Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Wspominki z Wycieczek:

Po płaskiej ziemi

Tomaszów Mazowiecki i okolice

Waka­cje w Tatrach, nad morzem lub jezio­rem – brzmi stan­dar­do­wo. Ale waka­cje w Toma­szo­wie Mazo­wiec­kim? Gdzie w ogó­le leży to mia­sto? Czy moż­na tam zoba­czyć coś cie­ka­we­go lub przy­naj­mniej miło spę­dzić czas? I przede wszyst­kim – czy w takim miej­scu czło­wiek nie zanu­dzi się na śmierć?

Jak mogłam się prze­ko­nać tego lata, Toma­szów Mazo­wiec­ki i jego oko­li­ce, choć nie znaj­du­ją się na żad­nej tury­stycz­nej liście must see, są miej­scem, któ­re war­to zoba­czyć. I do któ­re­go chce się wrócić.

Zagłębie płytek

Toma­szów Mazo­wiec­ki leży nie­da­le­ko Opocz­na, a Opocz­no sły­nie z pro­duk­cji pły­tek cera­micz­nych. W efek­cie miesz­kań­cy całe­go regio­nu sto­su­ją płyt­ki nie tyl­ko do obkła­da­nia nimi ścian łazie­nek i kuch­ni. Potrze­bu­jesz kalen­da­rza – zamiast papie­ro­we­go możesz kupić taki na płyt­ce. Bra­łeś udział w jakimś wyda­rze­niu – poza pamiąt­ko­wym dyplo­mem dosta­niesz tak­że płyt­kę zro­bio­ną spe­cjal­nie na tą oka­zję. Chcesz przy­ozdo­bić pokój repro­duk­cją dzie­ła Woj­cie­cha Siud­ma­ka – obra­zy w anty­ra­mach lub na płót­nach są pas­sé, wybierz wer­sję na płyt­ce ceramicznej!

obraz Wojciecha Siudmaka na płytce ceramicznej

Ceramiczny Siudmak

Miasto upadłe

Przez wie­le lat Toma­szów Mazo­wiec­ki sły­nął z pro­duk­cji tka­nin. A potem przy­szła zmia­na ustro­ju i pry­wa­ty­za­cja. Wiel­kie zakła­dy upa­dły. Tysią­ce ludzi stra­ci­ło pra­cę. Star­si miesz­kań­cy mia­sta ze łza­mi w oczach wspo­mi­na­ją tam­te czasy:

– Pro­du­ko­wa­li­śmy naj­lep­sze tka­ni­ny w Pol­sce – mówią. – A potem ktoś spe­cjal­nie to wszyst­ko popsuł.

Prze­cha­dza­jąc się po mie­ście, łatwo zro­zu­mieć roz­go­ry­cze­nie tych ludzi. Na każ­dym kro­ku widać maje­sta­tycz­ne budyn­ki z czer­wo­nej cegły, któ­re kie­dyś musia­ły być dumą mia­sta, a dziś są pusto­sta­na­mi, stra­szą­cy­mi powy­bi­ja­ny­mi okna­mi. Nawet góru­ją­ce nad mia­stem komi­ny kolej­nej, nie­czyn­nej fabry­ki, przy­po­mi­na­ją samot­ne kolum­ny zapo­mnia­nych, antycz­nych ruin.

Miasto odrodzone

Toma­szów Mazo­wiec­ki upadł, ale teraz pod­no­si się z kolan. Po przej­ściu uli­cą pusto­sta­nów tra­fi­my na pięk­ny, nie­daw­no wyre­mon­to­wa­ny rynek. Jesz­cze kil­ka lat temu był tam nie­cie­ka­wy par­king auto­bu­so­wy, teraz przy fon­tan­nie bawi się gro­mad­ka pisz­czą­cych dzie­cia­ków, nasto­lat­ki jeż­dżą na desko­rol­kach, a doro­śli popi­ja­ją kawę lub piwo w pobli­skich kawiar­niach. Rynek Toma­szo­wa stał się tęt­nią­cym ser­cem mia­sta, miej­scem spo­tkań miesz­kań­ców. I świet­nym przy­kła­dem tego, że ogra­ni­cze­nie ruchu samo­cho­do­we­go i przy­wró­ce­nie prze­strze­ni publicz­nej pie­szym może wyjść tyl­ko na dobre.

Cen­trum mia­sta to jed­nak nie wszyst­ko. W oko­li­cy, w któ­rej miesz­ka­łam, jest szko­ła z orli­kiem i świe­żo wybu­do­wa­nym base­nem (dostęp­nym dla wszyst­kich, nie tyl­ko uczniów) oraz nowo­cze­sny, świet­nie wypo­sa­żo­ny dom kul­tu­ry. Inny­mi sło­wy – miesz­kań­cy pobli­skich domów i osie­dli bez pro­ble­mu znaj­dą swo­im pocie­chom zaję­cie inne, niż sie­dze­nie przed kom­pu­te­rem. Sami tak­że będą mogli miło spę­dzić czas poza domem.

W Toma­szo­wie cią­gle cięż­ko zna­leźć pra­cę, ale przed­się­bior­cy sta­ra­ją się wypeł­nić pust­kę, jaka powsta­ła po zamknię­tych fabry­kach tek­sty­liów. W sąsiedz­twie pusto­sta­nów czę­sto sto­ją nowe hale pro­duk­cyj­ne lub skle­py. Jak grzy­by po desz­czu wyra­sta­ją gale­rie han­dlo­we. Na każ­dym kro­ku widać, że mia­sto się roz­wi­ja i powo­li odzy­sku­je swo­ją daw­ną świetność.

Slow-life

Toma­szów Mazo­wiec­ki to duże mia­sto. Byłam zdzi­wio­na, gdy dowie­dzia­łam się, że jest więk­sze od Zako­pa­ne­go. Na tyle duże, że zamiast bur­mi­strza ma pre­zy­den­ta. Moje błęd­ne zało­że­nie wyni­ka­ło przede wszyst­kim stąd, że nie uświad­czy­my tutaj, typo­we­go dla Kra­ko­wa, a nawet Zako­pa­ne­go – miej­skie­go pośpie­chu. Życie toczy się tu powo­li, wręcz leni­wie, przez co Toma­szów bar­dziej przy­po­mi­na let­ni­sko­we mia­stecz­ko, niż dużą metropolię.

Raj rowerzystów

Nie znam sta­ty­styk, ale moż­na odnieść wra­że­nie, że każ­dy miesz­ka­niec Toma­szo­wa posia­da wła­sny rower. Rowe­rzy­ści są wszę­dzie. I mają gdzie jeź­dzić, bo zarów­no w mie­ście, jak i poza nim roi się od ście­żek rowe­ro­wych. A jeśli ich nie ma i trze­ba jechać chod­ni­kiem – żaden pie­szy rowe­rzy­sty za to nie zblu­zga (co w Kra­ko­wie jest nie­ste­ty na porząd­ku dziennym).

Rowe­rzy­stom sprzy­ja tak­że ukształ­to­wa­nie tere­nu. Jest pła­sko, wszę­dzie moż­na doje­chać na jed­nym bie­gu. Wypo­sa­żo­ny w prze­rzut­ki rower gór­ski jest więc zby­tecz­ny – do kom­for­to­we­go peda­ło­wa­nia wystar­czy skła­dak lub holenderka.

Trze­ba jedy­nie uwa­żać na kie­row­ców, bo ci są nie tyl­ko mniej wyro­zu­mia­li od pie­szych, ale tak­że – zda­ją się nie znać prze­pi­sów. Raz zda­rzy­ło mi się, że zosta­łam strą­bio­na za to, że… prze­jeż­dża­łam przez jezd­nię prze­jaz­dem rowe­ro­wym. Z resz­tą, sko­ro już przy samo­cho­dach jesteśmy…

Kraina piratów drogowych i kierowców długodystansowych

Jed­ną z pierw­szych rze­czy, jaką usły­sza­łam, po przy­jeź­dzie do Toma­szo­wa Mazo­wiec­kie­go było: „uwa­żaj, bo tutaj jeż­dżą jak waria­ci. Zwłasz­cza mło­dzi kie­row­cy BMW”.

Na szczę­ście, poza wspo­mnia­nym strą­bie­niem przez samo­chód na prze­jeź­dzie rowe­ro­wym, nie spo­tka­ła mnie żad­na inna nie­przy­jem­ność. Ale raz widzia­łam, jak mło­dy kie­row­ca BMW z zawrot­ną pręd­ko­ścią wyjeż­dżał z par­kin­gu pod skle­pem, po dro­dze urzą­dza­jąc sobie sla­lom mię­dzy pie­szy­mi. A w lokal­nej gaze­cie widzia­łam new­sa o kie­row­cy, któ­ry dacho­wał(!) w cen­trum miasta(!!!).

Inna spra­wa, że (pomi­mo tego, iż dobrze jeź­dzi się tu na rowe­rze), bez samo­cho­du, jest się jak bez ręki. Cze­mu? Ponie­waż dla miesz­kań­ców Toma­szo­wa (przy­naj­mniej tych, któ­rych mia­łam przy­jem­ność poznać), wypra­wa do odda­lo­ne­go o 30 km Opocz­na lub Piotr­ko­wa Try­bu­nal­skie­go, nie jest dale­ką podró­żą. Nor­mal­ne jest to, że ktoś miesz­ka w jed­nym mie­ście, w dru­gim pra­cu­je, a do trze­cie­go jeź­dzi w nie­dzie­lę na rodzin­ny obiad. A ponie­waż dro­gi w oko­li­cy są w świet­nym sta­nie – poko­na­nie tych wiel­kich odle­gło­ści nie zaj­mu­je dużo czasu.

Pew­nie nie­któ­rych z was takie podej­ście do podró­żo­wa­nia wca­le nie dzi­wi, ale dla mnie, oso­by przy­zwy­cza­jo­nej do sta­nia w kor­kach w Kra­ko­wie lub na Zako­pian­ce, nie­zwy­kłe jest to, że w godzi­nach szczy­tu prze­jazd z Piotr­ko­wa do Toma­szo­wa zaj­mu­je mniej cza­su, niż mi dotar­cie z pra­cy do domu o tej samej porze.

Co tu zobaczyć?

Być może myśli­cie sobie teraz „cera­micz­ne płyt­ki i pusto­sta­ny mnie nie inte­re­su­ją, rynek w moim mie­ście tak­że jest nicze­go sobie, a slow-life mogę upra­wiać na dział­ce. Po co mam jechać do Toma­szo­wa Mazo­wiec­kie­go?” Otóż mia­sto jest świet­ną bazą wypa­do­wą dla osób lubią­cych podró­że rowe­ro­we połą­czo­ne ze zwie­dza­niem. W samym Toma­szo­wie moż­na zoba­czyć muzeum, zabyt­ko­wą kopal­nię pia­sku Gro­ty Nagó­rzyc­kie, rezer­wat przy­ro­dy z Nie­bie­ski­mi Źró­dła­mi, skan­sen i hodow­lę żubrów.

Wypra­wa dooko­ła Zale­wu Sule­jow­skie­go tak­że jest świet­nym pomy­słem. W Ino­wło­dzu cze­ka na nas naj­star­szy w Pol­sce cegla­ny kościół, ruiny zam­ku i nie­co przy­kra w oglą­da­niu – syna­go­ga prze­ro­bio­na na sklep spo­żyw­czy. War­to też ode­tchnąć chwi­lę w Spa­le i obo­wiąz­ko­wo zro­bić sobie zdję­cie przy pomni­ku żubra.

Wio!

No to wio!

zdjęcie: Elżbieta Hoły

Miło­śni­ków histo­rii II Woj­ny Świa­to­wej, na pew­no ucie­szy wizy­ta w pohi­tle­row­skich bun­krach kole­jo­wych*, w Jele­niu i Konew­ce (do zwie­dza­nia pierw­sze­go potrzeb­na jest wła­sna latar­ka, dru­gi jest odre­stau­ro­wa­ny i oświetlony).

Tunel

Czy tu straszy?

Co waż­ne – do wszyst­kich wymie­nio­nych prze­ze mnie miejsc doje­dzie­cie pra­wie zawsze pła­ski­mi, głów­nie leśny­mi ścież­ka­mi rowe­ro­wy­mi. A gdy­by­ście nie lubi­li peda­ło­wać, zawsze może­cie wysko­czyć na kajak. Jed­no lub kil­ku­dnio­we spły­wy rze­ką Pili­cą orga­ni­zo­wa­ne są w taki spo­sób, że pły­nie się z prą­dem, a potem, do sta­cji począt­ko­wej wra­ca busem (trans­port w cenie wypo­ży­cze­nia kaja­ka), nie ma więc mowy o męcze­niu się i wio­sło­wa­niu pod prąd. A jeśli nie umie­cie pły­wać, to spo­koj­nie, nie ma się cze­go bać – wypad­nię­cie z kaja­ka jest pra­wie nie­moż­li­we, a Pili­ca jest dość płyt­ką rze­ką – prę­dzej utknie­cie na mie­liź­nie, niż pój­dzie­cie na dno.

Nie wiem, czy wymie­nio­na prze­ze mnie lista atrak­cji jest duża, ale wystar­czy na kil­ka dni poby­tu w Toma­szo­wie, a może i wię­cej. Ja gości­łam w mie­ście przez tydzień i nie uda­ło mi się zoba­czyć wszyst­kich wspo­mnia­nych rze­czy. Co wca­le mnie nie mar­twi – mam powód, by odwie­dzić Toma­szów jesz­cze raz!


* Mie­li roz­mach, sk*rwysyny!

Sky is the limit!

Kie­dy czło­wiek chce się wybrać na jakąś wyciecz­kę na Pod­ha­lu, zawsze, prę­dzej czy póź­niej, sta­nie mu na dro­dze jakaś góra. Owszem, góry wyglą­da­ją ślicz­nie i nie­któ­rzy lubią się na nie wspi­nać, ale są też trud­ną do poko­na­nia prze­szko­dą. No i zasła­nia­ją hory­zont (a cza­sem nawet – jak w Zako­pa­nem – zacho­dy słoń­ca). Podob­ny pro­blem jest tak­że w Kra­ko­wie, gdzie co praw­da zamiast gór są pagór­ki, ale dzia­ła­ją na tej samej zasadzie.

Jeśli komuś, tak jak mi, przez więk­szość życia widok przy­sła­nia­ły góry, a w Ino­wło­dzu koło Toma­szo­wa Mazo­wiec­kie­go wdra­pie się na jedy­ną w oko­li­cy „górę” i spoj­rzy na cią­gną­cą się aż po hory­zont pła­ską zie­mię, to poczu­je się jak król świa­ta. Ktoś kogo nie krę­pu­ją żad­ne gra­ni­ce (zwłasz­cza te zwią­za­ne z ukształ­to­wa­niem tere­nu) i może udać się abso­lut­nie wszę­dzie. Gdzie go tyl­ko nogi, koła rowe­ru lub sil­nik samo­cho­du ponie­sie. Nie wiem, czy kie­dy­kol­wiek poczu­li­ście się w taki spo­sób, ale jest to napraw­dę wspa­nia­łe. Choć­by dla­te­go war­to zwie­dzić Toma­szów Mazo­wiec­ki i okolice.

Płasko

Ale płasko!

A na koniec – herb mia­sta. Napi­szę na jego temat jed­no: może­cie być cool, ale nigdy nie będzie­cie tak cool jak nie­wia­sta na niedź­wie­dziu w her­bie Toma­szo­wa Mazo­wiec­kie­go robią­ca ¯\_(ツ)_/¯

herb Tomaszowa Mazowieckiego

Jakiś problem?

źródło: Wikipedia

PS. Jesz­cze raz dzię­ku­ję Eli i Domi­ni­ko­wi za gości­nę. Dzię­ki wam bawi­łam się wspaniale!

Więcej zdjęć z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic możesz zobaczyć w galerii!

  • Pingback: Tomaszów Mazowiecki i okolice 2016 | Joanna Hoły()

  • Mój Miły Czas

    Bar­dzo ład­ny wpis. Naj­lep­sze jest to, że mam bar­dzo podob­ne spo­strze­że­nia odno­śnie tego miej­sca. Jak ktoś zapy­ta co sądzę o życiu na płasz­czyź­nie, to będę odsy­łać do tego wpi­su. Zwłasz­cza odno­śnie hory­zon­tu i nie­ogra­ni­czo­nej przestrzeni ;)

    • Cza­sem myślę, że pięk­no wyni­ka­ją­ce z bra­ku gór przy­sła­nia­ją­cych hory­zont, mogą dostrzec tyl­ko ludzie z gór. ;)