Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: copy­ri­ght

Blogowanie i Internety, Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Techno-Bełkot:

Jesz­cze moje, czy już wasze?

Do kogo należą treści opublikowane w internecie?

Załóż­my, czy­sto hipo­te­tycz­nie, że posta­na­wiam sko­rzy­stać do pra­wa do bycia zapo­mnia­nym i z dnia na dzień z inter­ne­tu zni­ka­ją wszel­kie, zwią­za­ne ze mną mate­ria­ły. W tym Dyr­dy­ma­ły. Czę­ści z was pew­nie zro­bi­ło­by się z tego powo­du smut­no, nie­któ­rzy może nawet by się zezło­ści­li, ale więk­szość inter­nau­tów nicze­go by nie zauwa­ży­ła.

Puść­my jed­nak nie­co bar­dziej wodze fan­ta­zji. Sytu­acja jest dokład­nie taka sama, z jed­ną, maleń­ką róż­ni­cą: Dyr­dy­ma­ły są naj­bar­dziej poczy­tal­nym blo­giem w Pol­sce. Ba, zapędź­my się jesz­cze moc­niej: naj­po­czy­tal­niej­szym blo­giem na całym świe­cie! Pod każ­dym wpi­sem toczą się dłu­gie dys­ku­sje, inni blo­ge­rzy odno­szą się w swo­ich tek­stach do tego, co napi­sa­łam, a lin­ki do Dyr­dy­ma­łów w mediach spo­łecz­no­ścio­wych poda­ją dalej cele­bry­ci oraz poli­ty­cy naj­wyż­sze­go szcze­bla (nato­miast Wil­liam Ficht­ner i David Ten­nant skry­cie marzą o tym, by zdo­być mój auto­graf ;)

I wte­dy Dyr­dy­ma­ły zni­ka­ją. Już nie nie­zau­wa­żal­nie. Wręcz prze­ciw­nie, w inter­ne­cie powsta­je z tego powo­du wiel­ka wyrwa. Wszel­kie lin­ki do blo­ga prze­sta­ją dzia­łać. Wypa­ro­wu­ją elo­kwent­ne dys­ku­sje, jakie na Dyr­dy­ma­łach toczy­li inni. A tek­sty, któ­re odno­si­ły się do mojej stro­ny, zosta­ją pozba­wio­ne kon­tek­stu, przez co nie­mal zawie­szo­ne w próż­ni. Ludzie są wku­rze­ni, na uli­cach wybu­cha­ją zamiesz­ki, nastę­pu­je koniec świa­ta (OK, to ostat­nie to już może lek­ka prze­sa­da). Poja­wia się więc pyta­nie: czy w takiej sytu­acji mogła­bym wyka­so­wać Dyr­dy­ma­ły?

Kto ma więk­sze pra­wo do decy­do­wa­nia o ist­nie­niu tre­ści w inter­ne­cie? Ich twór­ca, czy odbior­cy? I gdzie leży gra­ni­ca, po prze­kro­cze­niu któ­rej opu­bli­ko­wa­ny mate­riał sta­je się dobrem wspól­nym?

Prawo i Piraci:

Dzię­ku­ję, nie zapła­cę!

Czasem nie warto wydawać kasy na dostęp do kultury

Zapew­ne kie­dyś przy­da­rzy­ło się wam coś takie­go lub też sły­sze­li­ście o podob­nej sytu­acji. Chcie­li­ście zapła­cić za legal­ny dostęp do jakie­goś dobra kul­tu­ry lub ser­wi­su inter­ne­to­we­go. Krzyk­nę­li­ście Shut up and take my money! i wte­dy oka­zy­wa­ło się, że nie może­cie kupić tego, cze­go pra­gnie­cie. Zaku­py albo w ogó­le nie były moż­li­we, albo co gor­sza – wasza geo­lo­ka­li­za­cja czy­ni­ła z was inter­nau­tów gor­szej kate­go­rii, któ­rym danej rze­czy nie chcia­no sprze­dać. I nie pozo­sta­wa­ło wam nic inne­go, jak tyl­ko zadać reto­rycz­ne pyta­nie: dla­cze­go nie chce­cie moich pie­nię­dzy?

Zna­cie to? Praw­do­po­dob­nie tak. Ja jed­nak poru­szę tutaj nie­co inny pro­blem. Sytu­ację, w któ­rej mogę za coś zapła­cić, ale z pew­nych wzglę­dów nie mam zamia­ru tego robić.

Prawo i Piraci, Techno-Bełkot:

Water­mark na ebo­oku

Kilka prawno-technicznych rzeczy, o których każdy czytelnik książek elektronicznych wiedzieć powinien

Przy oka­zji Świąt Boże­go Naro­dze­nia, posta­no­wi­łam uczy­nić z moich rodzi­ców parę kró­licz­ków doświad­czal­nych i kupi­łam im czyt­nik ebo­oków. Eks­pe­ry­ment się powiódł, rodzi­ce prze­ko­na­li się do czy­ta­nia ksią­żek elek­tro­nicz­nych. Ostat­nio poja­wił się jed­nak drob­ny pro­blem: mama zapra­gnę­ła poży­czyć jeden z ebo­oków kole­żan­ce. Na szczę­ście zaświ­ta­ło jej w pamię­ci, że w grud­niu tłu­ma­czy­łam, iż ebo­oków z czyt­ni­ka innym ludziom dawać nie wol­no, więc zadzwo­ni­ła z pyta­niem, czy dla kole­żan­ki może zro­bić wyją­tek. Wyja­śni­łam jej, jesz­cze raz, podob­nie jak po świę­tach, dla­cze­go poży­cza­nie ebo­oków nie jest dobrym pomy­słem. I tak sobie przy oka­zji pomy­śla­łam: może wy tak­że, podob­nie jak moja mama, nie posia­da­cie pew­nej, dość istot­nej przy korzy­sta­niu z ebo­oków, praw­no-tech­nicz­nej wie­dzy.

Dla­te­go piszę tą not­kę. Co praw­da zda­ję sobie spra­wę z tego, że wie­lu z was jest uczu­lo­nych na tech­no-beł­kot w moim wyda­niu i raczej omi­ja wpi­sy tego typu. Dziś jed­nak zrób­cie wyją­tek. Bo być może już to wszyst­ko wie­cie, ale może też być tak, że z dzi­siej­sze­go wpi­su dowie­dzie się rze­czy, z któ­rych nie zda­wa­li­ście sobie spra­wy. Zwłasz­cza, że nie­zna­jo­mość pra­wa szko­dzi, więc w waszym inte­re­sie jest, byście wie­dzie­li czym jest water­mark i dla­cze­go ebo­oków nie powin­ni­ście poży­czać innym.

Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Wpisy Archiwalne - LiveJournal:

eBo­ok na przy­szłość

Książka na papierze, czy na czytniku?

W ostat­ni czwar­tek zawę­dro­wa­łam z Kasią i Ludwi­kiem "LUDzi­kiem" na spo­tka­nie dys­ku­syj­ne Oswo­ić ebo­oka. Wyda­rze­nie było bar­dzo cie­ka­we, dowie­dzia­łam się kil­ku nowych rze­czy, mia­łam moż­li­wość potrzy­ma­nia w dło­ni Kin­dla i iPa­da. Nie oby­ło się też bez kil­ku zasko­czeń… Ale wszyst­ko po kolei!