Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Aktorzy - nie tylko gwiazdorzy:

Nie tylko aktor!

Garść ciekawostek o Williamie Fichtnerze

Mam taką teo­rię: akto­ra lubi się za role, któ­re stwo­rzył i kocha za to, kim jest poza ekra­nem.

Dziś Wil­liam Ficht­ner ma uro­dzi­ny. Zwy­kle z tej oka­zji robię fanvi­da poka­zu­ją­ce­go, co też aktor w danym roku pora­biał. Nie­ste­ty od stycz­nia Ficht­ner nie poja­wił się pra­wie w niczym (z jego dwu­mi­nu­to­we­go wystę­pu w Empi­re cięż­ko było­by coś zmon­to­wać). Dla­te­go zamiast wideł­ka, podzie­lę się z wami taj­ną, fanow­ską wie­dzą na temat moje­go ulu­bio­ne­go akto­ra. Może dzię­ki temu polu­bi­cie go bar­dziej?

Nie mówi po polsku, ale…

Ame­ry­kań­ska Polo­nia koja­rzo­na jest z Chi­ca­go. Nato­miast mało kto wie, że wie­lu naszych roda­ków osie­dli­ło się tak­że w Buf­fa­lo. I jest ich w mie­ście tak dużo, że na przy­kład w świę­ta wiel­ka­noc­ne w całym Buf­fa­lo obcho­dzi się Dyn­gus Day.

Wil­liam Ficht­ner wycho­wał się w Buf­fa­lo, a wśród jego zna­jo­mych jest wie­le osób pol­skie­go pocho­dze­nia. Nawet jeden z jego szwa­grów ma pol­sko brzmią­ce nazwi­sko. I choć Ficht­ner nie mówi po pol­sku (ale zna poje­dyn­cze sło­wa), to obsta­wiam, że wie co nie­co o naszej kul­tu­rze, zna smak pie­ro­gów i nie­raz pił wód­kę.

Miłośnik hokeja

Niskie tem­pe­ra­tu­ry (i praw­do­po­dob­nie tak­że bli­skość Kana­dy) spra­wia­ją, że w Buf­fa­lo naj­po­pu­lar­niej­szym spor­tem jest hokej. W mło­do­ści Ficht­ner chciał być hoke­jo­wym bram­ka­rzem, ale ponie­waż jaz­da na łyż­wach nie szła mu naj­le­piej – poprze­stał na kibi­co­wa­niu. I jest kibi­cem bar­dzo odda­nym – w wywia­dach zawsze pod­kre­śla, że pierw­sze miej­sce w jego fanow­skim ser­cu zaj­mu­je Buf­fa­lo Sabres. Nawet, jeśli trzy­ma­nie kciu­ków za Sabre­sów przy­po­mi­na kibi­co­wa­nie pol­skiej repre­zen­ta­cji pił­ki noż­nej (w ostat­nich latach hoke­iści z Buf­fa­lo nie zakwa­li­fi­ko­wa­li się nawet do play-offów).

Ale ser­du­cho Ficht­ne­ra jest dość pojem­ne, star­cza w nim miej­sca na wię­cej, niż jed­ną dru­ży­nę hoke­ja. Aktor przez ostat­nie kil­ka lat miesz­kał w Pra­dze i zaczął wte­dy kibi­co­wać tam­tej­sze­mu zespo­ło­wi, Spar­ta Pra­ga (któ­ry w odróż­nie­niu od Buf­fa­lo Sabres, dość czę­sto zdo­by­wa meda­le i inne pucha­ry). Dla­te­go, jeśli jeste­ście fana­mi cze­skie­go hoke­ja i oglą­da­cie mecze na żywo, to cza­sem rozej­rzyj­cie się po try­bu­nach – a nuż oka­że się, że obok was sie­dzi roz­en­tu­zja­zmo­wa­ny Ficht­ner.

Kierowca rajdowy

Zimą Ficht­ner oglą­da mecze hoke­jo­we, a latem – wyści­gi samo­cho­do­we. A jego dru­ga pasja nie koń­czy się na kibi­co­wa­niu – aktor cza­sa­mi sia­da też za kie­row­ni­cą. I jak­by tego było mało – wygry­wa! Co przy oka­zji dopro­wa­dzi­ło do dość para­dok­sal­nej sytu­acji: Ficht­ner ma na swo­im kon­cie wię­cej nagród za wyści­gi samo­cho­do­we, niż za wystę­py aktor­skie.

Na szczę­ście Ficht­ner nawet nie myśli o zosta­niu pro­fe­sjo­nal­nym kie­row­cą raj­do­wym. I jak utrzy­mu­je, poza torem wyści­go­wym jeź­dzi prze­pi­so­wo, nie prze­kra­cza­jąc dozwo­lo­nych pręd­ko­ści (podob­no jego żona cza­sem stro­fu­je go, że mógł­by jeź­dzić szyb­ciej).

Lepszy, niż przewodnik turystyczny

Jeśli będzie­cie mie­li moż­li­wość prze­pro­wa­dze­nia z Ficht­ne­rem wywia­du, nie pytaj­cie go o kino i tele­wi­zję. Otrzy­ma­cie wte­dy takie same odpo­wie­dzi, jak set­ki innych osób, któ­re zada­ły iden­tycz­ne pyta­nia. Zamiast tego zapy­taj­cie Ficht­ne­ra o jego ulu­bio­ną knajp­kę albo o życie w Pra­dze lub Buf­fa­lo.

Aktor zawsze nie­zwy­kle barw­nie opo­wia­da o miej­scach, któ­re zoba­czył. Mówi wte­dy o drob­nych rze­czach, któ­re spra­wia­ją, że opi­sy­wa­na przez nie­go prze­strzeń sta­je się nie­zwy­kła, wręcz magicz­na. Sku­pia się tak­że na ludziach: sta­łych gościach w knaj­pie, sąsia­dach z Buf­fa­lo, oso­bach pra­cu­ją­cych na bar­kach na Wełta­wie, któ­rych mijał pod­czas codzien­nych spa­ce­rów po Pra­dze. A to wszyst­ko dopra­wia szcze­gó­ło­wy­mi fak­ta­mi: nazwa­mi ulic, ilo­ścią miesz­kań­ców, jakąś datą pod­czas któ­rej wyda­rzy­ło się coś istot­ne­go.

Nie wiem cze­mu, repor­te­rzy rzad­ko pyta­ją Ficht­ne­ra o jego wspo­min­ki z podró­ży. Na szczę­ście gdy już to zro­bią – two­rzą jed­ne z lep­szych wywia­dów z akto­rem.

Pan „27 procent”

Daw­no, daw­no temu (tak daw­no, że źró­dło­wa stro­na zdą­ży­ła wypa­ro­wać z inter­ne­tu), maga­zyn Empi­re stwo­rzył teo­rię mówią­cą, że ist­nie­ją akto­rzy – mistrzo­wie dru­gie­go pla­nu – któ­rzy nie tyl­ko krad­ną film akto­rom pierw­szo­pla­no­wym, ale tak­że spra­wia­ją, że dana pro­duk­cja sta­je się o 27% lep­sza.

Fans of Empire’s pod­cast and blog may be fami­liar with the con­cept of a “27 per­cen­ter”; an actor who can ste­al sce­nes from the headli­ne stars despi­te being bil­led fur­ther down the cast list. The­ir appe­aran­ce on scre­en is regu­lar­ly gre­eted with a sho­ut of “Oh, that guy? I love that guy!” The­se are no over­ra­ted hacks: they’re excel­lent actors like David Mor­se, Wil­liam Ficht­ner and Chris Cooper. As Empi­re expla­in, what earns the­se stars the title of being a 27 per­cen­ter is “the­ir abi­li­ty to make even the most cli­che-rid­den, work­man­li­ke dross seem an exci­ting pro­spect.”

One Room with a View

Ficht­ner tak­że zali­cza się do gro­na „27-pro­cen­to­wych akto­rów”. I choć zda­rza mu się gry­wać w kiep­skich fil­mach, uwierz­cie mi – pro­duk­cje te były­by o wie­le gor­sze, gdy­by akto­ra w nich zabra­kło.

A sko­ro już przy jako­ści fil­mów jeste­śmy. Ficht­ner owszem, poja­wia się w hol­ly­wo­odz­kich pro­duk­cjach nie­naj­wyż­szych lotów, ale dzię­ki temu (a dokład­niej: dzię­ki kasie z tych wystę­pów) może sobie pozwo­lić na gra­nie w świet­nych fil­mach nie­za­leż­nych i krót­ko­me­tra­żo­wych.

Dla­te­go, kie­dy w grę wcho­dzi doro­bek aktor­skim Ficht­ne­ra, nie myśl­cie o Wojow­ni­czych Żół­wiach Nin­ja, Ely­sium, The Lone Ran­ge­rze i innych gnio­tach. Pomy­śl­cie o sur­re­ali­stycz­nym Wrong, sza­lo­nym The Chum­scrub­ber, czy prze­sym­pa­tycz­nych The Ama­teurs. I (jeśli jesz­cze nie widzie­li­ście) obczaj­cie takie kil­ku­mi­nu­to­we fil­mi­ki, jak Fore­he­ad Tit­ta­es, Mr OIZO “STA­DE 3” TEASER albo Hell on Earth. To wła­śnie za wystę­py w tego typu pro­duk­cjach, uwiel­biam Ficht­ne­ra.

Za rok będzie lepiej!

To, że w 2015-tym nie poja­wił się żaden film z Ficht­ne­rem, wca­le nie ozna­cza, że aktor się obi­jał. Wręcz prze­ciw­nie, w ostat­nim cza­sie Ficht­ner wziął udział w kil­ku mniej­szych i więk­szych pro­jek­tach. Efek­ty jego pra­cy będzie moż­na podzi­wiać już nie­dłu­go. I mam nadzie­ję, że będą to uda­ne pro­duk­cje, a Ficht­ner po raz kolej­ny poka­że w nich, że jest fan­ta­stycz­nym akto­rem. Cze­go zarów­no sobie, jak i jemu życzę 🙂

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Chef’s Restau­rant of Buf­fa­lo NY Face­bo­ok Fan­pa­ge (jak­by ktoś nie widział – Wil­liam Ficht­ner, to ten koleś na środ­ku zdję­cia, a nie z boku!)