Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Bardziej Poważnie:

Nie chcę myśleć o Broadchurch

Kilka poważnych przemyśleń na Dzień Kobiet

Widzi­ałam w kinie i telewiz­ji wiele niepoko­ją­cych rzeczy. W tym sce­ny morder­stw, tor­tur i gwałtów. Ale nic nigdy nie poruszyło mnie tak bard­zo, jak obe­jrzany w poniedzi­ałek tydzień temu, pier­wszy odcinek trze­ciego sezonu, bry­tyjskiego seri­alu Broad­church.

Były to sce­ny, w których nie pokazano ani kro­pli krwi. Nie doko­nano najm­niejszego aktu prze­mo­cy. Nie padł ani jeden strzał. Zami­ast tego zobaczyłam prz­er­ażoną kobi­etę, która przyszła na posterunek policji by zgłosić, że została zgwał­cona.

Wiem, że świat w telewiz­ji jest wyide­al­i­zowany. Praw­dopodob­nie nikt nie spo­jrzy na ofi­arę prze­mo­cy sek­su­al­nej z takim współczu­ciem jak Olivia Col­man i David Ten­nant. Prawdzi­wi polic­jan­ci mogą w wyniku błę­du postąpić niez­god­nie z przyję­ty­mi pro­ce­du­ra­mi. A same pro­ce­dury, jakie w takich sytu­ac­jach obow­iązu­ją w Wielkiej Bry­tanii, być może różnią się od tych pokazanych w seri­alu.

Mimo, iż zda­ję sobie z tego wszys­tkiego sprawę, od tamtego poniedzi­ałku wciąż kołacze mi się w głowie jed­no pytanie: czy gdy­by mi przy­darzyło się coś równie stras­zli­wego, mogłabym liczyć na podob­ną pomoc i wspar­cie, jak kobi­eta z Broad­church?

Czy polic­jan­ci zapew­nial­i­by mnie na każdym kroku, że nie jestem win­na temu, co mnie spotkało, czy może popa­trzyli­by na mnie z pog­a­rdą i stwierdzili, że sama się o to prosiłam, bo założyłam bluzkę ze zbyt dużym dekoltem?

Czy bada­ją­cy mnie lekarz zapro­ponował­by mi tabletkę wczesno­poron­ną, czy może zasłonił się klauzulą sum­ienia? Czy gdy­by na taką tabletkę było za późno, mogłabym dokon­ać abor­cji, czy też było­by to zabro­nione przez pra­wo, a „na pociesze­nie” dostałabym gwał­cikowe?

Czy mogłabym liczyć na pomoc porząd­nego psy­cholo­ga? I czy polic­ja zro­biła­by wszys­tko, co w jej mocy, by zła­pać osobę, która mnie skrzy­wdz­iła?

Przyz­na­ję, nie mam poję­cia, jak w Polsce postępu­je się z ofi­ara­mi gwał­tu. Może mamy równie wysok­ie stan­dardy, jak Bry­tyjczy­cy? A może nie? Nie chcę jed­nak badać tem­atu – za bard­zo mnie on prz­er­aża.

Rzecz w tym, że rok temu praw­dopodob­nie nie zadawałabym sobie podob­nych pytań. Bo choć pol­skie pra­wo nie jest ide­alne, zawsze wydawało mi się w miarę log­iczne i hmm… spraw­iedli­we. Ter­az mam co do tego coraz więk­sze wąt­pli­woś­ci.

Właśnie dlat­ego dzisi­aj z tysią­ca­mi innych ludzi – młody­mi i stary­mi, kobi­eta­mi i mężczyz­na­mi – w godz­i­nach szczy­tu zablokowałam jed­ną z głównych ulic w Krakowie, przeszłam w pochodzie na Rynek i zdarłam gardło na skandowa­niu.

Czemu?

Bo nie chcę się zas­tanaw­iać nad tym, „co by było gdy­by”. Chcę mieć pewność, że gdy­bym potrze­bowała pomo­cy państ­wa, będę mogła na nią liczyć. I że w kra­ju, którego jestem dum­ną oby­wa­telką, będę mogła w pełni decy­dować o swoim ciele i swoim życiu.

PS. Tym, którzy uważa­ją, że oso­by biorące udzi­ał w dzisiejszych protes­tach były jedynie bandą głupich fem­i­nis­tek, pole­cam poświę­cić moment na przeczy­tanie pos­tu­latów Stra­jku Kobi­et. Czy o więk­szość z wymienionych tam rzeczy nie powinien wal­czyć każdy z nas, bez wzglę­du na przeko­na­nia poli­ty­czne, wyz­nawaną religię i przede wszys­tkim – PŁEĆ?

źródło zdję­cia ilus­tru­jącego wpis: Metro UK