Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wielka Geekowa Przygoda:

Tropem Doktora

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień pierwszy, część II

Piątek, godz­i­na 10:30 rano, cza­su londyńskiego – to był jedyny pasu­ją­cy mi ter­min, orga­ni­zowanej przez Brit Movie Tours, pieszej wyciecz­ki po Lon­dynie, ślada­mi Dok­to­ra Who. Pod­czas planowa­nia mojej wyprawy do Wielkiej Bry­tanii bałam się, że nie uda mi się staw­ić w miejs­cu zbiór­ki na czas, ale jak mogliś­cie przeczy­tać we wczo­ra­jszym Dyrdy­male – wszys­tko poszło po mojej myśli, a nawet lep­iej! I dzię­ki temu nie tylko miałam przy­jem­ność uczest­niczyć w tej wycieczce, ale też dziś mogę wam opisać, jak ona wyglą­dała!

PS. Dla lep­szego efek­tu pod­czas czy­ta­nia może­cie włączyć (złożoną przeze mnie) playlistę ze ścieżką dźwiękową z Dok­to­ra Who. ;)

Kraina Caffè Nero

Zan­im prze­jdę do konkretów, muszę wspom­nieć o czymś innym, trochę ku prze­strodze. Punkt zbiór­ki wyciecz­ki ślada­mi Dok­to­ra Who zna­j­dował się na stacji kole­jowej Lon­don Bridge, pod kaw­iarnią Caf­fè Nero. Staw­iłam się w wyz­nac­zonym punkcie jak­iś kwad­rans przed cza­sem, zad­owolona z siebie, że się nie spóźniłam. Dobry humor nie trwał jed­nak dłu­go, bo min­u­ty mijały, a poza mną pod Caf­fè Nero nie pojaw­iał się nikt inny. W końcu nieco zaniepoko­jona zapy­tałam jed­ną z eks­pe­di­en­tek w kaw­iarni, czy to stąd wyrusza­ją wyciecz­ki ślada­mi Dok­to­ra Who. Pani eks­pe­di­en­t­ka stwierdz­iła, że nigdy nawet nie słysza­ła o takich wycieczkach. A potem dodała, że na stacji Lon­don Bridge zna­j­du­je się jeszcze jed­no Caf­fè Nero!!!

Z pręd­koś­cią błyskaw­icy prze­biegłam przez cały dworzec i tak – okaza­ło się, że punkt zbiór­ki był pod tym drugim Caf­fè Nero.


W Lon­dynie Caf­fè Nero zna­j­du­je się bowiem niemal na każdym rogu. Nawet zagęszcze­nie budek z kebaba­mi w Krakowie jest mniejsze od częs­totli­woś­ci z jaką na londyńs­kich uli­cach moż­na zobaczyć kaw­iarnie tej firmy. Dlat­ego, jeśli kiedykol­wiek będziecie się z kimś umaw­iać w Lon­dynie na spotkanie, lep­iej nie mów­cie „widz­imy się pod Caf­fè Nero”. A jeśli ktoś umówi się na spotkanie pod Caf­fè Nero z wami – dwa razy sprawdź­cie, czy trafil­iś­cie pod właś­ci­wą kaw­iarnię tego typu!

Craig i spółka

Tak więc nieco zmachana, dotarłam w ostat­niej chwili do punk­tu zbiór­ki. Gru­pa wycieczkow­iczów składała się z około dziesię­ciu osób, niemal samych dziew­czyn. W ich gronie wyglą­dałam na najwięk­szą fankę Dok­to­ra, bo jako jedy­na miałam koszulkę naw­iązu­jącą do seri­alu.

Nasz prze­wod­nik – młody, chudy*, uśmiech­nię­ty od ucha do ucha i uzbro­jony w śrubokręt son­iczny Dwu­nastego Dok­to­ra**, chłopak imie­niem Craig, na początku pouczył nas (po ang­iel­sku) „uważa­j­cie pod­czas prze­chodzenia przez jezd­nię – głu­pio by było, gdy­by ktoś z was wpadł pod samochód i resz­ta musi­ała potem czekać, aż się zre­generu­je­cie”. A to był zaled­wie pier­wszy z jego wielu absurdal­no-dok­torowych żartów. Inny­mi słowy – Craig był spoko!

Craig - Doctor Who Tour Guide

Na wypadek, jak­byś­cie chcieli wiedzieć: tak wyglą­dał prze­wod­nik wyciecz­ki – Craig, jego śrubokręt son­iczny i moja, dok­torowa koszul­ka. ;)

Martwiłam się, że nie będę kojarzyła wszys­t­kich miejsc, jakie zobaczę pod­czas wyciecz­ki, ale Craig miał ze sobą plik print-screenów z seri­alu, które pokazy­wał jako dowód, że dane miejsce naprawdę pojaw­iło się w Doc­tor Who. To bard­zo odświeżało pamięć.

Bałam się też, że będziemy zwiedzać jakieś zaka­mar­ki Lon­dynu, tym­cza­sem okaza­ło się, że jeśli już Dok­tor odwiedza stolicę Anglii, chodzi główny­mi uli­ca­mi, dzię­ki czemu pod­czas wyciecz­ki zobaczyłam masę charak­terysty­cznych punk­tów mias­ta. A nasz prze­wod­nik opowiadał nam nie tylko o seri­alu, ale też o his­torii otacza­ją­cych nas miejsc.


* Zauważyłam, że w Wielkiej Bry­tanii wielu ludzi jest szczupłych, ale w taki ład­ny, nieco arys­tokraty­czny sposób.

** Co było trochę dzi­wne, bo jak się potem dowiedzi­ałam – ulu­bionym Dok­torem Craiga był Jede­nasty. A ulu­biony­mi towarzysza­mi – Pon­dowie.

Doktor i wieżowce

Na początku wyciecz­ki dowiedzi­ałam się od Craiga, że choć londyńskie dra­pacze chmur mają swo­je ofic­jalne nazwy, to nikt ich nie uży­wa, bo mieszkań­cy mias­ta nadali każde­mu z tych budynków przezwisko. Nad Lon­dynem góru­ją więc wieżow­ce takie jak Kon­ser­wa Mięs­na (Can of Ham), Kor­niszon (Gherkin), Tar­ka do Sera (Cheeseg­rater) albo Walkie-Talkie. Z tego też powodu budown­ic­zowie wspom­ni­anego wczo­raj The Shard nie nadali budynkowi poważnie brzmiącej nazwy, tylko od razu nazwali go przezwiskiem – shard oznacza bowiem odłamek szkła.

Cheesegrater and Walkie-Talkie

Na zdję­ciu widać Tarkę do Sera i Walkie-Talkie.

Ciekaw­ie było się też dowiedzieć jak kręce­nie Dok­to­ra Who w Lon­dynie wyglą­da od kulis. Przykład­owo kiedy w seri­alu widz­imy ludzi przechadza­ją­cych się po uli­cy, zazwyczaj są to prawdzi­wi prze­chod­nie, bo BBC w takich przy­pad­kach nie mar­nu­je pieniędzy na zatrud­ni­an­ie statys­tów. Chy­ba, że prze­chod­nie mają za zadanie uciekać przed kos­mi­ta­mi – w takiej sytu­acji przed kamerą musza pojaw­ić się prawdzi­wi aktorzy, bo z jakiegoś dzi­wnego powodu zwykłych londyńczyków zupełnie nie prz­er­aża widok pot­worów na uli­cy.

A czy twór­cy seri­alu nie martwią się o to, że pod­czas kręce­nia zdjęć w plen­erze wyciekną jakieś spoil­ery? Jak się okazu­je, ciężko jest bez zna­jo­moś­ci kon­tek­stu (czyli fabuły całego odcin­ka) domyślić się znaczenia poje­dynczej sce­ny. I przykład­owo kiedy Matt Smith, czyli Jede­nasty Dok­tor, jeźdz­ił na motorze pod The Shard, świad­kowie tego zdarzenia byli przeko­nani, że odcinek, w którym pojawi się ta sce­na, będzie opowiadał o Igrzyskach Olimpi­js­kich, które w 2012 roku miały miejsce w Lon­dynie. Tym­cza­sem uję­cia z moto­cyk­lem wyko­rzys­tano w epi­zodzie The Bells of Saint John, który z Igrzyska­mi nie miał niczego wspól­nego!

The Shard

Urocze było to, że Craig co jak­iś czas mówił rzeczy w sty­lu „Tak naprawdę Matt Smith nie jeźdz­ił na motorze po ścian­ie The Shard”.

Doktor nad Tamizą

Spod The Shard pos­zliśmy w stronę Tamizy, po drodze mija­jąc kil­ka innych miejsc związanych z Doc­tor Who. W prze­jś­ciu podziem­nym obe­jrzeliśmy płasko­rzeźbę upamięt­ni­a­jącą odby­wa­jące się od XV do XIX wieku zimowe jar­mar­ki na zamarzniętej Tamizie. Potem zatrzy­mal­iśmy się pod Kat­e­drą w South­wark, która teo­re­ty­cznie pojaw­iła się w seri­alu (w trze­ciej serii, w odcinku The Lazarus Exper­i­ment), choć prak­ty­cznie zagrał ją jeden z budynków w Cardiff, które­mu kom­put­erowo dok­le­jono górną część prawdzi­wej kat­edry.

Southwark Cathedral

Zazwyczaj filmy i seri­ale pod­krę­ca­ją rzeczy­wis­tość. W przy­pad­ku Kat­edry w South­wark prawdzi­wy budynek wyglą­dał ład­niej, niż w Doc­tor Who.

Dalej, dep­takiem wzdłuż połud­niowego brzegu Tamizy, wędrowal­iśmy na zachód. Pogo­da była ide­al­na – nie za ciepło, nie za zim­no, a błęk­itne, upstr­zone niewielki­mi, postrzę­pi­ony­mi chmu­ra­mi niebo spraw­iało, że Lon­dyn prezen­tował się pięknie. Gapiłam się na rozpościer­a­jącą się przede mną panoramę mias­ta z rozdzi­aw­iony­mi usta­mi – tak wspaniale i wręcz niere­al­nie to wszys­tko wyglą­dało!

beautiful London

Pogo­da była tak pięk­na, że miałam ochotę robić jed­no zdję­cie za drugim. Ale nie robiłam, bo po pier­wsze wiedzi­ałam, że aparat nie odda, jak ład­nie wszys­tko wyglą­dało (i miałam rację – nie odd­ał). Po drugie w internecie jest masa równie ślicznych, a nawet ład­niejszych zdjęć od moich (bo jest!). I wresz­cie po trze­cie – najważniejsze – chci­ałam oglą­dać Lon­dyn na własne oczy, a nie przez obiek­tyw aparatu.

Craig zatrzy­mał się. Oder­wałam wzrok od Tamizy i patrzę – po mojej lewej stoi Teatr Globe! How cool is that?! Wysłucham opowieś­ci naszego prze­wod­ni­ka na tem­at budynku, w której his­to­ryczne fak­ty znów przeplatały się z cieka­wostka­mi doty­czą­cy­mi Dok­to­ra (ekipa Dok­to­ra Who była pier­wszą, jakiej poz­wolono na fil­mowanie wewnątrz Teatru Globe – sce­ny tam nakrę­cone pojaw­iły się w trze­ciej serii, w odcinku The Shake­speare Code).

Globe Theatre

Niby nie jaram się Szek­spirem i wiem, że ten budynek jest wybu­dowaną w 1997 roku rep­liką (człowiek czu­je się staro, kiedy nawet „his­to­ryczne” budyn­ki są młod­sze od niego!), niem­niej fajnie było prze­by­wać w takiej okol­i­cy.

A potem Craig wskazał na budynek zna­j­du­ją­cy się po lewej od Globe i powiedzi­ał: „a tu David Ten­nant miał wese­le”. I nagle miejsce, które wydawało mi się cool stało się jeszcze bardziej cool!

The Swan at Shakespeare's Globe

Kiedy myśli się o ślubach cele­bry­tów, ocza­mi wyobraźni widzi się imprezę na tysiąc osób orga­ni­zowaną w pałacu lub bardziej po amerykańsku – pod gołym niebem, w dużym parku (lub w wer­sji com­bo: w pałacu z dużym parkiem).

Tym­cza­sem Ten­nant miał wese­le w miejs­cu, które co praw­da jest położone w imponu­jącej okol­i­cy (a sto­lik (nie wspom­i­na­jąc o sali wesel­nej!) trze­ba pewnie rez­er­wować na dłu­go przed ter­minem), ale jed­nocześnie prezen­tu­je się bard­zo skrom­nie (i raczej nie pomieś­ci tysią­ca osób… no chy­ba, że w środ­ku jest jak TARDIS ;)

Spod Teatru Globe przes­zliśmy na Mil­len­ni­um Bridge. To miejsce także ma swo­ją nie­ofic­jal­ną ksy­wkę – Wob­bly Bridge, czyli Rozbu­jany Most. Czemu? Otóż zaraz po jego otwar­ciu, chodzą­cy po moś­cie piesi nieumyśl­nie rozbu­jali go tak bard­zo, że praw­ie się zawal­ił. Przez następ­ne dwa lata most był zamknię­ty, jego kon­strukcję popraw­iano. Ter­az moż­na już po nim chodz­ić bez­piecznie, choć cią­gle czuć, że lekko się buja.

St Paul's Cathedral from Millennium Bridge

Staty­cz­na Kat­e­dra św. Pawła widziana z Rozbu­janego Mostu (czy wspom­i­nałam już, że pod­czas mojego poby­tu w Lon­dynie była bajecznie pięk­na pogo­da?).

Doktor w centrum Londynu

Dep­tak z Mil­len­ni­um Bridge prowadzi pros­to pod Kat­e­drę św. Pawła. Tutaj Craig także miał dla nas masę his­to­ryczno-dok­torowych cieka­wostek. Po pier­wsze, kiedy w finale ósmej serii Dok­tor spotkał się z Mis­sy na dep­taku przed Kat­e­drą, w miejs­cu tym stała czer­wona, londyńs­ka bud­ka tele­fon­icz­na. Rzecz w tym, że tak naprawdę taka bud­ka tam nie stoi, przez co fani seri­alu wys­nuli teorię, że bud­ka tele­fon­icz­na była TARDIS należą­cym do Mis­sy. Twór­ca seri­alu, Steven Mof­fat, zde­men­tował jed­nak tę plotkę, obec­ność bud­ki tele­fon­icznej tłu­macząc tym, że dzię­ki niej całe uję­cie wyglą­dało po pros­tu bardziej bry­tyjsko.

Doctor Who - Missy's TARDIS

Niby wyjaśnie­nie Mof­fa­ta ma sens, ale z drugiej strony facet jest trollem, które­mu nie należy ufać, więc może czer­wona bud­ka tele­fon­icz­na to naprawdę TARDIS?

źródło: DVD­bash

Dru­ga cieka­wost­ka: w tym samym odcinku Doc­tor Who kop­uła Kat­edry św. Pawła otworzyła się niczym pąk kwiatu, co jak wyjaśnił Craig – nie było­by możli­we. I to nie z powodu tego, że w Kat­e­drze nie zna­j­du­je się taj­na kryjówka Cyber­manów! Okazu­je się bowiem, że w wyniku wstrząsów spowodowanych bom­bar­dowa­ni­a­mi Lon­dynu w trak­cie II Wojny Świa­towej, ściany Kat­edry pękły tuż pod kop­ułą, przez co w obec­nej chwili leży ona na resz­cie budynku, ale nie jest z nim połąc­zona. Co z kolei powodu­je, że gdy­by otworzyła się ona tak, jak w Doc­tor Who, to odpadła­by od resz­ty Kat­edry.

Doctor Who - St Paul's Cathedral

Nie, prawdzi­wa kop­uła nad Kat­e­drą św. Pawła nie potrafi tak zro­bić.

źródło: Bri­an of Mor­bius

Pod Kat­e­drą św. Pawła wsiedliśmy do auto­busu (oczy­wiś­cie takiego prawdzi­wego, londyńskiego – czer­wonego i dwupiętrowego) i pod­jechal­iśmy pod Trafal­gar Square. Z tym miejscem także wiąże się kil­ka ciekawych his­torii. Po pier­wsze na skra­ju placu zna­j­du­je się niewiel­ki budynek. Ter­az służy za składzik, który jest po sufit wypchany kar­ton­a­mi. Kiedyś nato­mi­ast był to najm­niejszy w Wielkiej Bry­tanii posterunek policji, który stał się inspiracją dla pow­sta­nia niebies­kich, pol­i­cyjnych budek tele­fon­icznych.

Police Box

Zdję­cie wykon­ałam trochę później, wiec­zorową porą, ponieważ za dnia na schod­kach przed posterunk­iem cały czas siedzieli turyś­ci.

Dru­ga cieka­wost­ka jest taka, że kiedy w jed­nym z odcinków Clas­sic Who (nie mam zielonego poję­cia, w którym) na Trafal­gar Square pojaw­ili się Dalekowie, rozstaw­ili się oni na słyn­nym placu w dość, hmm… specy­ficzny sposób. Jak potem odkryli fani – każdy z Daleków stał nad studzienką ściekową. Czemu? Ponieważ BBC w tam­tych cza­sach nie do koń­ca prze­j­mowało się przepisa­mi BHP (a zwłaszcza tym, co kry­je się za literką „H”) i bied­ni oper­a­torzy Daleków (czyli członkowie ekipy fil­mowej, którzy siedzieli wewnątrz Daleków i nimi porusza­li) nie mieli prz­erw na wychodze­nie do toale­ty.

Daleks on Trafalgar Square

Pracuj w telewiz­ji, mówili. Będzie fajnie – mówili…

źródło: BBC

I ostat­nia cieka­wost­ka: artys­ta, który wykon­ał rzeź­by lwów pod Kolum­ną Nel­sona nigdy nie widzi­ał na oczy prawdzi­wego lwa. I – jak to sko­men­tował Craig – te lwy są tak naprawdę psa­mi w perukach (nawet sapią, jak psy – lwy tak nie robią).

Trafalgar Square Lion

Bez wzglę­du na to, jaki to zwierz – wyglą­da imponu­ją­co!

Po chwili na odpoczynek i zdję­cia na Trafal­gar Square, Craig poprowadz­ił nas dalej. Po drodze przes­zliśmy przez White­hall Gar­dens i wspom­i­nam o tym tylko po to, by napisać wam o rzeczy, która najbardziej zdzi­wiła mnie w Wielkiej Bry­tanii. Albo nie, zan­im cokol­wiek napiszę, spójrz­cie na tę fotografię:

Whitehall Gardens

Zagad­ka: co na zdję­ciu nie pasu­je do stereo­ty­powego, ang­iel­skiego kra­jo­brazu?

Palmy! To najbardziej zaskoczyło mnie w Lon­dynie! Kto by pomyślał, że w Anglii może coś takiego ros­nąć! I choć palmy nie są domin­u­ją­cym ele­mentem miejs­cowej fauny, to jed­nak rośnie ich tam całkiem sporo. Momen­ta­mi moż­na poczuć się niemal, jak na Karaibach.

Doktor znowu nad Tamizą

Pod koniec wyciecz­ki z powrotem znaleźliśmy się nad Tamizą. Zatrzy­mal­iśmy się pod Pom­nikiem RAF, czyli miejs­cu, w którym wylą­dował TARDIS po tym, jak Rose wsi­adła do niego po raz pier­wszy. I stal­iśmy tam z pół godziny, słucha­jąc kole­jnych, fas­cynu­ją­cych opowieś­ci Craiga.

Dowiedzi­ałam się między inny­mi, że kiedy w pier­wszej serii Doc­tor Who, w odcinku Aliens of Lon­don, telewiz­yjny reporter relacjonował, że statek kos­mitów rozbił się na Tamizie, był on krę­cony w taki sposób, że kam­era była skierowana na północ. Czemu? Ponieważ dzi­en­nikarz poin­for­mował, iż obcy ura­towany z wraku statku został przewieziony do najbliższego szpi­ta­la, który zna­j­dował się gdzieś, w Lon­dynie (choć w rzeczy­wis­toś­ci był w Cardiff). Rzecz w tym, że gdy­by kam­era została odwró­cona na połud­nie, okaza­ło­by się, że najbliższy szpi­tal zna­j­dował się… za ple­ca­mi pana reportera. I przy okazji jest to ten sam szpi­tal, który wylą­dował na księży­cu w pier­wszym odcinku trze­ciej serii!

Judoon platoon upon the Moon

Judoon pla­toon upon the Moon – podob­no David Ten­nant miał prob­lem z wypowiedze­niem tego zda­nia, bo cią­gle mówił je ze szkockim akcen­tem.

A poza tym, jak widzi­cie – koniec końców szpi­tal został z księży­ca tele­por­towany z powrotem na Ziemię i stoi w Lon­dynie do tej pory. ;)

Najbardziej rozbaw­iły mnie nato­mi­ast infor­ma­c­je doty­czące Lon­don Eye. Okazu­je się bowiem, że słyn­ny dia­bel­s­ki młyn jest chro­niony pewnego rodza­ju zas­trzeżonym znakiem towarowym. Oznacza to, że jeśli ktoś chce pokazać go w filmie lub seri­alu musi uzyskać na to zgodę. I jak­by tego było mało, pokazy­wanie Lon­don Eye w takich pro­dukc­jach wiąże się z pewny­mi obostrzeni­a­mi. Dia­bel­s­ki młyn nie może zostać między inny­mi wysad­zony w powi­etrze albo odpaść z rusz­towa­nia i toczyć się po Tamizie. Co więcej, w fil­mach i seri­alach nie moż­na też pokazy­wać tego, że w gon­do­lach Lon­don Eye ktoś zaży­wał narko­ty­ki lub został zamor­dowany. Znów przy­tacza­jąc słowa Craiga – z Lon­don Eye nie moż­na robić żad­nych fajnych i zabawnych rzeczy.

London Eye

Kusiło mnie, by dodać do tego zdję­cia jakieś wybuchy, ale ponieważ chci­ałabym jeszcze kiedyś odwiedz­ić Lon­dyn, nie będę drażnić Bry­tyjczyków, bo jeszcze za taką zniewagę Lon­don Eye zabronili­by mi przy­jeżdżać do Anglii.

Wraca­jąc do Dok­to­ra Who – pod­czas sta­nia pod Pom­nikiem RAF i patrzenia na Lon­don Eye zdałam sobie sprawę z pewnej śmiesznej rzeczy. Otóż, żeby spod wspom­ni­anego Pom­ni­ka prze­jść pod dia­bel­s­ki młyn, trze­ba pokon­ać dość dużą odległość (Google pokazu­je, że około kilo­me­tra). Tym­cza­sem w pier­wszym odcinku New Who, Dok­tor i Rose prze­biegli tą trasę z uśmiechem na ustach, zupełnie nie łapiąc przy tym zadysz­ki. Jak widzi­cie, bie­ga­nia w tym seri­alu jest cza­sem dużo więcej, niż mogło­by się na pier­wszy rzut oka wydawać. I nic dzi­wnego, że Dok­tor ma dwa ser­ducha, sko­ro musi pokony­wać takie maratony!

Ciąg dalszy nastąpi…

Cud­ow­na wyciecz­ka ślada­mi Dok­to­ra Who dobiegła koń­ca, ale mój pier­wszy dzień poby­tu w Lon­dynie minął dopiero w połowie (wyciecz­ka trwała mniej więcej dwie i pół godziny, do pier­wszej po połud­niu). Co zwiedz­iłam później? Chci­ałabym wam o tym opowiedzieć już ter­az, ale jak widzi­cie – Dyrdy­mał jest już trochę dłu­gi, dlat­ego z dal­szą relacją mojej Wielkiej, Geekowej Przy­gody muszę wstrzy­mać się do jutra.


I już zupełnie na koniec: gdy­byś­cie chcieli kiedyś prze­jść Lon­dyn ślada­mi Dok­to­ra tak samo, jak ja – tutaj macie trasę wyciecz­ki. Przy czym z całego ser­ca pole­cam wam wyna­jąć prze­wod­ni­ka z Brit Movie Tours, bo bez niego straci­cie połowę zabawy!

PS. Pytanie do osób nie oglą­da­ją­cych Dok­to­ra Who – jak się wam podobała, ułożona przeze mnie, playlista ze ścieżką dźwiękową z seri­alu? :)

Great, Geek Adventure

Wielka, Geekowa Przygoda – pozostałe wpisy:

Więcej zdjęć z Wielkiej Bry­tanii
możesz zobaczyć w galerii!

O ile nie zostało stwierd­zone inaczej, zdję­cia ilus­tru­jące wpis są mojego autorstwa lub też (jeśli ja się na nich zna­j­du­ję), wykon­ali je anon­i­mowi, dobrzy ludzie, których spotkałam na swo­jej drodze. :)

  • Pingback: Spontaniczny prezent, który trzeba było zaplanować | Dyrdymały()

  • Katarzy­na Lew­cun

    Zakocha­lam sie w waszym prze­wod­niku! Jaki fajny dzieci­ak! ;)

  • Mar­lena Bier

    Tak właśnie pode­jrze­wałam, że ten tajem­niczy punkt pro­gra­mu doty­czył Dok­to­ra, ale nie spodziewałam się, że jest taki fan­tasty­czny! W sum­ie to zabawne, wiesz… Nie miałam bladego poję­cia, że są wyciecz­ki ślada­mi „Doc­tor Who”, choć wiedzi­ałam na przykład, że moż­na Lon­dyn zwiedzać ślada­mi Kuby Ropzpruwacza :P Super, że moż­na zapisać się na takie zwiedzanie z prze­wod­nikiem, bo samemu trud­no było­by to pewnie wszys­tko wyła­pać, nie mówiąc o tym, że wyglą­da na to, iż dowiedzi­ałaś się przy okazji całej masy cieka­wostek :D Podobał mi się też humor prze­wod­ni­ka (uwa­ga o regen­er­acji serio mnie rozbaw­iła :D i to, co powiedzi­ał o londyńs­kich dra­paczach chmur :) ) To jest właśnie nieoce­niony plus obcow­a­nia z „tubyl­ca­mi”, gdy się wyjeżdża za granicę :) Dzięku­ję, że podzieliłaś się tylo­ma dok­torowy­mi cieka­wostka­mi, nie sądzę, żebym kiedyś słysza­ła o więk­szoś­ci tych rzeczy :D Już chy­ba trochę rozu­miem dlaczego chodz­iłaś po Lon­dynie z sza­lonym uśmiechem na twarzy :) A swo­ją drogą, to ciekawe jak wiele znaczy David Ten­nant dla „Doc­tor Who”, sko­ro prze­wod­nik wskazu­je miejsce gdzie miał wese­le ;P Rzeczy­wiś­cie, cho­ci­aż niezwykłe, wyglą­da ono na niewielkie, jak na taką uroczys­tość, hi hi :)

    Tak na koniec, Dok­tor Dok­torem, ale… widzi­ałaś Teatr Globe?!!! Och, być tam tak blisko… :) Tak, tak, wiado­mo że to nie dokład­nie ten sam, w którym sam wieszcz staw­iał swe stopy, ale wiem, że na pewno unosi się tam jego duch… Trud­no było­by mnie oder­wać od tego miejs­ca ;)

    Ps. Podo­ba mi się, że podzieliłaś Dyrdy­mały z Lon­dynu na częś­ci, bo czy­ta się jak dobry ser­i­al hehe :)

    • Nie miałam bladego poję­cia, że są wyciecz­ki ślada­mi „Doc­tor Who”

      Brit Movie Tours orga­nizu­je masę fajnych wycieczek (pieszych i autokarowych) ślada­mi filmów i seri­ali, więc jeśli kiedyś będziesz miała okazję odwiedz­ić Wielką Bry­tanię – przyjrzyj się ich ofer­cie, bo a nuż któraś z tych wypraw cię zain­tere­su­je. Jedynym minusem jest to, że oni nie orga­nizu­ją takich wycieczek codzi­en­nie, więc np. nie mogłam sobie poz­wolić na podob­ny spac­er z prze­wod­nikiem po Cardiff, bo żaden z ter­minów takiej wyciecz­ki mi nie pasował.

      A swo­ją drogą, to ciekawe jak wiele znaczy David Ten­nant dla „Doc­tor Who”, sko­ro prze­wod­nik wskazu­je miejsce gdzie miał wese­le ;P

      Myślę, że aku­rat tam­ta wzmi­an­ka o Ten­nan­cie wynikała tylko z tego, że aku­rat prze­chodzil­iśmy w pobliżu tej restau­racji. ;)

      widzi­ałaś Teatr Globe?!!! […] Tak, tak, wiado­mo że to nie dokład­nie ten sam, w którym sam wieszcz staw­iał swe stopy[…]… Trud­no było­by mnie oder­wać od tego miejs­ca ;)

      Pomi­ja­jąc to, że prawdzi­wy Teatr Globe kil­ka razy spłonął i potem był odbu­dowywany, zna­j­dował się on też dużo dalej od Tamizy (inaczej był­by zale­wany przez każdy przypływ).

      Jeśli chodzi o mnie, to tylko przeszłam obok Teatru Globe, nie wchodz­iłam do środ­ka. Niem­niej Craig mówił, że na przed­staw­ienia w tym miejs­cu warto się wybrać, bo są fajnie zro­bione (tyle, że Teatr nie ma dachu, więc lep­iej być na spek­tak­lu wtedy, kiedy jest ład­na pogo­da). Dlat­ego, jeśli kiedyś będziesz miała możli­wość – odwiedź to miejsce koniecznie! ;)

      • Mar­lena Bier

        Właśnie zajrza­łam, za pomocą linku z Two­jego Dyrdy­mała na stronę Brit Movies Tour i rzeczy­wiś­cie wyglą­da­ją one naprawdę intere­su­ją­co. Jestem bard­zo zaskoc­zona bogactwem ofer­ty :) Swo­ją drogą, jestem też zaskoc­zona, że aż tyle rzeczy się kre­ci w Lon­dynie. Pewnie widok ekipy fil­mowej jest dla jego mieszkańców czymś praw­ie tak samo “nor­mal­nym” jak wszę­dobylscy turyś­ci ;P

        ” Dlat­ego, jeśli kiedyś będziesz miała możli­wość – odwiedź to miejsce koniecznie! ;)”
        Wiem, że współczes­ny Teatr Globe jest tylko rep­liką, choć bard­zo wiernie odw­zorowaną, ale dla takich zwar­i­owanych miłośników Szek­spi­ra jak ja to bard­zo sym­bol­iczne miejsce, przypraw­ia­jące conam­niej o szyb­sze bicie ser­ca :) Nieste­ty, ja je znam tylko z pocztówek i zdjęć dlat­ego zaz­droszczę nawet prze­chodzenia obok :D Ale wiesz, pięknie udowad­ni­asz, że marzenia są właśnie od tego, żeby je speł­ni­ać, więc może kiedyś… :D

        • Życzę ci, żeby two­je marzenia także się spełniły, i żebyś kiedyś przeżyła równie wspani­ałą, londyńską przy­godę, jak ja! :)

  • Pingback: Londyn nieznany? | Dyrdymały()

  • Pingback: Bezcelowy spacer po Londynie | Dyrdymały()

  • Pingback: W Królestwie Niesamowitości | Dyrdymały()

  • Pingback: W poszukiwaniu tajnej bazy Torchwood | Dyrdymały()

  • Pingback: W tych kamieniach śpiewa historia | Dyrdymały()

  • Pingback: Miasto na miarę człowieka | Dyrdymały()