Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wpisy z tagiem: beletrystyka

Słuchając Audiobooka:

Poczytaj mi jeszcze, panie Tennant!

Audiobooki ze szkockim akcentem

Wie­cie, co jest naj­więk­szą zale­tą i jed­no­cze­śnie wadą audio­bo­oków? Oso­ba, któ­ra je czy­ta. Wspa­nia­ły lek­tor spra­wi, że nie będzie­my potra­fi­li ode­rwać się od słu­cha­nia nawet mega nud­nej książ­ki, kiep­ski – ana­lo­gicz­nie – świet­ny tekst może uczy­nić nie­zdat­nym do przyswojenia.

W dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le opo­wiem wam o moim ulu­bio­nym czy­ta­czu audio­bo­oków – Davi­dzie Tennancie.

AutoPromocja, Drobna Prywata:

Sadystyczne Natchnienie

i inne pisarskie problemy

Wena to wred­na baba. Ukry­wa się, jeśli jej szu­kasz. Igno­ru­je, gdy pro­sisz ją o pomoc. Cza­sem pod­su­wa ci świet­ny pomysł, ale jak tyl­ko zasią­dziesz do pisa­nia, opusz­cza cię i już nie wraca.

Naj­gor­sze jest jed­nak to, że kie­dy brak ci cza­su, masz inne pla­ny i waż­ne rze­czy do zro­bie­nia – wła­śnie wte­dy Wena zsy­ła Natchnie­nie. I czło­wiek zapo­mi­na o wszyst­kim innym. Pisze nie przej­mu­jąc się tym, że już daw­no wybi­ła pół­noc, oczy pie­ką od wpa­try­wa­nia się w moni­tor, a pal­ce bolą od stu­ka­nia w kla­wia­tu­rę. Pisze nie zwa­ża­jąc na to, że rano będzie nie­wy­spa­ny, że będzie sie­dział w pra­cy, jak bez­mó­zgie zom­bie. Powta­rza sobie, że już dość, że wystar­czy – trze­ba zerwać z tym nie­zdro­wym nało­giem, wyspać się i wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści. A potem, po całym dniu, zmę­czo­ny przy­cho­dzi do domu i znów zaczy­na pisać.

Czytanki:

Kopciuszek w świecie show-biznesu

Celebrytka Katarzyny Lewcun

Kie­dy Kasia wyda­ła swo­ją dru­gą książ­kę i chcia­ła dać mi w pre­zen­cie jeden z egzem­pla­rzy, zatrzy­ma­łam ją: „nie, dzię­ku­ję – wybio­rę się do skle­pu i kupię two­je dzie­ło”. Bo wie­cie – wypra­wa do księ­gar­ni i naby­cie książ­ki, któ­rą napi­sał ktoś ci bli­ski, jest taką dodat­ko­wą atrak­cją. Nie ma zna­cze­nia, że kasjer dziw­nie się na cie­bie patrzy, gdy uśmie­chasz się od ucha do ucha poda­jąc mu pie­nią­dze i gdy po doko­na­niu zaku­pu tulisz naby­ty egzem­plarz do pier­si, niczym naj­cen­niej­sze­go na świe­cie bia­łe­go kruka.

Nie­ste­ty, jestem kiep­ską przy­ja­ciół­ką. Mija­ły dni, tygo­dnie i mie­sią­ce, a ja nie wywią­zy­wa­łam się ze swo­jej obiet­ni­cy. Wciąż bra­ko­wa­ło cza­su i dobre­go nastro­ju, a księ­gar­nia, choć mija­na codzien­nie, zawsze zda­wa­ła się być nie­wy­god­nie nie po dro­dze. Przy­po­mnia­łam sobie o książ­ce Kasi w ostat­nie waka­cje i posta­no­wi­łam w koń­cu po nią się­gnąć. I rany, aż mi się głu­pio zro­bi­ło, gdy zoba­czy­łam datę wyda­nia: rok 2012. Jak ten czas szyb­ko leci! Myśla­łam, że dopie­ro ubie­głej jesie­ni piłam z Kasią piwo, świę­tu­jąc jej nowy sukces.

Dziś, jak się już pew­nie domy­śla­cie, tema­tem wpi­su będzie książ­ka Kasi – Cele­bryt­ka. Nie w ramach zadość­uczy­nie­nia, za moje guz­dra­nie się z lek­tu­rą. Tyl­ko po pro­stu – ponie­waż jest to książ­ka god­na polecenia.

Czytanki, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Uwierz w tygrysa

Yann Martel: Życie Pi / Life of Pi

Okład­ka, na któ­rej w małej, bia­łej łód­ce, pośrod­ku bez­kre­su morza znaj­du­je się samot­ny czło­wiek oraz tygrys. I tytuł suge­ru­ją­cy, że głów­nym boha­te­rem książ­ki będzie licz­ba Pi. Było w tym wszyst­kim coś absur­dal­ne­go, ale jed­no­cze­śnie intry­gu­ją­ce­go i przyciągającego.

Kil­ka lat temu, kie­dy nie­mal każ­de­go dnia widzia­łam książ­kę za szy­bą witry­ny nie­wiel­kiej księ­gar­ni, któ­rą mija­łam w dro­dze do szko­ły, nie mia­łam cza­su na czy­ta­nie. Ale zarów­no obraz okład­ki, jak i tytuł książ­ki moc­no utkwi­ły mi w pamię­ci. A sama powieść zna­la­zła na liście rze­czy, któ­re chcia­łam pew­ne­go dnia przeczytać.

Ostat­nio zoba­czy­łam zwia­stun fil­mu Życie Pi i stwier­dzi­łam, że przed pój­ściem do kina muszę w koń­cu zapo­znać się z tre­ścią książki.

Słuchając Audiobooka, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Hugh Laurie nie przeczytałby tego lepiej

Sprzedawca broni czytany przez Jarosława Rabendę

Moje­go eks­pe­ry­men­to­wa­nia z audio­bo­oka­mi ciąg dal­szy. Tym razem posta­no­wi­łam spraw­dzić, jak słu­cha się książ­ki, któ­rą – jak­kol­wiek głu­pio by to nie brzmia­ło – wcze­śniej prze­czy­ta­łam na wła­sne oczy. Czy­li Sprze­daw­cę bro­ni Hugh Lau­rie­go. I było to w pew­nym sen­sie rzu­ce­nie się na głę­bo­ką wodę, bo czy­ta­jąc książ­kę, przez cały czas wyobra­ża­łam sobie, że głów­ny boha­ter prze­ma­wia do mnie peł­nym sar­ka­zmu gło­sem Lau­rie­go. Audio­bo­ok musiał więc nie tyl­ko zmie­rzyć się z tym, że nie jestem prze­ko­na­na do ksią­żek czy­ta­nych, ale tak­że z moimi wyobra­że­nia­mi doty­czą­cy­mi gło­su narratora.

Słuchając Audiobooka, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Co słychać w Westeros?

Słuchowisko Gra o Tron

Nie mam cza­su czy­tać ksią­żek. Czu­ję się z tego powo­du strasz­nie źle, ale kur­cze – doba musia­ła­by być dłuż­sza, żebym mogła wygo­spo­da­ro­wać tro­chę cza­su na lek­tu­rę. A że nie jest – z czy­ta­niem jest u mnie napraw­dę krucho.

Kil­ka osób, w tym Gawith, pole­ci­ły mi więc, bym zaczę­ła słu­chać audio­bo­oków. Wzbra­nia­łam się jed­nak przed tym, bo już kie­dyś, daw­no temu, pró­bo­wa­łam zaprzy­jaź­nić się z książ­ką czy­ta­ną i nic cie­ka­we­go z tego nie wyszło.

Kole­żan­ka napraw­dę moc­no zare­kla­mo­wa­ła mi jed­nak Grę o Tron, mówiąc, że nie jest to typo­wy audio­bo­ok czy­ta­ny przez jed­ne­go lek­to­ra, ale słu­cho­wi­sko, w któ­rym każ­dej posta­ci gło­su uży­cza inna oso­ba, a w tle roz­brzmie­wa­ją, odpo­wied­nie dla danej sce­ny, odgło­sy bądź też ścież­ka dźwiękowa.

Posta­no­wi­łam więc dać audio­bo­okom jesz­cze jed­na szan­sę. I o dzi­wo – tym razem słu­cha­nie napraw­dę mnie wciągnęło.