Dyrdymały Filmowo-Serialowe

Dyrdymały Filmowo-Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Na wojnie walczą i giną nie tylko żołnierze

War Horse / Czas Wojny

Reży­se­ria – Ste­ven Spiel­berg, sce­na­riusz – Richard Cur­tis, zdję­cia – Janusz Kamiń­ski, muzy­ka – John Wil­liams. Na pierw­szy rzut oka te nazwi­ska powin­ny gwa­ran­to­wać dobry film. Jed­nak nauczo­na doświad­cze­nia­mi ostat­nich lat i tym, że kil­ka fil­mów oka­za­ło się nie­wy­pa­ła­mi mimo, iż two­rzy­li je wybit­ni ludzie – bałam się, że War Hor­se (dalej będę uży­wać angiel­skie­go tytu­łu, ponie­waż pol­ski mi nie pasu­je) oka­że się kolej­ną klapą.

Szczę­śli­wie oka­za­ło się, że w tym przy­pad­ku nazwi­ska twór­ców napraw­dę świad­czy­ły o jako­ści ich dzieła.

Wzruszający od pierwszego zwiastuna

Na począ­tek muszę się wam do cze­goś przy­znać – pod­czas oglą­da­nia fil­mów łatwo się wzru­szam. Nie tyl­ko w trak­cie oglą­da­nia scen ckli­wych i smut­nych, ale tak­że za każ­dym razem, gdy widzę coś, co nie­sie ze sobą duży ładu­nek pozy­tyw­nych emocji.

Łza zakrę­ci­ła mi się w oku tak­że wte­dy, kie­dy zoba­czy­łam zwia­stun War Hor­se. Domy­śla­łam się, że sko­ro tak się sta­ło, to na fil­mie powo­dów do pła­ka­nia będzie jesz­cze wię­cej. Do kina wybra­łam się więc zaopa­trzo­na w odpo­wied­nią ilość chu­s­te­czek. Moje prze­wi­dze­nia były słusz­ne, bo w trak­cie sean­su roz­pła­ka­łam się przy­naj­mniej kil­ka razy.

Ale jak tu nie pła­kać, kie­dy głów­nym boha­te­rem fil­mu jest koń? Wie­cie, jak to jest – jeśli na ekra­nie cier­pi czło­wiek, to oczy­wi­ście jest mi go szko­da, ale myślę sobie „trud­no”. Ale jeśli przy­kre rze­czy spo­ty­ka­ją jakie­goś pie­ska, kot­ka, konia, bądź też inne­go zwie­rza­ka – na widok cze­goś takie­go robi mi się podwój­nie smutno.

Niewojenny film wojenny

Dzię­ki obsa­dze­niu w głów­nej roli konia War Hor­se stał się fil­mem wojen­nym nie tyl­ko dla panów, ale tak­że dla kobiet. Tyl­ko, czy napraw­dę jest to film wojen­ny? Chy­ba nie do koń­ca. Bo choć jego akcja toczy się w trak­cie I woj­ny świa­to­wej, a na ekra­nie poja­wia się kil­ka scen bata­li­stycz­nych, to przez więk­szość cza­su woj­nę oglą­da­my „od kuch­ni”, od jej bar­dziej oby­cza­jo­wo-dra­ma­tycz­nej stro­ny. I moim zda­niem wła­śnie dzię­ki temu War Hor­se jest dzie­łem tak bar­dzo wartościowym.

Film poka­zu­je, że woj­na to nie tyl­ko krew, strza­ły oraz wybu­chy. A praw­dzi­wa odwa­ga cza­sem pole­ga nie na tym, by wal­czyć, ale by wal­ki uni­kać. Na tym, by ura­to­wać bra­ta przed wysła­niem go na front albo na tym, by wycho­wać wnucz­kę w taki spo­sób, by woj­na odci­snę­ła na niej moż­li­wie jak naj­mniej­sze piętno.


Naj­pięk­niej­szą i jed­no­cze­śnie naj­moc­niej­szą sce­ną w całym fil­mie była ta, w któ­rej angiel­ski i nie­miec­ki żoł­nierz wspól­nie uwal­nia­li konia z dru­tu kol­cza­ste­go. Bo na czym tak napraw­dę pole­ga woj­na? Na tym, że kil­ku poli­ty­ków-idio­tów zmu­sza ludzi, któ­rzy w innych warun­kach mogli­by w przy­jaź­ni gril­lo­wać kieł­ba­ski w ogród­ku, do tego by chwy­ci­li za broń i strze­la­li do sie­bie nawzajem.

Ale do myśle­nia naj­bar­dziej daje moment, w któ­rym oby­dwaj żoł­nie­rze zaczy­na­ją kłó­cić się o to, któ­ry z nich powi­nien zabrać konia. Każ­dy z nich mógł chwy­cić za broń i zastrze­lić dru­gie­go. Ale nie – pano­wie zde­cy­do­wa­li się roz­wią­zać spór poprzez rzut mone­tą. W spo­sób jak­że pro­sty i bła­hy, ale jed­no­cze­śnie – dużo lep­szy od strze­la­nia do sie­bie nawzajem.

Dobry reżyser potrafi dogadać się z każdym aktorem

Na koniec war­to napi­sać coś na temat twór­ców fil­mu. Oczy­wi­ście nakrę­ce­nie fil­mu z akto­ra­mi w taki spo­sób, by widz uwie­rzył w to, co dzie­je się na ekra­nie jest trud­ne. Ale jesz­cze więk­szą sztu­ką jest zro­bie­nie fil­mu, w któ­rym głów­ne role odgry­wa­ją zwie­rzę­ta i poka­za­nie ich w taki spo­sób, by ich „role” nie tyl­ko wyda­ły się praw­dzi­we, ale tak­że, by futrza­ki zyska­ły ludz­kie cechy.

Tutaj uda­ło się coś takie­go osią­gnąć. Nie wiem co praw­da ile zawdzię­cza­my w tym przy­pad­ku Spiel­ber­go­wi, a ile uję­ciom Kamiń­skie­go, pra­cy mon­ta­ży­stów czy też umie­jęt­no­ściom tre­se­rów. Ale koń­co­wy efekt jest napraw­dę świet­ny – do tego stop­nia, że uda­ło mi się polu­bić nie tyl­ko głów­ne­go boha­te­ra, ale nawet gęś pil­nu­ją­cą swo­je­go podwór­ka lepiej, niż nie­je­den pies stróżujący.

Dobrze spi­sał się tak­że John Wil­liams, ale w tym przy­pad­ku nie jest to chy­ba zasko­cze­niem, bo utwo­ry przez nie­go skom­po­no­wa­ne zawsze brzmią świet­nie i – co jest chy­ba naj­waż­niej­sze – ide­al­nie współ­gra­ją z tym, co dzie­je się na ekranie.

Nieidealny, ale dobry

Spo­tka­łam się z opi­nia­mi, że War Hor­se był nie­co za dłu­gi, i że było w nim nie­co za dużo pato­su. Mnie jed­nak czas w kinie zle­ciał szyb­ko. Nie dostrze­głam też ani jed­nej pate­tycz­nej sce­ny. A jeśli już nawet zda­rza­ły się takie momen­ty, to ich puen­ta zazwy­czaj była gorz­ka i smut­na – tak jak to mia­ło miej­sce cho­ciaż­by pod­czas szar­ży Angli­ków na nie­miec­kie obozowisko.

Jedy­ne, co nie­co mnie draż­ni­ło, do dosto­so­wa­nie fil­mu do dwu­na­sto­let­nie­go widza. Ocen­zu­ro­wa­nie krwa­wych momen­tów było moim zda­niem zbyt widocz­ne. Na przy­kład w sce­nie roz­strze­la­nia bra­ci-dezer­te­rów – aku­rat wte­dy, gdy padł strzał, obraz został prze­sło­nio­ny przez skrzy­dło wia­tra­ka. Strasz­nie głu­pie rozwiązanie.

War Hor­se na pew­no nie jest naj­więk­szym osią­gnię­ciem Spiel­ber­ga. Nie jest to ani świet­ny film wojen­ny, ani tym bar­dziej naj­lep­szy film ever. Jest to po pro­stu dobra, spraw­nie zro­bio­na pro­duk­cja, z dość cie­ka­wym sce­na­riu­szem i przede wszyst­kim – mądrym prze­sła­niem. Jak dla mnie – bilet do kina był wart swo­jej ceny.

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny bloga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmodyfikowany.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: kadr ze zwia­stu­na War Hor­se