Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wielka Geekowa Przygoda:

Miasto na miarę człowieka

Wielka, Geekowa Przygoda: Dzień trzeci, część II

W dzi­siej­szym wpi­sie, podob­nie jak w poprzed­nim Dyr­dy­ma­le opo­wiem wam nie tyle o moich wra­że­niach, co o Car­diff samym w sobie (znów bez poda­wa­nia szcze­gó­ło­wych dat, nazwisk oraz innych kon­kret­nych danych).

Ran­kiem, trze­cie­go dnia mojej Wiel­kiej, Geeko­wej Przy­go­dy odkry­łam, jak bar­dzo sto­li­ca Walii jest cie­ka­wa od stro­ny histo­rycz­nej, nato­miast pod­czas połu­dnio­we­go zwie­dza­nia mia­sta – że współ­cze­sne Car­diff rów­nież jest fascy­nu­ją­cym miej­scem.

W skaczącym autobusie

Tak, jak obie­ca­łam w poprzed­nim wpi­sie – dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła zacznę od opo­wie­dze­nia wam o Hop-On Hop-Off Busach (któ­re w skró­cie będę nazy­wać Hop Busa­mi). Auto­bu­sy tego typu są dwu­po­zio­mo­we, czę­sto czer­wo­ne i pozba­wio­ne dachu. Moż­na je spo­tkać w wie­lu mia­stach na całym świe­cie (w tym – co odkry­łam po powro­cie do Pol­ski – tak­że w Kra­ko­wie). Hop Busy jeż­dżą po pętlach, tra­sa­mi na któ­rych znaj­du­ją się atrak­cje tury­stycz­ne. Bilet upo­waż­nia nas do jeż­dże­nia takim cudem przez dwa­dzie­ścia czte­ry godzi­ny, a dodat­ko­wo cza­sem daje zniż­ki na inne, znaj­du­ją­ce się w mie­ście atrak­cje (w Car­diff mię­dzy inny­mi na wej­ście od zam­ku). Wraz z bile­tem otrzy­mu­je­my słu­chaw­ki, któ­re potem może­my pod­łą­czyć do znaj­du­ją­cych się przy sie­dze­niach gniaz­dek i za ich pomo­cą słu­chać nagra­nia, w któ­rym lek­tor opo­wia­da nam o mija­nych po dro­dze atrak­cjach (w Car­diff moż­na wybrać lek­to­ra mówią­ce­go po pol­sku). Dodat­ko­wo (przy czym nie wiem, jak w tym przy­pad­ku wyglą­da har­mo­no­gram), cza­sem Hop Busa­mi jeż­dżą tak­że praw­dzi­wi prze­wod­ni­cy (w Car­diff spo­tka­łam takie­go pana w ponie­dzia­łek i dowie­dzia­łam się, że bie­rze on udział w kur­sach mię­dzy dzie­sią­tą a dwu­na­stą rano).

Nazwa Hop Bus wzię­ła się nato­miast stąd, że auto­ka­ry tego typu zatrzy­mu­ją na przy­stan­kach i moż­na do nich na każ­dym z takich posto­jów wsko­czyć lub wysko­czyć. Dzię­ki temu dla tury­sty Hop Bus jest świet­nym zamien­ni­kiem ofi­cjal­nej komu­ni­ka­cji miej­skiej, bo zawie­zie go do każ­dej waż­niej­szej atrak­cji tury­stycz­nej.

Hop-on Hop-off Bus Cardiff

Jeśli będzie­cie mie­li oka­zję wsko­czyć do takie­go busa, zrób­cie to bez zasta­no­wie­nia!

źró­dło: Day Out With The Kids

W Car­diff Hop Busy star­tu­ją spod zam­ku. Obje­cha­nie całej pętli zaj­mu­je jakieś czter­dzie­ści pięć minut, a na tra­sie kur­su­ją dwa auto­ka­ry, dzię­ki cze­mu poja­wia­ją się one na Hop Buso­wych przy­stan­kach śred­nio co pół godzi­ny (tak, Hop Busy są uwzględ­nio­ne w roz­kła­dach jaz­dy). Bilet w Car­diff kosz­tu­je dwa­na­ście i pół fun­ta. Może wyda­wać się, że to spo­ro, ale weź­cie pod uwa­gę, że gdy­by­ście jeź­dzi­li zwy­kły­mi auto­bu­sa­mi pew­nie musie­li­by­ście zapła­cić podob­ną kwo­tę, a w cenie nie mie­li­by­ście audio-prze­wod­ni­ka.


W dal­szej czę­ści tego Dyr­dy­ma­ła podzie­lę się z wami przede wszyst­kim infor­ma­cja­mi, któ­re uda­ło mi się usły­szeć wła­śnie w Hop Busach (zarów­no w nie­dzie­lę, jak i w ponie­dzia­łek, kie­dy jecha­łam z praw­dzi­wym prze­wod­ni­kiem).

Jak upłynnić czarne złoto

Na począt­ku mojej dzi­siej­szej opo­wie­ści o Car­diff, wró­cę do cza­sów zło­tej, węglo­wej ery mia­sta. Poprzed­nio wspo­mi­na­łam o tym, bio­rąc pod uwa­gę przede wszyst­kim mar­ki­zów Bute. Nie byli oni jed­nak jedy­ny­mi, któ­rzy wzbo­ga­cił się na węglu (w ramach przy­po­mnie­nia – w XIX wie­ku suro­wiec ten miał taką samą war­tość, jak obec­nie ropa naf­to­wa). Wie­lu miesz­kań­ców mia­sta zali­cza­ło się do gro­na naj­bo­gat­szych ludzi w Wiel­kiej Bry­ta­nii. A ponie­waż boga­cze nie miesz­ka­ją w byle czym – w sto­li­cy Walii do dziś może­my podzi­wiać wie­le pięk­nie wyglą­da­ją­cych domów.

Park House in Cardiff

Współ­cze­śnie w Car­diff nie ma już milio­ne­rów i niko­go nie stać na miesz­ka­nie w wil­li takiej, jak ta. Na szczę­ście tego typu domy nie są wybu­rza­ne, tyl­ko prze­ra­bia­ne na puby lub restau­ra­cje (faj­nie by było, jak­by Zako­pa­ne wzię­ło przy­kład z Car­diff…).

Boga­ci byli nie tyl­ko ludzie zamiesz­ku­ją­cy Car­diff, ale tak­że samo mia­sto. Budyn­ki admi­ni­stra­cyj­ne z XIX wie­ku nie tyl­ko pre­zen­tu­ją się impo­nu­ją­co, ale też – zosta­ły wyko­na­ne z dro­gich mate­ria­łów.

City Hall in Cardiff

Oto pocho­dzą­cy z XIX wie­ku miej­ski ratusz. Zauważ­cie, że ma tyl­ko dwa pię­tra, a wie­ża zega­ro­wa jest o sto­pę (czy­li 40cm) niż­sza od Kate­dry Llan­daff, dzię­ki cze­mu speł­nia stan­dar­dy wymy­ślo­ne przez lor­da Bute. I jesz­cze jed­no – na szczy­cie kopu­ły znaj­du­je się rzeź­ba przed­sta­wia­ją­ca smo­ka.

Węgiel z Car­diff trze­ba było jakoś prze­trans­por­to­wać dalej. Mia­sto mia­ło tą prze­wa­gę nad inny­mi miej­sca­mi, w któ­rych wydo­by­wa­no „czar­ne zło­to”, że znaj­do­wa­ło się nad oce­anem. Dla­te­go węgiel wysy­ła­no stam­tąd w świat dro­gą mor­ską. Doki w Car­diff sta­ły się przez to kolej­nym miej­scem biją­cym rekor­dy – tym razem doty­czą­ce tego, ile stat­ków się przez nie prze­wi­ja­ło. Nie powiem wam kon­kret­nie, jak dużo ich było. Zamiast tego napi­szę, że puste stat­ki musia­ły mieć na pokła­dzie kamie­nie bala­sto­we, któ­re zosta­wia­ły w Car­diff, po zała­do­wa­niu węgla. Ilość tych kamie­ni była tak duża, że uda­ło się z nich wybu­do­wać budy­nek. I to nie jakąś malut­ką chat­kę, ale znaj­du­ją­cy się na rogu dwóch ulic hotel. To chy­ba naj­le­piej świad­czy o tym, jak ogrom­na ilość stat­ków każ­de­go dnia odwie­dza­ła port w Car­diff.

Great Western Pub in Cardiff

Budy­nek z surow­ców wtór­nych, czy­li kamie­ni bala­sto­wych, któ­re ina­czej zaśmie­ca­ły­by doki w Car­diff.

Inny przy­kład: z jed­ne­go brze­gu doku na dru­gi (doki mia­ły oko­ło 100 – 200 metrów sze­ro­ko­ści) moż­na było przejść suchą sto­pą, prze­ska­ku­jąc z pokła­du jed­ne­go stat­ku, na dru­gi.

Siła tkwi nie tylko w mięśniach

W XX wie­ku kopa­nie węgla sta­wa­ły się coraz mniej docho­do­we. A osta­tecz­nym cio­sem dla bran­ży gór­ni­czej były lata osiem­dzie­sią­te i rzą­dy Mar­ga­ret That­cher. W Car­diff rów­nież nie żyło się wte­dy lek­ko. Wie­le kopalń oraz zakła­dów pra­cy zosta­ło zamknię­tych. Nie­któ­re doki zasy­pa­no, a do tych, któ­re pozo­sta­ły – nie zaglą­da­ły pra­wie żad­ne stat­ki. Nie­gdyś pre­sti­żo­we dziel­ni­ce por­to­we sta­ły się sie­dli­skiem naj­więk­szych prze­stęp­ców.

I w tym miej­scu histo­ria Car­diff mogła­by się skoń­czyć – mia­sto sta­ło­by się euro­pej­skim Detro­it, do któ­re­go nie zaglą­dał­by ani pies z kula­wą nogą, ani tym bar­dziej spra­gnio­na geeko­wych przy­gód Hoł­ka. Na szczę­ście miesz­kań­cy Car­diff nie dali za wygra­ną i zamiast w kopal­nie posta­no­wi­li zain­we­sto­wać w kul­tu­rę.

Old cars next to Wales Millennium Centre

Co jest bar­dziej cza­do­we, niż zlot sta­rych samo­cho­dów? Zlot sta­rych samo­cho­dów pod Wales Mil­len­nium Cen­tre!

PS. Jeśli się przyj­rzy­cie, w odda­li, po pra­wej, zoba­czy­cie nie­szczę­sne weso­łe mia­stecz­ko, o któ­rym wspo­mi­na­łam wam w jed­nym z poprzed­nich Dyr­dy­ma­łów.

Nie wiem, kie­dy dokład­nie Car­diff zaczę­ło się odra­dzać, ale na prze­ło­mie XXXXI wie­ku w mie­ście wybu­do­wa­no wie­le nowych budyn­ków o cha­rak­te­rze kul­tu­ral­no-roz­ryw­ko­wym. A wło­da­rzom mia­sta bra­wa nale­żą się nie tyl­ko za to, że uda­ło się im dopro­wa­dzić do powsta­nia tych inwe­sty­cji. Bo wybu­do­wa­nie budyn­ku to nie pro­blem – znacz­nie trud­niej­sze jest spra­wie­nie, by wyglą­dem wpi­sy­wał się on w cha­rak­ter mia­sta. I pod tym wzglę­dem nowe budow­le w Car­diff spi­su­ją się na medal.

Przede wszyst­kim zgod­nie z tym, o co w XIX wie­ku ubie­gał lord Bute – nowe budyn­ki nie są gigan­tycz­ny­mi dra­pa­cza­mi chmur i nie przy­tła­cza­ją swo­ją bry­łą. Dodat­ko­wo są przy­ja­zne dla miesz­kań­ców – sta­no­wią prze­dłu­że­nie prze­strze­ni publicz­nej – miej­sca, w oko­li­cach któ­rych moż­na na przy­kład usiąść i odpo­cząć albo wybrać na spa­cer z rodzi­ną.

National Assembly in Cardiff

Scho­dy pro­wa­dzą­ce do budyn­ku Natio­nal Assem­bly słu­żą jed­no­cze­śnie do sie­dze­nia. I przy oka­zji – łączą się z dep­ta­kiem bie­gną­cym wzdłuż nabrze­ża.

Dodat­ko­wo – co prze­cież jest rów­nie waż­ne – wie­le nowych budyn­ków w Car­diff po pro­stu wyglą­da ład­nie i przy oka­zji tro­chę nie­tu­zin­ko­wo.

Cardiff County Hall

Wznie­sio­ny pod koniec lat osiem­dzie­sią­tych Coun­ty Hall zapo­cząt­ko­wał „modę” na budo­wa­nie w Car­diff Bay. Jak widać pomysł był świet­ny, bo sąsiedz­two wypeł­nio­ne­go wodą, sta­re­go doku spra­wia, że budy­nek jest dwa razy bar­dziej pięk­ny.

źró­dło: Visit Car­diff

Kraina tygrysów

Rada mia­sta Car­diff posta­ra­ła się nie tyl­ko o to, by mia­stem zain­te­re­so­wa­li się inwe­sto­rzy, ale też – by nowe budyn­ki nie powsta­wa­ły w miłym i przy­tul­nym cen­trum mia­sta, ale w peł­nej nie­użyt­ków oraz pusto­sta­nów por­to­wej dziel­ni­cy Car­diff Bay. To wła­śnie tam znaj­du­je się mię­dzy inny­mi Wales Mil­len­nium Cen­tre. A tak­że spe­cjal­na hmm, stre­fa eko­no­micz­no-inwe­sty­cyj­na (nie mam poję­cia, jak to facho­wo nazwać) – Porth Teigr (czy­li Wro­ta Tygry­sów).

Plan Porth Teigr

Poło­wa Porth Teigr cały czas cze­ka na zabu­do­wa­nie. Nato­miast nie­mal całą dru­gą część zaj­mu­je Roath Lock, czy­li naj­więk­sze (albo w UK, albo poza Lon­dy­nem – nie­ste­ty ta infor­ma­cja umknę­ła mi w trak­cie wyciecz­ki, a teraz nie potra­fię jej wygo­oglać) stu­dio fil­mo­we BBC. To wła­śnie tutaj krę­ci się mię­dzy inny­mi Dok­to­ra WhoSher­loc­ka.

Wales Millennium Centre from Porth Teigr

Tu na razie jest ścier­ni­sko (z któ­re­go w odda­li widać dach Wales Mil­len­nium Cen­tre)…

Roath Lock by Betina Skovbro

…a po dru­giej stro­nie uli­cy – San Fran­ci­sco… eee, to zna­czy BBC!

autor zdję­cia: Beti­na Sko­vbro; źró­dło: Cre­ati­ve Car­diff

Nie wiem, jak wyglą­da­ją inne stu­dia fil­mo­we, ale zawsze wyobra­ża­łam je sobie jako coś, co jest scho­wa­ne za wyso­kim, kamien­nym murem i bra­mą chro­nio­ną przez uzbro­jo­nych po zęby straż­ni­ków. Tym­cza­sem Roath Lock, zgod­nie z zasa­dą „archi­tek­tu­ra w służ­bie miesz­kań­com”, jest wybu­do­wa­ne w taki spo­sób, że ludzie wybie­ra­ją się w jego oko­li­ce ot tak, żeby się prze­spa­ce­ro­wać.

Roath Lock Selfie

…i nic nie stoi na prze­szko­dzie, by pod­czas takie­go spa­ce­ru tro­chę sobie posel­fić! :)

Nie­tu­zin­ko­wo pre­zen­tu­je się tak­że fasa­da budyn­ku. Podob­no ma ona kształ­tem nawią­zy­wać do gotyc­kich zdo­bień, ale mnie bar­dziej koja­rzy się z pol­ski­mi, ludo­wy­mi wyci­nan­ka­mi. Przy czym, moim zda­niem, wyglą­da to tro­chę głu­pio, ale jed­no­cze­śnie doce­niam odwa­gę archi­tek­ta, któ­ry coś takie­go zapro­jek­to­wał. Na pew­no uda­ło mu się osią­gnąć jed­no – obok takie­go budyn­ku nie da się przejść obo­jęt­nie.

Roath Lock Door

Oczy­wi­ście poje­cha­łam do Car­diff nie­przy­go­to­wa­na, więc nie mam cał­ko­wi­tej pew­no­ści, że to były TE drzwi, ale z racji tego, że od fron­tu Roath Lock były zale­d­wie dwie pary drzwi tego typu ist­nie­je 50% szans na to, że uda­ło mi się zro­bić zdję­cie tym wła­ści­wym (a o jakie drzwi cho­dzi? Roz­wią­za­nie zagad­ki poja­wi się na koń­cu wpi­su ;)

I jesz­cze na koniec tej czę­ści tek­stu: niby wszyst­kie umiesz­czo­ne w fasa­dzie Roath Lock okna mają mlecz­ne szy­by, ale w jed­nym z nich uda­ło mi się coś dostrzec. Pyta­nie, czy to uchy­bie­nie fil­mow­ców, czy też mane­kin został posta­wio­ny w takim miej­scu spe­cjal­nie dla fanów Dok­to­ra Who, żeby mogli zasta­na­wiać się, co to takie­go?

Wysoka rysa na diamencie

Obec­ny plan urba­ni­stycz­ny Car­diff, pole­ga­ją­cy na tym, by nowe budyn­ki nie były zbyt wyso­kie i powsta­wa­ły w opusz­czo­nych dziel­ni­cach por­to­wych, praw­do­po­dob­nie nie obo­wią­zy­wał w latach osiem­dzie­sią­tych i wcze­śniej. I kie­dy spo­glą­da się na pano­ra­mę mia­sta ze szczy­tu don­żo­na w zam­ku, w oczy kuje kil­ka wysta­ją­cych nad mia­stem wie­żow­ców. Wszyst­kie one to jed­nak mały pikuś przy Mil­len­nium Sta­dium, czy­li walij­skim sta­dio­nie naro­do­wym, któ­ry jest moim zda­niem jedy­ną rysą na dia­men­cie, jakim jest archi­tek­tu­ra w Car­diff.

Millennium Stadium view from Taff

Taki ład­ny budy­nek. A ja, nie­do­bra, maru­dzę!

źró­dło: Wiki­me­dia

To zna­czy: budy­nek sam w sobie nie jest zły. Dobrym pomy­słem było, by czte­ry, wień­czą­ce go masz­ty (któ­re są naj­wyż­szy­mi obiek­ta­mi w mie­ście) swo­im kształ­tem nawią­zy­wa­ły do masz­tów stat­ków.

Fan­ta­stycz­nie pre­zen­tu­je się też Mil­len­nium Walk, czy­li przy­le­ga­ją­cy do budyn­ku pomost (sta­dion leży na brze­gu rze­ki Taff), któ­ry został wybu­do­wa­ny tak spryt­nie, iż zda­je się wisieć nad wodą. Miło się po czymś takim spa­ce­ru­je. Szko­da tyl­ko, że na pomo­ście nie znaj­du­ją się żad­ne ławecz­ki, bo chcia­ło­by się w takim miej­scu usiąść i roz­ko­szo­wać chwi­lą. Rozu­miem jed­nak, że Mil­len­nium Walk został wybu­do­wa­ny głów­nie po to, by zapew­nić dodat­ko­we wej­ście na sta­dion i takie ławecz­ki mogły­by sta­no­wić zagro­że­nie dla tłu­mu ludzi.

Cardiff Millennium Walk

Nie obra­zi­ła­bym się, gdy­by w Kra­ko­wie popeł­nio­no drob­ny pla­giat i wybu­do­wa­no podob­ny pomost nad Wisłą.

Nie wiem, co o Mil­len­nium Sta­dium myślą miesz­kań­cy Car­diff, ale audio-prze­wod­nik w Hop Busie opo­wia­dał o nim z dużym zaan­ga­żo­wa­niem. Sta­dion ma skła­da­ny dach*, któ­ry zwi­ja się lub roz­wi­ja w zale­d­wie kil­ka minut. Dodat­ko­wo mura­wa na boisku skła­da się ze spe­cjal­nych palet, dzię­ki cze­mu – w razie potrze­by – moż­na ją zło­żyć i na przy­kład urzą­dzić na sta­dio­nie kon­cert lub pokaz mon­ster-trac­ków. A ponie­waż sta­dion jest naro­do­wy, odby­wa­ją się na nim jed­ne z naj­waż­niej­szych meczy, głów­nie rug­by.

Millennium Stadium - Cardiff

Mil­len­nium Sta­diun to pięk­ny cud inży­nie­rii. Cze­go się tu cze­piać?

Dla­cze­go więc nazwa­łam tak wspa­nia­ły budy­nek rysą na dia­men­cie? Tak, jak napi­sa­łam: więk­szość nowych budyn­ków w sto­li­cy Walii znaj­du­je się w oko­li­cach Car­diff Bay. Tym­cza­sem, otwar­ty w 1999 roku sta­dion wyglą­da tak, jak­by został wybu­do­wa­ny gdzieś indziej, a potem ktoś pró­bo­wał wie­eel­kim heli­kop­te­rem prze­nieść go na nad­brze­że, ale tuż przed dotar­ciem do celu urwa­ła się, dźwi­ga­ją­ca sta­dion lina i budy­nek z wiel­kim hukiem upadł w cen­trum sta­re­go mia­sta. I póź­niej oso­by odpo­wie­dzial­ne za trans­port mach­nę­ły ręką „no trud­no, niech już tutaj zosta­nie”. Inny­mi sło­wy: daw­no nie widzia­łam budyn­ku, któ­ry tak bar­dzo nie paso­wał­by do oto­cze­nia, w któ­rym się znaj­du­je. A tak wła­śnie jest w przy­pad­ku gigan­tycz­ne­go Mil­len­nium Sta­dium, któ­ry góru­je nad drob­ny­mi, zabyt­ko­wy­mi, XIX wiecz­ny­mi, kamien­ny­mi dom­ka­mi.

Millennium Stadium from Cardiff Castle Keep

W cen­trum Car­diff znaj­du­ją się dwa wie­żow­ce będą­ce jed­no­cze­śnie naj­wyż­szy­mi budyn­ka­mi w mie­ście. O ile ich umiej­sco­wie­nie potra­fię jakoś wyba­czyć, bo powsta­ły w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych, kie­dy to pew­nie nikt nie przej­mo­wał się urba­ni­sty­ką, tak nie potra­fię przy­mknąć oka na wybu­do­wa­ny na prze­ło­mie XXXIX wie­ku Mil­len­nium Sta­dium.

* Wiki­pe­dia twier­dzi, że Mil­len­nium Sta­dium jest dru­gim co do wiel­ko­ści sta­dio­nem na świe­cie z zamy­ka­nym dachem oraz trze­cim wybu­do­wa­nym w Euro­pie, któ­ry posia­dał tego typu zada­sze­nie.

Jeśli popełniać przestępstwa, to tylko w Cardiff!

Nigdy nie przy­pusz­cza­łam, że będę wspo­mi­nać na Dyr­dy­ma­łach o wię­zie­niach w kon­tek­ście innym, niż seria­le typu Pri­son Bre­ak. Ani tym bar­dziej, że będę o nich pisać przy oka­zji Car­diff. Niech to będzie kolej­ny dowód na to, jak bar­dzo zaska­ku­ją­ca jest sto­li­ca Walii.

Wię­zie­nie w Car­diff znaj­du­je się w zabyt­ko­wym, kamien­nym budyn­ku. I gdy­by nie było oto­czo­ne wyso­kim murem zwień­czo­nym dru­tem kol­cza­stym, spo­koj­nie moż­na by je pomy­lić z jakąś atrak­cją tury­stycz­ną. Pier­wot­nie budy­nek znaj­do­wał się poza gra­ni­ca­mi mia­sta, ale ponie­waż Car­diff się roz­ro­sło – teraz stoi przy jed­nej z głów­nych ulic.

Cardiff prison

To praw­do­po­dob­nie jedy­ny zaby­tek Car­diff, któ­re­go wole­li­by­ście nie zwie­dzać.

No dobrze, ale co, poza wyglą­dem, jest w tym zakła­dzie kar­nym takie­go nie­zwy­kłe­go? Przede wszyst­kim bar­dzo duży odse­tek więź­niów uda­je się pod­dać pro­ce­so­wi reso­cja­li­za­cji, dzię­ki cze­mu po wyj­ściu na wol­ność nie powra­ca­ją oni na ścież­kę prze­stęp­czą. Jak uda­ło się to osią­gnąć? Przy­ucza­jąc ska­zań­ców do innych zawo­dów.

I teraz naj­lep­sza infor­ma­cja. W ramach wspo­mnia­ne­go pro­ce­su reso­cja­li­za­cyj­ne­go część więź­niów szko­li się na kucha­rzy lub kel­ne­rów. A nowe umie­jęt­no­ści naby­wa­ją oni w wię­zien­nej restau­ra­cji, z któ­rej – uwa­ga! – mogą korzy­stać zwy­kli (w sen­sie: wol­ni) ludzie. Jak­by tego było mało, restau­ra­cja nie jest byle jakim barem mlecz­nym, ale loka­lem z naj­wyż­szej pół­ki. I zain­te­re­so­wa­nie tym miej­scem jest tak duże, że sto­lik trze­ba w nim zare­zer­wo­wać duuużo wcze­śniej.

Cardiff Prison Restaurant

Tak wyglą­da­ją wię­zien­ne, gło­do­we racje żyw­no­ścio­we!

źró­dło: The Clink

Bio­rąc pod uwa­gę kwe­stię rezer­wa­cji, nie­ste­ty nie byłam w sta­nie odwie­dzić restau­ra­cji w wię­zie­niu w Car­diff. Ale gdy­bym mia­ła taką moż­li­wość – chęt­nie bym to zro­bi­ła!

Uczmy się od Cardiff!

Zarów­no Lon­dyn, jak i Car­diff zachwy­ci­ły mnie tym, że są to miej­sca peł­ne zie­le­ni, w któ­rych nie czu­je się zgieł­ku mia­sta. Sto­li­ca Wal­li dodat­ko­wo przy­ku­wa uwa­gę ze wzglę­du na to, że balan­su­je pomię­dzy byciem pręż­nie roz­wi­ja­ją­cą się metro­po­lią i spo­koj­nym, nie­wiel­kim mia­stecz­kiem (czy w ogó­le przy­szło­by wam do gło­wy, że takie połą­cze­nie jest moż­li­we?). Nowo­cze­sność prze­pla­ta się tu z histo­rią, a współ­cze­sne budyn­ki wta­pia­ją w kra­jo­braz zupeł­nie, jak­by sta­ły w danym miej­scu od zawsze. A przy oka­zji czę­sto są prze­dłu­że­niem prze­strze­ni publicz­nej – inte­gral­ną czę­ścią skwe­ru lub inne­go dep­ta­ka.

Cardiff Merchant Seamen's Memorial - Face

Na pla­cu przed Natio­nal Assem­bly znaj­du­je się Mer­chant Seamen's Memo­rial – pomnik upa­mięt­nia­ją­cy oso­by, któ­re zgi­nę­ły na morzu. Jego nie­zwy­kłość pole­ga na tym, że z jed­nej stro­ny przy­po­mi­na on twarz…

Cardiff Merchant Seamen's Memorial - Ship

…a z dru­giej – wrak stat­ku.

Pomysł, by budyn­ki nie były wyso­kie, tak­że wyda­je mi się cudow­nym roz­wią­za­niem. I tu podam wam jesz­cze jeden przy­kład, o któ­rym nie wspo­mnia­łam wcze­śniej. Otóż byłam w – znaj­du­ją­cej się przy dep­ta­ku pro­wa­dzą­cym do zam­ku – gale­rii han­dlo­wej. Od stro­ny uli­cy miej­sce to było nie­mal zupeł­nie nie­zau­wa­żal­ne. Tym­cza­sem wewnątrz budyn­ku – niczym w TARDIS – kry­ła się ogrom­na prze­strzeń. W jaki spo­sób uda­ło się coś takie­go osią­gnąć? Tak, że gale­ria była kil­ku­pię­tro­wa, ale pię­tra te nie pię­ły się w górę, tyl­ko scho­dzi­ły w dół, pod zie­mię. Pomy­śl­cie tyl­ko, o ile pięk­niej­sze były­by kra­jo­bra­zy wie­lu pol­skich miast (w tym Zako­pa­ne­go), gdy­by u nas zaczę­to sto­so­wać podob­ne roz­wią­za­nie.

Następnym razem znów będą emocje!

Dzi­siej­sza rela­cja z Wiel­kiej, Geeko­wej Przy­go­dy, tak jak ostrze­ga­łam na wstę­pie – mia­ła cha­rak­ter bar­dziej infor­ma­cyj­ny, niż „ach-ocho­wy”. Chcia­łam jed­nak podzie­lić się z wami wie­dzą, jaką zdo­by­łam na temat Car­diff, bo wyda­je mi się, iż jest to mia­sto, któ­re zasłu­gu­je na waszą uwa­gę.

W Car­diff takie graf­fi­ti wyglą­da odro­bi­nę nie­po­ko­ją­co. Don't blink! #Gre­at­Ge­ekA­dven­tu­re

Post udo­stęp­nio­ny przez Hoł­ka (@joanna.holy)

Przed wyjaz­dem do Wiel­kiej Bry­ta­nii zasta­na­wia­łam się, czy w sto­li­cy Walii lepiej spę­dzić jeden, czy może dwa dni. Wszyst­kie oso­by, któ­re o to zapy­ta­łam, odpo­wia­da­ły nie­jed­no­znacz­nie, że oby­dwa warian­ty są dobre. W obec­nej chwi­li stwier­dzam, że Car­diff war­to poświę­cić wię­cej, niż jed­ną dobę. To ide­al­ne miej­sce na week­en­do­wą wyciecz­kę. I myślę, że gdy­by ktoś miał taką wypra­wę zapla­no­wa­ną lepiej ode mnie – spo­koj­nie mógł­by zwie­dzać Car­diff przez jesz­cze wię­cej dni.


Nie­dzie­la w Car­diff minę­ła mi więc przy­jem­nie i w oka mgnie­niu. Mam nadzie­ję, że wy rów­nie miło spę­dzi­li­ście czas czy­ta­jąc tego, napi­sa­ne­go bar­dziej na chłod­no, Dyr­dy­ma­ła. Na wypa­dek jed­nak, gdy­by taki typ rela­cji was nudził, śpie­szę donieść, że następ­na część Wiel­kiej, Geeko­wej Przy­go­dy będzie zawie­ra­ła w sobie wię­cej emo­cji. I już nie mogę się docze­kać momen­tu, w któ­rym się nią z wami podzie­lę! :)


I na koniec roz­wią­za­nie zagad­ki: tajem­ni­cze drzwi, to (chy­ba) TE drzwi:

Roath Lock Door - David Tennant

Kadr z fil­mu The Five(ish) Doctors Rebo­ot.

Great, Geek Adventure

Wielka, Geekowa Przygoda – pozostałe wpisy:

Wię­cej zdjęć z Wiel­kiej Bry­ta­nii
możesz zoba­czyć w gale­rii!

O ile nie zosta­ło stwier­dzo­ne ina­czej, zdję­cia ilu­stru­ją­ce wpis są moje­go autor­stwa.

  • Pingback: W tych kamieniach śpiewa historia | Dyrdymały()

  • Pingback: W poszukiwaniu tajnej bazy Torchwood | Dyrdymały()

  • Pingback: Bezcelowy spacer po Londynie | Dyrdymały()

  • Pingback: Londyn nieznany? | Dyrdymały()

  • Pingback: Tropem Doktora | Dyrdymały()

  • Kata­rzy­na Lew­cun

    1. W hop-busach jest opcja wybo­ru pol­skie­go "prze­wod­ni­ka" – cos dla mnie :)
    2. Wie­zien­na restau­ra­cja- to jest to! A mowia,ze reso­cja­li­za­cja to mit- jak widac nie wsze­dzie!
    3. Kil­ka dni a tyle wra­zen, tyle zdo­by­tej wie­dzy- jak Ty to zro­bi­las?? ;)

    • 1. Przy oka­zji wyobra­żasz sobie, jak faj­nie by było, gdy­by ktoś zro­bił hop-pociąg. Taki, w któ­rym też były­by gniazd­ka do słu­cha­wek i jeśli byś się pod nie pod­pię­ła, prze­wod­nik opo­wia­dał­by ci o mija­nych po dro­dze miej­scach.
      2. Nie wiem, kto mówi, że reso­cja­li­za­cja to mit, ale ja dla odmia­ny sły­sza­łam, że w kra­jach skan­dy­naw­skich sys­tem wię­zien­nic­twa też dzia­ła tak, jak powi­nien – czy­li ska­zań­cy po wyj­ściu zza krat nie wra­ca­ją do popeł­nia­nia prze­stępstw. Przy czym tam (co w Pol­sce jest wyśmie­wa­ne), wię­zie­nia nie wyglą­da­ją jak wię­zie­nia, tyl­ko jak kil­ku­gwiazd­ko­we hote­le.
      3. Myślę, że po pro­stu mia­łam szczę­ście. ;)

      • Kata­rzy­na Lew­cun

        4. Bo – zapo­mnia­lam ;) Popie­ram Twoj postu­lat, zeby "prze­kwa­li­fi­ko­wy­wac" sta­re zako­pian­skie domy na puby, zamiast je burzyc :(

        • zamiast je burzyc :(

          …i palić. Nie zapo­mi­naj o pale­niu, bo wiesz, jacy są ludzie na Pod­ha­lu – zabro­nisz burzyć, a ci stwier­dzą, że prze­cież nie mówi­łaś, że palić też nie wol­no, ech… :(

  • Mar­le­na Bier

    Przed­sta­wio­ne przez Cie­bie fak­ty doty­czą­ce Car­diff są napraw­dę inte­re­su­ją­ce. Dla mnie Car­diff było zawsze po pro­stu (albo aż :)) sto­li­cą Walii i miej­scem, gdzie wie­le się dzie­je w związ­ku z moją uko­cha­ną bry­tyj­ską tele­wi­zją. Tym­cza­sem oka­za­ło się, że moż­na tu zna­leźć znacz­nie wię­cej :) Strasz­nie podzi­wiam, hmm… wła­śnie, kogo? Miesz­kań­ców, wła­dze, lokal­nych dzia­ła­czy? W każ­dym razie ludzi, któ­rzy podob­ne miej­sca jak Car­diff potra­fią usza­no­wać i tak pięk­nie roz­wi­jać nawet wte­dy, gdy go pier­wot­ne prze­zna­cze­nie nie ma już racji bytu. Sama miesz­kam w mie­ście, któ­re uro­sło na pra­cy gór­ni­ków i hut­ni­ków, i jestem zachwy­co­na tym z jakim sza­cun­kiem i pomy­słem trak­tu­je się tu post­in­du­strial­ne obiek­ty, czy­niąc z nich napraw­dę inte­re­su­ją­ce obiek­ty roz­ryw­ko­we i tury­stycz­ne (jak się chce to moż­na i z typo­wych robot­ni­czych fami­lo­ków zro­bić tury­stycz­ną pereł­kę, kopal­ni wca­le nie trze­ba zata­piać ani zasy­py­wać , bo może być np. świet­ną salą kon­cer­to­wa :) ). Dla­te­go tak cudow­nie było poczy­tać o tym, że są ludzie, któ­rzy po pro­stu kocha­ją to swo­je miej­sce na zie­mi i wło­ży­li w nie tyle pra­cy tak, że dzi­siaj Car­diff chcą je podzi­wiać tury­ści z całej Euro­py (jeśli nie świa­ta ;). Naj­bar­dziej chy­ba podo­ba­ła mi się histo­ria o budyn­ku stwo­rzo­nym z kamie­ni bala­sto­wych. Wow, dla mnie to taki sym­bol podwój­ne­go sza­cun­ku, raz do histo­rii tego miej­sca, któ­rej mie­szań­cy się nie wsty­dzą, dwa zaś do surow­ca, któ­re­go nie nale­ży nisz­czyć jeśli wciąż jest przy­dat­ny :) Poza tym, jak tu nie kochać miej­sca, gdzie nawet wię­zie­nia są takie ład­ne i… peł­ne sma­ku hehe ;) No i jestem zachwy­co­na tury­stycz­ny­mi udo­god­nie­nia­mi, zwłasz­cza hop busa­mi :D Tak­że dzię­ki za tę prze­mi­ła opo­wieść, no i jak zwy­kle nie zawio­dłaś w kwe­stii wyszu­ki­wa­nia inte­re­su­ją­cych szcze­gó­łów i drob­nych smacz­ków, zwłasz­cza tajem­ni­ca nie­bie­skich drzwi to… mistrzo­stwo świa­ta, do koń­ca tek­stu się nad nią gło­wi­łam ! :)

    • Cie­szę się, że Dyr­dy­mał się podo­bał. :)

      Nie wiem, jak wyglą­da sytu­acja na Ślą­sku, ale w Zako­pa­nem od kil­ku lat sza­le­je mafia dewe­lo­per­ska, któ­ra pod­pa­la sta­re domy (tłu­ma­cząc, że niby zro­bi­li to bez­dom­ni…), by zro­bić miej­sce na nowe apar­ta­men­tow­ce. Efekt? Ostat­niej zimy jed­na z głów­nych ulic mia­sta wyglą­da­ła jak powo­jen­ne pogo­rze­li­sko – tyle zabyt­ko­wych domów poszło wte­dy z dymem. :(

      A nowe budyn­ki zazwy­czaj są beto­no­wy­mi molo­cha­mi, nie dość, że zupeł­nie nie wpi­su­ją­cy­mi się w kli­mat mia­sta, to na doda­tek czę­sto przy­sła­nia­ją­cy­mi widok na góry. I jak­by tego wszyst­kie­go było mało, chy­ba naj­ład­niej­szym, nie­daw­no wznie­sio­nym budyn­kiem jest… Bie­dron­ka, któ­ra – gdy­by nie gigan­tycz­ny par­king przed skle­pem – nie wyglą­da­ła­by jak budy­nek o takim, a nie innym prze­zna­cze­niu.

      Dla­te­go szcze­gól­nie doce­niam to, co uda­ło się osią­gnąć w Car­diff. I mam nadzie­ję, że pew­ne­go dnia (oby tyl­ko nie było na to za póź­no) w Zako­pa­nem uda się osią­gnąć coś podob­ne­go.

      A Hop Busy moż­na spo­tkać w wie­lu mia­stach. Nie zdzi­wi­ła­bym się, gdy­by jeden z nich jeź­dził tak­że u cie­bie. :)

      I jesz­cze co do nie­bie­skich drzwi – pole­cam wir­tu­al­ny spa­cer po Car­diff przy pomo­cy Google. Wiem, że to nie to samo, co obej­rze­nie wszyst­kie­go na wła­sne oczy, ale zawsze moż­na przyj­rzeć się fasa­dzie stu­dia BBC bar­dziej z bli­ska. ;)

      • Mar­le­na Bier

        Szcze­rze mówiąc to nie wie­dzia­łam, że tak się spra­wy mają w Zako­pa­nem. Bar­dzo przy­kro o tym czy­tać, bo prze­cież to jed­no z naszych miast – wizy­tó­wek, a dla mnie miej­sce zwią­za­ne z cie­pły­mi wspo­mnie­nia­mi… :( Szcze­rze mówiąc u nas na Ślą­sku wybu­rzo­no wie­le porząd­nych, sta­rych, nie­raz przed­wo­jen­nych budyn­ków, tzw. fami­lo­ków, pod budo­wę nowo­cze­snych stref prze­my­sło­wych albo tzw. śred­ni­ców­ki. Zda­rzy­ło się też, ze zabyt­ki nisz­cza­ły w związ­ku ze szko­da­mi gór­ni­czy­mi. Jed­nak, według mojej wie­dzy to raczej rzad­kość. Co nam się z kolei napraw­dę uda­ło, to ochro­na samych obiek­tów poprze­my­sło­wych. Został stwo­rzo­ny szlak zabyt­ków tech­ni­ki, gdzie moż­na zwie­dzać czyn­ne i nie­czyn­ne lub wręcz zabyt­ko­we zakła­dy prze­my­sło­we (od kopal­ni, przez radio­sta­cję czy sta­cję wodo­cią­gów), w jed­nej z kopal­ni moż­na urzą­dzać kon­cer­ty pod zie­mią albo nawet wesel­ne przy­ję­cia :D Nie żeby­śmy sta­li się lwa­mi tury­sty­ki, ale na swo­je wycho­dzi­my :) Bar­dzo mi się to podo­ba, bo chro­ni­my to z cze­go wyro­śli­śmy, nasza kul­tu­rę, miej­sca wokół któ­rych powsta­wa­ły nasze mia­sta i nie pozwa­la­my im znisz­czeć. Dla­te­go tak wspa­nia­łe wyda­je mi się to, co napi­sa­łaś o Car­diff, co praw­da nie­co zmie­nio­no pro­fil mia­sta, ale nie pozwo­lo­no mu zmar­nieć, a wręcz zro­bio­no z nie­go pereł­kę :) Abso­lut­ny sza­cun! Och, i dzię­ku­ję za pod­su­nie­cie pomy­słu… odby­łam wir­tu­al­ny spa­cer i jestem zachwy­co­na :) Teraz jesz­cze bar­dziej marzę o obej­rze­niu go na żywo :D

  • Pingback: Spontaniczny prezent, który trzeba było zaplanować | Dyrdymały()