Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Blogowanie i Internety, Prawo i Piraci, Techno-Bełkot:

P2P czy VPN?

Moralny dylemat pirata

Dys­ku­sje na temat pira­ce­nia seria­li zazwy­czaj spro­wa­dza­ją się do jed­ne­go pyta­nia: czy pirac­two jest złe, czy też nie. Czy twór­cy napraw­dę na tym tra­cą? Czy kara­nie pira­tów nie jest zbyt suro­we? Czy opie­sza­ło­ścią pol­skich dys­try­bu­to­rów seria­li moż­na uspra­wie­dli­wiać pirac­two w naszym kraju?

Nigdy jed­nak nie spo­tka­łam się z tym, by ktoś spoj­rzał na pro­blem z innej stro­ny i zapy­tał: jeśli już pira­ci­my, to któ­ra for­ma pirac­twa jest naj­mniej szko­dli­wa dla twór­cy? A sko­ro inni mil­czą, sama posta­no­wi­łam zabrać głos w tej sprawie.

P2P i inne diabelstwa

W tytu­le napi­sa­łam „P2P”, bo ład­nie wyglą­da­ło, teraz pora na drob­ne spro­sto­wa­nie. Ścią­ga­nie seria­li meto­dą peer-to-peer (np. za pośred­nic­twem sie­ci tor­rent), pobie­ra­nie ich z ser­wi­sów prze­cho­wu­ją­cych pli­ki (np. z cho­mi­ka), oglą­da­nie w nie­le­gal­nych ser­wi­sach stre­amin­go­wych, a nawet wymie­nia­nie się pirac­ki­mi pły­ta­mi CD/DVD – wszyst­kie te spo­so­by łączy jed­no: „dys­try­bu­cja” seria­li odby­wa się w nich cał­ko­wi­cie poza kon­tro­lą twórców.

Brak kon­tro­li powo­du­je, że pro­du­cen­ci nie tyl­ko nie zara­bia­ją na roz­pro­wa­dza­nych w pirac­ki spo­sób mate­ria­łach, ale tak­że, że nie mają danych sta­ty­stycz­nych doty­czą­cych oglą­dal­no­ści ich dzie­ła. Owszem nie­któ­rzy, na przy­kład Net­flix lub HBO, chwa­lą się, że spraw­dza­ją popu­lar­ność swo­ich pro­duk­cji na tor­ren­tach. Ale więk­szość sta­cji tele­wi­zyj­nych tego nie robi (a przy­naj­mniej się do tego nie przy­zna­je). Efekt? Sły­sze­li­ście o seria­lach, któ­re „wszy­scy” oglą­da­li, a któ­re pomi­mo tego zosta­ły anu­lo­wa­ne z powo­du niskiej oglądalności?

Inny­mi sło­wy, P2P i inne, wyżej wspo­mnia­ne meto­dy zda­ją się być naj­gor­szym roz­wią­za­niem z moż­li­wych. Pozba­wia­ją twór­ców seria­li nie tyl­ko moż­li­wo­ści zarob­ku, ale tak­że infor­ma­cji zwrot­nej na temat tego, czy ktoś oglą­da ich produkcje.

Wybawienie w VPNie?

Ist­nie­ją zagra­nicz­ne sta­cje tele­wi­zyj­ne, któ­re podob­nie jak pol­skie TVP, Pol­sat lub TVN pozwa­la­ją oglą­dać pro­du­ko­wa­ne przez sie­bie seria­le w sie­ci, zupeł­nie za dar­mo. W taki spo­sób postę­pu­je na przy­kład ame­ry­kań­skie ABC albo bry­tyj­skie BBC. Pro­ble­mem są ogra­ni­cze­nia regio­nal­ne. Nie miesz­kasz w kra­ju, w któ­rym nada­je dana sta­cja – nicze­go nie zoba­czysz (tak na mar­gi­ne­sie: TVP, Pol­sat i TVN tak­że mają takie zabez­pie­cze­nia i pro­gra­mów tych sta­cji nie obej­rzy­my przez inter­net, poza Polską).

Na szczę­ście tutaj z pomo­cą przy­cho­dzi mecha­nizm VPN (vir­tu­al pri­va­te network). Nie będę zanu­dzać was tech­ni­ka­lia­mi i tłu­ma­czyć, jak to dzia­ła. Waż­ny jest efekt koń­co­wy: za spra­wą VPNu może­my oszu­kać zagra­nicz­ne ser­wi­sy tak, by te widzia­ły nas jak „swo­ich”. Dzię­ki temu seria­le ABC lub BBC będzie­my mogli oglą­dać na ofi­cjal­nych stro­nach tych sta­cji telewizyjnych.

Nie jest to roz­wią­za­nie w stu pro­cen­tach legal­ne, ale zda­je się być lep­sze od się­ga­nia po pirac­kie tre­ści. Oglą­da­my ory­gi­nal­ną wer­sję seria­lu. Jeśli w trak­cie odcin­ka wyświe­tla­ne są jakieś rekla­my – daje­my zaro­bić twór­cy. I przede wszyst­kim – nabi­ja­my słup­ki oglą­dal­no­ści. Ten VPN to wspa­nia­ła spra­wa, prawda?

Nie­ste­ty nie do końca.

Przeciążone BBC

Bry­tyj­skie BBC, podob­nie jak pol­skie TVP utrzy­mu­je się z pie­nię­dzy z abo­na­men­tu (któ­ry w Wiel­kiej Bry­ta­nii pła­cą wszy­scy). W ramach tego sta­cja zapew­nia Bry­tyj­czy­kom dostęp do swo­ich pro­gra­mów nie tyl­ko za pośred­nic­twem stan­dar­do­wej tele­wi­zji, ale tak­że inter­ne­tu (swo­ją dro­gą BBC powin­no być wzo­rem dla innych sta­cji, jeśli cho­dzi o spo­sób udo­stęp­nia­nia pro­gra­mów w sie­ci). Róż­ni­ca mię­dzy nada­wa­niem tele­wi­zyj­nym i inter­ne­to­wym w dużym skró­cie jest taka, że w pierw­szym przy­pad­ku sygnał jest wysy­ła­ny w powie­trze i nie ma zna­cze­nia ile osób go odbie­rze, nato­miast w dru­gim – im wię­cej odbior­ców, tym więk­sze obcią­że­nie ser­we­rów i łącza. BBC ma tak roz­bu­do­wa­ną infra­struk­tu­rę inter­ne­to­wą, że jej ser­we­ry są w sta­nie obsłu­żyć wszyst­kich miesz­kań­ców Wiel­kiej Bry­ta­nii. Czy­li inny­mi sło­wy: gdy­by wszy­scy Bry­tyj­czy­cy chcie­li w tym samym cza­sie zoba­czyć przez inter­net Dok­to­ra Who, to powin­ni móc oglą­dać serial w jako­ści Ful­lHD, bez lagów. I to jest coś, cze­go miesz­kań­cy Wysp wręcz od BBC wyma­ga­ją – w koń­cu wła­śnie za to pła­cą abonament.

I wszyst­ko było­by w porząd­ku, gdy­by nie VPN. Oka­zu­je się, że w chwi­li emi­sji, popu­lar­ne seria­le BBC, takie jak Dok­tor Who lub Sher­lock, przez inter­net oglą­da wię­cej, niż 63 milio­ny oby­wa­te­li Wiel­kiej Bry­ta­nii. I to nie tro­chę wię­cej, tyl­ko pra­wie dru­gie tyle. Jak to się dzie­je? Czy każ­dy Bry­tyj­czyk robi BBC na złość i odpa­la inter­ne­to­we­go Dok­to­ra Who na kil­ku urzą­dze­niach jed­no­cze­śnie? Nie. Po pro­stu serial razem z Bry­tyj­czy­ka­mi oglą­da­ją ludzie w innych zakąt­kach świa­ta. Ser­we­ry BBC z powo­du takie­go obcią­że­nia prze­sta­ją wyra­biać, trans­mi­sja się przy­ci­na. Nie-bry­tyj­czy­cy uży­wa­ją­cy VPNu się tym nie przej­mu­ją bo przy VPNie takie rze­czy się zda­rza­ją. Nato­miast Bry­tyj­czy­cy są wście­kli. Ale nie na użyt­kow­ni­ków VPNu, tyl­ko na BBC. W koń­cu to sta­cja tele­wi­zyj­na (któ­ra bie­rze pie­nią­dze z ich abo­na­men­tu) nie spi­su­je się i nie zapew­nia odpo­wied­niej jako­ści trans­mi­sji. Czyż nie?

Netflix też ma problem

BBC nie lubi VPNu, bo utrzy­mu­je się z abo­na­men­tu, któ­re­go użyt­kow­ni­cy VPNu, nie będą­cy miesz­kań­ca­mi Wiel­kiej Bry­ta­nii nie pła­cą. Co inne­go Net­flix, któ­ry choć ofi­cjal­nie nie­do­stęp­ny na przy­kład w Pol­sce, nie­ofi­cjal­nie ma w nosie gdzie miesz­kasz, waż­ne byś opła­cał mie­sięcz­ną opła­tę za korzy­sta­nie z serwisu.

Ale tu tak­że pozo­ry mylą. Net­flix nie dzia­ła bowiem sam. Owszem pro­du­ku­je kil­ka wła­snych seria­li, z któ­ry­mi może robić, co mu się podo­ba (na przy­kład doda­wać do nich pol­skie napi­sy i lek­to­ra). Jed­nak więk­szość jego ofer­ty sta­no­wią pro­duk­cje innych sta­cji tele­wi­zyj­nych oraz wytwór­ni fil­mo­wych. A tym nie podo­ba się to, że ich dzie­ła za pośred­nic­twem VPNu są udo­stęp­nia­ne w kra­jach, w któ­rych nie powin­ny. Efekt? Nie­daw­no jeden z głów­nych dostaw­ców fil­mów zerwał umo­wę z Net­fli­xem i pod­pi­sał ją z kon­ku­ren­cyj­nym ser­wi­sem, Hulu. Oczy­wi­ście ofi­cjal­nie nie wia­do­mo, co do tego dopro­wa­dzi­ło. Na pew­no w grę wcho­dzi­ły pie­nią­dze, ale może nie tyl­ko one? Może ilość użyt­kow­ni­ków z VPNem tak­że mia­ła znaczenie?

Co praw­da za pośred­nic­twem VPNu, do Hulu moż­na się dostać rów­ne łatwo, jak do Net­fli­xa (a nawet pro­ściej, bo w Net­fli­xie pła­ci się za wszyst­ko, a w Hulu część pro­gra­mów jest dar­mo­wa). Ale Hulu ofi­cjal­nie nie mówi, że użyt­kow­ni­cy z VPNem mu nie prze­szka­dza­ją. Poza tym Hulu jest nie­co mniej popu­lar­ne wśród użyt­kow­ni­ków VPNu. I to wszyst­ko razem mogło dopro­wa­dzić do tego, że wspo­mnia­ny dostaw­ca fil­mów wolał pod­pi­sać kon­trakt wła­śnie z Hulu.

Mniejsze zło?

Pira­ci uspra­wie­dli­wia­ją swo­je dzia­ła­nia mówiąc, że twór­cy tre­ści co praw­da na nich nie zara­bia­ją, ale też nie tra­cą przez nich pie­nię­dzy (bo cyfro­wa kopia, w odróż­nie­niu od fizycz­ne­go egzem­pla­rza „nic” nie kosztuje).

Korzy­sta­nie z VPNu i za jego pośred­nic­twem oglą­da­nie ory­gi­nal­nych wer­sji seria­li, zda­je się być lep­szym wybo­rem, niż uży­wa­nie pirac­kich pli­ków ścią­ga­nych przez P2P lub inne, podob­ne roz­wią­za­nia. Pro­blem w tym, że w rze­czy­wi­sto­ści VPN nie tyl­ko nie poma­ga twór­com, ale wręcz im szko­dzi. Obcią­ża ser­we­ry, utrud­nia dostęp legal­nym użyt­kow­ni­kom, unie­moż­li­wia wła­ści­cie­lo­wi usłu­gi zawie­ra­nie lep­szych ofert z dostaw­ca­mi tre­ści. Co w efek­cie pro­wa­dzi do tego, że za spra­wą VPNo­wych pira­tów twór­cy seria­li jed­nak tra­cą pieniądze.

Nato­miast pirac­two w peł­nej for­mie, choć nie przy­no­si twór­com żad­nych zysków, jed­no­cze­śnie nie nara­ża ich na pono­sze­nie dodat­ko­wych kosz­tów. I przy­kła­do­wo ścią­gnię­cie Dok­to­ra Who przez P2P jest dla BBC mniej szko­dli­we, niż oglą­da­nie seria­lu o ory­gi­na­le, za pośred­nic­twem VPN, na stro­nie BBC.


Każ­da for­ma pirac­twa jest zła. Naj­le­piej było­by nie sto­so­wać żad­nej z nich. Ale gdy nie mamy wyj­ścia lepiej zde­cy­do­wać się na takie roz­wią­za­nie, któ­re będzie mniej kło­po­tli­we dla twór­cy. War­to też wcze­śniej dokład­nie zba­dać pro­blem, bo jak widać roz­wią­za­nia na pozór lep­sze, po głęb­szej ana­li­zie mogą oka­zać się zgo­ła inne.

autor zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Japa​ne​xper​ter​na​.se