Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: wyobraźnia

AutoPromocja, Drobna Prywata:

Sadystyczne Natchnienie

i inne pisarskie problemy

Wena to wred­na baba. Ukry­wa się, jeśli jej szukasz. Ignoru­je, gdy pro­sisz ją o pomoc. Cza­sem pod­suwa ci świet­ny pomysł, ale jak tylko zasiądziesz do pisa­nia, opuszcza cię i już nie wraca.

Naj­gorsze jest jed­nak to, że kiedy brak ci cza­su, masz inne plany i ważne rzeczy do zro­bi­enia – właśnie wtedy Wena zsyła Natch­nie­nie. I człowiek zapom­i­na o wszys­tkim innym. Pisze nie prze­j­mu­jąc się tym, że już dawno wybiła północ, oczy pieką od wpa­try­wa­nia się w mon­i­tor, a palce bolą od stuka­nia w klaw­iaturę. Pisze nie zważa­jąc na to, że rano będzie niewys­pany, że będzie siedzi­ał w pra­cy, jak bezmózgie zom­bie. Pow­tarza sobie, że już dość, że wystar­czy – trze­ba zer­wać z tym niezdrowym nało­giem, wys­pać się i wró­cić do rzeczy­wis­toś­ci. A potem, po całym dniu, zmęc­zony przy­chodzi do domu i znów zaczy­na pisać.

Głupie Dyrdymalenie, Szybki Wpis:

Absurdy wyobraźni

Kiedy rozum jest bezsilny...

Pod­czas czy­ta­nia książek daję ich bohaterom twarze znanych mi aktorów. Robię to jed­nak nieświadomie; nie zas­tanaw­iam się, kto w ekraniza­cji książ­ki najlepiej zagrał­by bohat­era X; mój umysł sam nada­je mu twarz, na przykład Davi­da Ten­nan­ta. Z tego powodu moja wyobraź­nia cza­sem nie zważa na to, że autor książ­ki przy każdej możli­wej okazji wspom­i­na, że bohater jest blon­dynem. Nie, mój umysł upiera się, że postać wyglą­da jak ciem­nowłosy Ten­nant i zupełnie ignoru­je wys­tępu­jące w tekś­cie słowo „blon­dyn”.

Czemu o tym wspom­i­nam? Ponieważ ostat­nio moja wyobraź­nia wspięła się na wyżyny niepoko­rnoś­ci i przy okazji absur­du. Właśnie czy­tam drugą część przygód Temeraire’a, Nefry­towy tron. W dużym skró­cie chodzi o to, że w pier­wszym tomie w ręce Bry­tyjczyków przy­pad­kiem trafiło smocze jajo, a smok, który się z niego wyk­luł był bard­zo szla­chet­nej, chińskiej rasy, przez co drugim tomie Chińczy­cy próbu­ją go odzyskać.

Rzecz w tym, że autor­ka (nie mam poję­cia, czy spec­jal­nie, czy też przy­pad­kiem) opisu­je Azjatów jako zdys­tan­sowanych, mądrych, moc­no szanu­ją­cych trady­cję i smo­ki oraz trak­tu­ją­cych Bry­tyjczyków jak oso­by bard­zo zaco­fane, wręcz niższego gatunku. Inny­mi słowy, Chińczy­cy z zachowa­nia moc­no przy­pom­i­na­ją… elfy. W efek­cie oczy­ma wyobraźni nie widzę Azjatów, tylko szpicza­s­to-usze, fan­tasty­czne isto­ty. Oczy­wiś­cie rozum­na część mojego umysłu bun­tu­je się i za każdym razem stara popraw­ić wyobraźnię: „To nie są elfy! To Chińczy­cy!!!”

Jed­nakże rozum daje za wygraną, gdy na kar­tach książ­ki pojaw­ia się wyniosły i pełen pog­a­rdy chińs­ki książę, którego potrafię sobie wyobraz­ić tylko w jeden (słuszny?) sposób:

Thranduil

Tak, to jest Thran­duil, znany jako elf pog­a­rdy. Nie jest chińskim księ­ciem z Nefry­towego tronu, ale spoko­jnie mógł­by nim zostać.

źródło: Gif Hunter­ress

Tak na marginesie, Nefrytowy tron możecie kupić między innymi w tych księgarniach:

Nefrytowy Tron okładka

autor obraz­ka ilus­tru­jącego wpis: Euclase

Głupie Dyrdymalenie:

Przyszłość, na którą czekam

10 wynalazków, które mam nadzieję, zostaną kiedyś wynalezione

Jak zapewne wiecie (albo i nie) 2015 jest rok­iem Powro­tu do przyszłoś­ci, bo to właśnie w nim wylą­dował Mar­ty McFly w drugiej częś­ci cza­sopo­dróżniczej try­logii Zemeck­isa. I jak moż­na się było spodziewać, świat zmienił się zupełnie inaczej, niż sobie to twór­cy fil­mu wyobrażali. Nie mamy lata­ją­cych samo­chodów i desko­rolek, automaty­cznych wyprowadza­czy psów i nie nosimy dzi­wacznych ciuchów. Pomi­ja­jąc rozwój inter­ne­tu i to, że każdy z nas nosi w kieszeni kom­put­er o więk­szej mocy obliczeniowej niż te, które wysłały człowieka na Księżyc, świat zmieniły set­ki innych wynalazków, które weszły w nasze życie trochę niepostrzeże­nie.

Dzisiejszy wpis będzie w więk­szoś­ci o takich właśnie, mniej spek­taku­larnych wynalazkach, na których pow­stanie i wejś­cie do codzi­en­nego użytku czekam. Bo choć lata­jące desko­rol­ki brzmią świet­nie, to dużo ważniejsze jest prze­cież to, by nie uziemi­ał nas na przykład zwykły katar lub ból zęba.

Głupie Dyrdymalenie, Wpisy Archiwalne - LiveJournal:

Dziesięć kroków wstecz

Gdybym miała wechikuł czasu i kilka innych gadżetów...

Wyobraź sobie, że jesteś w posi­ada­niu sześ­ciu mag­icznych arte­fak­tów.

Na nogach masz sied­miomilowe buty, dzię­ki którym jed­nym tup­nię­ciem jesteś w stanie prze­nieść się w dowolne miejsce na Zie­mi (nieste­ty buty dzi­ała­ją tylko w obrę­bie naszej plan­e­ty, więc zapom­nij o między­galak­ty­cznych podróżach i kos­micznych przy­go­dach). W two­jej kieszeni spoczy­wa zło­ty klucz, przy pomo­cy którego możesz otworzyć każdy zamek, a jeśli w pobliżu nie będzie drzwi, klucz da ci możli­wość prze­jś­cia przez ścianę. U pasa masz zaw­ies­zoną manierkę z elik­sirem poliglo­towoś­ci, który poz­woli ci porozu­miewać się w dowol­nym języku lub dialek­cie. A jeśli nie lubisz roz­maw­iać z niez­na­jomy­mi – na głowę możesz założyć czap­kę niewid­kę. Jak­by tego było mało, na two­jej szyi wisi amulet nieśmiertel­noś­ci, dzię­ki które­mu nie będzie ci straszne żadne zranie­nie, choro­ba lub wybuch bom­by ato­m­owej pros­to w twarz.

Potrafisz sobie to wyobraz­ić? Dostrze­gasz możli­woś­ci, jakie dają ci posi­adane przed­mio­ty? Dobrze, w takim razie ter­az najważniejsze: ostat­ni mag­iczny przed­miot, który trzy­masz w dłoni, to zegarek pozwala­ją­cy na podróże w cza­sie.

Głupie Dyrdymalenie, INIBowe Studia, Wpisy Archiwalne - LiveJournal:

A ty, jaką masz wyobraźnię?

Indywidualność w masowości, masowość w indywidualności

Dzisi­aj, moi drodzy, przy­go­tu­j­cie się na dużą dawkę filo­zo­fowa­nia (i jak­by ktoś pytał, to tak, cią­gle nai­wnie myślę, że nie piszę tego wszys­tkiego sama dla siebie, że pewnego dnia ktoś to może przeczy­tać :)

A do całych tych rozważań doprowadz­iły mnie dwie rzeczy: słowa mojego wykład­ow­cy i lek­tu­ra, którą przeczy­tałam w ramach zajęć przez niego prowad­zonych: Książ­ka dziecię­ca 1990–2005 : kon­tek­sty kul­tu­ry pop­u­larnej i lit­er­atu­ry wysok­iej.