Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: science-fiction

Głupie Dyrdymalenie, Techno-Bełkot:

Przyszłość jest dziś!

Ile jest teraźniejszości, w drugiej części Powrotu do przyszłości?

Od rana wyglą­dam na nie­bie lata­ją­ce­go DeLo­re­ana. Albo cho­ciaż desko­lot­ki. Ludzie na uli­cach ubra­ni tak zwy­czaj­nie, sza­ro – żad­nych wystrza­ło­wych kolo­rów, śmiesz­nej biżu­te­rii, czy dzi­wacz­nych nakryć gło­wy. Wyj­ście do kina na Szczę­ki 19 skoń­czy­ło się fia­skiem. Z resz­tą na ekra­nie uświad­czy­ła­bym jedy­nie 3D, żad­nych hologramów.

Inny­mi sło­wy: przy­szłość nie wyglą­da tak, jak nam to obie­cy­wa­no w Powro­cie do przy­szło­ści. Tyl­ko, czy aby na pewno?

Głupie Dyrdymalenie, Techno-Bełkot:

Gdybym miała androida

Czyli jak zmieniłoby się moje życie, gdyby pojawił się w nim humanoidalny robot

W waka­cje oglą­da­łam Humans – serial poka­zu­ją­cy świat, w któ­rym ludziom słu­żą ludzio­po­dob­ne robo­ty. I jak to w pro­duk­cjach tego typu bywa, Humans peł­ne było roz­wa­żań doty­czą­cych tego, czy maszy­na może stać się czło­wie­kiem. Serial wyróż­niał się jed­nak od innych, podob­nych mu pro­duk­cji pod jed­nym wzglę­dem: akcja nie dzia­ła się w odle­głej, futu­ry­stycz­nej przy­szło­ści, tyl­ko obec­nie. A to spra­wi­ło, że pod­czas oglą­da­nia co chwi­lę zasta­na­wia­łam się nad tym, jak ja bym się zacho­wy­wa­ła, gdy­bym mia­ła w domu huma­no­idal­ne­go androida.

I tak, dobrze zga­dli­ście. Ten wpis będzie zawie­rał wła­śnie te roz­wa­ża­nia. Przy czym nie będę zasta­na­wia­ła się nad tym, czy robot może mieć duszę, ale nad prak­tycz­nym zasto­so­wa­niem takiej maszyny.

Głupie Dyrdymalenie:

Przyszłość, na którą czekam

10 wynalazków, które mam nadzieję, zostaną kiedyś wynalezione

Jak zapew­ne wie­cie (albo i nie) 2015 jest rokiem Powro­tu do przy­szło­ści, bo to wła­śnie w nim wylą­do­wał Mar­ty McFly w dru­giej czę­ści cza­so­po­dróż­ni­czej try­lo­gii Zemec­ki­sa. I jak moż­na się było spo­dzie­wać, świat zmie­nił się zupeł­nie ina­czej, niż sobie to twór­cy fil­mu wyobra­ża­li. Nie mamy lata­ją­cych samo­cho­dów i desko­ro­lek, auto­ma­tycz­nych wypro­wa­dza­czy psów i nie nosi­my dzi­wacz­nych ciu­chów. Pomi­ja­jąc roz­wój inter­ne­tu i to, że każ­dy z nas nosi w kie­sze­ni kom­pu­ter o więk­szej mocy obli­cze­nio­wej niż te, któ­re wysła­ły czło­wie­ka na Księ­życ, świat zmie­ni­ły set­ki innych wyna­laz­ków, któ­re weszły w nasze życie tro­chę niepostrzeżenie.

Dzi­siej­szy wpis będzie w więk­szo­ści o takich wła­śnie, mniej spek­ta­ku­lar­nych wyna­laz­kach, na któ­rych powsta­nie i wej­ście do codzien­ne­go użyt­ku cze­kam. Bo choć lata­ją­ce desko­rol­ki brzmią świet­nie, to dużo waż­niej­sze jest prze­cież to, by nie uzie­miał nas na przy­kład zwy­kły katar lub ból zęba.