Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: Car­diff

Wielka Geekowa Przygoda:

Przy­go­dy w cza­sie i prze­strze­ni

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień czwarty, część II

Zarów­no fani, jak i twór­cy Dok­to­ra Who powta­rza­ją jak man­trę, że dla oso­by, któ­ra nigdy nie oglą­da­ła seria­lu, jego fabu­ła brzmi jak stek absur­dal­nych bzdur. Ten Dyr­dy­mał (a zwłasz­cza zdję­cia w nim zawar­te) może momen­ta­mi wyglą­dać podob­nie. Miej­cie jed­nak na uwa­dze, że sta­ra­łam się go napi­sać tak, by oso­by nie zna­ją­ce Dok­to­ra czu­ły się moż­li­wie jak naj­mniej zagu­bio­ne. Mam nadzie­ję, że dotrwa­cie do koń­ca tek­stu. I kto wie – może w jakiś spo­sób zachę­ci on was do zer­k­nię­cia na serial? Bo znów, jak to mówią fani tej pro­duk­cji – moż­na żyć nie wie­dząc, czym jest Doctor Who, ale kie­dy zna się serial – życie jest dużo lep­sze.

PS. Przy­po­mi­nam, że tutaj macie play­li­stę z Dok­to­ro­wą muzy­ką! :)

Wielka Geekowa Przygoda:

Zanim otwo­rzą się drzwi TAR­DIS

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień czwarty, część I

Głów­nym celem mojej podró­ży do Car­diff było Doctor Who Expe­rien­ce (dalej będę cza­sem uży­wać skró­tu DWE), czy­li muzeum poświę­co­ne seria­lo­wi. A głów­nym powo­dem, któ­ry pchnął mnie do wyru­sze­nia na Wiel­ką, Geeko­wą Przy­go­dę aku­rat w sierp­niu – to, że DWE mia­ło zostać we wrze­śniu na amen i nie­odwo­łal­nie zamknię­te. W koń­cu nic nie moty­wu­je czło­wie­ka do dzia­ła­nia bar­dziej, niż świa­do­mość „teraz albo nigdy”.

PS. Przy­po­mi­nam, że na YouTu­be zro­bi­łam play­li­stę z muzy­ką z Doctor Who – gdy­by­ście chcie­li, może­cie ją odpa­lić, żeby umi­la­ła wam lek­tu­rę. :)

Wielka Geekowa Przygoda:

Mia­sto na mia­rę czło­wie­ka

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień trzeci, część II

W dzi­siej­szym wpi­sie, podob­nie jak w poprzed­nim Dyr­dy­ma­le opo­wiem wam nie tyle o moich wra­że­niach, co o Car­diff samym w sobie (znów bez poda­wa­nia szcze­gó­ło­wych dat, nazwisk oraz innych kon­kret­nych danych).

Ran­kiem, trze­cie­go dnia mojej Wiel­kiej, Geeko­wej Przy­go­dy odkry­łam, jak bar­dzo sto­li­ca Walii jest cie­ka­wa od stro­ny histo­rycz­nej, nato­miast pod­czas połu­dnio­we­go zwie­dza­nia mia­sta – że współ­cze­sne Car­diff rów­nież jest fascy­nu­ją­cym miej­scem.

Wielka Geekowa Przygoda:

W tych kamie­niach śpie­wa histo­ria*

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień trzeci, część I

Kie­dy powie­dzia­łam Rodzi­com, iż chcę zwie­dzić Car­diff, roz­ba­wi­ło mnie to, że ci zapy­ta­li „a co to takie­go, to Car­diff?” Śmie­szy­ło mnie tak­że, że pod­czas roz­mów tele­fo­nicz­nych pyta­li: „i jak się bawisz w tej Kra­inie Dok­to­ra Who?”, ponie­waż nie potra­fi­li zapa­mię­tać nazwy mia­sta, w któ­rym byłam.

Przy czym była to sytu­acja typu „przy­ga­niał kocioł garn­ko­wi”, bo sama myśla­łam o sto­li­cy Walii jedy­nie jako o miej­scu, w któ­rym krę­ci się serial, któ­ry lubię. Tym­cza­sem, jak się prze­ko­na­łam pod­czas trze­cie­go dnia mojej Wiel­kiej, Geeko­wej Przy­go­dy, spro­wa­dza­nie Car­diff tyl­ko i wyłącz­nie do tema­tu Dok­to­ra Who, jest tro­chę jak twier­dze­nie, że Kra­ków, to takie mia­sto, w któ­rym Hoł­ka pisze Dyr­dy­ma­ły.

W dzi­siej­szym wpi­sie posta­ram się odpo­ku­to­wać moje błęd­ne myśle­nie o sto­li­cy Walii. I spró­bu­ję spra­wić, byście tak­że prze­sta­li myśleć o Car­diff jedy­nie jako o Kra­inie Dok­to­ra Who, i zaczę­li postrze­gać je jako mega cie­ka­we miej­sce, któ­re war­to odwie­dzić.

* Tytuł jest para­fra­zą umiesz­czo­ne­go na Wales Mil­len­nium Cen­tre napi­su In tho­se sto­nes hori­zons sing, czy­li W tych kamie­niach śpie­wa­ją hory­zon­ty.

Wielka Geekowa Przygoda:

W poszu­ki­wa­niu taj­nej bazy Tor­chwo­od

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień drugi, część II

Muszę się wam do cze­goś przy­znać: we wstę­pie do pierw­sze­go Dyr­dy­ma­ła opi­su­ją­ce­go moją Wiel­ką, Geeko­wą Przy­go­dę, tro­chę skła­ma­łam. Albo prę­dzej: nie wyzna­łam wam całej praw­dy. Na począt­ku lip­ca stwier­dzi­łam bowiem: „Mamo, Tato, chcę pole­cieć do Anglii!”. A potem (o czym nie napi­sa­łam na blo­gu) doda­łam: „chcę zwie­dzić Lon­dyn i Car­diff”. Na co moja Mama odpo­wie­dzia­ła: „Lon­dyn OK, ale co to jest Car­diff?”

Jeśli wy rów­nież nie wie­cie czym jest Car­diff (i przy oka­zji nie macie poję­cia, co to takie­go, to wspo­mnia­ne w tytu­le Tor­chwo­od), nie pytaj­cie Googla o co cho­dzi – nie­dłu­go wszyst­ko sta­nie się dla was jasne!