Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Wyznania milczącego czytelnika

czyli dlaczego nie komentuję twojego bloga

Daw­no, daw­no temu (niby we wrze­śniu, ale w inter­ne­to­wej ska­li cza­su od wrze­śnia minę­ły eony) prze­czy­ta­łam arty­kuł o tym, dla­cze­go war­to komen­to­wać wpi­sy na blo­ga­ch. Pod­pi­su­ję się pod tym tek­stem wszyst­ki­mi czte­re­ma łap­ka­mi. Zwłasz­cza że na Dyr­dy­ma­ła­ch, gdzie śred­nia ilo­ść komen­ta­rzy (przy zaokrą­gle­niu w górę) wyno­si zero, każ­dy odzew ze stro­ny czy­tel­ni­ków jest dla mnie na wagę zło­ta.

Nie­ste­ty jest to z mojej stro­ny pew­na hipo­kry­zja. Bo nie tyl­ko blo­gu­ję, ale tak­że czy­tam blo­gi inny­ch i zazwy­czaj jestem tym naj­gor­szym, nie­ko­men­tu­ją­cym typem czy­tel­ni­ka. Przy czym nie wyni­ka to z mojej zło­śli­wo­ści lub leni­stwa. Powo­dów jest spo­ro. Posta­no­wi­łam je wymie­nić, bo a nuż mil­czą­cy­ch czy­tel­ni­ków, któ­rzy myślą podob­nie jak ja, jest w inter­ne­cie wię­cej. A jeśli czy­ta mnie autor inne­go blo­ga – być może moje uwa­gi dadzą ci – blo­ge­rze-czy­tel­ni­ku – w jakiś spo­sób do myśle­nia.

1. Nie wiem, co napisać

Zga­dzam się z tym, co napi­sa­łeś w stu pro­cen­ta­ch. Sama nie wyra­zi­ła­bym tego lepiej. Poja­wia się nawet nie­po­ko­ją­ce pyta­nie: „czy autor tego blo­ga czy­ta mi w myśla­ch?” Tyle, że – no wła­śnie – sko­ro wyra­zi­łeś w swo­im wpi­sie wszyst­ko to, co sama myślę na dany temat, to jak mogę napi­sać coś wię­cej w komen­ta­rzu?

Mogła­bym zarzu­cić tek­stem w sty­lu „super wpis!” albo „cał­ko­wi­cie się z tobą zga­dzam!”, ale wyda­je mi się to tro­chę bez sen­su. W koń­cu komen­ta­rze powin­ny być for­mą dia­lo­gu z auto­rem, a z taki­ch pochleb­ny­ch, poje­dyn­czy­ch zdań raczej nie wynik­nie dłuż­sza poga­dan­ka. Z resz­tą sama nie zno­szę, gdy ktoś pisze takie komen­ta­rze na Dyr­dy­ma­ła­ch. Bo są miłe i głasz­czą moje ego, ale mogę odpi­sać na nie jedy­nie krót­kim „dzię­ku­ję” i na tym dys­ku­sja się skoń­czy.

2. Nie jestem w temacie

Pisze­sz o książ­ce, fil­mie lub seria­lu, któ­re­go nie znam. Jeśli sama zamie­rzam w naj­bliż­szym cza­sie się­gnąć po dany utwór, to jedy­nie szyb­ko przej­rzę twój tek­st, by wyła­pać, jak dane dzie­ło oce­nia­sz i czy war­to je prze­czy­tać lub zoba­czyć. Gdy będę już po lek­tu­rze lub sean­sie (i pod warun­kiem, że nie zapo­mnę), wró­cę do two­je­go wpi­su, bo recen­zje czy­ta mi się lepiej, gdy wiem, co autor ma na myśli (przy czym z powo­du pro­ble­mu, o któ­rym będzie w punk­cie szó­stym, to wca­le nie ozna­cza, że wypo­wiem się w komen­ta­rza­ch).

Jeśli jed­nak nie pla­nu­ję czy­tać lub oglą­dać recen­zo­wa­ne­go przez cie­bie dzie­ła, zapo­znam się z two­im tek­stem w cało­ści. A nuż zachę­ci­sz (lub znie­chę­ci­sz) mnie do danej książ­ki, fil­mu lub seria­lu. Pro­blem w tym, że ponie­waż nie znam utwo­ru, któ­ry oce­nia­sz, cięż­ko jest mi twój tek­st sko­men­to­wać. Nie mogę napi­sać, że się z tobą zga­dzam lub nie. Mogła­bym stwier­dzić, że popeł­ni­łeś faj­ny arty­kuł, ale to będzie tro­chę jak w punk­cie pierw­szym – pochwa­lę cię i będzie ci miło, ale nic wię­cej z tego nie wynik­nie.

Przy czym jest od tej regu­ły jeden wyją­tek. Sytu­acja w któ­rej chcę o recen­zo­wa­nym przez cie­bie dzie­le dowie­dzieć cze­goś wię­cej. Wte­dy na pew­no zapy­tam w komen­ta­rzu o szcze­gó­ły, któ­re mnie inte­re­su­ją.

3. Boję się

Trze­ba rów­nać w górę, a nie w dół. Dla­te­go czy­tam blo­ge­rów, któ­ry­ch uwa­żam za mądrzej­szy­ch i/​lub bar­dziej prze­bo­jo­wy­ch ode mnie. Mię­dzy inny­mi w nadziei, że cze­goś się od nich nauczę. Pro­wa­dzi to jed­nak do tego, że cza­sem boję się udzie­lać w komen­ta­rza­ch, w któ­ry­ch pro­wa­dzo­ne są elo­kwent­ne roz­mo­wy. Bo co będzie, jeśli się wygłu­pię? Co jeśli się oka­że, że zda­nie, któ­re ode­bra­łam na poważ­nie, w rze­czy­wi­sto­ści było sar­ka­zmem? Albo co gor­sza, jeśli ja napi­szę coś, co mia­ło zabrzmieć sar­ka­stycz­nie, ale zro­bię to nie­umie­jęt­nie i wku­rzę auto­ra blo­ga, zamia­st go roz­ba­wić? Nie wszy­scy zda­ją sobie z tego spra­wę, ale komen­ta­rz umiesz­czo­ny w inter­ne­cie, na zawsze pozo­sta­je w inter­ne­cie. Niby moż­na go edy­to­wać lub usu­nąć, ale pier­wot­na wer­sja zosta­nie wysła­na w powia­do­mie­niu do auto­ra blo­ga i on będzie wie­dział, że się wygłu­pi­łam, nawet jeśli póź­niej swój błąd sko­ry­gu­ję.

Cza­sem jest też tak, że nie boję się auto­ra, ale prze­ra­ża­ją mnie jego czy­tel­ni­cy. Pra­wie nigdy nie komen­tu­ję arty­ku­łów na ser­wi­sa­ch tech­no­lo­gicz­ny­ch. Z komen­ta­rzy inny­ch wnio­sku­ję, że czę­sto moż­na zostać zbesz­ta­nym przez kogoś, kto wie lepiej (nawet, jeśli wca­le nie wie). Nato­mia­st wyzna­nie „zde­cy­do­wa­łam się na tele­fon z Win­dow­sem, bo nie podo­bał mi się inter­fejs Andro­ida” nie­mal na pew­no spo­wo­du­je, że roz­dzio­bią cię hej­te­rzy, trol­le i inne kru­ki. A pisa­nie komen­ta­rzy powin­no być przy­jem­no­ścią, więc po co nara­żać się na takie strasz­ne rze­czy?

4. Przemyślałam sprawę

Ponie­waż to, co zosta­ło napi­sa­ne w inter­ne­cie, zosta­je w inter­ne­cie, trze­ba warzyć sło­wa. Z tego powo­du mój pro­ces pisa­nia komen­ta­rzy wyglą­da mniej wię­cej tak:

  1. Zasta­na­wiam się nad tre­ścią komen­ta­rza.
  2. Zasta­na­wiam się, czy napraw­dę war­to napi­sać komen­ta­rz.
  3. Czy­tam komen­ta­rze inny­ch i spraw­dzam, czy ktoś nie napi­sał podob­ne­go komen­ta­rza.
  4. Piszę komen­ta­rz.
  5. Zasta­na­wiam się, czy napraw­dę war­to opu­bli­ko­wać mój komen­ta­rz.
  6. Spraw­dzam i kory­gu­ję to, co napi­sa­łam.
  7. Zasta­na­wiam się, czy napraw­dę war­to opu­bli­ko­wać mój komen­ta­rz.
  8. Spraw­dzam i kory­gu­ję to, co napi­sa­łam.
  9. Przez 10–30 minut robię coś inne­go, przy oka­zji zasta­na­wia­jąc się, czy napraw­dę war­to opu­bli­ko­wać mój komen­ta­rz.
  10. Spraw­dzam i kory­gu­ję to, co napi­sa­łam.
  11. Zasta­na­wiam się, czy napraw­dę war­to opu­bli­ko­wać mój komen­ta­rz.
  12. Spraw­dzam i kory­gu­ję to, co napi­sa­łam.
  13. Czy­tam komen­ta­rze inny­ch i spraw­dzam, czy ktoś nie napi­sał już podob­ne­go komen­ta­rza.
  14. Jeśli nikt nie napi­sał komen­ta­rza podob­ne­go do moje­go, spraw­dzam i kory­gu­ję to, co napi­sa­łam.
  15. Jeśli docho­dzę do wnio­sku, że war­to opu­bli­ko­wać mój komen­ta­rz – robię to.

Jak widzi­sz, pro­ces jest dość skom­pli­ko­wa­ny i bar­dzo czę­sto w któ­rymś momen­cie stwier­dzam, że może jed­nak nie powin­nam swo­je­go komen­ta­rza publi­ko­wać. Albo, co gor­sza – ktoś znów prze­czy­tał moje myśli i w swo­im komen­ta­rzu zamie­ścił to, co sama chcia­łam napi­sać.

5. Za dużo komentarzy

Komen­ta­rze to miej­sce do dys­ku­sji. I moim zda­niem podob­nie, jak w przy­pad­ku praw­dzi­wy­ch, mówio­ny­ch dys­ku­sji – tro­chę nie­ład­nie jest wtrą­cić się do poga­węd­ki inny­ch, nie wysłu­chaw­szy wcze­śniej, o czym roz­ma­wia­ją. Dla­te­go, jeśli już zde­cy­du­ję się na napi­sa­nie wła­sne­go komen­ta­rza – wcze­śniej spraw­dzam wypo­wie­dzi pozo­sta­ły­ch komen­ta­to­rów. A nuż ktoś zwró­cił już uwa­gę na to, o czym sama chcia­łam napi­sać? Albo sko­men­to­wał coś inne­go, do cze­go też war­to było­by się odnie­ść.

Nie­ste­ty cier­pię na chro­nicz­ny brak cza­su, a czy­ta­nie nie idzie mi szyb­ko. Dla­te­go gdy widzę, że pod tek­stem jest tak dużo komen­ta­rzy, że ich prze­czy­ta­nie praw­do­po­dob­nie zaj­mie mi wię­cej cza­su niż lek­tu­ra tek­stu wła­ści­we­go, czę­sto znie­chę­cam się i wybie­ram mil­cze­nie.

6. Minęło za dużo czasu

Zda­rza się, że pew­ne spra­wy pochło­ną mnie tak bar­dzo, że zapo­mi­nam o zja­da­cza­ch cza­su taki­ch jak czy­ta­nie blo­gów lub oglą­da­nie seria­li. Przy­kład z nie­daw­na: dwa ostat­nie tygo­dnie zeszłe­go roku i pierw­szy tydzień tego. Naj­pierw przy­go­to­wa­nia do świąt, kie­dy nie było cza­su na czy­ta­nie cze­go­kol­wiek. Potem leni­wy tydzień świą­tecz­no-poświą­tecz­ny-przed­syl­we­stro­wy, kie­dy czy­tać po pro­stu mi się nie chcia­ło. I pierw­szy tydzień nowe­go roku, kie­dy posta­no­wi­łam nie­co zmo­dy­fi­ko­wać kod na stro­nie, więc nie mia­łam ocho­ty roz­pra­szać się czy­ta­niem. Gdy w koń­cu wró­ci­łam do nor­mal­ne­go try­bu – ilo­ść nie­prze­czy­ta­ny­ch rze­czy na Feedly była nie do poję­cia. Przej­rze­nie wszyst­kie­go i wyło­wie­nie z tego tek­stów, któ­re chcia­ła­bym prze­czy­tać zaję­ło mi kil­ka dni (a wciąż poja­wia­ją się nowe arty­ku­ły!). Tak wybra­ne rze­czy prze­rzu­ci­łam na czyt­nik ebo­oków (bo to naj­lep­sze urzą­dze­nie do czy­ta­nia cze­go­kol­wiek!) i do tej pory nad­ra­biam zale­gło­ści.

Na czym w takim przy­pad­ku pole­ga pro­blem z komen­to­wa­niem? Na tym, że głu­pio jest teraz, po ponad mie­sią­cu sko­men­to­wać u kogoś wpis doty­czą­cy świąt. Albo recen­zję Gwiezd­ny­ch Wojen napi­sa­ną zaraz po pre­mie­rze. Na wstę­pie pisa­łam, że tek­st napi­sa­ny we wrze­śniu 2015 w inter­ne­to­wej ska­li cza­su zda­je się powstać eony temu. A arty­kuł z grud­nia pocho­dzi jak­by z zeszłe­go stu­le­cia (no i z zeszłe­go roku). Tak więc czas minął, komen­to­wa­nie tego typu wpi­sów było­by w tej chwi­li – deli­kat­nie mówiąc – moc­nym ode­rwa­niem od rze­czy­wi­sto­ści.

A co z wpi­sa­mi nie zwią­za­ny­mi ze świę­ta­mi, nowym rokiem i Gwiezd­ny­mi Woj­na­mi? Dobra wia­do­mo­ść: gdy w grę wcho­dzi blog rów­nie popu­lar­ny, jak moje Dyr­dy­ma­ły, mam w nosie upływ cza­su i po pro­stu komen­tu­ję. Autor na pew­no się ucie­szy. Nie­ste­ty kło­po­tli­we są dla mnie popu­lar­niej­sze blo­gi, na któ­ry­ch jest dużo komen­ta­rzy. W takim przy­pad­ku dys­ku­sje pod wpi­sa­mi trwa­ją śred­nio kil­ka dni. A wszyst­ko co zosta­nie napi­sa­ne póź­niej, wyda­je się być moc­no spóź­nio­ne. Dla­te­go głu­pio jest mi takie wpi­sy komen­to­wać.

7. Nigdy mi nie odpowiadasz!

Czy mówi­łam już, że gdy piszę komen­ta­rz, to zale­ży mi przede wszyst­kim na pod­ję­ciu dia­lo­gu z auto­rem wpi­su? Po co więc mam się odzy­wać, sko­ro wiem, że autor mi nie odpo­wie (bo nigdy wcze­śniej tego nie robił)?

Co praw­da zda­ję sobie spra­wę, że nie­któ­rzy blo­ge­rzy mają taką stra­te­gię, że dają się czy­tel­ni­kom „wysza­leć” w komen­ta­rza­ch i sami w tą zaba­wę nie inge­ru­ją, dopó­ki nie będzie to koniecz­ne. Ale jed­no­cze­śnie jest mi przy­kro, bo kur­cze: czy­tam two­je­go blo­ga dla cie­bie, dro­gi blo­ge­rze, a nie dla two­ich czy­tel­ni­ków (i komen­ta­to­rów). Dla­te­go było­by mi miło, gdy­byś cza­sem mnie nie igno­ro­wał. Zwłasz­cza w sytu­acji, gdy dys­ku­sja pod wpi­sem nie jest zago­rza­ła i komen­ta­rzy jest zale­d­wie kil­ka.

Jest jesz­cze kwe­stia, któ­ra nie­ro­ze­rwal­nie wią­że się z punk­tem pią­tym – komen­ta­rzy jest dużo. Po pierw­sze: sko­ro mi nie chce się czy­tać wszyst­ki­ch, to wąt­pię by auto­ro­wi chcia­ło się na każ­dy odpi­sy­wać. A po dru­gie, ponie­waż w napi­sa­nie każ­de­go komen­ta­rza wkła­dam spo­ro ser­ca, to nie będę się wysi­lać jeśli wiem, że to co napi­szę, znik­nie w gąsz­czu wypo­wie­dzi inny­ch czy­tel­ni­ków.

8. Nie używasz Disqusa

Kie­dy pierw­szy raz zało­ży­łam kon­to na Tum­blr i prze­czy­ta­łam, że jeśli chcę mieć pod wpi­sa­mi komen­ta­rze, to muszę zain­sta­lo­wać Disqu­sa, pomy­śla­łam „czym do dia­bła jest Disqus?!” (tyl­ko nie­co bar­dziej nie­cen­zu­ral­nie). Dziś, po zale­d­wie kil­ku lata­ch, Disqus jest stan­dar­dem. I blo­gi, na któ­ry­ch komen­ta­rze pisze się ina­czej, niż za pośred­nic­twem tego ser­wi­su, są dziw­ne i nie na cza­sie.

Ale uwa­ga: mogę prze­bo­leć brak Disqu­sa i obec­no­ść tra­dy­cyj­ne­go for­mu­la­rza do wpi­sy­wa­nia komen­ta­rzy. Nato­mia­st nie­wy­ba­czal­na jest moim zda­niem moż­li­wo­ść komen­to­wa­nia jedy­nie przez Face­bo­oka.

Po pierw­sze i naj­waż­niej­sze: sama zało­ży­łam kon­to na fej­sie zale­d­wie pół­to­ra roku temu. Wcze­śniej, gdy tra­fia­łam na blo­ga, któ­re­go komen­to­wać dało się jedy­nie za pośred­nic­twem mor­dok­siąż­ki, czu­łam się tak, jak­by autor blo­ga poka­zał mi środ­ko­wy palec i powie­dział „nie masz fej­sa, to spier­da­laj” (tu war­to wspo­mnieć, że Disqus pozwa­la nie­za­re­je­stro­wa­nym użyt­kow­ni­kom na pisa­nie komen­ta­rzy).

I po dru­gie: teraz, gdy mam już Face­bo­oka, komen­to­wa­nie za pośred­nic­twem tego ser­wi­su wca­le nie jest dla mnie mniej pro­ble­ma­tycz­ne. Pomi­jam już to, że Disqus ma dużo ład­niej­szy i bar­dziej intu­icyj­ny inter­fejs. Liczy się kwe­stia iden­ty­fi­ka­cji. Bo widzi­sz, na Disqus jestem Hoł­ką – nie­co sza­lo­ną blo­ger­ką, fan­ką Wil­lia­ma Ficht­ne­ra i Docto­ra Who, a cza­sem zako­do­wa­ną youtu­ber­ką. Nato­mia­st na fej­sie jestem… no wła­śnie, nie dowie­sz się kim dokład­nie, bo 99% mojej aktyw­no­ści widzi jedy­nie moja rodzin­ka i naj­bliż­si przy­ja­cie­le. Inny­mi sło­wy: komen­ta­rze na Face­bo­oku spra­wia­ją, że prze­sta­ję być Hoł­ką i sta­ję się nud­ną, ano­ni­mo­wą Joan­ną.

Podob­no nie­któ­rzy blo­ge­rzy spe­cjal­nie pozwa­la­ją czy­tel­ni­kom na komen­to­wa­nie tyl­ko przez Face­bo­oka, by chro­nić się przed hej­te­ra­mi, trol­la­mi i inny­mi gadzi­na­mi (bo teo­re­tycz­nie ludzie pod­pi­su­ją­cy się swo­im imie­niem i nazwi­skiem nie powin­ni pisać głu­pot). Ba, na ostat­nim Blog Forum Gdań­sk ta for­ma komen­to­wa­nia była wrę­cz chwa­lo­na, jako naj­bar­dziej przy­ja­zna dla użyt­kow­ni­ka. Moż­li­we więc, że w tej kwe­stii nie mam racji i komen­ta­rze za pośred­nic­twem fej­sa to jed­nak dobre roz­wią­za­nie. Ale jeśli zale­ży ci na tym, bym cza­sem komen­to­wa­ła two­je­go blo­ga, to serio – wybie­rz Disqu­sa. Nie poża­łu­je­sz.

Na zakończenie

Jeśli pro­wa­dzi­sz mega-popu­lar­ne­go blo­ga, to zapew­ne tek­st, któ­ry napi­sa­łam na wie­le ci się nie przy­da, bo cier­pi­sz raczej na nad­miar komen­ta­rzy, niż ich brak (swo­ją dro­gą: hur­ra, czy­ta mnie mega-popu­lar­ny blo­ger!!!). Nie nale­ży mnie z resz­tą trak­to­wać jako przy­kła­do­we­go czy­tel­ni­ka bo, jak pew­nie zauwa­ży­łeś, do kwe­stii komen­to­wa­nia pod­cho­dzę nie­co poważ­niej, niż resz­ta inter­nau­tów. Nie wiem też, czy jako autor­ka blo­ga, któ­re­go nikt nie komen­tu­je, mogę w tym miej­scu cokol­wiek radzić. Ale jeśli pomi­mo tego wszyst­kie­go inte­re­su­je cię moje zda­nie, oto co musi­sz zro­bić, by kre­atu­ry takie, jak ja, komen­to­wa­ły two­je­go blo­ga:

  • Są świę­ta albo dłu­gi week­end i aku­rat dopa­dła cię wena na blo­go­wa­nie? Super, napi­sz wpis, ale opu­bli­kuj go dopie­ro, gdy wol­ne się skoń­czy. Tak będzie lepiej zarów­no dla cie­bie, jak i dla mnie.
  • Daj mi powód do dys­ku­sji: przed­staw w tek­ście jakąś absur­dal­ną hipo­te­zę albo zadaj pyta­nie, na któ­re będę mogła (i potra­fi­ła) odpo­wie­dzieć.
  • Komen­tuj komen­ta­rze komen­ta­to­rów.
  • Prze­łam lody – pisze­sz mądre tek­sty i to jest super, ale w komen­ta­rza­ch spró­buj spu­ścić z tonu, okaż odro­bi­nę sza­leń­stwa i pokaż, że moż­na z tobą miło pody­sku­to­wać.
  • Uży­waj Disqu­sa! Disqus jest spo­ko. Face­bo­ok nie.

A jeśli mimo wszyst­ko nikt nie komen­tu­ję two­je­go blo­ga, nie przej­muj się. Może po pro­stu pisze­sz dobre tek­sty i masz czy­tel­ni­ków taki­ch, jak ja, któ­rzy nie chcą psuć two­jej twór­czo­ści głu­pi­mi komen­ta­rza­mi w sty­lu: „wow, to było super!”

  • Dzię­ki za pole­ce­nie moje­go wpi­su :) Pod­pi­su­ję się pod więk­szo­ścią tego co napi­sa­łaś, zwłasz­cza pod 1. punk­tem.
    Kie­dy zaczy­na­łam pisać swo­je­go blo­ga byłam prze­ko­na­na, że muszę wyczer­pać temat. Napi­sać o wszyst­kim, z każ­dej stro­ny! Ode­przeć hipo­te­tycz­ne ata­ki, zarzu­ty i pre­ten­sje :) I jak bar­dzo się zdzi­wi­łam, kie­dy nie mia­łam komen­ta­rzy :D
    Teraz na szczę­ście oduczy­łam się (cho­ciaż tro­chę) wyrę­cza­nia moich czy­tel­ni­ków w dys­ku­sja­ch :)

    • Wow, cie­szę się, że mnie odwie­dzi­łaś! :D

      A przy oka­zji, ponie­waż u cie­bie na blo­gu ist­nie­je moż­li­wo­ść komen­to­wa­nia zarów­no przez disqus, jak face­bo­oka, muszę zapy­tać: za pośred­nic­twem któ­re­go ser­wi­su czy­tel­ni­cy komen­tu­ją twój blog czę­ściej? I w któ­rym z tych dwó­ch ser­wi­sów ty woli­sz komen­to­wać?
      Pozdra­wiam! :)

      • U mnie przez dłu­gi czas czy­tel­ni­cy mogli komen­to­wać wyłącz­nie na Face­bo­oku więc nie mie­li wybo­ru ;) Teraz jak wró­ci­ła opcja z Disqu­sem to jest pół na pół, w zależ­no­ści jak komu wygod­niej tam komen­tu­je ;)

        Jeże­li o mnie cho­dzi to ja mam bar­dzo mało cza­su na czy­ta­nie blo­gów, więc siłą rze­czy czę­ściej komen­tu­ję na FB :)

  • Syl­wia Roh­de

    U mnie naj­częst­szy powód, że nie komen­tu­ję to te uczu­cie, że się wygłu­pię. Wyj­dę na nie­mą­drą, nie­do­czy­ta­ną i takie tam kom­plek­si­ki do tego pakie­tu „nie komen­tu­ję” moż­na, by dorzu­cić.
    O, albo cza­sa­mi mam wra­że­nie, że blo­ger ma swo­ją her­me­tycz­ną gru­pę komen­ta­to­rów, któ­rzy mają swo­je insi­de jokes tyl­ko dla nich zro­zu­mia­łe i wtrą­ca­nie im swo­je­go komen­ta­rza jest jak wbi­ja­nie pią­te­go koła do wozu.

    P.S. Dziś z face­bo­oka komen­tu­ję, ale to z leni­stwa – szyb­ciej się da zalo­go­wać ;D

    • Uff, cie­szę się, że twój komen­ta­rz nie prze­pa­dł w cze­lu­ścia­ch inter­ne­tu! :)

      „cza­sa­mi mam wra­że­nie, że blo­ger ma swo­ją her­me­tycz­ną gru­pę komen­ta­to­rów”
      Też tak mam! W takim przy­pad­ku po pierw­sze boję się ode­zwać, a po dru­gie – tacy sta­li czy­tel­ni­cy zwy­kle toczą dłu­gie dys­ku­sje w komen­ta­rza­ch, a tych nie chce mi się czy­tać.

  • Nie wiem, czy to Inter­net mnie nie­na­wi­dzi, czy mam po pro­stu pecha. Nie komen­tu­ję głów­nie dla­te­go, że z regu­ły tra­fiam na szmi­rę nie­war­tą nawet jej prze­czy­ta­nia (spo­czy­waj­cie w poko­ju bez­cen­ne minu­ty życia), a co dopie­ro sko­men­to­wa­nia. A wyty­ka­nie ludziom ogra­ni­cze­nia, gada­nia bez sen­su, brak pod­sta­wo­wej wie­dzy w tema­cie po pro­stu mi się znu­dzi­ło. Okej, co jakiś ktoś prze­le­je cza­rę gory­czy i leci komen­ta­rz peł­nej jadu. W koń­cu mogę. Kie­dy jed­nak znaj­dę coś war­to­ścio­we­go… to wie­sz, w koń­cu napi­sa­łaś o tym post. ;)

    • „co jakiś ktoś prze­le­je cza­rę gory­czy i leci komen­ta­rz peł­nej jadu”
      Z tego typu komen­ta­rza­mi jest moim zda­niem osob­ny pro­blem. Cza­sem chcę napi­sać taką kon­struk­tyw­ną kry­ty­kę, ale myślę sobie „po co – potem powie­dzą, że jestem hej­ter”. W ogó­le chy­ba naj­więk­szą krzyw­dą, jaką inter­ne­to­wi wyrzą­dzi­li hej­te­rzy jest to, że teraz każ­da, nawet kul­tu­ral­na i czy­nio­na w dobrej wie­rze kry­ty­ka jest uzna­wa­na za hejt.

      „Kie­dy jed­nak znaj­dę coś war­to­ścio­we­go… to wie­sz, w koń­cu napi­sa­łaś o tym post.”
      Dzię­ki! :)

      PS. Masz super nick! :)

  • Bar­dzo zabaw­ny tek­st, dzię­ki :) Ale chy­ba za bar­dzo się przej­mu­je­sz tym, co sobie inni pomy­ślą, wię­cej odwa­gi i samo­dziel­ne­go zda­nia u inny­ch w komen­to­wa­niu – byle na temat.

    • Cie­szę się, że cię roz­ba­wi­łam. :)

  • Joan­no, nie bój się! Zrów­no­wa­że­ni blo­ge­rzy nie gry­zą! I odpo­wia­da­ją i sa faj­ni, więc skróć swój tok myślo­wy na temat komen­ta­rza do czte­rech punk­tów (zasta­nów się nad tre­ścią, napi­sz, sko­ry­guj i opu­bli­kuj).
    Ja nie mam cza­su czy­tać wszyst­ki­ch komen­ta­rzy pode mną, więc jak w odpo­wie­dzi na mój komen­ta­rz ode­śle­sz mnie do odpo­wie­dzi dla inne­go czy­tel­ni­ka to się nie obra­żę :-)

    • Masz rację. Ale wie­sz, z dru­giej stro­ny – gdy­by inni inter­nau­ci zasta­na­wia­li się nad tym, co napi­szą przy­naj­mniej w poło­wie tak dłu­go, jak ja, to w sie­ci było­by znacz­nie mniej głu­pi­ch komen­ta­rzy. ;)

  • Cookie

    Też czę­sto prze­ra­ża mnie nad­miar komen­ta­rzy, boję się wte­dy, że moja odpo­wie­dź, gdzieś zgi­nie w tej lawi­nie, bo nie­ste­ty zda­rza się, że ktoś faj­nie pisze, a ma sam spam pod postem…
    Pozdra­wiam.
    szki​cow​nik​co​okie​.blog​spot​.com

  • No i prze­czy­ta­łam i okej- też mi się nie chce komen­to­wać :) (ps. to nie jest komen­ta­rz)

  • Dużo ana­li­zu­je­sz – nie twier­dzę, że to źle, jesteś oso­bą reflek­syj­ną, więc roz­kła­da­sz temat na kil­ka płasz­czy­zn. Ale takie ana­li­zo­wa­nie za i prze­ciw nie zawsze jest roz­wią­za­niem dobrym. Bo wła­śnie nas blo­ku­je.

    Z dru­giej stro­ny – też nie komen­tu­ję tek­stów, w któ­ry­ch temat został total­nie wyczer­pa­ny. Czę­sto mi się nie chce, a czę­sto – tak jak ty – pod­pi­su­ję się pod danym tek­stem ręko­ma i noga­mi i też nie wiem co mogła­bym jesz­cze dodać, więc laj­ku­ję tek­st na fb. 

    Mil­czą­cy czy­tel­nik może nie wyra­zić choć­by sło­wa na blo­gu, a na róż­ny spo­sób wyra­zi swo­je uzna­nie dla Two­jej twór­czo­ści. :)