Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: internet

Głupie Dyrdymalenie:

Dobre rady starej baby

30 przemyśleń osoby, której właśnie stuknęła trzydziestka

Trzy­dzie­ści lat – to brzmi poważ­nie. Tym­cza­sem w gło­wie cią­gle jestem nasto­lat­ką (choć może nie tak do koń­ca, bo kie­dy byłam nasto­lat­ką, pró­bo­wa­łam zacho­wać się bar­dziej doro­śle). I czę­sto dzi­wię się, gdy ktoś powie do mnie „pro­szę pani” albo spoj­rzy zasko­czo­ny, kie­dy zro­bię coś nie­po­waż­ne­go.

Praw­da jest taka, że w życiu, tro­chę jak w grze – to, że wbi­łeś na trzy­dzie­sty level ozna­cza, że zdo­by­łeś dużo punk­tów doświad­cze­nia i możesz sta­wić czo­ło groź­niej­szym potwo­rom. Ale wca­le nie czy­ni cię mądrzej­szym od gra­cza na niż­szym pozio­mie.

Dla­te­go dzi­siaj, przy oka­zji uro­dzin, podzie­lę się z wami moim doświad­cze­niem. Nie dla­te­go, bo uwa­żam się za oso­bę mądrą i wykwa­li­fi­ko­wa­ną do udzie­la­nia rad. Po pro­stu w cią­gu tych trzy­dzie­stu lat zauwa­ży­łam kil­ka pra­wi­dło­wo­ści, któ­rych nie dostrze­ga­łam w młod­szym wie­ku. I kto wie – może te „mądro­ści” na coś się wam przy­da­dzą? ;)

Głupie Dyrdymalenie:

A może tak w sepii lub innym kolorze?

O pewnym socialmediowo-fotograficznym problemie

Zda­rza mi się to śred­nio raz w tygo­dniu. Pod­czas prze­wi­ja­nia Face­bo­oka naty­kam się na zdję­cie, na widok któ­re­go rzed­nie mi mina, wstrzy­mu­ję oddech, moje ser­ce na moment prze­sta­nie bić, żołą­dek ści­ska się i pod­cho­dzi do gar­dła, a do oczu napły­wa­ją łzy. Na szczę­ście chwi­lę póź­niej wzdy­cham z ulgą. A w kolej­nej chwi­li wzbie­ra we mnie złość i zaczy­nam paskud­nie prze­kli­nać.

Co tak na mnie dzia­ła? Por­tre­to­we, czar­no-bia­łe zdję­cia sław­nych ludzi. Cze­mu? Bo pierw­sze sko­ja­rze­nie zawsze mam takie samo – oto oso­ba, któ­rą lubię i cenię wyzio­nę­ła ducha. Dopie­ro po prze­czy­ta­niu opi­su foto­gra­fii dowia­du­ję się, że cele­bry­ta ma się dobrze, a jego ponu­re zdję­cie poja­wi­ło się na Fej­sie ot tak, bo było ład­ne.

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Ból dupy i inne hejterstwa

Jak krytyczna powinna być krytyka?

Zwy­kle nie zaglą­dam na stro­ny inter­ne­to­we peł­ne nie­na­wi­ści, głu­pot i innych strasz­no­ści. Nie czy­tam też komen­ta­rzy (innych, niż te na Dyr­dy­ma­łach :). To powo­du­je, że żyję w błęd­nym, ale zapew­nia­ją­cym spo­kój ducha prze­świad­cze­niu, iż w sie­ci więk­szość ludzi jest mądra, miła i tole­ran­cyj­na. Cza­sem jed­nak natknę się na coś, co psu­je tą ilu­zję. I wte­dy dopa­da mnie szok i nie­do­wie­rza­nie. Przede wszyst­kim nie­do­wie­rza­nie.

Dziś podzie­lę się z wami takim wła­śnie nie­do­wie­rza­niem. Ostat­nio parę rze­czy zabu­rzy­ło bowiem moją ilu­zję „dobre­go inter­ne­tu”. Co praw­da wiem, że to, co napi­szę, dla nie­któ­rych z was może nie być Dyr­dy­ma­łem, tyl­ko zwy­kłym bana­łem. Jed­nak z dru­giej stro­ny cza­sem kon­cep­ty zro­zu­mia­łe dla jed­nej oso­by są zupeł­nie obce dla kogoś inne­go. Może więc te oczy­wi­ste oczy­wi­sto­ści z dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła nie będą dla wszyst­kich aż tak oczy­wi­ste?

Prawo i Piraci:

Dziękuję, nie zapłacę!

Czasem nie warto wydawać kasy na dostęp do kultury

Zapew­ne kie­dyś przy­da­rzy­ło się wam coś takie­go lub też sły­sze­li­ście o podob­nej sytu­acji. Chcie­li­ście zapła­cić za legal­ny dostęp do jakie­goś dobra kul­tu­ry lub ser­wi­su inter­ne­to­we­go. Krzyk­nę­li­ście Shut up and take my money! i wte­dy oka­zy­wa­ło się, że nie może­cie kupić tego, cze­go pra­gnie­cie. Zaku­py albo w ogó­le nie były moż­li­we, albo co gor­sza – wasza geo­lo­ka­li­za­cja czy­ni­ła z was inter­nau­tów gor­szej kate­go­rii, któ­rym danej rze­czy nie chcia­no sprze­dać. I nie pozo­sta­wa­ło wam nic inne­go, jak tyl­ko zadać reto­rycz­ne pyta­nie: dla­cze­go nie chce­cie moich pie­nię­dzy?

Zna­cie to? Praw­do­po­dob­nie tak. Ja jed­nak poru­szę tutaj nie­co inny pro­blem. Sytu­ację, w któ­rej mogę za coś zapła­cić, ale z pew­nych wzglę­dów nie mam zamia­ru tego robić.

Blogowanie i Internety, Techno-Bełkot:

Posprzątaj swój feed

Trudna sztuka „odlubiania”

Gdy­by na górze wasze­go ekra­nu w tele­fo­nie lub kom­pu­te­rze znaj­do­wa­ła się dru­kar­ka, któ­ra dru­ko­wa­ła­by wszyst­ko, co prze­wi­nę­li­ście pod­czas prze­glą­da­nia Face­bo­oka, to po roku wyszedł­by z tego wydruk dłu­go­ści ośmiu kilo­me­trów. Ile z tych tre­ści napraw­dę was zain­te­re­so­wa­ło, a ile bez­re­flek­syj­nie prze­wi­nę­li­ście dalej? Pytam o to, ponie­waż ostat­nio dużo mówi się o post-praw­dzie (któ­ra zosta­ła sło­wem roku 2016), nato­miast mało kto wspo­mi­na o innej zmo­rze inter­ne­tu, jaką jest nad­miar infor­ma­cji, któ­re docie­ra­ją do nas każ­de­go dnia.

Czy­tam teraz Magię sprzą­ta­nia Marie Kon­do i odkry­łam, że wie­le roz­wią­zań zawar­tych w tym porad­ni­ku od daw­na, intu­icyj­nie sto­su­ję w przy­pad­ku inter­ne­tu. A sko­ro Marie Kon­do napi­sa­ła kil­ka ksią­żek o tym, jak sprzą­tać miesz­ka­nie, to stwier­dzi­łam, że ja rów­nież mogę spi­sać swo­je prze­my­śle­nia.

Prawo i Piraci:

Telewizja, jak gry na Steam?

Mam pomysł na abonament radiowo-telewizyjny!

Ostat­nio w wyni­ku pro­mo­cji w Czar­ny Pią­tek i Cyber Ponie­dzia­łek, kupi­łam przez inter­net kil­ka gier kom­pu­te­ro­wych (cii, nie mów­cie mojej mamie!). Pod­czas tych rado­snych zaku­pów przy oka­zji dozna­łam olśnie­nia: odkry­łam, co rząd powi­nien zro­bić, by ludzie zaczę­li chęt­niej opła­cać abo­na­ment radio­wo-tele­wi­zyj­ny!

Zapiski Administracyjne:

Poważni Reptilianie z innego wymiaru

Wyniki Dyrdymałowej Ankiety 2016!

A więc sta­ło się! Chwy­ci­li­ście za mysz­ki i kla­wia­tu­ry, i wzię­li­ście udział w mojej ankie­cie. Pytań było spo­ro, zda­ję sobie z tego spra­wę. Ale wie­cie, jaki ze mnie gra­fo­man i jak dłu­gie piszę wpi­sy na blo­gu, więc napraw­dę spo­dzie­wa­li­ście się, że z ankie­tą będzie ina­czej? Nie­mniej – dzię­ku­ję, za wszyst­kie odpo­wie­dzi! Dały mi dużo do myśle­nia, a ich czy­ta­nie spra­wi­ło mi spo­ro rado­ści.

W ramach podzię­ko­wa­nia za wasz trud, wyni­ki ankie­ty opra­co­wa­łam w for­mie iko­no­gra­fi­ki – znaj­dzie­cie ją na koń­cu wpi­su. Nato­miast wcze­śniej może­cie prze­czy­tać mój komen­tarz doty­czą­cy nie­któ­rych z waszych odpo­wie­dzi.

AutoPromocja, Drobna Prywata:

Sadystyczne Natchnienie

i inne pisarskie problemy

Wena to wred­na baba. Ukry­wa się, jeśli jej szu­kasz. Igno­ru­je, gdy pro­sisz ją o pomoc. Cza­sem pod­su­wa ci świet­ny pomysł, ale jak tyl­ko zasią­dziesz do pisa­nia, opusz­cza cię i już nie wra­ca.

Naj­gor­sze jest jed­nak to, że kie­dy brak ci cza­su, masz inne pla­ny i waż­ne rze­czy do zro­bie­nia – wła­śnie wte­dy Wena zsy­ła Natchnie­nie. I czło­wiek zapo­mi­na o wszyst­kim innym. Pisze nie przej­mu­jąc się tym, że już daw­no wybi­ła pół­noc, oczy pie­ką od wpa­try­wa­nia się w moni­tor, a pal­ce bolą od stu­ka­nia w kla­wia­tu­rę. Pisze nie zwa­ża­jąc na to, że rano będzie nie­wy­spa­ny, że będzie sie­dział w pra­cy, jak bez­mó­zgie zom­bie. Powta­rza sobie, że już dość, że wystar­czy – trze­ba zerwać z tym nie­zdro­wym nało­giem, wyspać się i wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści. A potem, po całym dniu, zmę­czo­ny przy­cho­dzi do domu i znów zaczy­na pisać.

Blogowanie i Internety:

Share Week 2016

O kilku ważnych blogach w moim życiu

Czy­tam dużo blo­gów. Może nawet tro­chę za dużo? Nie mam jed­nak wyrzu­tów sumie­nia, bo wszyst­kie wyda­ją się mi war­to­ścio­we. Jak­by tego było mało, co jakiś czas tra­fiam na nowe blo­gi, któ­re doda­ję do mojej – i tak już bar­dzo dłu­giej – listy sub­skryp­cji na Feedly.

Jed­nym z takich nie­daw­no odkry­tych prze­ze mnie blo­ge­rów był Andrzej Tuchol­ski. I chy­ba wstyd się przy­zna­wać, że jego twór­czość pozna­łam dopie­ro teraz, bo z tego, co uda­ło mi się dowie­dzieć, jest on jed­nym z czo­ło­wych pol­skich blo­ge­rów.

A wspo­mi­nam o tym, bo Tuchol­ski co roku orga­ni­zu­je Sha­re Week, czy­li akcję pole­ga­ją­cą na tym, że blo­ge­rzy pole­ca­ją innych blo­ge­rów. I jak widzi­cie – w tym roku posta­no­wi­łam wziąć w niej udział.

Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Techno-Bełkot:

Kieruj do źródeł!

O tym, dlaczego warto podawać linki do źródeł informacji i jak należy to robić

Przy­kład idzie z góry. W tym wypad­ku z dużych por­ta­li inter­ne­to­wych oraz „sta­rych” mediów, czy­li pra­sy i tele­wi­zji. Źró­deł zdjęć, fil­mów i infor­ma­cji czę­sto albo nie poda­je się tam wca­le, albo sto­su­je zapi­sy takie, jak źró­dło: inter­net.

Moż­na się z tego śmiać, dener­wo­wać lub kry­ty­ko­wać. Ale moim zda­niem dużo lep­szy (i pozy­tyw­ny :) efekt przy­no­si spo­koj­ne wyja­śnie­nie, dla­cze­go źró­dła nale­ży poda­wać i jak robić to pra­wi­dło­wo. Wła­śnie dla­te­go piszę ten tekst.

Przy czym wpis nie będzie zawie­rał opi­su obo­wią­zu­ją­cych norm doty­czą­cych lin­ko­wa­nia (z resz­tą wąt­pię, czy takie w ogó­le ist­nie­ją). Są to (jak zawsze) moje wła­sne prze­my­śle­nia bazu­ją­ce na zdro­wym roz­sąd­ku i doświad­cze­niach zwią­za­nych z pra­cą w biblio­te­ce cyfro­wej (mię­dzy inny­mi przy two­rze­niu biblio­gra­fii cyfro­wych).