Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Drobna Prywata, Głupie Dyrdymalenie, Szybki Wpis:

Ta dru­ga Joan­na H.

czyli kilka słów o moim sobowtórze

Podob­no gdzieś, na dru­gim koń­cu świa­ta, każ­dy z nas ma swo­je­go sobo­wtó­ra. Ja praw­do­po­dob­nie też, choć do tej pory nigdy go nie spo­tka­łam.

W dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le opo­wiem wam za to o nie­co innym rodza­ju moje­go „klo­na”. I choć dla wie­lu Kowal­skich oraz Nowa­ków opi­sa­na prze­ze mnie sytu­acja nie będzie niczym nie­zwy­kłym, dla mnie jest to zja­wi­sko bar­dzo fascy­nu­ją­ce.

Wiem, że jest ich kil­ka, ale trak­tu­ję je wszyst­kie jako jed­ną oso­bę – tą dru­gą Joan­nę Hoły.


Jej ist­nie­nie odkry­łam w cza­sie stu­diów. Pew­ne­go wie­czo­ru, razem z przy­ja­ciół­ka­mi dys­ku­to­wa­ły­śmy przy piwie o pry­wat­no­ści w sie­ci. Stwier­dzi­łam wte­dy z dumą, że nie mam kon­ta na Face­bo­oku, bo nie chcę odda­wać moich danych Zuc­ker­ber­go­wi. Na to jed­na z przy­ja­ció­łek odpar­ła ze zdzi­wie­niem:

– Ale jak to, prze­cież masz tam zało­żo­ny pro­fil. Nawet doda­łam cię do zna­jo­mych, a ty zaak­cep­to­wa­łaś zapro­sze­nie!


Wte­dy potrak­to­wa­łam to jako zabaw­ne zrzą­dze­nie losu i cie­ka­wost­kę.


Dziw­niej zro­bi­ło się kil­ka lat póź­niej, kie­dy ktoś nie­zna­jo­my przy­słał mi na maila skan „moje­go” dowo­du oso­bi­ste­go.

Druga Joanna skan

Zaska­ku­ją­ce było nie tyl­ko to, że gdzieś w Pol­sce żyje Joan­na, któ­ra ma pra­wie takie samo nazwi­sko, jak ja i bar­dzo podob­ny adres mailo­wy, to przede wszyst­kim to, że uro­dzi­ła się ona dokład­nie tego same­go dnia, co ja. Z tym, że dwa lata wcze­śniej.


A sko­ro przy e-mailu jeste­śmy, to wła­śnie dzię­ki nie­mu od jakie­goś cza­su zupeł­nie nie­za­mie­rze­nie śle­dzę jej poczy­na­nia.


Nie wiem, czy to ona spe­cjal­nie poda­je mój adres mailo­wy zamiast swo­je­go, czy też całe zamie­sza­nie wyni­ka z tego, że dziew­czy­na wszyst­kie te adre­sy popraw­nie wpi­su­je w papie­ro­we for­mu­la­rze, a potem ktoś inny przez nie­uwa­gę błęd­nie wpro­wa­dza je do kom­pu­te­ra.


W każ­dym razie: nie­ustan­nie otrzy­mu­ję wia­do­mo­ści z hote­li w Pra­dze, Ber­li­nie, Lon­dy­nie oraz z innych, cza­do­wych miejsc, z zapy­ta­niem, jak podo­bał mi się pobyt i czy odwie­dzę ich ponow­nie.


Cza­sem z powo­du tych maili myślę sobie, że ta dru­ga Joan­na ma cie­kaw­sze życie ode mnie i tro­chę jej zazdrosz­czę.

Ale cza­sem, odwrot­nie – zasta­na­wiam się, czy ona też wie o moim ist­nie­niu, i czy z zazdro­ścią nie podzi­wia rze­czy, któ­ry­mi sama chwa­lę się w inter­ne­cie.


A może jest też tak, że dener­wu­je ją to, iż to ja jestem w sie­ci bar­dziej aktyw­na i jako pierw­sza wyska­ku­ję w Google? Może wku­rza się za każ­dym razem, kie­dy ktoś pyta ją o Dyr­dy­ma­ły, Wil­lia­ma Ficht­ne­ra lub Dok­to­ra Who. I stwier­dza wte­dy z nie­ukry­wa­ną iry­ta­cją: „to nie ja, to ta dru­ga Joan­na Hoły!”


Czy prze­kli­na mnie, kie­dy nie dosta­nie maila z hote­lu, w któ­rym miesz­ka­ła, bo ktoś źle prze­pi­sał jej adres mailo­wy z papie­ro­we­go for­mu­la­rza?


A co, jeśli się pode mnie pod­szy­wa? Kto wie, może mówi innym, że to ona pisze Dyr­dy­ma­ły i wła­śnie dzię­ki temu dosta­ła pra­cę, za spra­wą któ­rej może teraz podró­żo­wać po całej Euro­pie?


Choć oczy­wi­ście rów­nie praw­do­po­dob­ne jest też to, że wszyst­kie te moje gdy­ba­nia nijak mają się do rze­czy­wi­sto­ści.


W każ­dym razie, teraz już wie­cie: nie jestem jedy­ną Joan­ną Hoły w inter­ne­cie. Choć z tego co wiem, póki co na świe­cie nie ma żad­nej innej Hoł­ki. :)


Tak, jak napi­sa­łam: nie wiem dokład­nie, ile tych innych Joann Hoły i Holy jest. Ale wszyst­kim im życzę dziś wszyst­kie­go dobre­go. A jeśli przy­pad­kiem któ­raś z was czy­ta tego Dyr­dy­ma­ła – nie wstydź się i daj znać, że ist­nie­jesz!

No i nie­co wyraź­niej zapi­suj swój adres mailo­wy, by wia­do­mo­ści do cie­bie, nie tra­fia­ły cały czas na moją skrzyn­kę pocz­to­wą. ;)

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Face­bo­ok