Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe:

Bezdroża wyobraźni

Into the Badlands, sezon 1

Nie będę pisać o Jes­si­ce Jones, bo na temat tego seria­lu wszyst­ko zosta­ło już napi­sa­ne. David Ten­nant był pięk­ny i nie­po­ko­ją­cy, resz­ta w porząd­ku, choć do ide­ału spo­ro bra­ko­wa­ło. Ale o tym może­cie prze­czy­tać w set­kach innych recen­zji.

Nie będę pisać o Doctor Who, bo serial strasz­li­wie mi zobo­jęt­niał. Tego­rocz­ny sezon ani mnie nie cie­szył, ani nie wku­rzał. I po pro­stu nie chce mi się o nim pisać.

Nato­miast mało kto pisze (i mówi) o pro­duk­cji, któ­ra jak dla mnie jest póki co naj­więk­szym zasko­cze­niem tego sezo­nu seria­lo­we­go. Dla­te­go zapnij­cie pasy, bo dziś zabio­rę was na krót­ką wyciecz­kę po sza­lo­nym Into the Badlands. Wszy­scy goto­wi? W takim razie star­tu­je­my!

Wszystko co cool, w jednym miejscu

Zamknij­cie na moment oczy i pomy­śl­cie o… albo nie, nie zamy­kaj­cie oczu, prze­cież to utrud­ni wam dal­sze czy­ta­nie! Jesz­cze raz… Bez zamy­ka­nia oczu pomy­śl­cie o wszyst­kich rze­czach oraz moty­wach z fil­mów i seria­li, któ­re wyda­ją się wam cool. Czy na tej liście znaj­du­ją się:

  • (powie­wa­ją­ce na wie­trze) płasz­cze
  • kata­ny
  • moto­cy­kle
  • sta­re samo­cho­dy
  • wal­ki na mie­cze
  • wschod­nie sztu­ki wal­ki
  • dzi­ki zachód
  • ste­am­punk
  • post-apo
  • hiper­re­ali­stycz­na prze­moc w sty­lu Quen­ti­na Taran­ti­no
  • magia

Pyta­nie numer dwa: czy chcie­li­by­ście zoba­czyć pro­duk­cję, w któ­rej znaj­du­ją się wszyst­kie powyż­sze ele­men­ty?


Takie połą­cze­nie było­by trud­ne, w koń­cu wie­le rze­czy zda­je się do sie­bie zupeł­nie nie paso­wać. Mogło­by wyjść z tego coś kiczo­wa­te­go, w sty­lu tele­dy­sku do Kni­ghts of Cyd­no­nia albo coś mega-cool. Into the Badlands zali­cza się do tej dru­giej kate­go­rii.

Uczta dla oczu

Więk­szość seria­li, któ­re oglą­dam, to pro­duk­cje, na któ­re moż­na patrzyć jed­nym okiem, po dro­dze robiąc coś inne­go. W Into the Badlands to, co dzie­je się na ekra­nie cał­ko­wi­cie przy­ku­wa uwa­gę. Żal nie oglą­dać tego na peł­nym ekra­nie (i szko­da, że całość nie jest w 3D). Zwłasz­cza, że co dru­gi kadr moż­na by wydru­ko­wać, opra­wić w ram­kę i powie­sić na ścia­nie. Poza tym, co rów­nie waż­ne – nie widać miej­sca, w któ­rym koń­czą się praw­dzi­we deko­ra­cje, a zaczy­na CGI. A coś takie­go zawsze nale­ży chwa­lić.

Zabaw­ne jest to, w jaki spo­sób twór­cy Into the Badlands igra­ją z widzem, poka­zu­jąc rze­czy nie­przy­jem­ne w miły dla oka spo­sób. Jak na przy­kład nie­wol­ni­ków pra­cu­ją­cych na polach opium. Niby szko­da ludzi, ale wow, jak te maki na tle błę­kit­ne­go nie­ba ślicz­nie wyglą­da­ją! Albo w sce­nach śmier­ci – zamiast współ­czuć uśmier­ca­nym oso­bom myśla­łam „jak ta krew pięk­nie się roz­bry­zgła!”

Ponie­waż w Into the Badlands umrzeć nie trud­no, boha­te­ro­wie seria­lu zda­ją się dbać o to, by na tam­ten świat wybrać się w odpo­wied­nim stro­ju. W efek­cie nie­mal za każ­dym razem, gdy ktoś poja­wiał się na ekra­nie, pierw­sze co stwier­dza­łam, to że ma super ciu­chy. A świat przed­sta­wio­ny w seria­lu jest cie­ka­wy mię­dzy inny­mi dla­te­go, bo każ­da frak­cja ubie­ra się w inny spo­sób. Jed­ni noszą czer­wień, inni błę­kit, jesz­cze inni ubie­ra­ją się na zie­lo­no. Co przy oka­zji jest bar­dzo przy­dat­ne pod­czas scen poje­dyn­ków, gdyż w fer­wo­rze wal­ki bez pro­ble­mu roz­po­zna­je się, kto wal­czy po czy­jej stro­nie.

A sko­ro już o wal­kach mowa – te rów­nież wyglą­da­ją świet­nie. Kame­ra rzad­ko się trzę­sie, a cho­re­ogra­fia każ­de­go poje­dyn­ku jest per­fek­cyj­nie dopra­co­wa­na. Efek­ciar­stwo – poziom eks­pert, ale w pozy­tyw­nym tego sło­wa zna­cze­niu*. Odwa­żę się nawet stwier­dzić, że Into the Badlands w tej kwe­stii udo­wad­nia, że tele­wi­zja może być lep­sza od kina. Bo oglą­da­nie seria­lo­wych scen walk daje nie tyl­ko gigan­tycz­ną fraj­dę, ale też – znów! – wyglą­da po pro­stu pięk­nie. Z resz­tą, co ja wam będę pisać – zobacz­cie sami:

Na koniec war­to wspo­mnieć, że kie­dy już docho­dzi do starć, to boha­te­ro­wie nie wal­czą byle czym. Uzbro­je­nie jest kolej­nym ele­men­tem, któ­ry przy­ku­wa wzrok. I to do tego stop­nia, że gdy na ekra­nie poja­wił się kilof, to nie był to byle jaki kilof. Podob­nie jak wszyst­ko inne w seria­lu, kilof wyglą­dał cool. Czy wcze­śniej w ogó­le pomy­śle­li­by­ście o kilo­fie, że może być cool?


* Jedy­nym minu­sem jest to, że momen­ta­mi boha­te­ro­wie nie­co za bar­dzo lata­ją, ale jestem w sta­nie przy­mknąć na to oko.

Za bardzo zwykłe

Twór­cy Into the Badlands dali upust swo­jej wyobraź­ni przy two­rze­niu wizu­al­nej stro­ny seria­lu oraz budo­wa­niu świa­ta przed­sta­wio­ne­go, ale nie­ste­ty zabra­kło im pomy­słów na fabu­łę i boha­te­rów. Nie jest to co praw­da jakaś strasz­li­wa wada. Ale przy tych wszyst­kich deko­ra­cjach i nie­co­dzien­nych połą­cze­niach aż chcia­ło­by się zoba­czyć posta­ci, któ­re były­by bar­dziej nie­tu­zin­ko­we. Tym­cza­sem w seria­lu poja­wia się mię­dzy inny­mi: okrut­ny wład­ca, dobry żoł­nierz któ­ry słu­ży okrut­ne­mu wład­cy i zaczy­na kwe­stio­no­wać jego roz­ka­zy, chło­piec obda­rzo­ny tajem­ni­czą mocą, któ­re­go wszy­scy chcą schwy­tać i wyko­rzy­stać w póź­niej­szej wal­ce o wła­dzę. Wszyst­ko to wcze­śniej gdzieś już było.

Wiem, że to para­dok­sal­ne – w seria­lu, któ­ry od stro­ny for­mal­nej gar­ścia­mi czer­pie z innych dzieł, kry­ty­ku­ję to, że jest powta­rzal­ny pod wzglę­dem fabu­lar­nym. Ale po pro­stu te for­mal­ne połą­cze­nia róż­nych rze­czy są zaska­ku­ją­ce, nato­miast fabu­lar­ne – moc­no prze­wi­dy­wal­ne.

Przy czym pomi­mo tej powta­rzal­no­ści Into the Badlands nie jest złe. Dobrzy boha­te­ro­wie dają się lubić, źli są inte­re­su­ją­cy, fabu­ła wcią­ga, a cza­sem poja­wia się jakiś nie­spo­dzie­wa­ny zwrot akcji. Histo­ria stoi na cał­kiem wyso­kim pozio­mie, znacz­nie wyż­szym od śred­niej. Tyl­ko po pro­stu, przy wizu­al­nej stro­nie seria­lu, wypa­da kiep­sko. Ot, taki prze­rost for­my nad tre­ścią.

I co dalej?

Jak dla mnie wiel­kim plu­sem jest to, że pierw­szy sezon Into the Badlands ma tyl­ko sześć odcin­ków. Lubię krót­kie sezo­ny, bo z jed­nej stro­ny ich oglą­da­nie nie męczy, z dru­giej – twór­cy nie muszą sto­so­wać wodo­lej­stwa, a z trze­ciej: po małej ilo­ści odcin­ków pozo­sta­je przy­jem­ne uczu­cie nie­do­sy­tu.

I wszyst­ko było­by pięk­nie, gdy­by nie jeden, dość duży pro­blem. Into the Badlands nie zachwy­ci­ło kry­ty­ków (zupeł­nie nie rozu­miem, dla­cze­go!), a o seria­lu mało kto mówi. Nie mam poję­cia, jaką oglą­dal­ność mia­ła pro­duk­cja, oba­wiam się jed­nak, że nie­zbyt wyso­ką. Co może dopro­wa­dzić do tego, że dru­gi sezon nie powsta­nie. I jest to o tyle zła wia­do­mość, że ostat­ni odci­nek sezo­nu zakoń­czył się nie jed­nym, ale aż kil­ko­ma clif­fhan­ge­ra­mi. I choć trzy­mam kciu­ki, by sta­cja AMC dała Into the Badlands jesz­cze jed­ną szan­sę, boję się, że tak się nie sta­nie.

Warto zobaczyć!

Into the Badlands nie jest dzie­łem ide­al­nym. Fabu­ła pozo­sta­wia spo­ro do życze­nia, nie­pew­na przy­szłość seria­lu może znie­chę­cać do oglą­da­nia. War­to jed­nak zer­k­nąć na pro­duk­cję, bo od stro­ny wizu­al­nej stoi ona na naj­wyż­szym pozio­mie, czę­sto prze­wyż­sza­jąc to, co może­my zoba­czyć w kinie. Jeśli dobrze bawi­li­ście się cho­ciaż­by na tego­rocz­nym Mad Mak­sie, to oglą­da­nie Into the Badlands tak­że spra­wi wam masę fraj­dy. A pierw­szy sezon ma tyl­ko sześć odcin­ków, więc uwierz­cie mi – war­to zary­zy­ko­wać!

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: AMC