Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Tydzień z Avengers:

Superbohaterska drużyna

Avengers

No i sta­ło się – Aven­ger­si wylą­do­wa­li na dużym ekra­nie. Bilet do moje­go ulu­bio­ne­go kina kupi­łam już w śro­dę, bojąc się, że dziś, na sean­sie odby­wa­ją­cym się w godzi­nach szczy­tu, zja­wi się tłum ludzi. I moc­no się zdzi­wi­łam, bo sala była pra­wie pusta. Z dru­giej stro­ny, zauwa­ży­łam, że na film przy­szli głów­nie miło­śni­cy Tony’ego Star­ka, Kapi­ta­na Ame­ry­ki, Hul­ka, Tho­ra i Lokie­go. Dzię­ki temu film obej­rza­łam w gro­nie praw­dzi­wych fanów Aven­ger­sów.

A teraz – bez spo­ile­rów – podzie­lę się z wami wra­że­nia­mi z sean­su!

Zanim odwiedzisz kino

Zacznę dość nie­ty­po­wo, bo od zwia­stu­nów fil­mu. Te nale­ży pochwa­lić, bo nie dość, że moc­no zachę­ca­ły do pój­ścia do kina, to jed­no­cze­śnie nie zdra­dza­ły ele­men­tów fabu­ły i nie poka­zy­wa­ły naj­lep­szych scen oraz gagów. A coś takie­go zawsze jest na plus.

Być może zasta­na­wia­cie się, czy przed obej­rze­niem Aven­ger­sów war­to zoba­czyć poprzed­nie fil­my Marve­la. Moim zda­niem tak, gdyż twór­cy pro­duk­cji nie tra­cą cza­su na dokład­ne tłu­ma­cze­nie „kto jest kim”. Dla­te­go oso­by nie­zo­rien­to­wa­ne w tema­cie mogą czuć się nie­co zagu­bio­ne.

Bohaterowie

Naj­bar­dziej wylu­zo­wa­ną i naj­sym­pa­tycz­niej­szą posta­cią był oczy­wi­ście Tony Stark. Iron Man dostał też naj­wię­cej faj­nych tek­stów, choć inni Aven­ger­si nie byli od nie­go dużo gor­si.

W Hul­ka wcie­lił się nowy aktor – Mark Ruf­fa­lo – i facet spi­sał się napraw­dę nie­źle. Sama postać zie­lo­ne­go stwo­ra też bar­dzo mi się podo­ba­ła, bo choć koleś obra­cał w pył wszyst­ko, co spo­tkał na swo­jej dro­dze, robił to z kla­są i poczu­ciem humo­ru.

Bar­dzo polu­bi­łam też Czar­ną Wdo­wę. W Iron Manie 2 boha­ter­ka ta nie przy­ku­ła mojej uwa­gi, nato­miast w Aven­ger­sach agent­ka Roma­noff była po pro­stu genial­na.

Loki tak­że wypadł lepiej, niż poprzed­nio. Jego postać, choć prze­bie­gła, momen­ta­mi pre­zen­to­wa­ła się nie­udol­nie i śmiesz­nie. Jako zwy­kły boha­ter Loki był­by może nie­zbyt inte­re­su­ją­cy, ale w roli czar­ne­go cha­rak­te­ru wypadł dobrze, wła­śnie ze wzglę­du na to, że nie był typo­wym przed­sta­wi­cie­lem ciem­nej stro­ny mocy.

Dener­wo­wał mnie Kapi­tan Ame­ry­ka i jego har­ce­rzy­ko­wa­tość, któ­ra w Aven­ger­sach była dużo więk­sza, niż w fil­mie poświę­co­nej jego oso­bie. Roz­cza­ro­wa­łam się tak­że posta­cią Hawkeye’a – liczy­łam, że nie­co lepiej poznam tego boha­te­ra, a tym­cza­sem jego rola ogra­ni­czy­ła się do bie­ga­nia i strze­la­nia z łuku. Podob­ny zawód cze­kał mnie w przy­pad­ku Nic­ka Fury’ego, któ­ry miał sta­now­czo za mało cza­su ekra­no­we­go. No i był jesz­cze Thor, któ­re­go zada­nie pole­ga­ło chy­ba na tym samym, co w poprzed­nim fil­mie – koleś miał wyglą­dać bosko. I tyle.

Osob­ny aka­pit nale­ży się agen­to­wi Coul­so­no­wi. Mimo, iż to dru­go­pla­no­wy boha­ter – przy­ku­wał moją uwa­gę od same­go począt­ku, czy­li od Iron Mana. Niczym kie­row­ca bul­do­że­ra, spo­koj­nie i z lek­kim uśmie­chem na twa­rzy zawsze osią­gał zamie­rzo­ny cel, bez wzglę­du na prze­szko­dy. Prze­czu­wa­łam jed­nak, że facet posia­dał też dru­gą, bar­dziej nie­ofi­cjal­ną stro­nę. I mia­łam rację – przy czym to, czym agent Coul­son zaj­mu­je się po godzi­nach, było dla mnie total­nym zasko­cze­niem.

Avengers Poster

źró­dło: Pop Goes The Week

Jak na super­bo­ha­te­rów przy­sta­ło – Aven­ger­si są nie­znisz­czal­ni. Zawsze w ostat­niej chwi­li uni­ka­ją cio­su lub ucie­ka­ją z miej­sca, któ­re wła­śnie ma wybuch­nąć. Są kulo­od­por­ni i nie­wraż­li­wi na gra­wi­ta­cję. Nie­strasz­ne im ani wir­ni­ki samo­lo­tów, ani próż­nia kosmo­su. W innym fil­mie mogła­bym się cze­piać, że to nie­moż­li­we i nacią­ga­ne. Ale to są Aven­ger­si, więc pra­wa fizy­ki na nich nie dzia­ła­ją! I koniec gada­nia.

Fabuła

Od pierw­szej sce­ny mamy na ekra­nie akcję. Od dru­giej – żar­ty. I to nie zmie­nia się pra­wie do same­go koń­ca. Były może ze dwa prze­ga­da­ne momen­ty, ale nie dłu­ży­ły się one zbyt­nio. Poja­wi­ła się sce­na dra­ma­tycz­na, któ­ra moc­no ści­snę­ła moje ser­ce, ale poka­za­no ją w przy­zwo­ity spo­sób, czy­li bez zbyt­nie­go pato­su i dopro­wa­dza­nia widzów do łez.

Przede wszyst­kim jed­nak film był napraw­dę efek­tow­ny. Peł­no w nim wybu­chów, pości­gów, Iron Mana, strze­la­nin, bójek i pod­nieb­nych akro­ba­cji. A wszyst­ko to poka­za­ne w 3D, któ­re napraw­dę cie­szy­ło oko.

Oczy­wi­ście z powo­du swo­jej wro­dzo­nej upier­dli­wo­ści, dostrze­głam w Aven­ger­sach kil­ka nie­pra­wi­dło­wo­ści i błę­dów logicz­nych. Jed­nak­że zanim zdą­ży­łam głę­biej się nad nimi zasta­no­wić, poja­wi­ły się kolej­ne wybu­chy, pości­gi, Iron Man, strze­la­ni­ny, bój­ki i pod­nieb­ne akro­ba­cje, nie było więc cza­su na szu­ka­nie dziu­ry w całym.

Za fina­ło­wą bitwę o Nowy Jork twór­com fil­mu tak­że nale­żą się bra­wa, ponie­waż nie prze­kom­bi­no­wa­li, dzię­ki cze­mu całość jest efek­tow­na, ale w dość – nazwij­my to – roz­sąd­ny spo­sób. Moż­na by się tro­chę cze­piać zakoń­cze­nia całej jat­ki, bo podob­ne roz­wią­za­nie poja­wi­ło się w Mrocz­nym Wid­mie. Ale może to i dobrze, że twór­cy fil­mu zamiast kom­bi­no­wać, zde­cy­do­wa­li się na pro­ste roz­wią­za­nie?

I jesz­cze ostat­ni, nie­wiel­ki plu­sik, czy­li sce­na po napi­sach!

Rozrywka pełną parą!

Pod­su­mo­wu­jąc: Aven­ger­si dali mi dokład­nie tyle, ile się po nich spo­dzie­wa­łam, a może nawet trosz­kę wię­cej. A poprzecz­kę usta­wi­łam im napraw­dę wyso­ko.

Nie jest to oczy­wi­ście dzie­ło ambit­ne, ale wido­wi­sko, któ­re naj­le­piej zoba­czyć na dużym ekra­nie, naj­le­piej w trój­wy­mia­rze. Co wię­cej, fabu­ła była na tyle dobra, że mia­łam fraj­dę z oglą­da­nia, tro­chę się pośmia­łam i zoba­czy­łam zado­wa­la­ją­cą ilość scen z Tonym Star­kiem. Czy od ekra­ni­za­cji komik­su moż­na ocze­ki­wać wię­cej?

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny blo­ga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

autor gra­fi­ki ilu­stru­ją­cej wpis: Mat­thew Fer­gu­son