Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Ból dupy i inne hejterstwa

Jak krytyczna powinna być krytyka?

Zwyk­le nie zaglą­dam na strony inter­ne­towe pełne nien­aw­iś­ci, głupot i innych strasznoś­ci. Nie czy­tam też komen­tarzy (innych, niż te na Dyrdy­małach :). To powodu­je, że żyję w błęd­nym, ale zapew­ni­a­ją­cym spokój ducha przeświad­cze­niu, iż w sieci więk­szość ludzi jest mądra, miła i tol­er­an­cyj­na. Cza­sem jed­nak natknę się na coś, co psu­je tą iluzję. I wtedy dopa­da mnie szok i niedowierzanie. Przede wszys­tkim niedowierzanie.

Dziś podzielę się z wami takim właśnie niedowierzaniem. Ostat­nio parę rzeczy zaburzyło bowiem moją iluzję „dobrego inter­ne­tu”. Co praw­da wiem, że to, co napiszę, dla niek­tórych z was może nie być Dyrdy­małem, tylko zwykłym banałem. Jed­nak z drugiej strony cza­sem kon­cep­ty zrozu­mi­ałe dla jed­nej oso­by są zupełnie obce dla kogoś innego. Może więc te oczy­wiste oczy­wis­toś­ci z dzisiejszego Dyrdy­mała nie będą dla wszys­t­kich aż tak oczy­wiste?

Jeśli zwierz się tłumaczy to wiedz, że coś się dzieje!

Katarzynę Cza­jkę, czyli pod­pisu­jącą się jako zwierz, autorkę blo­ga Zwierz Pop­kul­tur­al­ny, cenię głównie za to, że posi­a­da gigan­ty­czną wiedzę z zakre­su nie tylko pop­kul­tu­ry, ale też his­torii, socjologii i wielu innych dziedzin. Dzię­ki temu pisane przez nią recen­z­je filmów i seri­ali częs­to porusza­ją kwest­ie, na które inni recen­zen­ci w ogóle nie zwraca­ją uwa­gi.

Ostat­nio głupie zrządze­nie losu spraw­iło, że zwierz był w kinie na kilku fil­mach, które nie przy­padły mu do gus­tu. To z kolei spowodowało, że na blogu zwierza pod rząd pojaw­iło się kil­ka negaty­wnych recen­zji. Zwierz ma bard­zo kul­tur­al­nych czytel­ników i raczej nie musi w komen­tarzach pod swoi­mi wpisa­mi wal­czyć z hejtera­mi, ale kiedy ludzie zaczęli zwier­zowi zarzu­cać, że zwierz za dużo marudzi i nic mu się nie podo­ba, zwierz poświę­cił cały wpis, by wyjaśnić swoim czytel­nikom, czemu pisze niepochleb­ne recen­z­je. A ja pod­czas czy­ta­nia tego tek­su przecier­ałam oczy ze zdu­mienia, bo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że kwest­ie, o których napisał zwierz w ogóle trze­ba komuś tłu­maczyć.

Zwierz Popkulturalny Logo

Tak wyglą­da zwierz i logo jego blo­ga.

źródło: Zwierz Pop­kul­tur­al­ny

Zwierz (podob­nie jak inni cenieni przeze mnie blogerzy i vlogerzy recen­zu­ją­cy filmy i seri­ale) nie stwierdza „nie podobało mi się, bo nie” – tłu­maczy dlaczego pewne rzeczy nie przy­padły mu do gus­tu. Nie pisze „jeśli tobie się podobało, to jesteś głupi” – po pier­wsze nigdy nie kry­tyku­je widzów, a po drugie, jeśli nie zgadza się z opini­a­mi innych recen­zen­tów, w mery­to­ryczny sposób argu­men­tu­je swo­je rac­je. I wresz­cie zwierz (i inni) nie cieszy się z tego, że jakieś dzieło mu się nie podobało – wręcz prze­ci­wnie, jego rozczarowanie wyni­ka przede wszys­tkim z tego, że nie może napisać pozy­ty­wnej recen­zji, choć bard­zo by tego chci­ał.

Jackie Chan by Rober Raik

Tak reagu­ję, kiedy odkry­wam, że rzeczy, które dla mnie są oczy­wisty­mi oczy­wis­toś­ci­a­mi, dla innych nie są aż tak oczy­wiste.

autor grafi­ki: Robert Raik

Dlat­ego nie rozu­miem ludzi, których oburza­ją negaty­wne recen­z­je zwierza (i innych). Prze­cież to, że recen­zent skry­tykował dzieło, które ktoś inny lubi, nie oznacza automaty­cznie, że skry­tykował też tą osobę. Poza tym – jakkol­wiek bru­tal­nie by to nie zabrzmi­ało – polscy recen­zen­ci nie są tak opin­iotwór­czy, jak ci anglo­języ­czni; ich negaty­wne oce­ny nie spraw­ią, że jak­iś film lub ser­i­al straci mil­iony widzów, okaże się finan­sową klapą i tym samym nie doczeka kon­tynu­acji. Bronie­nie ulu­bionego dzieła przed takim „niegodzi­wym”, pol­skim recen­zen­tem, jest więc moim zdaniem bard­zo prze­sad­zoną reakcją.

Jeśli chodzi o mnie, to lubię zapoz­nawać się z negaty­wny­mi recen­z­ja­mi. Zwłaszcza gdy doty­czą dzieł, które więk­szość chwali. W końcu dobrze jest, kiedy w tłu­mie zna­jdzie się ktoś, kto ma odwagę krzyknąć, że „król jest nagi”. I nawet, jeśli nie zgadzam się z taką opinią, cieszę się, że mogę ją poz­nać.

Czy w każdym Whovianie kryje się Dalek?

Mówi się, że wartoś­cią nad­daną każdego dzieła pop­kul­tu­ry, cele­bry­ty lub drużyny sportowej jest jej fan­dom. Inny­mi słowy: fani świad­czą o tym, czego są fana­mi.

Jeśli chodzi o fanów Dok­to­ra Who, czyli tak zwanych Whov­ian, to twór­cy seri­alu muszą być z nich dum­ni. Na tem­at Whov­ian moż­na bowiem mówić same dobre rzeczy… No, może poza jed­nym wyjątkiem.

Doctors Who

Wbrew pozorom Who­vian­ie nie kłócą się o to, który Dok­tor jest najlep­szy, ale o coś zupełnie innego…

autor ory­gi­nal­nych grafik: Matt Fer­gu­son

Jeśli w internecie zapyta­cie „Rus­sell T. Davies czy Steven Mof­fat?” (czyli który showrun­ner nowej, pow­sta­jącej od 2005 roku wer­sji seri­alu jest lep­szy), więk­szość fanów Dok­to­ra Who w ułamku sekundy z sym­pa­ty­cznych ludzi zmieni się w rząd­nych krwi Daleków (czyli seri­alowych, kos­micznych odpowied­ników nazistów), którzy w komen­tarzach ekster­min­u­ją każdego, kto śmie bardziej cenić innego showrun­nera, niż oni.

Gdy­by zami­ast fanów Sam­sun­ga na filmie byli fani Daviesa, a zami­ast fanów iPhona – fani Mof­fa­ta (albo odwrot­nie), wideo świet­nie pokazy­wało­by, jak wyglą­da fan­dom Dok­to­ra Who.

Cały ten spór z jed­nej strony wyda­je mi się śmieszny, z drugiej – prz­er­aża­ją­cy. Bo wystar­czy iskra, jed­no niewłaś­ci­wie dobrane słowo, by wywołać pożar. I wtedy przes­ta­je mieć znacze­nie, że Whov­ian łączy miłość do Dok­to­ra – bohat­era, który w co drugim odcinku uczy widzów tol­er­an­cyjnoś­ci i poko­jowego rozwiązy­wa­nia kon­flik­tów. Nazwisko głupiego showrun­nera potrafi zmienić niemal każdego Who­viana w Dale­ka-hejter.

Tylko, czy aby na pewno?


Ostat­nio moją recen­zję kilku odcinków Dok­to­ra Who, na Face­booku udostęp­niło Gallifrey.pl, czyli pol­s­ki por­tal poświę­cony seri­alowi:

[jeśli wpis się nie załad­ował, możesz go zobaczyć TUTAJ]

Było to dla mnie duże wyróżnie­nie, które oczy­wiś­cie bard­zo mnie ucieszyło. Ale moja radość skończyła się w chwili, w której ktoś w komen­tarzu na fejsie zarzu­cił mi, że hej­tu­ję Mof­fa­ta. Naty­ch­mi­ast obudz­ił się we mnie Dalek-hejter:

Jak ktoś śmie zarzu­cać mi hejterst­wo?! – pomyślałam. – Ten ktoś musi być hejterem i fanaty­cznym fanem Mof­fa­ta! EXTERMINATE!!!”

Haters gonna hate, Daleks gonna exterminate by Petrfox

Najniebez­pieczniejszy stwór w internecie?
Dalek-hejter!

autor grafi­ki: Petr­fox

Wzięłam jed­nak kil­ka głęb­szych odd­echów, nakaza­łam moje­mu wewnętrzne­mu Dalekowi-hejterowi się zamknąć i zapy­tałam pana komen­ta­to­ra dlaczego uważa mnie za hejtera Mof­fa­ta. Okaza­ło się, że zostałam osąd­zona o hejterst­wo z powodu jed­nego, niefor­tun­nie sfor­mułowanego zda­nia. I wiecie co? Kiedy już to sobie wyjaśnil­iśmy, pomiędzy mną i panem komen­ta­torem wywiąza­ła się bard­zo miła kon­wer­sac­ja.

Tęcza i jednorożce

Wiem, że w internecie moż­na spotkać wielu niemiłych ludzi. Nawet więcej, niż poza inter­netem. I nie zaprzeczam, że hejt jest paskud­nym zjawiskiem, z którym należy wal­czyć (przy czym nie wol­no zwal­czać hej­tu hejtem!).

Jed­nocześnie nie moż­na zakładać, że za każdym rogiem czai się hejter. Zwłaszcza, że najwięk­szą wadą komu­nikacji w internecie jest to, że nie widz­imy wyrazu twarzy oso­by, z którą dysku­tu­je­my. Co za tym idzie: nie jesteśmy w stanie określić (tak, jak pod­czas roz­mowy w cztery oczy), kiedy ktoś żar­tu­je, stwierdza coś iron­icznie lub wyol­brzymia pewne rzeczy (niby są emot­ki, ale one nie zawsze dzi­ała­ją). Dlat­ego to od nas zależy, jakie emoc­je przyp­isze­my autorowi tek­stu, który czy­tamy. I jeśli z góry uznamy kogoś za hejtera – stanie się on dla nas hejterem nawet, jeśli to nie było jego intencją.

Baby Dalek by Kiera Ember (FallenOther)

Jeśli spo­jrzy się inaczej na Dale­ka – może się on przes­tać wydawać morder­czym stworem.
Jeśli spo­jrzy się inaczej na hejtera – może się on przes­tać wydawać hejterem.

autor­ka grafi­ki: Kiera Ember (Fal­l­enOther)

Tak, jak napisałam na wstępie – zda­ję sobie sprawę z tego, że dzisiejszy wpis nie jest w żaden sposób odkry­w­czy. Nie napisałam w nim o rzeczach, które wam trze­ba tłu­maczyć. To znaczy: mam nadzieję, że nie trze­ba!

Z drugiej strony, przy­toc­zony przeze mnie przykład Zwierza Pop­kul­tur­al­nego pokazu­je, że pewne rzeczy jed­nak powin­no się wyjaś­ni­ać. A nawet – należy to robić, bo jed­nym z najlep­szych sposobów wal­ki z hejtera­mi, jest edukowanie ich.

Inną równie dobrą metodą jest ignorowanie hejterów. Dlat­ego jeśli uważasz kogoś za hejtera, nie dysku­tuj z nim, nie czy­taj jego blo­ga lub nie oglą­daj vlo­ga. Co praw­da w ten sposób nie zmienisz świa­ta tak ogól­nie, ale zmienisz świat, który sam postrze­gasz. A wtedy podob­nie jak ja, zaczniesz uważać inter­net za miejsce pełne miłych ludzi.

Tak, to będzie tylko iluz­ja. Ale może warto ją sobie stworzyć?

The Last Unicorn by Lapis L'Azuri

Nie ma tęczy, ale i tak jest fajnie!

PS. Nie wyobraża­cie sobie, jak ciężko jest znaleźć w internecie obrazek z jed­norożcem, który był­by jed­nocześnie ład­ny, kic­zowaty i przy okazji w dobrej rozdziel­czoś­ci (znalezie­nie obraz­ka tego typu, na którym poza jed­norożcem była­by także tęcza, okaza­ło się niemożli­we).

autor grafi­ki: Lapis L’Azuri

źródło zdję­cia ilus­tru­jącego wpis: Pixar Wiki