Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: Londyn

Wielka Geekowa Przygoda:

W Królestwie Niesamowitości

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień drugi, część I

Kil­ka dni na zwiedzanie Lon­dynu to stanow­c­zo za mało cza­su. Ale co zro­bić, jeśli nie ma się go więcej? Cóż, moż­na w biegu i pocie czoła starać się zobaczyć jak najwięcej. Nieste­ty to praw­dopodob­nie skończy się tym, że będziemy zmęczeni i nie do koń­ca zad­owoleni z wyciecz­ki. Ale moż­na też na samym początku pogodz­ić się z tym, że nie zobaczy się wszys­tkiego. A potem na spoko­jnie obe­jrzeć tyle Lon­dynu, na ile star­czy nam cza­su.

Ja wybrałam tę drugą opcję, zwiedzanie Lon­dynu w try­bie slow-life. I pod­czas drugiego dnia mojego poby­tu w stol­i­cy Anglii, nieśpiesznie zawędrowałam do Muzeum His­torii Nat­u­ral­nej.

Wielka Geekowa Przygoda:

Londyn nieznany?

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień pierwszy, część III

Opisany wczo­raj spac­er z prze­wod­nikiem po Lon­dynie ślada­mi Dok­to­ra Who był jed­ną z dwóch zor­ga­ni­zowanych wycieczek, w jakich miałam wziąć udzi­ał w trak­cie mojej Wielkiej, Geekowej Przy­gody. Resz­ta była w mniejszym lub więk­szym stop­niu improw­iz­a­cją, beztroskim wędrowaniem tam, gdzie poniosą mnie nogi lub tłum ludzi na uli­cy. I właśnie taka spon­tan­icz­na podróż po Lon­dynie rozpoczęła się dla mnie spod Pom­niku RAF, pod którym rozs­tałam się z Craigiem – uroczym prze­wod­nikiem z Brit Movie Tours.

Wielka Geekowa Przygoda:

Tropem Doktora

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień pierwszy, część II

Piątek, godz­i­na 10:30 rano, cza­su londyńskiego – to był jedyny pasu­ją­cy mi ter­min, orga­ni­zowanej przez Brit Movie Tours, pieszej wyciecz­ki po Lon­dynie, ślada­mi Dok­to­ra Who. Pod­czas planowa­nia mojej wyprawy do Wielkiej Bry­tanii bałam się, że nie uda mi się staw­ić w miejs­cu zbiór­ki na czas, ale jak mogliś­cie przeczy­tać we wczo­ra­jszym Dyrdy­male – wszys­tko poszło po mojej myśli, a nawet lep­iej! I dzię­ki temu nie tylko miałam przy­jem­ność uczest­niczyć w tej wycieczce, ale też dziś mogę wam opisać, jak ona wyglą­dała!

PS. Dla lep­szego efek­tu pod­czas czy­ta­nia może­cie włączyć (złożoną przeze mnie) playlistę ze ścieżką dźwiękową z Dok­to­ra Who. ;)

Wielka Geekowa Przygoda:

Spontaniczny prezent, który trzeba było zaplanować

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień pierwszy, część I

Kiedy kil­ka miesię­cy temu (jakieś pół roku przed „ter­minem”!) rodz­ice zapy­tali mnie: „co chcesz w prezen­cie na trzy­dzi­este urodziny?”. Westch­nęłam wtedy ciężko: „czy może­my udawać, że nie mam trzy­dzi­estych urodzin?”. Bo choć staram się tego nie pokazy­wać, od jakiegoś cza­su cier­pię na „kryzys wieku przedśred­niego”. I per­spek­ty­wa tego, że już niedłu­go dołączę do grona trzy­dziesto­latków moc­no mnie dołu­je.

Mama, widząc moją stra­pi­oną minę, wysunęła więc nieco inną propozy­cję: „to może w ramach prezen­tu fund­niemy ci z Tatą jakąś podróż?”. Pomysł wydał mi się świet­ny. Początkowo. Szy­bko okaza­ło się, że nie potrafiłam wybrać miejs­ca, które chci­ałabym zwiedz­ić. Ciepłe kra­je brzmi­ały zbyt sztam­powo (nie wspom­i­na­jąc o tym, że nie lubię się opalać), a krainy wyglą­da­jące na bardziej ekscy­tu­jące, takie jak Tran­syl­wa­nia lub Czarnobyl (serio, podob­no wyciecz­ki do tego miejs­ca są super!), choć wzbudza­ły cieka­wość, jed­nocześnie nie przypraw­iały mnie o szyb­sze bicie ser­ca.

Przez kil­ka miesię­cy z coraz więk­szym zrezyg­nowaniem przeglą­dałam ofer­ty biur podróży, a moje zdołowanie oraz roz­pacz spowodowane kryzy­sem wieku przedśred­niego naras­tały. I nagle, pewnego pięknego, słonecznego, lip­cowego dnia doz­nałam olśnienia. „Mamo, Tato, chcę pole­cieć do Anglii!”