Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Głupie Dyrdymalenie, Techno-Bełkot:

Przyszłość jest dziś!

Ile jest teraźniejszości, w drugiej części Powrotu do przyszłości?

Od rana wyglą­dam na nie­bie lata­ją­ce­go DeLo­re­ana. Albo cho­ciaż desko­lot­ki. Ludzie na uli­cach ubra­ni tak zwy­czaj­nie, sza­ro – żad­nych wystrza­ło­wych kolo­rów, śmiesz­nej biżu­te­rii, czy dzi­wacz­nych nakryć gło­wy. Wyj­ście do kina na Szczę­ki 19 skoń­czy­ło się fia­skiem. Z resz­tą na ekra­nie uświad­czy­ła­bym jedy­nie 3D, żad­nych hologramów.

Inny­mi sło­wy: przy­szłość nie wyglą­da tak, jak nam to obie­cy­wa­no w Powro­cie do przy­szło­ści. Tyl­ko, czy aby na pewno?

Przepowiedni nie należy interpretować dosłownie

Widzie­li­ście kie­dyś szki­ce maszyn i urzą­dzeń, któ­re wyszły spod ręki Leonar­da Da Vin­ci? Facet zapro­jek­to­wał mię­dzy inny­mi spa­do­chron albo heli­kop­ter. I choć nie wyglą­da­ją one tak, jak współ­cze­sne wer­sje tych rze­czy, to gdy­by je wybu­do­wa­no, speł­ni­ły­by swo­ją rolę (spa­do­chron nawet zro­bio­no i zadziałał).

Bar­dzo podob­nie pre­zen­tu­je się wie­le przed­mio­tów, któ­re widzi­my w 2015 roku, w Powro­cie do przy­szło­ści. Nie wyglą­da­ją one dokład­nie tak, jak urzą­dze­nia, któ­rych uży­wa­my obec­nie. Ale gdy przyj­rzy­my się im uważ­niej, oka­że się, że mają one wie­le wspól­ne­go ze zna­ny­mi nam rzeczami.

Współczesne gadżety

Dok­tor Brown uży­wał lor­net­ki, któ­ra roz­po­zna­wa­ła i ozna­cza­ła kwa­dra­tem ludz­kie twa­rze. Dokład­nie tak samo robią teraz apa­ra­ty cyfro­we. Nie wiem co praw­da, czy ist­nie­ją lor­net­ki, któ­re posia­da­ły­by podob­ną funk­cję, ale po co komu lor­net­ka, sko­ro ma smart­fo­na z apa­ra­tem, w któ­rym może przy­bli­żyć obraz?

W 2015 roku głów­nym prze­ciw­ni­kiem Marty'ego był Griff – osi­łek, któ­re­go cia­ło pod­ra­so­wa­ne było bio­nicz­ny­mi implan­ta­mi. A jak to wyglą­da w rze­czy­wi­sto­ści? Co praw­da (póki co) nikt nie wsz­cze­pia sobie do mózgu dodat­ko­wej pamię­ci RAM, ale roz­wój implan­tów, któ­re mają uła­twiać życie ludziom nie­peł­no­spraw­nym jest tak dyna­micz­ny, że za kil­ka lat praw­do­po­dob­nie prze­go­ni­my Gwiezd­ne Woj­ny.

Jest taka sce­na (w któ­rej poja­wia się mały Eli­jah Wood, czy­li ten koleś, któ­ry potem zagrał Fro­da Bag­gin­sa), w któ­rej Mar­ty poka­zu­je dzie­cia­kom, jak grać na auto­ma­cie do gier, z lat osiem­dzie­sią­tych. Musisz uży­wać do tego rąk? – obu­rza się jeden z malu­chów. Dziś do gra­nia też nie potrzeb­ny jest już joy­stick – wystar­czy Kinect, któ­ry reje­stru­je ruchy gracza.

Wspo­mnę też o tym, że teraz ekra­ny doty­ko­we sta­ły się taką codzien­no­ścią, że mło­dzi ludzie nie wyobra­ża­ją sobie, że mogli­by korzy­stać z jakie­goś urzą­dze­nia przy pomo­cy fizycz­nych przy­ci­sków. Pamię­tam, jak kil­ka lat temu wyśmiał mnie, młod­szy ode mnie kole­ga ze stu­diów, gdy popro­si­łam go, by zapi­sał coś na moim tele­fo­nie i poda­łam mu moją Nokię C6, z fizycz­ną kla­wia­tu­rą. A potem wziął moje­go „smart­fo­na” do ręki i ze zdzi­wie­niem stwier­dził, że na tym pisze się znacz­nie wygod­niej, niż na jego iPho­nie. Szach-mat doty­ko­we telefony!

Technologia futurystyczna

Oso­by, któ­re nie inte­re­su­ją się tema­tem nowych tech­no­lo­gii, praw­do­po­dob­nie nie zda­ją sobie spra­wy z tego, że nie­któ­re z urzą­dzeń, któ­re może­my zoba­czyć w Powro­cie do przy­szło­ści już ist­nie­ją, ale jesz­cze nie sta­ły się czymś na porząd­ku dzien­nym (jak Kinect, o któ­rym wspo­mi­na­łam przed chwilą).

W fil­mie, żeby wejść do domu, musisz zeska­no­wać odcisk pal­ca. A gdy prze­cho­dzisz przez próg, wita cię kom­pu­ter – domo­wy asy­stent gło­so­wy. Nie jest to coś, co może­my uświad­czyć na co dzień. Ale wbrew pozo­rom, jest to cał­kiem moż­li­we. Czyt­ni­ki linii papi­lar­nych insta­lu­je się w smart­fo­nach i kom­pu­te­rach. A w sprze­da­ży jest masa urzą­dzeń, któ­re potra­fią uczy­nić dom inte­li­gent­nym. Począw­szy od gniaz­dek z prą­dem, któ­ry­mi moż­na ste­ro­wać za pomo­cą smart­fo­na, z dowol­ne­go miej­sca na zie­mi (przy­dat­ne, gdy na przy­kład chcesz włą­czyć czaj­nik z wodą na her­ba­tę pięć minut przed swo­im powro­tem do domu), poprzez inte­li­gent­ne zam­ki do drzwi (też otwie­ra­ne za pomo­cą tele­fo­nu), a na gadże­tach tak wypa­sio­nych, jak inte­li­gent­ne sys­te­my ogrze­wa­nia lub otwie­ra­nia okien skoń­czyw­szy (znów przy pomo­cy tele­fo­nu, z dowol­ne­go miej­sca na świe­cie możesz jed­nym klik­nię­ciem zamknąć okno i pod­krę­cić ogrze­wa­nie… albo odwrotnie).

Pro­gra­my, z któ­ry­mi moż­na poga­dać i któ­re zro­bią to, co im powie­my, znaj­du­ją się w każ­dym smart­fo­nie oraz nie­któ­rych sys­te­mach ope­ra­cyj­nych na kom­pu­te­rach. Przy czym nie­ste­ty, póki co – ich moż­li­wo­ści są ogra­ni­czo­ne, cza­sem nie do koń­ca rozu­mie­ją, co się do nich mówi i nie­ste­ty zwy­kle nie da się z nimi poga­dać po polsku.

Do użyt­ku powo­li wcho­dzą też róż­ne for­my oku­la­rów do wir­tu­al­nej lub roz­sze­rzo­nej rze­czy­wi­sto­ści*. I uwierz­cie mi – ludzie któ­rzy mają takie coś na nosie, wyglą­da­ją rów­nie dziw­nie, jak posta­ci z fil­mu Zemeckisa.

Zazdro­ści­cie może Marty'emu futu­ry­stycz­nej kurt­ki, któ­ra mówi, dosto­so­wu­je się do wzro­stu oso­by, któ­ra ją nosi i przede wszyst­kim – potra­fi sama się wysu­szyć? Co praw­da ubrań z wbu­do­wa­ną suszar­ką do wło­sów (jesz­cze?) się nie pro­du­ku­je. Ale uszy­te z nowo­cze­snych mate­ria­łów ubra­nia spor­to­we potra­fią schnąć kró­cej, niż się je pie­rze. A poza tym – czy sły­sze­li­ście kie­dyś o impre­gna­cie hydro­fo­bicz­nym wyko­rzy­stu­ją­cym nanocząsteczki?

Ciu­chy z wszy­tą do środ­ka elek­tro­ni­ką też nie są czymś nie­zwy­kłym. Do kupie­nia są na przy­kład gra­ją­ce czap­ki (takie, z wszy­ty­mi gło­śni­ka­mi) albo kurt­ki, któ­re w ręka­wie mają guzi­ki, któ­ry­mi może­my ste­ro­wać muzy­ką lecą­cą ze smartfona.

Ach, no i pra­wie zapo­mnia­łam! Lata­ją­ce desko­rol­ki też już ist­nie­ją. I do od ponad roku. Tyl­ko nie­ste­ty nie lata­ją jesz­cze tak, jak w filmie.


* Oso­bom nie zna­ją­cym się na tema­cie, wyja­śniam: oku­la­ry do roz­sze­rzo­nej rze­czy­wi­sto­ści nakła­da­ją obraz na to, co widzi­my (więc może­my w nich cho­dzić, bez oba­wy, że się z czymś zde­rzy­my i roz­bi­je­my sobie nos). Takie oku­la­ry to na przy­kład Google Glass lub Holo­Lens od Micro­so­ftu. Nato­miast oku­la­ry do wir­tu­al­nej rze­czy­wi­sto­ści w peł­ni zasła­nia­ją widok oto­cze­nia (więc nie­bez­piecz­nie jest w nich cho­dzić po domu lub po mie­ście). I taki­mi oku­la­ra­mi są na przy­kład gogle (nie google!) Ocu­lus.

Społeczeństwo przyszłości

Powrót do przy­szło­ści poka­zał nie tyl­ko świat pełen nowo­cze­snych tech­no­lo­gii, ale tak­że ludzi, któ­rzy w nim żyją. I tutaj zno­wu: wizja ta wbrew pozo­rom wca­le nie była bar­dzo chybiona.

Wróć­my do osił­ka Grif­fa. Teo­re­tycz­nie jest to dość ste­reo­ty­po­wy typ boha­te­ra – posta­ci takie jak on, może­my zna­leźć w innych fil­mach, w róż­nych cza­sach. Jed­nak­że patrząc na Grif­fa z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy, chło­pak w krzy­wym zwier­cia­dle poka­zu­je, jak wyglą­da spo­łe­czeń­stwo rosz­cze­nio­we (BTW, ist­nie­nie tej facho­wej nazwy uświa­do­mi­ła mi Sis, dzię­ki!). A inni przed­sta­wi­cie­le mło­de­go poko­le­nia? Dzie­ci Marty'ego niby spę­dza­ły czas z rodzi­ną, ale tak napraw­dę wpa­trzo­ne były w swo­je oku­la­ry z wir­tu­al­ną rze­czy­wi­sto­ścią. Czy coś wam to przypomina?

Bar­dzo współ­cze­śnie wyglą­dał też spo­sób, w jaki syn Marty'ego oglą­dał tele­wi­zję – odpa­la­jąc kil­ka kana­łów jed­no­cze­śnie. I choć obec­nie mło­dzi raczej nie sia­da­ją przed tele­wi­zo­rem (śred­nio mło­dzi, tacy jak ja, chy­ba też nie), ale podob­nie jak chło­pak z Powro­tu do przy­szło­ści potra­fią w inter­ne­cie oglą­dać kil­ka rze­czy naraz.

War­to też wspo­mnieć, że w fil­mie akcja roz­gry­wa się mię­dzy inny­mi w kawiar­ni z lat osiem­dzie­sią­tych. I choć nie wyglą­da ona jak jaki­kol­wiek współ­cze­sny nam lokal, to poka­zu­je, że retro jest w modzie. Dokład­nie tak samo, jak w naszej rzeczywistości.

Jest jesz­cze jed­na, nie­ste­ty smut­na rzecz, któ­ra się potwier­dzi­ła – Szczę­ki 19. Tytuł ten w fil­mie z 1985 roku wyglą­dał śmiesz­nie, ale teraz – gdy w reper­tu­arze są głów­nie sequ­ele, pre­qu­ele i rebo­oty – już tak nie bawi*. Na pocie­sze­nie powiem jed­nak, że twór­cy Powro­tu do przy­szło­ści (któ­rzy mają peł­ne pra­wo autor­skie do try­lo­gii) obie­ca­li, że nie pozwo­lą na to, by powsta­ła nowa wer­sja ich dzie­ła. Oby dotrzy­ma­li słowa!


* Na szczę­ście mam tutaj na myśli waka­cyj­ne kino roz­ryw­ko­we. Ory­gi­nal­ne pomy­sły wciąż moż­na zoba­czyć w fil­mach nie­za­leż­nych. Oraz czę­sto – co jest nie­co zaska­ku­ją­ce – w serialach.

Ale to nie wszystko!

Lista rze­czy, któ­re Powrót do przy­szło­ści prze­wi­dział popraw­nie jest jesz­cze dłuż­sza. Table­ty, dro­ny, holo­gra­my, lam­py ledo­we, medy­cy­na odmła­dza­ją­ca, rowe­ry sta­cjo­nar­ne zamiast zwy­kłych krze­seł (dla zdro­wia) albo tabli­ce reje­stra­cyj­ne, któ­re może odczy­tać kom­pu­ter – lista jest napraw­dę długa.

Co wię­cej, tech­ni­ka roz­wi­ja się tak dyna­micz­nie, że coś, co teraz wciąż wyda­je się być scien­ce-fic­tion, za kil­ka lat może oka­zać się zupeł­nie moż­li­we. I co wię­cej – stać czę­ścią nasze­go życia szyb­ciej, niż byśmy się spodziewali.

Nie trać­cie więc nadziei – może już wkrót­ce zoba­czy­cie na nie­bie lata­ją­ce­go DeLo­re­ana? I co jesz­cze waż­niej­sze – weź­cie sobie do ser­ca wia­do­mość od dok­to­ra Brow­na, któ­rą sza­lo­ny podróż­nik w cza­sie adre­su­je wła­śnie do was:

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Vani­ty Fair