Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Prawo i Piraci:

Dziękuję, nie zapłacę!

Czasem nie warto wydawać kasy na dostęp do kultury

Zapew­ne kie­dyś przy­da­rzy­ło się wam coś takie­go lub też sły­sze­li­ście o podob­nej sytu­acji. Chcie­li­ście zapła­cić za legal­ny dostęp do jakie­goś dobra kul­tu­ry lub ser­wi­su inter­ne­to­we­go. Krzyk­nę­li­ście Shut up and take my money! i wte­dy oka­zy­wa­ło się, że nie może­cie kupić tego, cze­go pra­gnie­cie. Zaku­py albo w ogó­le nie były moż­li­we, albo co gor­sza – wasza geo­lo­ka­li­za­cja czy­ni­ła z was inter­nau­tów gor­szej kate­go­rii, któ­rym danej rze­czy nie chcia­no sprze­dać. I nie pozo­sta­wa­ło wam nic inne­go, jak tyl­ko zadać reto­rycz­ne pyta­nie: dla­cze­go nie chce­cie moich pie­nię­dzy?

Zna­cie to? Praw­do­po­dob­nie tak. Ja jed­nak poru­szę tutaj nie­co inny pro­blem. Sytu­ację, w któ­rej mogę za coś zapła­cić, ale z pew­ny­ch wzglę­dów nie mam zamia­ru tego robić.

Piraci nie płacą

Jak poda­je Legal­na Kul­tu­ra, Pola­cy chęt­nie pła­cą za dostęp do ser­wi­sów, w któ­ry­ch mogą oglą­dać fil­my i seria­le, przy czym nie ma dla nich zna­cze­nia, czy ser­wis ten jest legal­ny, czy też nie. To śmiesz­ne, smut­ne i prze­ra­ża­ją­ce zara­zem.

Nie potę­piam pirac­twa wyni­ka­ją­ce­go z tego, że dostęp do jakie­goś dobra kul­tu­ry jest dla kogoś utrud­nio­ny lub zbyt dro­gi (czy­li de fac­to też utrud­nio­ny). Jestem też w sta­nie jakoś* zro­zu­mieć, że ktoś pła­ci za dostęp do pirac­ki­ch tre­ści, nie wie­dząc, że są one kra­dzio­ne – w koń­cu wie­le pirac­ki­ch stron inter­ne­to­wy­ch wyglą­da rów­nie pro­fe­sjo­nal­nie jak te legal­ne (a cza­sem nawet lepiej, niż one).

Nie popie­ram nato­mia­st ludzi, któ­rzy sta­ra­ją się zaro­bić na pirac­twie. I jest dla mnie rów­nie nie­po­ję­te, że ktoś świa­do­mie za dostęp do pirac­ki­ch tre­ści może pła­cić.

Anonymous Pirat

Prawdziwi piraci nie płacą za dostęp do pirackich treści.

źródło: 4ever

Odłóż­my na bok kwe­stie moral­no-etycz­ne, czy­li to, czy za dostęp do kra­dzio­ny­ch tre­ści wypa­da pła­cić. Spójrz­my na pro­blem od stro­ny czy­sto prak­tycz­nej:

  • Po pierw­sze, pirac­ka tre­ść, za któ­rą w jed­nym miej­scu trze­ba zapła­cić, gdzieś indziej na pew­no jest ofe­ro­wa­na za dar­mo.
  • Po dru­gie, pła­cąc za dostęp do pirac­ki­ch ser­wi­sów nara­ża­my się na to, że jeśli stro­na zosta­nie zamknię­ta przez poli­cję, to w ręka­ch stró­żów pra­wa znaj­dą się nasze dane i co za tym idzie – może­my zostać oskar­że­ni o prze­stęp­stwo.
  • I wresz­cie po trze­cie: jak moż­na pła­cić za dostęp do pirac­ki­ch tre­ści, kie­dy dokład­nie to samo, w podob­nej cenie, jest w innym ser­wi­sie dostęp­ne legal­nie?

Inny­mi sło­wy: pła­ce­nie za pirac­kie tre­ści jest głu­pie, głu­pie i jesz­cze raz: głu­pie. Dla­te­go jeśli ktoś pro­po­nu­je mi coś takie­go, poka­zu­ję mu środ­ko­wy palec.


* „Jakoś” nie ozna­cza „zupeł­nie”. Bo czy napraw­dę moż­na myśleć, że ser­wis poka­zu­ją­cy fil­my w jako­ści „nagry­wa­ne smart­fo­nem w kinie” jest legal­ny?

Darmowa domena

Sytu­acja bar­dzo podob­na do tej opi­sa­nej wyżej, ale róż­nią­ca się jed­nym, waż­nym szcze­gó­łem: tym, że ktoś ofe­ru­je płat­ny dostęp do legal­nej tre­ści, któ­ra gdzie indziej jest dostęp­na za dar­mo. Takie sytu­acje doty­czą głów­nie ksią­żek, ale myślę, że gdy­by zagłę­bić się w temat, zna­la­zły­by się tak­że przy­kła­dy zwią­za­ne z inny­mi dzie­dzi­na­mi kul­tu­ry.

Ale o co cho­dzi? O sytu­ację, w któ­rej jakieś dzie­ło pocho­dzi z dome­ny publicz­nej, czy­li może być legal­nie roz­po­wszech­nia­ne za dar­mo. I tak się dzie­je: książ­ki z dome­ny publicz­nej może­cie (w for­mie porząd­nie opra­co­wa­ny­ch i sfor­ma­to­wa­ny­ch ebo­oków) za dar­mo ścią­gnąć na przy­kład z Wol­ny­ch Lek­tur lub Wiki­Źró­deł.

Pomi­mo tego, wie­le z tych dzieł (w for­mie elek­tro­nicz­nej) sprze­da­je się w księ­gar­nia­ch inter­ne­to­wy­ch* i o dzi­wo – ludzie są skłon­ni za nie pła­cić.

Wolne Lektury

Po co płacić za dostęp do literatury, kiedy ma się Wolne Lektury? :)

źródło: Wolne Lektury

To zna­czy, rozu­miem: czę­sto płat­ne wer­sje posia­da­ją lep­szy, współ­cze­sny prze­kład, cza­sem mają tak­że masę dodat­ko­wy­ch infor­ma­cji, któ­re poma­ga­ją w odbio­rze tre­ści (na przy­kład przy­pi­sy tłu­ma­czą­ce, co autor miał na myśli). Nie­mniej, jeśli cho­dzi o mnie, to mając do wybo­ru dzie­ło w wer­sji dar­mo­wej i płat­nej, decy­du­ję się się­gnąć po to pierw­sze.


* Nie mam tutaj na myśli sytu­acji, w któ­rej książ­ki z Wol­ny­ch Lek­tur są za dar­mo ofe­ro­wa­ne w księ­gar­nia­ch inter­ne­to­wy­ch.

Niedostępne w Polsce

Z tym pro­ble­mem mam do czy­nie­nia coraz rza­dziej, co nie zna­czy, że znik­nął on zupeł­nie. Cho­dzi mi o wspo­mnia­ne na wstę­pie blo­ka­dy regio­nal­ne. Na szczę­ście zabez­pie­cze­nie to moż­na obej­ść za pomo­cą VPN-u i tym samym uzy­skać do danej stro­ny inter­ne­to­wej nie do koń­ca legal­ny dostęp.

Jed­nak­że, jeśli za korzy­sta­nie z ser­wi­su chro­nio­ne­go blo­ka­dą regio­nal­ną dodat­ko­wo trze­ba pła­cić, to nie chcę z nie­go korzy­stać. Powód jest pro­sty: nigdy nie wiem, kie­dy admi­ni­stra­cja stro­ny doko­na czyst­ki i zablo­ku­je VPN-owy­ch użyt­kow­ni­ków taki­ch, jak ja.

Earthlights

Internet miał być globalną wioską bez granic. Niestety nie jest.

źródło: Wikipedia

Do tego docho­dzi jesz­cze kwe­stia wygo­dy użyt­ko­wa­nia: dar­mo­we VPN-y czę­sto spo­wal­nia­ją dzia­ła­nie inter­ne­tu, a na lep­sze, płat­ne VPN-y nie chcę wyda­wać pie­nię­dzy. Poza tym nie­któ­re zagra­nicz­ne ser­wi­sy nie akcep­tu­ją pol­ski­ch kart płat­ni­czy­ch, więc trze­ba się nakom­bi­no­wać, by obej­ść tę prze­szko­dę. Dla­te­go, bio­rąc pod uwa­gę wszyst­kie nie­do­god­no­ści, w przy­pad­ku tego typu ser­wi­sów zawsze myślę sobie „sko­ro nie chce­cie moich pie­nię­dzy, to ich nie dosta­nie­cie”.

Gorsze od wersji pirackiej

Pół bie­dy, kie­dy inter­fej­sy pirac­ki­ch ser­wi­sów wyglą­da­ją i funk­cjo­nu­ją lepiej od tych na stro­na­ch ofe­ru­ją­cy­ch legal­ne tre­ści. Kary­god­na wyda­je mi się nato­mia­st sytu­acja w któ­rej legal­ny ser­wis dzia­ła tak źle, że nie moż­na sko­rzy­stać z ofe­ro­wa­ny­ch na nim tre­ści, za dostęp do któ­ry­ch się zapła­ci­ło.

Wcze­śniej nie poda­wa­łam przy­kła­dów rze­czy, za któ­re nie chcę pła­cić, teraz jed­nak zro­bię wyją­tek, żeby­ście dokład­nie wie­dzie­li, o co mi cho­dzi.

HBO GO

Logo bardzo złej usługi.

źródło: Wikipedia

Dwa lata temu mia­łam (nie)przyjemność korzy­sta­nia z HBO GO (z tego, co sły­sza­łam, od tam­te­go cza­su nie­wie­le się w tym ser­wi­sie zmie­ni­ło). Stro­na inter­ne­to­wa korzy­sta­ła z prze­sta­rza­łej tech­no­lo­gii i mia­ła topor­ny inter­fejs. Nie ofe­ro­wa­ła też „gusto­mie­rza” lub inny­ch roz­wią­zań, któ­re dosto­so­wy­wa­ły­by tre­ści do kon­kret­ne­go użyt­kow­ni­ka (podob­nie, jak robi to na przy­kład Net­flix lub YouTu­be). A nie­któ­re pro­duk­cje (jak Last Week Toni­ght) poja­wia­ły się w ser­wi­sie z kil­ku­dnio­wym opóź­nie­niem. Te nie­do­god­no­ści byłam jed­nak w sta­nie wyba­czyć. Miar­ka się prze­bra­ła z powo­du Gry o Tron.

Wszyst­ko było w porząd­ku, dopó­ki serial nie zaczął się zbli­żać do koń­ca sezo­nu. Jakiś dwó­ch, a może nawet trzech ostat­ni­ch odcin­ków serii nie dało się na HBO GO obej­rzeć, bo ser­we­ry stro­ny ule­gły prze­cią­że­niu. Pirac­kie ser­wi­sy nie mia­ły taki­ch pro­ble­mów.

Stwier­dzi­łam więc, że nie będę pła­cić za usłu­gę, któ­ra jest tak złej jako­ści, że i tak muszę korzy­stać z „alter­na­tyw­ny­ch zamien­ni­ków” (przy oka­zji oka­za­ło się, że zerwa­nie umo­wy z HBO GO nie jest tak pro­ste, jak mogło­by się wyda­wać, ale to jest histo­ria na osob­ny wpis). I od tam­tej pory zarów­no od HBO GO, jak i inny­ch ser­wi­sów dzia­ła­ją­cy­ch gorzej, niż pirac­kie stro­ny, trzy­mam się z dale­ka.

Płaćcie z głową!

Pła­ce­nie za dostęp do kul­tu­ry jest spo­ko. Ale zda­rza­ją się takie sytu­acje, w któ­ry­ch nie war­to, a nawet nie wypa­da tego robić. Nie pła­cę za tre­ści łamią­ce pra­wo autor­skie, dzie­ła z dome­ny publicz­nej, dostęp do ser­wi­sów ofi­cjal­nie nie­do­stęp­ny­ch w Pol­sce oraz usłu­gi ofe­ru­ją­ce jako­ść gor­szą, niż pirac­kie stro­ny inter­ne­to­we. Czte­ry pro­ste zasa­dy, któ­ry­mi się kie­ru­ję. Czy słusz­ne? Wyda­je mi się, że tak, ale mogę się mylić. Dla­te­go inte­re­su­je mnie, co wy myśli­cie na ten temat. Nie bój­cie się napi­sać o tym w komen­ta­rzu!

gra­fi­ka ilu­stru­ją­ca wpis na pod­sta­wie obraz­ka zna­le­zio­ne­go na: Imgur