Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Blogowanie i Internety, Głupie Dyrdymalenie:

Otwartość czy inwigilacja?

W pewnym kraju ochrona danych osobowych prawie nie istnieje. I ludzie nie mają z tym problemu

Wszę­dzie powta­rza­ją, że powin­ni­śmy chro­nić naszą pry­wat­ność. Bo infor­ma­cje na nasz temat mogą zostać wyko­rzy­sta­ne prze­ciw­ko nam. Wszak gdzieś tam czai się oszust, zło­dziej lub inny zły haker, dla któ­re­go nasze dane tele-adre­so­wo-oso­bo­we były­by łako­mym kąskiem.

Dla­te­go zapew­ne zdzi­wi was, gdy napi­szę, że ist­nie­ją kra­je, w któ­rych ochro­na danych oso­bo­wych nie­mal nie ist­nie­je. I gdzie – co jest napraw­dę zadzi­wia­ją­ce – chy­ba niko­mu do tej pory nie sta­ła się z tego powo­du krzywda.

Utopia zwana Szwecją

Szwe­cja, to dziw­ny kraj. Ludzie tam nie krad­ną, nie oszu­ku­ją, nawet nie zamy­ka­ją drzwi w domach na klucz. A ostat­nio, od zna­jo­me­go, któ­ry w Szwe­cji miesz­ka na sta­łe, dowie­dzia­łam się jesz­cze jed­nej, szo­ku­ją­cej rze­czy: Szwe­dzi mają wyszu­ki­war­kę inter­ne­to­wą, któ­ra jest roz­bu­do­wa­ną wer­sją książ­ki tele­fo­nicz­nej*. Czy­li poza nume­rem tele­fo­nu i adre­sem zamiesz­ka­nia, moż­na w niej zna­leźć na przy­kład infor­ma­cje o tym kie­dy poszu­ki­wa­na przez nas oso­ba ma uro­dzi­ny i imie­ni­ny, ile osób miesz­ka w jej gospo­dar­stwie domo­wym oraz z kim dana oso­ba wzię­ła ślub**. Nie wie­rzy­cie? Sprawdź­cie sami:


www​.hit​ta​.se

(w wyszu­ki­war­kę wpisz­cie np. nazwi­sko Ander­son lub Eriksson)


* Przy­po­mi­nam, że w Pol­sce już od jakie­goś cza­su nie dru­ku­je się ksią­żek tele­fo­nicz­nych z dokład­ny­mi adre­sa­mi zamiesz­ka­nia*** – wypi­sa­ne są nazwy ulic, na któ­rych miesz­ka­ją poszcze­gól­ne oso­by, ale bez nume­rów domów i mieszkań.

** Kole­ga twier­dzi, że stro­na poka­zu­je tak­że ile dana oso­ba zara­bia, ale mi nie uda­ło się tego spraw­dzić, więc w tym wypad­ku nie wiem, na ile jego sło­wa są prawdziwe.

*** Podej­rze­wam, że peł­nych adre­sów zabro­nio­no dru­ko­wać po tym, jak w Ter­mi­na­to­rze poka­za­no, jak nie­bez­piecz­ne mogą być infor­ma­cje zawar­te w książ­kach telefonicznych.

Czy oni oszaleli?!

Odda­je­my nasze pry­wat­ne dane Face­bo­oko­wi i innym podob­nym ser­wi­som, ale gdy­by podob­ne infor­ma­cje na nasz temat opu­bli­ko­wał­by rząd, na pew­no wszy­scy pod­nie­śli­by wiel­ki raban. I rwa­li wło­sy z gło­wy, że zna­leź­li­śmy się w nie­bez­pie­czeń­stwie, bo prze­cież teraz każ­dy, w ramach głu­pie­go żar­tu będzie mógł zamó­wić 10 ton węgla na nasz adres, imię i nazwi­sko*.

Ale Szwe­dzi wca­le nie są sza­le­ni i nie­roz­trop­ni. Oni po pro­stu myślą ina­czej. Wyzna­ją zasa­dę trans­pa­rent­no­ści. Masz pra­wo spraw­dzić ile zara­bia zarów­no twój sąsiad, jak i poli­tyk, na któ­re­go zagło­so­wa­łeś. A oni co praw­da mogą spraw­dzić cie­bie, ale jeśli nie masz nicze­go do ukry­cia, to prze­cież nie powi­nie­neś się tym martwić.


* Po Zako­pa­nem krą­ży miej­ska legen­da mówią­ca, że w taki spo­sób kil­ku uczniów zemści­ło się kie­dyś na znie­na­wi­dzo­nej nauczycielce.

Nie oceniam

Nie piszę tego wpi­su po to, by namó­wić was do infor­ma­cyj­ne­go eks­hi­bi­cjo­ni­zmu w sie­ci. Ani po to, by skry­ty­ko­wać zacho­wa­nie Szwe­dów. Tyl­ko, by poka­zać, że ist­nie­ją kra­je, w któ­rych dane oso­bo­we chro­ni się znacz­nie mniej, niż nad Wisłą. Choć nie potra­fię oce­nić, czy to podej­ście jest lep­sze od naszego.

Nie­mniej jed­nak, miej­scem, w któ­rym czu­łam się naj­bez­piecz­niej na świe­cie był Born­holm. Niby duń­ska wyspa, ale Duń­czy­cy mają podob­ną men­tal­ność, co Szwe­dzi. Nie bałam się że ktoś mnie okrad­nie, że ukrad­nie mój rower, że zosta­nę napad­nię­ta. I to było napraw­dę wspa­nia­łe. Chcia­ła­bym, by tak samo było w Pol­sce. Ale nie­ste­ty nie jest, o czym zawsze przy­po­mi­na mi to, że rower, na któ­rym tak bez­tro­sko prze­je­cha­łam Born­holm, został mi rok póź­niej ukra­dzio­ny w Kra­ko­wie. Przy­kre, ale – no wła­śnie – to jest nie­ste­ty Pol­ska, a nie kra­je skan­dy­naw­skie. I praw­do­po­dob­nie gdy­bym miesz­ka­ła tam, a nie tutaj, swo­ich danych oso­bo­wych strze­gła­bym, jak rowe­ru na Born­hol­mie, czy­li mniej paranoicznie.

Choć z dru­giej stro­ny wie­dzia­ła­bym, że gdzieś tam w inter­ne­cie cza­ją się nie­do­brzy Pola­cy oraz inni cwa­nia­cy, więc chy­ba jed­nak mia­ła­bym pew­ne opo­ry przed udo­stęp­nia­niem wszyst­kie­go. A nuż tra­fił­by się jakiś zło­śli­wy żar­tow­niś, któ­ry zamó­wił­by 10 ton węgla na mój adres.

autor zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Ludo­vic Bertron