Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Gdybanie, Ogólnie Rzecz Ujmując:

Spin-off proszę!

O drugoplanowych bohaterach, którzy powinni dostać swój własny film lub serial

Zda­rza­ją się fil­my i seria­le, w któ­rych gdzieś tam, na dru­gim lub jesz­cze dal­szym pla­nie, cza­sem w zupeł­nie epi­zo­dycz­nej roli, poja­wia się postać, do któ­rej zaczy­na­my pałać więk­szą sym­pa­tią, niż do głów­ne­go boha­te­ra. I cza­sem, gdy taka postać zyska odpo­wied­nio dużą ilość fanów, twór­cy posta­na­wia­ją dać widzom to, cze­go ci pra­gną, czy­li spin-off, w któ­rym mistrz dru­gie­go pla­nu tra­fia na plan pierwszy.

Dziś napi­szę wam o pię­ciu posta­ciach, któ­re na taki wła­śnie spin-off zasłu­gu­ją, choć zda­ję sobie spra­wę, że pew­nie nigdy go nie dostaną.

Księgowy z Drive Angry

kadr z fil­mu Dri­ve Angry

Księgowy (Drive Angry)

Zesta­wie­nie zacznę od posta­ci gra­nej przez Wil­lia­ma Ficht­ne­ra. Bo Ficht­ner ma to do sie­bie, że czę­sto two­rzy wyśmie­ni­te kre­acje, w bar­dzo kiep­skich fil­mach. Tak było rów­nież w przy­pad­ku Dri­ve Angry, któ­re choć z zało­że­nia sty­li­zo­wa­ne na pro­duk­cję kla­sy B, wypa­dło znacz­nie gorzej. I wła­ści­wie jedy­nym powo­dem, dla któ­re­go war­to ten film zoba­czyć, jest gra­ny przez Ficht­ne­ra Księgowy.

W posta­ci tej wspa­nia­łe jest abso­lut­nie wszyst­ko. Począw­szy od tego, z jaką gra­cją się poru­sza, poprzez to jak patrzy na śmier­tel­ni­ków z jed­no­cze­sną pogar­dą i pobłaż­li­wo­ścią, a na wypo­wia­da­niu zło­śli­wo-iro­nicz­nych tek­stów oraz prze­kleństw skoń­czyw­szy (nikt nie prze­kli­na tak pięk­nie, jak Fichtner).

Przy czym Księ­go­wy, choć jak na wysłan­ni­ka pie­kieł przy­sta­ło, potra­fi być bez­względ­ny i bru­tal­ny, jed­no­cze­śnie nie jest czar­nym cha­rak­te­rem – nie krzyw­dzi tych, któ­rzy na to nie zasługują.

A o czym miał­by być spin-off? Nie mam zie­lo­ne­go poję­cia. Ogól­nie mógł­by opo­wia­dać na nowo podob­ną histo­rię, co Dri­ve Angry, czy­li poka­zy­wać przy­go­dy Księ­go­we­go, któ­ry poja­wił się na Zie­mi, by zła­pać kogoś, kto uciekł z Pie­kła. I nie mia­ła­bym nic prze­ciw temu, by w spin-offie znów poja­wi­ła się duża ilość musc­le carów, wybu­chów, odro­bi­na kiczu i wszyst­ko to w ryt­mie zapo­mnia­nych pio­se­nek z lat 70-tych i 80-tych. Poza tym osza­la­ła­bym z rado­ści, gdy­by film (lub serial) o Księ­go­wym był cros­so­ve­rem z Hell on Earth i poka­zy­wał, że każ­da waż­na szy­cha w Pie­kle ma twarz Fichtnera.

River Song z Doctora Who

źró­dło: Gooks of Doom

River Song (Doctor Who)

Gdy­by Dok­tor był kobie­tą – był­by River Song. Gdy­by Bond był kobie­tą – był­by River Song. Gdy­by dok­tor House mówił z bry­tyj­skim akcen­tem i był kobie­tą – był­by River Song. Gdy­by Lara Croft… ok, to może nie jest naj­lep­szy przy­kład. Ale gdy­by India­na Jones był kobie­tą, też był­by River Song.

Gra­na przez Alex King­ston River Song jest niczym sza­lo­na ciot­ka – przez to, że wciąż paku­je się w tara­pa­ty, rodzi­na uwa­ża ją za czar­ną owcę. Ale jed­no­cze­śnie, gdy – robiąc wej­ście smo­ka – zja­wia się u bab­ci na imie­ni­nach, wszy­scy goście sku­pia­ją się na słu­cha­niu opo­wie­ści ciot­ki o fan­ta­stycz­nych podró­żach oraz przy­go­dach, w któ­rych nie­daw­no wzię­ła udział. Lubisz ją, choć nie przy­zna­jesz się do tego rodzi­com. I gdy doro­śniesz, chciał­byś być dokład­nie taki, jak two­ja sza­lo­na ciot­ka. Czy­li jak River Song.

Ze wszyst­kich wymie­nio­nych prze­ze mnie posta­ci, to wła­śnie River Song ma (albo: mia­ła) naj­więk­sze szan­se na spin-off, bo fani Docto­ra Who ją kocha­ją. I szcze­rze mówiąc nie wiem, cze­mu postać ta do tej pory nie dosta­ła wła­sne­go seria­lu. Ale jed­no­cze­śnie, choć co jakiś czas poja­wia się plot­ka, że taka pro­duk­cja mogła­by powstać, nie wyda­je mi się, by tak się sta­ło. Bo tego typu spin-off był dobrym roz­wią­za­niem za pano­wa­nia Jede­na­ste­go Dok­to­ra (podob­nie jak Tor­chwo­od w cza­sach Dzie­sią­te­go), nato­miast teraz, przy Dwu­na­stym Dok­to­rze, serial o River Song nie­ste­ty nie ma racji bytu. A szko­da, bo dobrze nakrę­co­ny mógł­by być spo­rą kon­ku­ren­cją dla Dok­to­ra Who.

Jorah Mormont z Gry o Tron

źró­dło: Wiki­pe­dia

Jorah Mormont (Gra o Tron)

Tutaj w grę wcho­dził­by spin-off – pre­qu­el, któ­ry poka­zy­wał­by wyda­rze­nia 10-15 lat przed Grą o Tron. Bo powiedz­my sobie szcze­rze: w cza­sie, gdy inni boha­te­ro­wie zna­ni nam z ksią­żek i seria­lu wie­dli nud­ny żywot w Weste­ros, Mor­mont jako wygna­niec, musiał odna­leźć się za Wąskim Morzem. I bio­rąc pod uwa­gę to, że – gdy pozna­je­my go w Pie­śni Lodu i Ognia – znał języ­ki, zwy­cza­je i geo­gra­fię kra­in, któ­re prze­mie­rzał wraz z Daene­rys, praw­do­po­dob­nie po opusz­cze­niu rodzin­nych stron nie uża­lał się nad sobą w jakiejś karcz­mie lub bur­de­lu, tyl­ko zwie­dzał nowy świat, w któ­rym się znalazł.

Poza tym Jorah z jed­nej stro­ny jest oso­bą dość inte­li­gent­ną i oczy­ta­ną, z dru­giej nato­miast cał­kiem nie­zły z nie­go rycerz. Dzię­ki temu spin-off z jego udzia­łem mógł­by być takim przy­go­do­wym seria­lem spod zna­ku płasz­cza i szpa­dy, w któ­rym nasz boha­ter cza­sem powie­dział­by coś bły­sko­tli­we­go, a cza­sem efek­tow­nie roz­pła­tał kogoś mie­czem. A wszyst­ko to, choć utrzy­ma­ne w lżej­szym i mniej dra­ma­tycz­nym tonie, niż Gra o Tron jed­no­cze­śnie mogło­by być skie­ro­wa­ne do widzów doro­słych. Bo powiedz­my sobie szcze­rze: w głę­bi duszy wszy­scy jeste­śmy dzieć­mi i pra­gnie­my sza­lo­nej roz­ryw­ki. Ale jed­no­cze­śnie – ponie­waż już doro­śli­śmy – chce­my, by ta roz­ryw­ka nie była zbyt infan­tyl­na. I wie­rzę, że wła­śnie coś takie­go mogły­by dać widzom przy­go­dy mło­de­go Jorah Mor­mon­ta*.


* Jedy­nym minu­sem takie­go spin-offa było­by to, że w mło­de­go Mor­mon­ta nie mógł­by się wcie­lić Iain Glen. Z dru­giej jed­nak stro­ny, w Wiel­kiej Bry­ta­nii roi się od uta­len­to­wa­nych mło­dych akto­rów, więc na pew­no zna­la­zł­by się ktoś, kto Gle­na god­nie by zastąpił.

Elsbeth Tascioni z Żony Idealnej

źró­dło: Escri­tu­ra Pública

Elsbeth Tascioni (The Good Wife)

Praw­dę mówiąc w Good Wife co dru­ga postać jest tak cie­ka­wa, że zasłu­gu­je na wła­sny spin-off. Dla­cze­go więc Els­beth Tascio­ni? Bo boha­ter­ka wyglą­da, jak­by pocho­dzi­ła z zupeł­nie innej baj­ki. Albo dosłow­nie była z baj­ki. Tascio­ni cier­pi bowiem na pew­ne zabu­rze­nia psy­chicz­ne, któ­re spra­wia­ją, że obser­wu­jąc ją wciąż zasta­na­wiam się: jak tej kobie­cie uda­je się funk­cjo­no­wać w świe­cie praw­ni­ków? Jak w ogó­le uda­ło jej się zostać praw­ni­kiem? Jak to moż­li­we, że jest taka dobra, że wygry­wa więk­szość spraw, któ­re pro­wa­dzi? I jak w ogó­le uda­je się jej funk­cjo­no­wać w naszej rzeczywistości?

Każ­dy odci­nek Żony Ide­al­nej, w któ­rym poja­wia się Tascio­ni jest – podob­nie jak boha­ter­ka – pozy­tyw­nie zakrę­co­ny, zabaw­ny i na swój spo­sób nie­zwy­kły. Gdy­by więc powstał serial praw­ni­czy, któ­ry balan­so­wał­by na gra­ni­cy powa­gi i żar­tu podob­nie jak te kil­ka epi­zo­dów Good Wife – było­by to coś wspaniałego.

Poza tym gra­ją­ca Els­beth Tascio­ni, Car­rie Pre­ston jest żoną Micha­ela Emer­so­na i nie mia­ła­bym nic prze­ciw temu, by aktor­ka zała­twi­ła mężo­wi rolę w spin-offie. Emer­son mógł­by zagrać praw­ni­ka, któ­ry czę­sto był­by prze­ciw­ni­kiem Tascio­ni. I gdy­by dwój­kę tych boha­te­rów łączy­ła rela­cja na zasa­dzie „kto się lubi, ten się czu­bi” było­by to kolej­nym wspa­nia­łym ele­men­tem serialu.

Alexander Mahone ze Skazanego na Śmierć

kadr z Pri­son Bre­ak 2×01 Manhunt

Alexander Mahone (Prison Break / Skazany na śmierć)

Zaczę­łam od posta­ci gra­nej przez Ficht­ne­ra i na posta­ci gra­nej przez Ficht­ne­ra skoń­czę. Zwłasz­cza że – powiedz­my sobie szcze­rze – ten wpis od począt­ku był pisa­ny przede wszyst­kim z myślą o moim ulu­bio­nym agen­cie FBI*.

A pomy­sły na spin-off mam aż dwa. Pierw­szy mógł­by opo­wia­dać o tym, co Maho­ne robił po wyda­rze­niach z Pri­son Bre­aka. A ponie­waż Alex naj­le­piej radził sobie z łapa­niem zbie­gów, ale jed­no­cze­śnie – raczej nie przy­ję­li­by go z powro­tem do pra­cy w FBI, w spin-offie nasz boha­ter mógł­by być łow­cą nagród. Przy czym nie chcia­ła­bym, by był to kolej­ny pro­ce­du­ral, a raczej coś w sty­lu Luthe­ra, gdzie poje­dyn­cze śledz­two trwa­ło kil­ka odcinków.

Dru­gim, nie­co bar­dziej ambit­nym roz­wią­za­niem, był­by spin-off – pre­qu­el, któ­ry poka­zy­wał­by śledz­two doty­czą­ce Osca­ra Sha­le­sa. Czy­li to, któ­re Maho­ne pro­wa­dził przed Ska­za­nym na Śmierć i któ­re znisz­czy­ło jego życie. W tym wypad­ku serial mógł­by mieć podob­ny ton, co True Detec­ti­ve – być mrocz­ną i nie­co dołu­ją­cą opo­wie­ścią o czło­wie­ku, któ­ry by zła­pać potwo­ra, sam sta­je się potwo­rem. I – podob­nie jak w przy­pad­ku pro­duk­cji HBO – wystar­czy­ło­by, by serial miał jeden sezon. Obsta­wiam, że taki spin-off (jak i gra­ją­cy w nim Ficht­ner) spo­koj­nie został­by nagro­dzo­ny kil­ka pre­sti­żo­wy­mi nagrodami.


* Tak napraw­dę co dru­ga postać, w któ­rą wcie­lił się Ficht­ner zasłu­gu­je na spin-off. Nie wyobra­ża­cie sobie, jak cięż­ko było mi napi­sać ten wpis, nie sku­pia­jąc się tyl­ko i wyłącz­nie tych bohaterach. 😉

Bonus:

Szalony Gitarzysta z Mad Maxa

źró­dło: Audien­ces Everywhere

Szalony Gitarzysta (Mad Max: Fury Road)

Nie potra­fię wyja­śnić oso­bom, któ­re nie widzia­ły Mad Maxa dla­cze­go Sza­lo­ny Gita­rzy­sta jest posta­cią o któ­rej war­to wspo­mi­nać. Napi­szę więc tyl­ko: obej­rzyj­cie film, a zrozumiecie!

Nie­ste­ty o Sza­lo­nym Gita­rzy­ście nie wie­my zbyt wie­le. Jedy­nie, że jest sza­lo­ny i gra na gita­rze zie­ją­cej ogniem, pod­łą­czo­nej do wiel­kiej plat­for­my-cię­ża­rów­ki peł­nej gło­śni­ków i innych wzmac­nia­czy. Z tego powo­du cięż­ko było­by uczy­nić taką postać boha­te­rem spin-offu. Za to ide­al­nie spi­sał­by się on w roli posta­ci z gry komputerowej.

Pomy­śl­cie tyl­ko: przy pomo­cy gita­ry do Guitar Hero nie tyl­ko wygry­wa­cie odpo­wied­nią melo­dię, ale tak­że – dowo­dzi­cie armią zmo­to­ry­zo­wa­nych sza­leń­ców prze­mie­rza­ją­cych posta­po­ka­lip­tycz­ną pusty­nię. Jeden dźwięk przy­śpie­szał­by cały kon­wój, inny go spo­wal­niał, jesz­cze inny był sygna­łem do ostrza­łu, a kolej­ny – do abor­da­żu. Oczy­wi­ście były­by moż­li­we tak­że róż­ne­go rodza­ju kombosy.

Dodat­ko­wo, gdy­by gra obsłu­gi­wa­ła Kinec­ta – mogli­by­ście wła­snym cia­łem ste­ro­wać samym Gita­rzy­stą. Tak, by na zakrę­tach odpo­wied­nio się prze­chy­lał albo uni­kał lecą­cych w jego stro­nę poci­sków. No i róż­ne­go rodza­ju akro­ba­cje mogły­by zwięk­szać siłę gra­nej przez nie­go muzyki.

Co wię­cej, gra mogła­by obsłu­gi­wać tryb wie­lo­oso­bo­wy gdzie dru­gi gracz, wypo­sa­żo­ny w kie­row­ni­cę, ste­ro­wał­by samo­cho­dem-gło­śni­kiem wio­zą­cym Gitarzystę.

Co o tym myśli­cie? Czy nie faj­nie było­by zagrać w coś takiego?

Pozostając w świecie marzeń i mrzonek…

Wiem, że tego wpi­su praw­do­po­dob­nie nie czy­ta żaden hol­ly­wo­odz­ki pro­du­cent. Gdy­by jed­nak było ina­czej – zga­dzam się, by czer­pał z moich pomy­słów gar­ścia­mi. Jedy­ne, o co pro­szę w zamian to: 

  1. Moż­li­wość wizy­ty na pla­nie póź­niej­sze­go spin-offa.
  2. Jeśli powsta­nie spin-off o River Song – moż­li­wość pozna­nia Dok­to­ra i zwie­dze­nia naj­cie­kaw­szych zakąt­ków Wszech­świa­ta w TARDIS.
  3. Jeśli powsta­nie spin-off o Jorah Mor­mon­cie – moż­li­wość pogła­ska­nia smo­ka (smok musi zostać wcze­śniej nakar­mio­ny, żeby mnie nie zeżarł).
  4. Jeśli powsta­nie gra o Sza­lo­nym Gita­rzy­ście – chcę dostać sprzęt, przy pomo­cy któ­re­go będę mogła w tą grę zagrać. I egzem­plarz zie­ją­cej ogniem gita­ry (choć praw­do­po­dob­nie i tak nigdy na niej nie zagram, bo jesz­cze coś (lub kogoś!) mogła­bym podpalić).
  5. Jeśli powsta­nie jaki­kol­wiek spin-off z Wil­lia­mem Ficht­ne­rem – moż­li­wość prze­by­wa­nia na pla­nie fil­mo­wym (lub seria­lo­wym) tak dłu­go, aż mi się to nie znu­dzi (lub dopó­ki Ficht­ner nie będzie miał mnie dość).

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: For­bes