Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Słuchając Audiobooka:

Poczytaj mi jeszcze, panie Tennant!

Audiobooki ze szkockim akcentem

Wie­cie, co jest naj­więk­szą zale­tą i jed­no­cze­śnie wadą audio­bo­oków? Oso­ba, któ­ra je czy­ta. Wspa­nia­ły lek­tor spra­wi, że nie będzie­my potra­fi­li ode­rwać się od słu­cha­nia nawet mega nud­nej książ­ki, kiep­ski – ana­lo­gicz­nie – świet­ny tek­st może uczy­nić nie­zdat­nym do przy­swo­je­nia.

W dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le opo­wiem wam o moim ulu­bio­nym czy­ta­czu audio­bo­oków – Davi­dzie Ten­nan­cie.

Kim jest Tennant?

David Ten­nant to pocho­dzą­cy ze Szko­cji, bar­dzo uta­len­to­wa­ny aktor fil­mo­wo-seria­lo­wo-teatral­ny. Nie uda­ło mu się co praw­da (jesz­cze) zdo­być dużej sła­wy w Hol­ly­wo­od, przez co więk­szo­ść pol­ski­ch widzów może go nie koja­rzyć, jed­nak­że w Wiel­kiej Bry­ta­nii jest on dość zna­ną oso­bą.

Nie będę się tu roz­wo­dzić nad aktor­skim talen­tem Ten­nan­ta zwłasz­cza, że zro­bi­łam to już kie­dyś na Dyr­dy­ma­ła­ch Fil­mo­wo-Seria­lo­wy­ch. Muszę jed­nak napi­sać o jed­nej rze­czy. Kie­dy za spra­wą Dok­to­ra Who odkry­łam Ten­nan­ta, zachwy­ci­ła mnie nie tyl­ko jego gra aktor­ska, ale tak­że spo­sób, w jaki wypo­wia­dał sło­wa. Jak­kol­wiek głu­pio by to nie zabrzmia­ło: facet po pro­stu bawił się języ­kiem – akcen­to­wał nie te syla­by, co trze­ba, wyraź­nie wypo­wia­dał spół­gło­ski, któ­re powin­ny być pra­wie bez­dź­więcz­ne albo prze­cią­gał samo­gło­ski. Przy czym spo­sób, w jaki Ten­nant mówił nie był cha­otycz­ny. Prze­ciw­nie, jego wypo­wie­dzi zyski­wa­ły przy­ku­wa­ją­cy uwa­gę, miły dla ucha rytm.

Zawodowy lektor?

Nie jestem jedy­ną oso­bą, któ­rej spo­sób mówie­nia Ten­nan­ta wpa­dł w ucho. Lista tytu­łów, w któ­ry­ch aktor uży­czył swo­je­go gło­su, jest tak samo dłu­ga, jak ilo­ść fil­mów i seria­li, w któ­ry­ch wystą­pił. Szkot mię­dzy inny­mi dub­bin­gu­je ani­ma­cje dla dzie­ci, wystę­pu­je w słu­cho­wi­ska­ch radio­wy­ch i robi za Kry­sty­nę Czu­bów­nę, czy­li jest nar­ra­to­rem fil­mów doku­men­tal­ny­ch (przy czym, choć uwiel­biam Ten­nan­ta, to wolę jak lek­to­rem jest pani Kry­sty­na).

To wszyst­ko, to jed­nak nic w porów­na­niu z tym, w jaki spo­sób aktor czy­ta na głos książ­ki.

Niepoważne?

Ten­nan­ta nie usły­szy­my w każ­dym typie audio­bo­oków. Próż­no szu­kać prze­czy­ta­ny­ch przez nie­go powie­ści sen­sa­cyj­ny­ch, scien­ce-fic­tion lub fan­ta­sy. Porad­ni­ki i książ­ki popu­lar­no­nau­ko­we tak­że odpa­da­ją. Audio­bo­oki w któ­ry­ch moż­na usły­szeć Ten­nan­ta to lite­ra­tu­ra dla dzie­ci i mło­dzie­ży.


Brzmi nie­po­waż­nie?

Nie­ko­niecz­nie.


Jeśli wsłu­cha­cie się w audio­bo­oki z Ten­nan­tem, szyb­ko zro­zu­mie­cie, że aktor lubi czy­tać taki, a nie inny typ ksią­żek, ponie­waż dają mu one naj­więk­sze pole do popi­su.

Wielogłos

W audio­bo­oka­ch Ten­nant two­rzy coś w rodza­ju teatru jed­ne­go akto­ra – nie ogra­ni­cza się tyl­ko do prze­czy­ta­nia tek­stu, nada­je każ­dej posta­ci inny ton gło­su. Nie robi tego jed­nak tak, jak na przy­kład Robin Wil­liams, któ­ry cał­ko­wi­cie zmie­niał brzmie­nie swo­je­go gło­su. W przy­pad­ku Ten­nan­ta wciąż sły­chać, że to on jest lek­to­rem. Dzię­ki temu audio­bo­oki są bar­dziej auten­tycz­ne – Ten­nant brzmi w nich jak ojciec, któ­ry czy­ta do podusz­ki swo­im pocie­chom.

Ponie­waż jed­nak Ten­nant jest bar­dzo uta­len­to­wa­nym akto­rem-lek­to­rem, to – jak­kol­wiek bru­tal­nie by to nie zabrzmia­ło – w prze­czy­ta­ny­ch sło­wa­ch potra­fi zawrzeć wię­cej, niż nie­je­den rodzic. Nie tyl­ko nada­je posta­ciom z ksią­żek indy­wi­du­al­ne gło­sy, ale też potra­fi brzmie­niem tych gło­sów oddać cha­rak­ter boha­te­rów.

Chce­cie przy­kład? Pro­szę bar­dzo! Oto frag­ment The Beasts of Claw­sto­ne Castle. Czy potra­fi­cie sobie wyobra­zić, jak wyglą­da­ją i poru­sza­ją się posta­ci, któ­rym Ten­nant uży­czył gło­su?

(jeśli dźwię­ki się nie odtwa­rza, klik­nij TUTAJ)

Jak tresować smoki, to tylko z Tennantem!

Daw­no, daw­no temu, skry­ty­ko­wa­łam Jak wytre­so­wać smo­ka Cres­si­dy Cowell. W mojej oce­nie popeł­ni­łam jed­nak dwa błę­dy. Po pierw­sze prze­czy­ta­łam jedy­nie pierw­szy tom serii, po dru­gie – prze­czy­ta­łam go po pol­sku. Tym­cza­sem oka­za­ło się, że pierw­sza czę­ść przy­gód Hic­cu­pa jest praw­do­po­dob­nie naj­mniej cie­ka­wa ze wszyst­ki­ch, a pol­skie­mu tłu­ma­czo­wi nie uda­ło się odwzo­ro­wać wszech­obec­ny­ch w tek­ście gier słow­no-języ­ko­wy­ch, któ­re są naj­bar­dziej war­to­ścio­wym ele­men­tem powie­ści Cowell. Wystar­czy wspo­mnieć imię głów­ne­go boha­te­ra: po pol­sku to Hali­but Strasz­li­wa Czkaw­ka Trze­ci, po angiel­sku – Hic­cup Hor­ren­do­us Had­dock the Third. Brzmi o nie­bo lepiej, czyż nie?

Kto­kol­wiek zade­cy­do­wał więc, by to David Ten­nant uży­czył gło­su w audio­bo­oka­ch Jak wytre­so­wać smo­ka – doko­nał strza­łu w dzie­siąt­kę. Szkoc­ki aktor prze­czy­tał bowiem książ­ki Cowell w taki spo­sób, że dodat­ko­wo pod­krę­cił wszyst­kie uży­te w nich gry słow­ne.

Choć książ­ki pani Cowell oka­za­ły się być znacz­nie cie­kaw­sze, niż począt­ko­wo myśla­łam (a pod wzglę­dem dydak­tycz­nym dużo lep­sze od fil­mów), są to cały czas powie­ści dla dzie­ci, więc pew­ne roz­wią­za­nia fabu­lar­ne, któ­re zapew­ne zachwy­ca­ją mło­dy­ch czy­tel­ni­ków, na mnie nie robią wra­że­nia. Za to pod­czas słu­cha­nia audio­bo­oków czę­sto wybu­cha­łam śmie­chem, kie­dy sły­sza­łam, w jaki spo­sób Ten­nant uda­je gło­sy poszcze­gól­ny­ch posta­ci. Przy­kła­do­wo Cami­ca­zi, Sto­ick the Vast, Gob­ber the Bel­ch, Big-Boobied Ber­tha lub Hairy Sca­ry Libra­rian (umyśl­nie uży­łam ory­gi­nal­ny­ch imion posta­ci) brzmią w wyko­na­niu Ten­nan­ta tak fan­ta­stycz­nie, że nie mogłam prze­stać chi­cho­tać, kie­dy któ­raś z tych posta­ci zabie­ra­ła głos. A kie­dy kil­ka z nich roz­ma­wia­ło ze sobą, pła­ka­łam ze śmie­chu!

Co wię­cej dzię­ki Ten­nan­to­wi, dzie­ła Cowell zyska­ły dodat­ko­wą war­to­ść. Dla­cze­go? Ponie­waż zda­nia, któ­re mia­ły cha­rak­ter infor­ma­cyj­ny i brzmia­ły neu­tral­nie, szkoc­ki aktor potra­fił prze­czy­tać w bar­dzo emo­cjo­nu­ją­cy spo­sób.

Na mar­gi­ne­sie muszę wspo­mnieć o jesz­cze jed­nej rze­czy. Ten­nant został zatrud­nio­ny do nagra­nia pierw­sze­go audio­bo­oka Jak wytre­so­wać smo­ka przed 2004 rokiem, czy­li zanim został Dok­to­rem Who i co za tym idzie – stał się popu­lar­ny i roz­chwy­ty­wa­ny przez bry­tyj­ski­ch fil­mow­ców. Jed­nak pomi­mo nad­mia­ru obo­wiąz­ków, jakie spa­dły na nie­go po tym, jak wsia­dł do TAR­DIS, uda­ło mu się zna­leźć czas na prze­czy­ta­nie kolej­ny­ch przy­gód Hic­cu­pa. W sumie, na prze­strze­ni dwu­na­stu lat, aktor nagrał wszyst­kie audio­bo­oki z serii, a Jak wytre­so­wać smo­ka jest praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej roz­cią­gnię­tą w cza­sie pro­duk­cją z udzia­łem Ten­nan­ta.

I jesz­cze w rama­ch cie­ka­wost­ki, macie tutaj wideo, na któ­rym aktor tłu­ma­czy, skąd bie­rze gło­sy dla boha­te­rów Jak wytre­so­wać smo­ka:

Zbyt dobry na niektóre rzeczy

Na moment odbie­gnę od tema­tu ksią­żek dla dzie­ci. Muszę wam bowiem opo­wie­dzieć o dość dziw­nym przy­pad­ku, w któ­rym Ten­nant nagrał audio­bo­oka tak dobrze, że… aż go popsuł.

W 2015 roku aktor uży­czył gło­su w czy­ta­nej na role adap­ta­cji gotyc­kiej powie­ści Car­mil­la autor­stwa Jose­pha She­ri­da­na Le Fanu'a. Tek­st źró­dło­wy nie był zbyt pory­wa­ją­cy, a rola Ten­nan­ta – nie­wiel­ka. Pro­blem pole­gał na tym, że audio­bo­ok był bar­dzo moc­no pro­mo­wa­ny, więc (ponie­waż nie zna­łam tre­ści Car­mil­li), spo­dzie­wa­łam się po nagra­niu cze­goś wspa­nia­łe­go. A mój ape­tyt wzró­sł, kie­dy usły­sza­łam prze­czy­ta­ny przez Ten­nan­ta wstęp, któ­ry brzmiał tak:


(jeśli chce­cie prze­wi­nąć intro, to koń­czy się ono na 38 sekun­dzie)

(a jeśli wid­get nie dzia­ła, klik­nij TUTAJ)


Kogo sły­szy­cie na tym nagra­niu? Bo ja sta­re­go, zmę­czo­ne­go życiem czło­wie­ka, któ­ry tuż przed śmier­cią posta­na­wia opo­wie­dzieć świa­tu o tajem­ni­czy­ch wyda­rze­nia­ch, któ­ry­ch był świad­kiem. Dodat­ko­wo, ponie­waż wie­dzia­łam, że Car­mil­la będzie opo­wia­dać o wam­pi­ra­ch, doko­na­łam nad­in­ter­pre­ta­cji i wyobra­zi­łam sobie, że boha­ter, któ­re­mu gło­su uży­czył Ten­nant, jest łow­cą wam­pi­rów, któ­ry pew­nej nocy został oto­czo­ny przez te stwo­ry i spi­su­je sło­wa, jakie sły­szy­my, ponie­waż wie, że praw­do­po­dob­nie nie doży­je do świ­tu.

Tym­cza­sem oka­za­ło się, że resz­ta audio­bo­oka ma zupeł­nie inny, mniej mrocz­ny ton. W innej sytu­acji praw­do­po­dob­nie odsłu­cha­ła­bym pozo­sta­łą czę­ść Car­mil­li z entu­zja­zmem, jed­nak ponie­waż wstęp w wyko­na­niu Ten­nan­ta zawie­sił poprzecz­kę tak wyso­ko – moje ocze­ki­wa­nia nie zosta­ły póź­niej speł­nio­ne.

Dla­te­go też, jeśli was rów­nież zain­try­go­wał począ­tek Car­mil­li – odsłu­chaj­cie go do koń­ca, ale nie trać­cie cza­su na resz­tę. Nie war­to, nie­ste­ty.

A gdzie jest Doktor?

David Ten­nant prze­czy­tał też kil­ka powie­ści z uni­wer­sum Doctor Who. Dla­cze­go nie wspo­mnia­łam o nich wcze­śniej? Ponie­waż nie są to dobre książ­ki. Fabu­ła nie jest szcze­gól­nie inte­re­su­ją­ca, a same tek­sty nie zawie­ra­ją gier słow­ny­ch, podob­ny­ch do tych w Jak wytre­so­wać smo­ka, więc Ten­nant pod­czas ich czy­ta­nia nie miał duże­go pola do popi­su.

Jedy­ny powód, dla któ­re­go war­to się tym audio­bo­okom przy­słu­chać jest taki, że Ten­nant uda­je w nich gło­sy inny­ch akto­rów, z któ­ry­mi wystą­pił w seria­lu. I to brzmi bar­dzo cie­ka­wie, momen­ta­mi nawet zabaw­nie. Nie­ste­ty na dłuż­szą metę nie wystar­czy i słu­cha­nie ksią­żek o przy­go­da­ch Dok­to­ra sta­je się po pew­nym cza­sie nużą­ce.

Na pocie­sze­nie dodam jed­nak, że rok temu Big Fini­sh nagra­ło trzy słu­cho­wi­ska z Ten­nan­tem i Cathe­ri­ne Tate (czy­li Don­ną). I te są o nie­bo lep­sze od wspo­mnia­ny­ch audio­bo­oków (choć przy oka­zji – nie­ste­ty – dużo krót­sze). Jeśli więc jeste­ście fana­mi Dok­to­ra – koniecz­nie się im przy­słu­chaj­cie!

Szkocki dla początkujących

Praw­do­po­dob­nie nie­któ­rzy z was pod­czas czy­ta­nia dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła cały czas myśle­li: „faj­nie, ale ja nie znam angiel­skie­go na tyle dobrze, by słu­chać audio­bo­oki w tym języ­ku”. Roz­wie­ję wasze oba­wy – jeśli chce­cie w przy­jem­ny spo­sób pod­szli­fo­wać swój angiel­ski, to książ­ki czy­ta­ne przez Ten­nan­ta będą dla was ide­al­ne!

Przede wszyst­kim w grę wcho­dzą powie­ści dla dzie­ci, a te są pisa­ne pro­stym języ­kiem. David Ten­nant wypo­wia­da wszyst­kie sło­wa bar­dzo wyraź­nie – dużo dokład­niej, niż akto­rzy w fil­ma­ch lub seria­la­ch. Dodat­ko­wo zna­cze­nia wie­lu słów moż­na się domy­ślić nie tyl­ko z kon­tek­stu, ale tak­że ze spo­so­bu, w jaki zosta­ły prze­czy­ta­ne. A jeśli mimo wszyst­ko cią­gle będzie was draż­ni­ło, że cze­goś nie rozu­mie­cie, zawsze może­cie zer­k­nąć do książ­ki w wer­sji no… tek­sto­wej, odna­leźć sło­wa, któ­ry­ch nie zna­cie i spraw­dzić w słow­ni­ku, co one ozna­cza­ją (tak, musi­cie sami poba­wić się w tłu­ma­czy – więk­szo­ść prze­czy­ta­ny­ch przez Ten­nan­ta ksią­żek, nie zosta­ła prze­ło­żo­na na język pol­ski).

Co wię­cej, wyda­je mi się, że audio­bo­oki z Ten­nan­tem mogą być świet­nym mate­ria­łem do nauki języ­ka angiel­skie­go nie tyl­ko dla was. Jeśli posia­da­cie wła­sne dzie­ci lub jeste­ście nauczy­cie­la­mi, frag­men­ty The Beasts of Claw­sto­ne Castle lub How to Tra­in Your Dra­gon mogą stać się wspa­nia­ły­mi pomo­ca­mi nauko­wy­mi. Kto wie, może zna­ne wam dzie­cia­ki tak bar­dzo polu­bią głos Ten­nan­ta, że same zaczną się doma­gać, byście zdo­by­li dla nich wię­cej audio­bo­oków w któ­ry­ch Szkot uży­cza swo­je­go gło­su?

Polacy nie gęsi, ale swojego Tennanta chyba nie mają

Nie jestem wiel­ką znaw­czy­nią audio­bo­oków i mogę się mylić (a nawet: mam nadzie­ję, że jestem w błę­dzie), wyda­je mi się jed­nak, że w Pol­sce nie mamy żad­ne­go lek­to­ra, któ­ry czy­tał­by audio­bo­oki rów­nie dobrze, jak David Ten­nant. Jest to o tyle przy­kre, że nasz język roi się od wyra­zów, któ­re dało­by się prze­czy­tać z rów­nie dużą fan­ta­zją, jak robi to Ten­nant (co z resz­tą już daw­no udo­wod­ni­li muzy­cy tacy, jak na przy­kład Jacek Kacz­mar­ski).

Tym­cza­sem wie­lu pol­ski­ch czy­ta­czy audio­bo­oków (w gru­pie tej o dzi­wo znaj­du­ją się tak­że akto­rzy) nie potra­fi sobie pora­dzić nawet z tak pro­stą spra­wą, jak prze­czy­ta­nie pozba­wio­ne­go dida­ska­liów dia­lo­gu dwó­ch osób w taki spo­sób, by słu­cha­cz zorien­to­wał się, gdzie koń­czą się sło­wa jed­nej posta­ci, a zaczy­na­ją sło­wa dru­giej. Czy nikt nie powie­dział tym lek­to­rom, że każ­de­mu boha­te­ro­wi książ­ki moż­na nadać nie­co inny ton gło­su?

Ale tak, jak napi­sa­łam – może się mylę. Może ist­nie­ją pol­scy lek­to­rzy, któ­rzy czy­ta­ją książ­ki tak samo dobrze, a nawet lepiej, niż Ten­nant. Jeśli taki­ch zna­cie, pro­szę wymień­cie ich nazwi­ska w komen­ta­rzu – chęt­nie się im przy­słu­cham. A jeśli dzię­ki mnie zako­cha­li­ście się w gło­sie Ten­nan­ta – tak­że koniecz­nie mi o tym napisz­cie! :)


PS. To ostat­ni wpis na blo­gu przed świę­ta­mi. I w związ­ku z tym:


Happy Easter

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: kard z fil­mu David Ten­nant Lends His Voice to "Kinect Spor­ts Rivals"

  • Doro­ta Sche­we

    Mia­łam kie­dyś przy­jem­no­ści słu­chać kil­ku audio­bo­ok ów czy­ta­ny­ch przez Krzysz­to­fa Glo­bi­sza a kon­kret­nie „Kosz­mar­ne­go Karol­ka” i uwa­żam ze Glo­bi­sz spi­sał się dosko­na­le. Pole­cam. Mój syn go uwiel­biał słu­chać jak i czy­tać.

    • Dzię­ki za info – na pew­no się Glo­bi­szo­wi przy­słu­cham! :)