Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: równouprawnienie

Bardziej Poważnie:

Kilka prostych prawd

Niefilmowo-serialowe przemyślenia po finałowym odcinku Broadchurch

Tydzień temu wyemi­to­wa­no ostat­ni odci­nek bry­tyj­skie­go seria­lu Bro­ad­church. A dzi­siaj znów, tak samo, jak ósme­go mar­ca, chcia­łam podzie­lić się z wami moimi prze­my­śle­nia­mi na temat tej pro­duk­cji. I podob­nie, jak przy oka­zji Dnia Kobiet, piszę tutaj, a nie na Dyr­dy­ma­łach Fil­mo­wo-Seria­lo­wych, ponie­waż tema­tem nie będzie serial sam w sobie, tyl­ko waż­ne kwe­stie, jakie zosta­ły w nim poru­szo­ne. Rze­czy na pozór oczy­wi­ste, a o któ­rych w dzi­siej­szych, dziw­nych cza­sach, wie­lu ludzi z jakie­goś powo­du zapomina.

Aha, nawet jeśli nie widzie­li­ście seria­lu, może­cie spo­koj­nie czy­tać, bo Dyr­dy­mał raczej nie zawie­ra spoilerów.

Bardziej Poważnie:

Nie chcę myśleć o Broadchurch

Kilka poważnych przemyśleń na Dzień Kobiet

Widzia­łam w kinie i tele­wi­zji wie­le nie­po­ko­ją­cych rze­czy. W tym sce­ny mor­derstw, tor­tur i gwał­tów. Ale nic nigdy nie poru­szy­ło mnie tak bar­dzo, jak obej­rza­ny w ponie­dzia­łek tydzień temu, pierw­szy odci­nek trze­cie­go sezo­nu, bry­tyj­skie­go seria­lu Bro­ad­church.

Były to sce­ny, w któ­rych nie poka­za­no ani kro­pli krwi. Nie doko­na­no naj­mniej­sze­go aktu prze­mo­cy. Nie padł ani jeden strzał. Zamiast tego zoba­czy­łam prze­ra­żo­ną kobie­tę, któ­ra przy­szła na poste­ru­nek poli­cji by zgło­sić, że zosta­ła zgwałcona.

Wiem, że świat w tele­wi­zji jest wyide­ali­zo­wa­ny. Praw­do­po­dob­nie nikt nie spoj­rzy na ofia­rę prze­mo­cy sek­su­al­nej z takim współ­czu­ciem jak Oli­via Col­man i David Ten­nant. Praw­dzi­wi poli­cjan­ci mogą w wyni­ku błę­du postą­pić nie­zgod­nie z przy­ję­ty­mi pro­ce­du­ra­mi. A same pro­ce­du­ry, jakie w takich sytu­acjach obo­wią­zu­ją w Wiel­kiej Bry­ta­nii, być może róż­nią się od tych poka­za­nych w serialu.

Mimo, iż zda­ję sobie z tego wszyst­kie­go spra­wę, od tam­te­go ponie­dział­ku wciąż koła­cze mi się w gło­wie jed­no pyta­nie: czy gdy­by mi przy­da­rzy­ło się coś rów­nie strasz­li­we­go, mogła­bym liczyć na podob­ną pomoc i wspar­cie, jak kobie­ta z Bro­ad­church?

Czy poli­cjan­ci zapew­nia­li­by mnie na każ­dym kro­ku, że nie jestem win­na temu, co mnie spo­tka­ło, czy może popa­trzy­li­by na mnie z pogar­dą i stwier­dzi­li, że sama się o to pro­si­łam, bo zało­ży­łam bluz­kę ze zbyt dużym dekoltem?

Czy bada­ją­cy mnie lekarz zapro­po­no­wał­by mi tablet­kę wcze­sno­po­ron­ną, czy może zasło­nił się klau­zu­lą sumie­nia? Czy gdy­by na taką tablet­kę było za póź­no, mogła­bym doko­nać abor­cji, czy też było­by to zabro­nio­ne przez pra­wo, a „na pocie­sze­nie” dosta­ła­bym gwałcikowe?

Czy mogła­bym liczyć na pomoc porząd­ne­go psy­cho­lo­ga? I czy poli­cja zro­bi­ła­by wszyst­ko, co w jej mocy, by zła­pać oso­bę, któ­ra mnie skrzywdziła?

Przy­zna­ję, nie mam poję­cia, jak w Pol­sce postę­pu­je się z ofia­ra­mi gwał­tu. Może mamy rów­nie wyso­kie stan­dar­dy, jak Bry­tyj­czy­cy? A może nie? Nie chcę jed­nak badać tema­tu – za bar­dzo mnie on przeraża.

Rzecz w tym, że rok temu praw­do­po­dob­nie nie zada­wa­ła­bym sobie podob­nych pytań. Bo choć pol­skie pra­wo nie jest ide­al­ne, zawsze wyda­wa­ło mi się w mia­rę logicz­ne i hmm… spra­wie­dli­we. Teraz mam co do tego coraz więk­sze wątpliwości.

Wła­śnie dla­te­go dzi­siaj z tysią­ca­mi innych ludzi – mło­dy­mi i sta­ry­mi, kobie­ta­mi i męż­czy­zna­mi – w godzi­nach szczy­tu zablo­ko­wa­łam jed­ną z głów­nych ulic w Kra­ko­wie, prze­szłam w pocho­dzie na Rynek i zdar­łam gar­dło na skandowaniu.

Cze­mu?

Bo nie chcę się zasta­na­wiać nad tym, „co by było gdy­by”. Chcę mieć pew­ność, że gdy­bym potrze­bo­wa­ła pomo­cy pań­stwa, będę mogła na nią liczyć. I że w kra­ju, któ­re­go jestem dum­ną oby­wa­tel­ką, będę mogła w peł­ni decy­do­wać o swo­im cie­le i swo­im życiu.

PS. Tym, któ­rzy uwa­ża­ją, że oso­by bio­rą­ce udział w dzi­siej­szych pro­te­stach były jedy­nie ban­dą głu­pich femi­ni­stek, pole­cam poświę­cić moment na prze­czy­ta­nie postu­la­tów Straj­ku Kobiet. Czy o więk­szość z wymie­nio­nych tam rze­czy nie powi­nien wal­czyć każ­dy z nas, bez wzglę­du na prze­ko­na­nia poli­tycz­ne, wyzna­wa­ną reli­gię i przede wszyst­kim – PŁEĆ?

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Metro UK

Bardziej Poważnie:

Przeciw Protestowi

Nie popieram Czarnego Protestu i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet!

Ksiądz Józef Tisch­ner napi­sał: są trzy praw­dy: świen­to praw­da, tys praw­da i gów­no praw­da. Żyje­my w dziw­nych cza­sach, w któ­rych ludzie nie poszu­ku­ją praw­dy. Poszu­ku­ją tej wer­sji praw­dy, któ­ra naj­bar­dziej im odpowiada.

Wąt­pię, by moje­go dyr­dy­ma­ła prze­czy­ta­li ci, któ­rzy popie­ra­ją Czar­ny Pro­test. Stwier­dzą, że oto kolej­ny oszo­łom, mają­cy w nosie logi­kę i wie­dzę, jaką nie­sie ze sobą nauka, napi­sał, iż życie zarów­no mat­ki, jak i dziec­ka nale­ży pozo­sta­wić w rękach Boga, jak za sta­rych, dobrych cza­sów. Podej­rze­wam, że zaj­rzą tu głów­nie ci, któ­rzy uwa­ża­ją, że abor­cja jest grze­chem, mor­der­stwem nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka. I dobrze, bo to wła­śnie do takich osób skie­ro­wa­ny jest ten wpis. Nie będę w nim jed­nak mówić ani o abor­cji, ani o Czar­nym Pro­te­ście, ale o innych praw­dach. Praw­dach dużo praw­dziw­szych i jed­no­cze­śnie bar­dziej przerażających.