Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: internet

Głupie Dyrdymalenie:

A może tak w sepii lub innym kolorze?

O pewnym socialmediowo-fotograficznym problemie

Zda­rza mi się to śred­nio raz w tygo­dniu. Pod­czas prze­wi­ja­nia Face­bo­oka naty­kam się na zdję­cie, na widok któ­re­go rzed­nie mi mina, wstrzy­mu­ję odde­ch, moje ser­ce na moment prze­sta­nie bić, żołą­dek ści­ska się i pod­cho­dzi do gar­dła, a do oczu napły­wa­ją łzy. Na szczę­ście chwi­lę póź­niej wzdy­cham z ulgą. A w kolej­nej chwi­li wzbie­ra we mnie zło­ść i zaczy­nam paskud­nie prze­kli­nać.

Co tak na mnie dzia­ła? Por­tre­to­we, czar­no-bia­łe zdję­cia sław­ny­ch ludzi. Cze­mu? Bo pierw­sze sko­ja­rze­nie zawsze mam takie samo – oto oso­ba, któ­rą lubię i cenię wyzio­nę­ła ducha. Dopie­ro po prze­czy­ta­niu opi­su foto­gra­fii dowia­du­ję się, że cele­bry­ta ma się dobrze, a jego ponu­re zdję­cie poja­wi­ło się na Fej­sie ot tak, bo było ład­ne.

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Ból dupy i inne hejterstwa

Jak krytyczna powinna być krytyka?

Zwy­kle nie zaglą­dam na stro­ny inter­ne­to­we peł­ne nie­na­wi­ści, głu­pot i inny­ch strasz­no­ści. Nie czy­tam też komen­ta­rzy (inny­ch, niż te na Dyr­dy­ma­ła­ch :). To powo­du­je, że żyję w błęd­nym, ale zapew­nia­ją­cym spo­kój ducha prze­świad­cze­niu, iż w sie­ci więk­szo­ść ludzi jest mądra, miła i tole­ran­cyj­na. Cza­sem jed­nak natknę się na coś, co psu­je tą ilu­zję. I wte­dy dopa­da mnie szok i nie­do­wie­rza­nie. Przede wszyst­kim nie­do­wie­rza­nie.

Dziś podzie­lę się z wami takim wła­śnie nie­do­wie­rza­niem. Ostat­nio parę rze­czy zabu­rzy­ło bowiem moją ilu­zję „dobre­go inter­ne­tu”. Co praw­da wiem, że to, co napi­szę, dla nie­któ­ry­ch z was może nie być Dyr­dy­ma­łem, tyl­ko zwy­kłym bana­łem. Jed­nak z dru­giej stro­ny cza­sem kon­cep­ty zro­zu­mia­łe dla jed­nej oso­by są zupeł­nie obce dla kogoś inne­go. Może więc te oczy­wi­ste oczy­wi­sto­ści z dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła nie będą dla wszyst­ki­ch aż tak oczy­wi­ste?

Prawo i Piraci:

Dziękuję, nie zapłacę!

Czasem nie warto wydawać kasy na dostęp do kultury

Zapew­ne kie­dyś przy­da­rzy­ło się wam coś takie­go lub też sły­sze­li­ście o podob­nej sytu­acji. Chcie­li­ście zapła­cić za legal­ny dostęp do jakie­goś dobra kul­tu­ry lub ser­wi­su inter­ne­to­we­go. Krzyk­nę­li­ście Shut up and take my money! i wte­dy oka­zy­wa­ło się, że nie może­cie kupić tego, cze­go pra­gnie­cie. Zaku­py albo w ogó­le nie były moż­li­we, albo co gor­sza – wasza geo­lo­ka­li­za­cja czy­ni­ła z was inter­nau­tów gor­szej kate­go­rii, któ­rym danej rze­czy nie chcia­no sprze­dać. I nie pozo­sta­wa­ło wam nic inne­go, jak tyl­ko zadać reto­rycz­ne pyta­nie: dla­cze­go nie chce­cie moich pie­nię­dzy?

Zna­cie to? Praw­do­po­dob­nie tak. Ja jed­nak poru­szę tutaj nie­co inny pro­blem. Sytu­ację, w któ­rej mogę za coś zapła­cić, ale z pew­ny­ch wzglę­dów nie mam zamia­ru tego robić.

Blogowanie i Internety, Techno-Bełkot:

Posprzątaj swój feed

Trudna sztuka „odlubiania”

Gdy­by na górze wasze­go ekra­nu w tele­fo­nie lub kom­pu­te­rze znaj­do­wa­ła się dru­kar­ka, któ­ra dru­ko­wa­ła­by wszyst­ko, co prze­wi­nę­li­ście pod­czas prze­glą­da­nia Face­bo­oka, to po roku wyszedł­by z tego wydruk dłu­go­ści ośmiu kilo­me­trów. Ile z tych tre­ści napraw­dę was zain­te­re­so­wa­ło, a ile bez­re­flek­syj­nie prze­wi­nę­li­ście dalej? Pytam o to, ponie­waż ostat­nio dużo mówi się o post-praw­dzie (któ­ra zosta­ła sło­wem roku 2016), nato­mia­st mało kto wspo­mi­na o innej zmo­rze inter­ne­tu, jaką jest nad­miar infor­ma­cji, któ­re docie­ra­ją do nas każ­de­go dnia.

Czy­tam teraz Magię sprzą­ta­nia Marie Kon­do i odkry­łam, że wie­le roz­wią­zań zawar­ty­ch w tym porad­ni­ku od daw­na, intu­icyj­nie sto­su­ję w przy­pad­ku inter­ne­tu. A sko­ro Marie Kon­do napi­sa­ła kil­ka ksią­żek o tym, jak sprzą­tać miesz­ka­nie, to stwier­dzi­łam, że ja rów­nież mogę spi­sać swo­je prze­my­śle­nia.

Prawo i Piraci:

Telewizja, jak gry na Steam?

Mam pomysł na abonament radiowo-telewizyjny!

Ostat­nio w wyni­ku pro­mo­cji w Czar­ny Pią­tek i Cyber Ponie­dzia­łek, kupi­łam przez inter­net kil­ka gier kom­pu­te­ro­wy­ch (cii, nie mów­cie mojej mamie!). Pod­czas tych rado­sny­ch zaku­pów przy oka­zji dozna­łam olśnie­nia: odkry­łam, co rząd powi­nien zro­bić, by ludzie zaczę­li chęt­niej opła­cać abo­na­ment radio­wo-tele­wi­zyj­ny!

Zapiski Administracyjne:

Poważni Reptilianie z innego wymiaru

Wyniki Dyrdymałowej Ankiety 2016!

A więc sta­ło się! Chwy­ci­li­ście za mysz­ki i kla­wia­tu­ry, i wzię­li­ście udział w mojej ankie­cie. Pytań było spo­ro, zda­ję sobie z tego spra­wę. Ale wie­cie, jaki ze mnie gra­fo­man i jak dłu­gie piszę wpi­sy na blo­gu, więc napraw­dę spo­dzie­wa­li­ście się, że z ankie­tą będzie ina­czej? Nie­mniej – dzię­ku­ję, za wszyst­kie odpo­wie­dzi! Dały mi dużo do myśle­nia, a ich czy­ta­nie spra­wi­ło mi spo­ro rado­ści.

W rama­ch podzię­ko­wa­nia za wasz trud, wyni­ki ankie­ty opra­co­wa­łam w for­mie iko­no­gra­fi­ki – znaj­dzie­cie ją na koń­cu wpi­su. Nato­mia­st wcze­śniej może­cie prze­czy­tać mój komen­ta­rz doty­czą­cy nie­któ­ry­ch z waszy­ch odpo­wie­dzi.

AutoPromocja, Drobna Prywata:

Sadystyczne Natchnienie

i inne pisarskie problemy

Wena to wred­na baba. Ukry­wa się, jeśli jej szu­ka­sz. Igno­ru­je, gdy pro­si­sz ją o pomoc. Cza­sem pod­su­wa ci świet­ny pomy­sł, ale jak tyl­ko zasią­dzie­sz do pisa­nia, opusz­cza cię i już nie wra­ca.

Naj­gor­sze jest jed­nak to, że kie­dy brak ci cza­su, masz inne pla­ny i waż­ne rze­czy do zro­bie­nia – wła­śnie wte­dy Wena zsy­ła Natchnie­nie. I czło­wiek zapo­mi­na o wszyst­kim innym. Pisze nie przej­mu­jąc się tym, że już daw­no wybi­ła pół­noc, oczy pie­ką od wpa­try­wa­nia się w moni­tor, a pal­ce bolą od stu­ka­nia w kla­wia­tu­rę. Pisze nie zwa­ża­jąc na to, że rano będzie nie­wy­spa­ny, że będzie sie­dział w pra­cy, jak bez­mó­zgie zom­bie. Powta­rza sobie, że już dość, że wystar­czy – trze­ba zerwać z tym nie­zdro­wym nało­giem, wyspać się i wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści. A potem, po całym dniu, zmę­czo­ny przy­cho­dzi do domu i znów zaczy­na pisać.

Blogowanie i Internety:

Share Week 2016

O kilku ważnych blogach w moim życiu

Czy­tam dużo blo­gów. Może nawet tro­chę za dużo? Nie mam jed­nak wyrzu­tów sumie­nia, bo wszyst­kie wyda­ją się mi war­to­ścio­we. Jak­by tego było mało, co jakiś czas tra­fiam na nowe blo­gi, któ­re doda­ję do mojej – i tak już bar­dzo dłu­giej – listy sub­skryp­cji na Feedly.

Jed­nym z taki­ch nie­daw­no odkry­ty­ch prze­ze mnie blo­ge­rów był Andrzej Tuchol­ski. I chy­ba wstyd się przy­zna­wać, że jego twór­czo­ść pozna­łam dopie­ro teraz, bo z tego, co uda­ło mi się dowie­dzieć, jest on jed­nym z czo­ło­wy­ch pol­ski­ch blo­ge­rów.

A wspo­mi­nam o tym, bo Tuchol­ski co roku orga­ni­zu­je Sha­re Week, czy­li akcję pole­ga­ją­cą na tym, że blo­ge­rzy pole­ca­ją inny­ch blo­ge­rów. I jak widzi­cie – w tym roku posta­no­wi­łam wziąć w niej udział.

Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Techno-Bełkot:

Kieruj do źródeł!

O tym, dlaczego warto podawać linki do źródeł informacji i jak należy to robić

Przy­kład idzie z góry. W tym wypad­ku z duży­ch por­ta­li inter­ne­to­wy­ch oraz „sta­ry­ch” mediów, czy­li pra­sy i tele­wi­zji. Źró­deł zdjęć, fil­mów i infor­ma­cji czę­sto albo nie poda­je się tam wca­le, albo sto­su­je zapi­sy takie, jak źró­dło: inter­net.

Moż­na się z tego śmiać, dener­wo­wać lub kry­ty­ko­wać. Ale moim zda­niem dużo lep­szy (i pozy­tyw­ny :) efekt przy­no­si spo­koj­ne wyja­śnie­nie, dla­cze­go źró­dła nale­ży poda­wać i jak robić to pra­wi­dło­wo. Wła­śnie dla­te­go piszę ten tek­st.

Przy czym wpis nie będzie zawie­rał opi­su obo­wią­zu­ją­cy­ch norm doty­czą­cy­ch lin­ko­wa­nia (z resz­tą wąt­pię, czy takie w ogó­le ist­nie­ją). Są to (jak zawsze) moje wła­sne prze­my­śle­nia bazu­ją­ce na zdro­wym roz­sąd­ku i doświad­cze­nia­ch zwią­za­ny­ch z pra­cą w biblio­te­ce cyfro­wej (mię­dzy inny­mi przy two­rze­niu biblio­gra­fii cyfro­wy­ch).

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Wyznania milczącego czytelnika

czyli dlaczego nie komentuję twojego bloga

Daw­no, daw­no temu (niby we wrze­śniu, ale w inter­ne­to­wej ska­li cza­su od wrze­śnia minę­ły eony) prze­czy­ta­łam arty­kuł o tym, dla­cze­go war­to komen­to­wać wpi­sy na blo­ga­ch. Pod­pi­su­ję się pod tym tek­stem wszyst­ki­mi czte­re­ma łap­ka­mi. Zwłasz­cza że na Dyr­dy­ma­ła­ch, gdzie śred­nia ilo­ść komen­ta­rzy (przy zaokrą­gle­niu w górę) wyno­si zero, każ­dy odzew ze stro­ny czy­tel­ni­ków jest dla mnie na wagę zło­ta.

Nie­ste­ty jest to z mojej stro­ny pew­na hipo­kry­zja. Bo nie tyl­ko blo­gu­ję, ale tak­że czy­tam blo­gi inny­ch i zazwy­czaj jestem tym naj­gor­szym, nie­ko­men­tu­ją­cym typem czy­tel­ni­ka. Przy czym nie wyni­ka to z mojej zło­śli­wo­ści lub leni­stwa. Powo­dów jest spo­ro. Posta­no­wi­łam je wymie­nić, bo a nuż mil­czą­cy­ch czy­tel­ni­ków, któ­rzy myślą podob­nie jak ja, jest w inter­ne­cie wię­cej. A jeśli czy­ta mnie autor inne­go blo­ga – być może moje uwa­gi dadzą ci – blo­ge­rze-czy­tel­ni­ku – w jakiś spo­sób do myśle­nia.