy nie jest to drob­na prze­sa­da. Pod­kre­ślam: nie czy­tam tych komik­sów i nie wiem, jak pre­zen­tu­ją się nowe, kobie­ce boha­ter­ki (z tego, co czy­ta­łam – cał­kiem dobrze). Mar­twi mnie po pro­stu ska­la tego zja­wi­ska. Coraz bar­dziej przy­wo­dzi ono na myśl Sek­smi­sję: Thor była kobie­tą, Iron Man była kobie­tą, Kapi­tan Ame­ry­ka była kobie­tą i (wykra­cza­jąc poza Uni­wer­sum Marve­la) James Bond i Doctor Who też były kobie­ta­mi. Przez to femi­ni­za­cja zaczy­na wyglą­dać śmiesz­nie. Poza tym, ponie­waż jest prze­pro­wa­dza­na na tak dużej ilo­ści boha­te­rów – może powo­do­wać więk­szą nie­chęć odbior­ców. Gdy­by cały pro­ces był bar­dziej stop­nio­wy, na zasa­dzie ewo­lu­cji, a nie rewo­lu­cji, wyszło­by mu to na dobre.

Poza tym moż­na to zro­bić ina­czej, lepiej. Weź­my ostat­nie­go Mad Maxa, gdzie głów­ną rolę tak napraw­dę gra­ła Char­li­ze The­ron. Efekt: film został cie­pło przy­ję­ty, widzo­wie zako­cha­li się w Furio­sie, nikt nie narze­kał na zbyt krót­ki czas ekra­no­wy tytu­ło­we­go boha­te­ra. Ale też nikt nie mówił, że Furio­sa jest kobie­cą wer­sją Mad Maxa. Ot, twór­cy fil­mu wykre­owa­li zupeł­nie nową, nie­za­leż­ną od męskie­go boha­te­ra, kobie­cą postać. Taką „femi­ni­za­cję” popie­ram!

Furiosa

Sza­lo­ny Max może i jest tytu­ło­wym boha­te­rem, ale to nie on gra głów­ną rolę w fil­mie.

źró­dło: inter­na­tio­nal Busi­ness Times

Walczmy o równouprawnienie z rozwagą

Test Bech­del-Wal­la­ce nie jest zły. Złe jest oce­nia­nie dzie­ła kul­tu­ry tyl­ko na jego pod­sta­wie. Jesz­cze gor­sze – agre­syw­ne wypo­mi­na­nie twór­com, że ich dzie­ło jest złe, ponie­waż nie zda­je Testu Bech­del-Wal­la­ce.

Jak już pisa­łam (i będę to powta­rzać z upo­rem mania­ka) świat nie jest czar­no-bia­ły. A sko­ro kry­ty­ku­je­my na przy­kład testy gim­na­zjal­ne i matu­ral­ne za to, że zmu­sza­ją uczniów do myśle­nia w ogra­ni­czo­ny spo­sób i udzie­la­nia odpo­wie­dzi „pod klucz”, to dla­cze­go zga­dza­my się na oce­nia­nie dzieł popkul­tu­ry za pośred­nic­twem Testu Bech­del-Wal­la­ce?

Alison Bechdel

Cza­sem zasta­na­wiam się, co na temat Testu Bech­del-Wal­la­ce myśli autor­ka całe­go zamie­sza­nia, Ali­son Bech­del.

źró­dło: Wiki­pe­dia

Rozu­miem, że dzię­ki (czę­sto dość agre­syw­nym) pro­te­stom, popkul­tu­ra w ostat­nich latach ule­gła zmia­nie – zwięk­szy­ła się zarów­no róż­no­rod­ność płcio­wa, jak i etnicz­na boha­te­rów. I to jest bar­dzo dobre. Nie podo­ba mi się jed­nak, w jaki spo­sób zosta­ło to osią­gnię­te. Bo teraz, zamiast cie­szyć się z tego, że w fil­mie poja­wi­ła się sil­na, kobie­ca postać (lub akto­rzy o kolo­rze skó­ry innym, niż bia­ły), zasta­na­wiam się, czy od począt­ku boha­te­ro­wie byli dokład­nie tacy, jak wymy­ślił ich sobie twór­ca, czy też musiał on wbrew sobie i pod wpły­wem pre­sji spo­łecz­nej doko­nać zmian w obsa­dzie.

Po pro­stu nie może być tak, by wal­ka o rów­ność jed­nych, znie­wa­la­ła dru­gich. Nawet jeśli tymi dru­gi­mi są hol­ly­wo­odz­cy sce­na­rzy­ści i reży­se­rzy – zwłasz­cza ci płci męskiej i o bia­łym kolo­rze skó­ry.


Na koniec jed­na spra­wa nie zwią­za­na z dzi­siej­szym tema­tem. Ponie­waż w ankie­cie maru­dzi­li­ście, że na Dyr­dy­ma­łach jest za mało obraz­ków, posta­no­wi­łam to zmie­nić. Jak podo­ba się wam taka, boga­to ilu­stro­wa­na for­ma wpi­su?

źró­dło obraz­ka ilu­stru­ją­ce­go wpis: The Guar­dian