Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: komiks

Czytanki:

Ostatni komiks, który powinniście przeczytać

Kaznodzieja / Preacher

Są filmy, seri­ale oraz książ­ki tak wtórne i mało angażu­jące, że niemal naty­ch­mi­ast ulatu­ją z pamię­ci. Ale są też dzieła, które nie tylko się zapamię­tu­je, ale też – jakkol­wiek doniośle by to nie zabrzmi­ało – zmieni­a­ją nasze życie. O ile w przy­pad­ku książek, filmów i seri­ali, nie potrafię jed­noz­nacznie stwierdz­ić, które tytuły są dla mnie najważniejsze (i praw­dopodob­nie nigdy nie udzieliłabym dwa razy takiej samej odpowiedzi), tak zapy­tana o komiks, zawsze bez zas­tanowienia wymieni­am jeden tytuł: Kazn­odzieję.

Ponieważ ostat­nio coraz częś­ciej słyszę plot­ki mówiące, że ma pow­stać ser­i­al na pod­staw­ie komik­su (niek­tóre źródła poda­ją nawet, że ma się pojaw­ić jeszcze w tym roku), postanow­iłam odświeżyć sobie całą his­torię. Bałam się trochę, że kil­ka lat oraz kilka­dziesiąt filmów i seri­ali później, losy tytułowego kazn­odziei nie poruszą mnie tak samo, jak za pier­wszym razem. Na szczęś­cie nic takiego nie miało miejs­ca. I w związku z tym dziś będzie (bez spoil­erów) o tym, dlaczego uwiel­bi­am ten komiks i czemu wy również powin­niś­cie go przeczy­tać. Ale jed­nocześnie o tym, dlaczego być może lep­iej będzie, jeśli odpuś­ci­cie sobie jego lek­turę.

Słuchając Audiobooka:

Mój pierwszy raz z audio-komiksem

Thorgal w wersji czytanej

Nie pamię­tam, jaki był pier­wszy komiks, który przeczy­tałam. Obstaw­iam, Kac­zo­ra Don­al­da lub coś w podob­nym sty­lu. Z tego jed­nak powodu przez dłu­gi czas żyłam w przeko­na­niu, że wszys­tkie inne komiksy są do Kac­zo­ra Don­al­da podob­ne. Czyli zabawne, łatwe w lek­turze, ale jed­nocześnie nie będące jakimś poważnym i ambit­nym źródłem rozry­w­ki. Dodatkowo nauczy­ciele w szkole, jak mantrę pow­tarza­li, że komiksy, podob­nie jak telewiz­ja ogranicza­ją wyobraźnię i obniża­ją intelekt. Od telewiz­ji nie potrafiłam się oder­wać, nato­mi­ast od komik­sów przez kil­ka lat trzy­małam się z dale­ka, myśląc przy tym, że to w jak­iś sposób czyni mnie mądrze­jszą i bardziej dorosłą.

Aż tu pewnego pięknego dnia Kasia Lew­cun przyniosła do szkoły kil­ka zeszytów Thor­gala. Najpierw ją wyśmi­ałam. Bo prze­cież komiksy są głupie i dla dzieci, i mnie – poważnej czytel­niczce Tolkiena i Sap­kowskiego, nie przys­toi nawet spoglą­dać na takie bzdury. Ale Kasia była upar­ta: to wcale nie jest głupie i jak poczy­tasz, to na pewno ci się spodo­ba – mówiła. W końcu więc ustąpiłam i… wow! Thor­gal stał się pier­wszym komik­sem, w którym się zakochałam. I który pokazał mi, że his­to­rie w obrazkach wcale nie są gorsze od tych książkowych.

Wspom­i­nam o tym, bo ostat­nio znów postanow­iłam przeżyć z Thor­galem swój „pier­wszy raz”, ale w nieco innej formie. Sięgnęłam bowiem po audio-komiks będą­cy adap­tacją przygód dziel­nego wikinga.