Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Techno-Bełkot:

Kieruj do źródeł!

O tym, dlaczego warto podawać linki do źródeł informacji i jak należy to robić

Przy­kład idzie z góry. W tym wypad­ku z dużych por­ta­li inter­ne­to­wych oraz „sta­rych” mediów, czy­li pra­sy i tele­wi­zji. Źró­deł zdjęć, fil­mów i infor­ma­cji czę­sto albo nie poda­je się tam wca­le, albo sto­su­je zapi­sy takie, jak źró­dło: inter­net.

Moż­na się z tego śmiać, dener­wo­wać lub kry­ty­ko­wać. Ale moim zda­niem dużo lep­szy (i pozy­tyw­ny :) efekt przy­no­si spo­koj­ne wyja­śnie­nie, dla­cze­go źró­dła nale­ży poda­wać i jak robić to pra­wi­dło­wo. Wła­śnie dla­te­go piszę ten tekst.

Przy czym wpis nie będzie zawie­rał opi­su obo­wią­zu­ją­cych norm doty­czą­cych lin­ko­wa­nia (z resz­tą wąt­pię, czy takie w ogó­le ist­nie­ją). Są to (jak zawsze) moje wła­sne prze­my­śle­nia bazu­ją­ce na zdro­wym roz­sąd­ku i doświad­cze­niach zwią­za­nych z pra­cą w biblio­te­ce cyfro­wej (mię­dzy inny­mi przy two­rze­niu biblio­gra­fii cyfrowych).

Wszyscy na tym zyskują!

Zazwy­czaj, gdy mówi się o tym, dla­cze­go war­to poda­wać źró­dła, wska­zu­je się na ich auto­ra. Bo kie­dy lin­ku­jesz, to tro­chę tak, jak­byś pod­szedł do auto­ra źró­dła, powie­dział że cenisz jego pra­cę i posta­wił mu piwo*. Tyle, że poda­nie lin­ku, w odróż­nie­niu od posta­wie­nia piwa – nic cię nie kosz­tu­je. Nato­miast jeśli nie poda­jesz źró­dła, zacho­wu­jesz się, jak­byś pod­szedł w barze do auto­ra źró­dła i wypił jego piwo. Nieładnie!

Jed­nak autor źró­dła nie jest jedy­ną oso­bą, któ­ra zysku­je. Z lin­ku będą zado­wo­le­ni tak­że twoi czy­tel­ni­cy, bo jeśli zapra­gną zapo­znać się z mate­ria­łem źró­dło­wym, nie będą musie­li szu­kać go samo­dziel­nie. Pro­sty przy­kład – obraz ilu­stru­ją­cy ten wpis. Jeśli ci się spodo­bał, być może chciał­byś zoba­czyć inne pra­ce jego auto­ra. Dzię­ki temu, że poda­ję kto nim jest i skąd wzię­łam obraz – ty nie musisz tra­cić cza­su i dowia­dy­wać się tych rze­czy na wła­sną rękę. Super, praw­da? Dla­te­go jeśli zale­ży ci na zado­wo­le­niu two­ich czy­tel­ni­ków – wiesz, co musisz zrobić.

Ale to nie wszyst­ko! Z poda­wa­nia źró­deł poży­tek masz tak­że TY. I to potrój­ny. Po pierw­sze zysku­jesz na wia­ry­god­no­ści. Przy­kła­do­wo, gdy­bym w tej chwi­li napi­sa­ła, że SETI nawią­za­ło kon­takt z poza­ziem­ską cywi­li­za­cją, to praw­do­po­dob­nie byś mi nie uwie­rzył. Ale jeśli poda­ła­bym link do ofi­cjal­nej infor­ma­cji SETI na ten temat, to napi­sa­ny prze­ze mnie tekst stał­by się wia­ry­god­ny. Poda­wa­nie źró­deł infor­ma­cji nie ozna­cza więc, że jesteś głup­kiem, któ­ry posłu­żył się tek­stem innej oso­by (zakła­da­jąc oczy­wi­ście, że nie popeł­ni­łeś pla­gia­tu), tyl­ko odwrot­nie – że pod­cho­dzisz do pisa­nia pro­fe­sjo­nal­nie, a poda­wa­ne przez cie­bie infor­ma­cje są praw­dzi­we, a nie wyssa­ne z palca.

Po dru­gie więk­szość twór­ców śle­dzi sta­ty­sty­ki odwie­dzin swo­ich stron inter­ne­to­wych, w tym mię­dzy inny­mi to, skąd przy­cho­dzą do nich inter­nau­ci. Jeśli więc kil­ku z two­ich czy­tel­ni­ków klik­nie na link pro­wa­dzą­cy do źró­dła, to autor źró­dła dowie się o ist­nie­niu two­jej stro­ny inter­ne­to­wej. I kto wie, może odwie­dzi cię, spodo­ba mu się to, co robisz i zosta­nie two­im fanem? Dla­te­go lin­ku­jąc do źró­dła przy oka­zji pro­mu­jesz sie­bie. Nie zapo­mi­naj o tym!

I po trze­cie: kie­dy poda­jesz źró­dło, poka­zu­jesz, że sza­nu­jesz pra­cę innych twór­ców. Co może spra­wić, że twoi odbior­cy będą cię bar­dziej cenić.


* Co praw­da link ma inną wymo­wę, gdy się kogoś kry­ty­ku­je, ale w takim przy­pad­ku (o dzi­wo!) więk­szość pamię­ta o poda­niu źródła.

Unikaj pośredników

Sko­ro już wyja­śni­li­śmy sobie, dla­cze­go war­to lin­ko­wać, pora poru­szyć dru­gą, rów­nie waż­ną kwe­stię, czy­li jak linkować.

Przede wszyst­kim sta­raj kie­ro­wać do pier­wot­ne­go źró­dła. Może się to wyda­wać skom­pli­ko­wa­ne, gdy infor­ma­cja zosta­ła wie­le razy powie­lo­na przez innych i trud­no dociec kto podał ją pierw­szy. Ale wystar­czy zasto­so­wać zasa­dę „po nit­ce do kłęb­ka”, czy­li spraw­dzić, jakie źró­dło poda­ne jest w źró­dle źró­dła źró­dła (i tak dalej…), z któ­re­go korzy­stasz*.

Ponow­nie spójrz­my na ilu­stra­cję wpi­su. W jej źró­dle mogła­bym podać arty­kuł trak­tu­ją­cy o twór­czo­ści Jaku­ba Różal­skie­go. O, na przy­kład ten: http://kultura.newsweek.pl/prace-jakuba-rozalskiego-polskiego-grafika-koncepcyjnego-newsweek,galeria,349793,1.html ale ponie­waż zale­ży mi na skie­ro­wa­niu czy­tel­ni­ka do obra­zu arty­sty, a nie arty­ku­łu na jego temat**, lep­szym roz­wią­za­niem będzie zalik­no­wa­nie do ofi­cjal­nej stro­ny mala­rza, na któ­rej znaj­du­je się ory­gi­nal­na wer­sja grafiki.


* Do pier­wot­ne­go źró­dła war­to zaglą­dać nie tyl­ko wte­dy, gdy sami chce­my podać źró­dło. Podob­nie, jak w zaba­wie w głu­chy tele­fon – im dalej od ory­gi­nal­ne­go źró­dła, tym infor­ma­cja jest bar­dziej znie­kształ­co­na i mniej zgod­na z praw­dą. Dla­te­go – uni­kaj pośred­ni­ków i sta­raj się korzy­stać z pier­wot­nych źró­deł, a nie tych z dru­giej ręki.

** Co inne­go, gdy­bym chcia­ła się odnieść do tre­ści arty­ku­łu – wte­dy link do arty­ku­łu był­by jak naj­bar­dziej na miejscu.

Linkuj dokładnie!

Pisa­nie źró­dło: inter­net lub źró­dło: YouTu­be jest złe, bo to tro­chę tak, jak­byś na pyta­nia „jaką książ­kę ostat­nio prze­czy­ta­łeś? jakiej muzy­ki słu­chasz? jakie seria­le oglą­dasz?” odpo­wie­dział „książ­kę z biblio­te­ki, muzy­kę ze Spo­ti­fy, seria­le z Net­fli­xa”. Dość wymi­ja­ją­ce odpo­wie­dzi, nie sądzisz?

Jak więc nale­ży lin­ko­wać? Zasa­da jest pro­sta: czy­tel­nik powi­nien dotrzeć do źró­dła po moż­li­wie jak naj­mniej­szej ilo­ści klik­nięć. Naj­le­piej po jed­nym klik­nię­ciu. Znów posłu­żę się przy­kła­dem obra­zu Jaku­ba Różalskiego.

Taki link: https://www.facebook.com/Kubasa jest zbyt ogól­ny. I jego uży­cie było­by uza­sad­nio­ne tyl­ko w sytu­acji, w któ­rej chcie­li­by­śmy odnieść się do całej twór­czo­ści Różal­skie­go lub jego aktyw­no­ści na Face­bo­oku. Dodat­ko­wo w tym przy­pad­ku, dla inter­nau­ty, któ­ry nie jest użyt­kow­ni­kiem Face­bo­oka, przej­rze­nie prac arty­sty, któ­re zosta­ły umiesz­czo­ne w tym ser­wi­sie, będzie niemożliwe.

Co cie­ka­we, wie­le osób lin­ku­je w taki wła­śnie spo­sób, ponie­waż źró­dło, do któ­re­go chcą się odnieść, w danej chwi­li znaj­du­je się na stro­nie głów­nej, jest widocz­ne na pierw­szy rzut oka. Tym samym zapo­mi­na­ją o tym, że za kil­ka dni (a gdy mamy do czy­nie­nia z dużym ser­wi­sem infor­ma­cyj­nym – nawet za kil­ka minut), nasze źró­dło zosta­nie „wypchnię­te” z pierw­szej stro­ny przez now­sze informacje.

Pra­wi­dło­wym lin­kiem do źró­dła będzie więc w tym przy­pad­ku: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=723347347689027

(co waż­ne, link zadzia­ła tak­że u osób nie­za­re­je­stro­wa­nych na fejsie)

Taki odno­śnik kie­ru­je bez­po­śred­nio do obra­zu (jed­nym klik­nię­ciem!), a dodat­ko­wo (oso­bom zare­je­stro­wa­nym na Face­bo­oku) pozwa­la łatwo przejść do pro­fi­lu arty­sty i zapo­znać się z jego inny­mi pracami.

Możesz jeszcze dokładniej!

Zda­rzy­ło się wam cza­sem, że zamiast wysy­łać zna­jo­mym lin­ka do fil­mu na YouTu­be z dopi­skiem „prze­wiń do 32 sekun­dy”, dawa­li­ście im link, któ­ry zaczy­nał odtwa­rza­nie fil­mu od 32 sekun­dy? Jeśli nie, to już wie­cie, że na YouTu­be (a tak­że w kil­ku innych ser­wi­sach wideo) ist­nie­je taka opcja.

Na podob­nej zasa­dzie, na stro­nach inter­ne­to­wych dzia­ła­ją zakład­ki (angiel­skie book­marks). Nie­ste­ty pomi­mo, że mecha­nizm ten jest dość przy­dat­ny, twór­cy stron inter­ne­to­wych rzad­ko go sto­su­ją. Nie widzia­łam go nigdzie poza Wiki­pe­dią i GitHu­bem. Ach, no i może­cie go zna­leźć tak­że tutaj! I tak przy­kła­do­wo link kie­ru­ją­cy bez­po­śred­nio do tej czę­ści tek­stu będzie wyglą­dał tak: http://joannaholy.pl/dyrdymaly/2016/kieruj-do-zrodel/#jeszcze-dokladniej

„Adres” zakład­ki to ta część lin­ku, któ­ra zaczy­na się do zna­ku #. A jak dzia­ła zakład­ka? Po pro­stu spra­wia, że stro­na prze­ska­ku­je bez­po­śred­nio do wybra­ne­go frag­men­tu tekstu.

Mecha­ni­zmu tego moż­na użyć tak­że w doku­men­tach PDF. W tym przy­pad­ku zakład­kę two­rzy się poprzez doda­nie do bez­po­śred­nie­go adre­su URL pli­ku PDF #page=XYZ, gdzie XYZ jest nume­rem stro­ny. Przy­kła­do­wo poniż­szy adres kie­ru­je bez­po­śred­nio do 9 stro­ny Wol­nej Kul­tu­ry Lawrence'a Les­si­ga: http://otworzksiazke.pl/images/ksiazki/wolna_kultura/wolna_kultura.pdf#page=9

Tylko nie bądź zbyt dokładny!

Wróć­my do lin­ko­wa­nia obra­zów. Poda­ne przez nas źró­dło, powin­no kie­ro­wać do wybra­nej pra­cy auto­ra i przy oka­zji pomóc zain­te­re­so­wa­nym zapo­znać się z jego inny­mi pra­ca­mi. Z tego powo­du złym pomy­słem będzie lin­ko­wa­nie bez­po­śred­nio do pli­ku gra­ficz­ne­go. Inny­mi sło­wy taki link: https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/hphotos-xaf1/t31.0-8/1495997_723347347689027_217694432_o.jpg nie jest popraw­ny, ponie­waż przez to, że daje nam dostęp tyl­ko do pli­ku, odbie­ra moż­li­wość korzy­sta­nia z inter­fej­su stro­ny i na przy­kład zoba­cze­nia, kto jest auto­rem obrazu.

Na podob­nej zasa­dzie, gdy­by­śmy chcie­li pod­lin­ko­wać Wol­ną kul­tu­rę w cało­ści, to zamiast lin­ku bez­po­śred­nio do pli­ku PDF, czy­li: http://otworzksiazke.pl/images/ksiazki/wolna_kultura/wolna_kultura.pdf lepiej użyć: http://otworzksiazke.pl/ksiazka/wolna_kultura

Dru­gi link jest lep­szy, ponie­waż dosta­je­my w nim inter­fejs stro­ny i infor­ma­cje o książ­ce. Gdy­by utwór był udo­stęp­nia­ny w kil­ku róż­nych for­ma­tach (np. PDF, ePub i mobi), oso­ba kli­ka­ją­ca na link źró­dło­wy otrzy­ma­ła­by dostęp do wszyst­kich trzech wer­sji (a nie, jak w pierw­szym lin­ku – tyl­ko do PDFa). Nie zapo­mi­naj­my też o ludziach, któ­rzy korzy­sta­ją z inter­ne­tu mobil­ne­go i muszą ogra­ni­czać zuży­cie trans­fe­ru danych. Dru­gi link skie­ru­je takich czy­tel­ni­ków do stro­ny WWW, któ­rej zała­do­wa­nie nie zabie­rze wie­le trans­fe­ru. Nato­miast pierw­szy link otwo­rzy plik PDF, któ­ry znacz­nie uszczu­pli ilość danych trans­fe­ro­wych na smartfonie.

Linkuj napisami

Być może stwier­dzi­łeś w pew­nym momen­cie: „Hoł­ka, ty się tak mądrzysz, a sama na koń­cu tego wpi­su napi­sa­łaś autor obraz­ka: Jakub Różal­ski, bez poda­nia lin­ku do źródła”.

I tak, ni nie. Bo choć tekst rze­czy­wi­ście (w skró­cie) brzmi autor obraz­ka: Jakub Różal­ski, to ma on do imie­nia i nazwi­ska arty­sty przy­pi­sa­ny link, któ­ry kie­ru­je do źró­dła obrazu.

W koń­cu będą­cy hiper­łą­czem tekst:

wyglą­da lepiej i jest czy­tel­niej­szy, niż napis z osob­nym linkiem:

źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=723347347689027

Przy oka­zji sztucz­ka z tek­stem będą­cym hiper­łą­czem może pomóc roz­wią­zać pro­blem zbyt dokład­ne­go lin­ko­wa­nia. Na przy­kład w taki sposób: 

W tym przy­pad­ku Wstęp Lawrence'a Les­si­ga jest lin­kiem do 9-tej stro­ny PDFa, a Wol­na kul­tu­ra do stro­ny w ser­wi­sie Otwórz Książ­kę, na któ­rej znaj­du­je się dzie­ło Lawrence'a Lessiga.

Ale uwa­ga! Może to oczy­wi­sta oczy­wi­stość, ale na wszel­ki wypa­dek przy­po­mi­nam, że sztucz­ka z hiper­łą­cza­mi dzia­ła tyl­ko na stro­nach inter­ne­to­wych i w doku­men­tach elek­tro­nicz­nych. W przy­pad­ku tek­stu, któ­ry zosta­nie wydru­ko­wa­ny lub poka­za­ny na fil­mie, w źró­dle musi­my podać peł­ny adres stro­ny inter­ne­to­wej. Albo, jeśli jakiś ser­wis (jak np. YouTu­be) na to pozwa­la – jego skró­co­ną wer­sję. Czy­li: https://youtu.be/Gfgoj6l1H68 zamiast: https://www.youtube.com/watch?v=Gfgoj6l1H68

W skrócie

  • lin­ku­jąc do źró­dła dzię­ku­jesz jego autorowi,
  • dobrze spo­rzą­dzo­ne źró­dła uła­twia­ją życie two­im czytelnikom,
  • dzię­ki lin­ko­wa­niu zysku­jesz wia­ry­god­ność, nowych fanów oraz poka­zu­jesz, że jesteś fair w sto­sun­ku do innych twórców,
  • link powi­nien pro­wa­dzić do pier­wot­ne­go źródła,
  • naj­le­piej, jeśli czy­tel­nik tra­fi do źró­dła po jed­nym kliknięciu,
  • jeśli możesz, korzy­staj z mecha­ni­zmu zakła­dek (book­marks),
  • gdy nie ma takiej koniecz­no­ści, w źró­dle nie poda­waj bez­po­śred­nie­go adre­su pli­ku, tyl­ko URL stro­ny, na któ­rej dany plik się znajduje,
  • na stro­nach inter­ne­to­wych lub w doku­men­tach elek­tro­nicz­nych, lin­kiem do źró­dła możesz uczy­nić frag­ment tekstu.

Na koniec powtó­rzę, że to o czym napi­sa­łam, to nie są ogól­no przy­ję­te wytycz­ne, tyl­ko zasa­dy, któ­re sama sto­su­ję, i któ­ry­mi chcia­łam się podzie­lić. Jeśli znasz inne, lep­sze i wygod­niej­sze spo­so­by poda­wa­nia źró­deł, napisz o nich w komen­ta­rzu – sama chęt­nie nauczę się cze­goś nowego.

A jeśli rady tutaj zawar­te wyda­ją ci się przy­dat­ne, dawaj w inter­ne­cie dobry przy­kład i się do nich sto­suj. ;) Nie obra­żę się tak­że, jeśli podasz ten tekst dalej, żeby inni tak­że wie­dzie­li, dla­cze­go poda­wa­nie źró­deł jest waż­ne i jak nale­ży to popraw­nie robić.

autor obraz­ka ilu­stru­ją­ce­go wpis: Jakub Różal­ski