Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: spo­łe­czeń­stwo

Głupie Dyrdymalenie, Szybki Wpis:

Koszul­ki, któ­re łączą ludzi

(prawdopodobnie lepiej, niż wódka)

W sobo­tę poszłam na zaku­py na targ. A na zaku­pach zawsze jestem moc­no sku­pio­na na wyko­ny­wa­niu tej jed­nej czyn­no­ści, przez co nie zwra­cam więk­szej uwa­gi na świat wokół mnie.

Sta­nę­łam przy stra­ga­nie, inten­syw­nie myśląc: „jed­na pie­trusz­ka, trzy ziem­nia­ki, jabł­ka i bura­ki, sie­dem mar­che­wek”. Pod­szedł do mnie pan sprze­daw­ca i zamiast tra­dy­cyj­ne­go „co podać?” stwier­dził:

– Ooo, faj­ne­go ma pani Gan­dal­fa na koszul­ce!

Blogowanie i Internety, Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Techno-Bełkot:

Jesz­cze moje, czy już wasze?

Do kogo należą treści opublikowane w internecie?

Załóż­my, czy­sto hipo­te­tycz­nie, że posta­na­wiam sko­rzy­stać do pra­wa do bycia zapo­mnia­nym i z dnia na dzień z inter­ne­tu zni­ka­ją wszel­kie, zwią­za­ne ze mną mate­ria­ły. W tym Dyr­dy­ma­ły. Czę­ści z was pew­nie zro­bi­ło­by się z tego powo­du smut­no, nie­któ­rzy może nawet by się zezło­ści­li, ale więk­szość inter­nau­tów nicze­go by nie zauwa­ży­ła.

Puść­my jed­nak nie­co bar­dziej wodze fan­ta­zji. Sytu­acja jest dokład­nie taka sama, z jed­ną, maleń­ką róż­ni­cą: Dyr­dy­ma­ły są naj­bar­dziej poczy­tal­nym blo­giem w Pol­sce. Ba, zapędź­my się jesz­cze moc­niej: naj­po­czy­tal­niej­szym blo­giem na całym świe­cie! Pod każ­dym wpi­sem toczą się dłu­gie dys­ku­sje, inni blo­ge­rzy odno­szą się w swo­ich tek­stach do tego, co napi­sa­łam, a lin­ki do Dyr­dy­ma­łów w mediach spo­łecz­no­ścio­wych poda­ją dalej cele­bry­ci oraz poli­ty­cy naj­wyż­sze­go szcze­bla (nato­miast Wil­liam Ficht­ner i David Ten­nant skry­cie marzą o tym, by zdo­być mój auto­graf ;)

I wte­dy Dyr­dy­ma­ły zni­ka­ją. Już nie nie­zau­wa­żal­nie. Wręcz prze­ciw­nie, w inter­ne­cie powsta­je z tego powo­du wiel­ka wyrwa. Wszel­kie lin­ki do blo­ga prze­sta­ją dzia­łać. Wypa­ro­wu­ją elo­kwent­ne dys­ku­sje, jakie na Dyr­dy­ma­łach toczy­li inni. A tek­sty, któ­re odno­si­ły się do mojej stro­ny, zosta­ją pozba­wio­ne kon­tek­stu, przez co nie­mal zawie­szo­ne w próż­ni. Ludzie są wku­rze­ni, na uli­cach wybu­cha­ją zamiesz­ki, nastę­pu­je koniec świa­ta (OK, to ostat­nie to już może lek­ka prze­sa­da). Poja­wia się więc pyta­nie: czy w takiej sytu­acji mogła­bym wyka­so­wać Dyr­dy­ma­ły?

Kto ma więk­sze pra­wo do decy­do­wa­nia o ist­nie­niu tre­ści w inter­ne­cie? Ich twór­ca, czy odbior­cy? I gdzie leży gra­ni­ca, po prze­kro­cze­niu któ­rej opu­bli­ko­wa­ny mate­riał sta­je się dobrem wspól­nym?

Blogowanie i Internety, Techno-Bełkot:

No to Vero?

Kilka słów o nowej sieci społecznościowej

Poja­wi­ło się wła­ści­wie zni­kąd i w nie­speł­na dwa tygo­dnie zyska­ło ponad milion użyt­kow­ni­ków. W tym samym cza­sie wspo­mniał o nim nie­mal każ­dy por­tal tech­no­lo­gicz­ni. Jed­ni dopa­tru­ją się w nim zabój­cy Face­bo­oka, inni wró­żą, że sta­nie się dru­gim Google+.

Czym jest Vero? Jakie są jego wady i zale­ty? I przede wszyst­kim: czy war­to się na nie­go zapi­sać? Na te i inne pyta­nia posta­ram się odpo­wie­dzieć w dzi­siej­szych Dyr­dy­ma­łach.

Wielka Geekowa Przygoda:

Bagaż doświad­czeń

Wielka Geekowa Przygoda: BONUS

Wspo­min­ki z mojej Wiel­kiej, Geeko­wej Przy­go­dy dobie­gły koń­ca, ale mam dla was nie­spo­dzian­kę – jesz­cze jeden wpis z tej serii. Jest bowiem parę kwe­stii, któ­re chcia­łam poru­szyć, a któ­re jed­no­cze­śnie nie paso­wa­ły do tre­ści wcze­śniej­szych Dyr­dy­ma­łów. Dla­te­go dzi­siaj mam dla was kil­ka prak­tycz­nych porad, garść prze­my­śleń oraz zbiór przy­dat­nych lin­ków. Być może przy­słu­żą się wam, kie­dy będzie­cie pla­no­wać swo­ją wła­sną, Wiel­ką, Geeko­wą Przy­go­dę.

Głupie Dyrdymalenie:

Dobre rady sta­rej baby

30 przemyśleń osoby, której właśnie stuknęła trzydziestka

Trzy­dzie­ści lat – to brzmi poważ­nie. Tym­cza­sem w gło­wie cią­gle jestem nasto­lat­ką (choć może nie tak do koń­ca, bo kie­dy byłam nasto­lat­ką, pró­bo­wa­łam zacho­wać się bar­dziej doro­śle). I czę­sto dzi­wię się, gdy ktoś powie do mnie „pro­szę pani” albo spoj­rzy zasko­czo­ny, kie­dy zro­bię coś nie­po­waż­ne­go.

Praw­da jest taka, że w życiu, tro­chę jak w grze – to, że wbi­łeś na trzy­dzie­sty level ozna­cza, że zdo­by­łeś dużo punk­tów doświad­cze­nia i możesz sta­wić czo­ło groź­niej­szym potwo­rom. Ale wca­le nie czy­ni cię mądrzej­szym od gra­cza na niż­szym pozio­mie.

Dla­te­go dzi­siaj, przy oka­zji uro­dzin, podzie­lę się z wami moim doświad­cze­niem. Nie dla­te­go, bo uwa­żam się za oso­bę mądrą i wykwa­li­fi­ko­wa­ną do udzie­la­nia rad. Po pro­stu w cią­gu tych trzy­dzie­stu lat zauwa­ży­łam kil­ka pra­wi­dło­wo­ści, któ­rych nie dostrze­ga­łam w młod­szym wie­ku. I kto wie – może te „mądro­ści” na coś się wam przy­da­dzą? ;)

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Ból dupy i inne hej­ter­stwa

Jak krytyczna powinna być krytyka?

Zwy­kle nie zaglą­dam na stro­ny inter­ne­to­we peł­ne nie­na­wi­ści, głu­pot i innych strasz­no­ści. Nie czy­tam też komen­ta­rzy (innych, niż te na Dyr­dy­ma­łach :). To powo­du­je, że żyję w błęd­nym, ale zapew­nia­ją­cym spo­kój ducha prze­świad­cze­niu, iż w sie­ci więk­szość ludzi jest mądra, miła i tole­ran­cyj­na. Cza­sem jed­nak natknę się na coś, co psu­je tą ilu­zję. I wte­dy dopa­da mnie szok i nie­do­wie­rza­nie. Przede wszyst­kim nie­do­wie­rza­nie.

Dziś podzie­lę się z wami takim wła­śnie nie­do­wie­rza­niem. Ostat­nio parę rze­czy zabu­rzy­ło bowiem moją ilu­zję „dobre­go inter­ne­tu”. Co praw­da wiem, że to, co napi­szę, dla nie­któ­rych z was może nie być Dyr­dy­ma­łem, tyl­ko zwy­kłym bana­łem. Jed­nak z dru­giej stro­ny cza­sem kon­cep­ty zro­zu­mia­łe dla jed­nej oso­by są zupeł­nie obce dla kogoś inne­go. Może więc te oczy­wi­ste oczy­wi­sto­ści z dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła nie będą dla wszyst­kich aż tak oczy­wi­ste?

Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego:

Dla­cze­go war­to uczest­ni­czyć w kon­fe­ren­cjach nauko­wych

i jak się na nich dobrze bawić

Daw­no, daw­no temu, kie­dy stu­dio­wa­łam na INi­Bie, wzię­łam udział w kil­ku stu­denc­kich kon­fe­ren­cjach nauko­wych. Impre­zy te jed­nak bar­dziej mnie stre­so­wa­ły i nudzi­ły, niż cie­szy­ły. Zupeł­nie nie rozu­mia­łam więc ludzi, któ­rzy twier­dzi­li, że uczest­ni­cze­nie w wyda­rze­niach tego typu to faj­na zaba­wa. Ale czas minął, a ja doro­słam (i przy oka­zji może tro­chę się zesta­rza­łam) i wie­cie co? Teraz też zali­czam się do osób, któ­re lubią brać udział w kon­fe­ren­cjach nauko­wych!

Tydzień temu uczest­ni­czy­łam, w takiej wła­śnie, orga­ni­zo­wa­nej przez Uni­wer­sy­tet Peda­go­gicz­ny, kon­fe­ren­cji. Nie podej­mę się tu zre­la­cjo­no­wa­nia tego wyda­rze­nia, bo – powiedz­my sobie szcze­rze – Dyr­dy­ma­ły nie są odpo­wied­nim miej­scem, na takie pod­su­mo­wa­nie. Zamiast tego, z dużym przy­mru­że­niem oka, wyja­śnię wam, cze­mu kon­fe­ren­cje nauko­we są cool i dla­cze­go war­to brać w nich udział.

Bardziej Poważnie:

Kil­ka pro­stych prawd

Niefilmowo-serialowe przemyślenia po finałowym odcinku Broadchurch

Tydzień temu wyemi­to­wa­no ostat­ni odci­nek bry­tyj­skie­go seria­lu Bro­ad­church. A dzi­siaj znów, tak samo, jak ósme­go mar­ca, chcia­łam podzie­lić się z wami moimi prze­my­śle­nia­mi na temat tej pro­duk­cji. I podob­nie, jak przy oka­zji Dnia Kobiet, piszę tutaj, a nie na Dyr­dy­ma­łach Fil­mo­wo-Seria­lo­wych, ponie­waż tema­tem nie będzie serial sam w sobie, tyl­ko waż­ne kwe­stie, jakie zosta­ły w nim poru­szo­ne. Rze­czy na pozór oczy­wi­ste, a o któ­rych w dzi­siej­szych, dziw­nych cza­sach, wie­lu ludzi z jakie­goś powo­du zapo­mi­na.

Aha, nawet jeśli nie widzie­li­ście seria­lu, może­cie spo­koj­nie czy­tać, bo Dyr­dy­mał raczej nie zawie­ra spo­ile­rów.

Bardziej Poważnie:

Nie chcę myśleć o Bro­ad­church

Kilka poważnych przemyśleń na Dzień Kobiet

Widzia­łam w kinie i tele­wi­zji wie­le nie­po­ko­ją­cych rze­czy. W tym sce­ny mor­derstw, tor­tur i gwał­tów. Ale nic nigdy nie poru­szy­ło mnie tak bar­dzo, jak obej­rza­ny w ponie­dzia­łek tydzień temu, pierw­szy odci­nek trze­cie­go sezo­nu, bry­tyj­skie­go seria­lu Bro­ad­church.

Były to sce­ny, w któ­rych nie poka­za­no ani kro­pli krwi. Nie doko­na­no naj­mniej­sze­go aktu prze­mo­cy. Nie padł ani jeden strzał. Zamiast tego zoba­czy­łam prze­ra­żo­ną kobie­tę, któ­ra przy­szła na poste­ru­nek poli­cji by zgło­sić, że zosta­ła zgwał­co­na.

Wiem, że świat w tele­wi­zji jest wyide­ali­zo­wa­ny. Praw­do­po­dob­nie nikt nie spoj­rzy na ofia­rę prze­mo­cy sek­su­al­nej z takim współ­czu­ciem jak Oli­via Col­man i David Ten­nant. Praw­dzi­wi poli­cjan­ci mogą w wyni­ku błę­du postą­pić nie­zgod­nie z przy­ję­ty­mi pro­ce­du­ra­mi. A same pro­ce­du­ry, jakie w takich sytu­acjach obo­wią­zu­ją w Wiel­kiej Bry­ta­nii, być może róż­nią się od tych poka­za­nych w seria­lu.

Mimo, iż zda­ję sobie z tego wszyst­kie­go spra­wę, od tam­te­go ponie­dział­ku wciąż koła­cze mi się w gło­wie jed­no pyta­nie: czy gdy­by mi przy­da­rzy­ło się coś rów­nie strasz­li­we­go, mogła­bym liczyć na podob­ną pomoc i wspar­cie, jak kobie­ta z Bro­ad­church?

Czy poli­cjan­ci zapew­nia­li­by mnie na każ­dym kro­ku, że nie jestem win­na temu, co mnie spo­tka­ło, czy może popa­trzy­li­by na mnie z pogar­dą i stwier­dzi­li, że sama się o to pro­si­łam, bo zało­ży­łam bluz­kę ze zbyt dużym dekol­tem?

Czy bada­ją­cy mnie lekarz zapro­po­no­wał­by mi tablet­kę wcze­sno­po­ron­ną, czy może zasło­nił się klau­zu­lą sumie­nia? Czy gdy­by na taką tablet­kę było za póź­no, mogła­bym doko­nać abor­cji, czy też było­by to zabro­nio­ne przez pra­wo, a „na pocie­sze­nie” dosta­ła­bym gwał­ci­ko­we?

Czy mogła­bym liczyć na pomoc porząd­ne­go psy­cho­lo­ga? I czy poli­cja zro­bi­ła­by wszyst­ko, co w jej mocy, by zła­pać oso­bę, któ­ra mnie skrzyw­dzi­ła?

Przy­zna­ję, nie mam poję­cia, jak w Pol­sce postę­pu­je się z ofia­ra­mi gwał­tu. Może mamy rów­nie wyso­kie stan­dar­dy, jak Bry­tyj­czy­cy? A może nie? Nie chcę jed­nak badać tema­tu – za bar­dzo mnie on prze­ra­ża.

Rzecz w tym, że rok temu praw­do­po­dob­nie nie zada­wa­ła­bym sobie podob­nych pytań. Bo choć pol­skie pra­wo nie jest ide­al­ne, zawsze wyda­wa­ło mi się w mia­rę logicz­ne i hmm… spra­wie­dli­we. Teraz mam co do tego coraz więk­sze wąt­pli­wo­ści.

Wła­śnie dla­te­go dzi­siaj z tysią­ca­mi innych ludzi – mło­dy­mi i sta­ry­mi, kobie­ta­mi i męż­czy­zna­mi – w godzi­nach szczy­tu zablo­ko­wa­łam jed­ną z głów­nych ulic w Kra­ko­wie, prze­szłam w pocho­dzie na Rynek i zdar­łam gar­dło na skan­do­wa­niu.

Cze­mu?

Bo nie chcę się zasta­na­wiać nad tym, „co by było gdy­by”. Chcę mieć pew­ność, że gdy­bym potrze­bo­wa­ła pomo­cy pań­stwa, będę mogła na nią liczyć. I że w kra­ju, któ­re­go jestem dum­ną oby­wa­tel­ką, będę mogła w peł­ni decy­do­wać o swo­im cie­le i swo­im życiu.

PS. Tym, któ­rzy uwa­ża­ją, że oso­by bio­rą­ce udział w dzi­siej­szych pro­te­stach były jedy­nie ban­dą głu­pich femi­ni­stek, pole­cam poświę­cić moment na prze­czy­ta­nie postu­la­tów Straj­ku Kobiet. Czy o więk­szość z wymie­nio­nych tam rze­czy nie powi­nien wal­czyć każ­dy z nas, bez wzglę­du na prze­ko­na­nia poli­tycz­ne, wyzna­wa­ną reli­gię i przede wszyst­kim – PŁEĆ?

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Metro UK