Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Czytanki:

Kopciuszek w świecie show-biznesu

Celebrytka Katarzyny Lewcun

Kie­dy Kasia wyda­ła swo­ją dru­gą książ­kę i chcia­ła dać mi w pre­zen­cie jeden z egzem­pla­rzy, zatrzy­ma­łam ją: „nie, dzię­ku­ję – wybio­rę się do skle­pu i kupię two­je dzie­ło”. Bo wie­cie – wypra­wa do księ­gar­ni i naby­cie książ­ki, któ­rą napi­sał ktoś ci bli­ski, jest taką dodat­ko­wą atrak­cją. Nie ma zna­cze­nia, że kasjer dziw­nie się na cie­bie patrzy, gdy uśmie­cha­sz się od ucha do ucha poda­jąc mu pie­nią­dze i gdy po doko­na­niu zaku­pu tuli­sz naby­ty egzem­pla­rz do pier­si, niczym naj­cen­niej­sze­go na świe­cie bia­łe­go kru­ka.

Nie­ste­ty, jestem kiep­ską przy­ja­ciół­ką. Mija­ły dni, tygo­dnie i mie­sią­ce, a ja nie wywią­zy­wa­łam się ze swo­jej obiet­ni­cy. Wciąż bra­ko­wa­ło cza­su i dobre­go nastro­ju, a księ­gar­nia, choć mija­na codzien­nie, zawsze zda­wa­ła się być nie­wy­god­nie nie po dro­dze. Przy­po­mnia­łam sobie o książ­ce Kasi w ostat­nie waka­cje i posta­no­wi­łam w koń­cu po nią się­gnąć. I rany, aż mi się głu­pio zro­bi­ło, gdy zoba­czy­łam datę wyda­nia: rok 2012. Jak ten czas szyb­ko leci! Myśla­łam, że dopie­ro ubie­głej jesie­ni piłam z Kasią piwo, świę­tu­jąc jej nowy suk­ces.

Dziś, jak się już pew­nie domy­śla­cie, tema­tem wpi­su będzie książ­ka Kasi – Cele­bryt­ka. Nie w rama­ch zadość­uczy­nie­nia, za moje guz­dra­nie się z lek­tu­rą. Tyl­ko po pro­stu – ponie­waż jest to książ­ka god­na pole­ce­nia.

O co chodzi?

W tele­gra­ficz­nym skró­cie i z pomi­nię­ciem bar­dzo wie­lu deta­li – histo­ria nie jest zbyt skom­pli­ko­wa­na i przy­po­mi­na współ­cze­sną wer­sję Kop­ciusz­ka. Tytu­ło­wa boha­ter­ka, nasto­let­nia Mar­cy­sia, dla hecy wystę­pu­je w talent show. I choć nie odno­si w nim suk­ce­su – tra­fia na pierw­sze stro­ny gazet. A potem pozna­je księ­cia z baj­ki, przy­stoj­ne­go pił­ka­rza. Na tym jed­nak nawią­za­nia do zna­nej wszyst­kim histo­rii się koń­czą. Bo od tego momen­tu Kop­ciu­szek po pro­stu żył dłu­go i szczę­śli­wie. Nato­mia­st dla Mar­cy­si jest to dopie­ro począ­tek podró­ży. Z resz­tą, jak się póź­niej oka­zu­je – dro­ga ta wca­le nie jest usła­na róża­mi.

Największa wada Celebrytki

Pew­nie myśli­cie, że sko­ro autor­ką książ­ki jest moja kole­żan­ka, to będę jej tutaj sło­dzić. Nic z tych rze­czy. Moja recen­zja będzie stu­pro­cen­to­wo obiek­tyw­na. I dla­te­go roz­pocz­nę ją od opi­sa­nia naj­więk­szej wady dzie­ła Kasi.

Cele­bryt­kę kupi­łam w pią­tek i liczy­łam na to, że książ­ka zapew­ni mi roz­ryw­kę przy­naj­mniej na week­end. Tak się jed­nak nie sta­ło. Nie­roz­waż­nie zer­k­nę­łam na pierw­szą stro­nę, gdy wra­ca­łam auto­bu­sem do domu, a potem nie mogłam ode­rwać się od lek­tu­ry. Efekt: zarwa­łam noc, a w sobo­tę i nie­dzie­lę nie mia­łam już cze­go czy­tać. Skan­dal! Kata­rzy­no, czy nie sły­sza­łaś nigdy o rze­cza­ch taki­ch, jak retar­da­cja akcji, nud­ne, roz­bu­do­wa­ne opi­sy i wodo­lej­stwo? Prze­cież czy­tel­ni­ko­wi trze­ba dać kil­ka chwil na ode­tchnię­cie, nie­co go znu­żyć i tym samym spra­wić, by ode­rwał się od lek­tu­ry, odło­żył ją na póź­niej. Napraw­dę cie­szę się, że two­ja książ­ka była krót­ka, bo gdy­by Cele­bryt­ka była pię­cio­to­mo­wa, to pew­nie padła­bym tru­pem z wycień­cze­nia, przed doczy­ta­niem jej do koń­ca.

Mam nadzie­ję Kasiu, że weź­mie­sz tą uwa­gę do ser­ca i następ­ną książ­kę uczy­ni­sz bar­dziej przy­ja­zną dla czy­tel­ni­ków.

A teraz już zupełnie na poważnie

Zapew­ne jakiś bar­dziej obiek­tyw­ny recen­zent ode mnie (ale nigdy takie­go nie znaj­dzie­cie – ja jestem naj­bar­dziej obiek­tyw­na) miał­by uwa­gi doty­czą­ce fabu­ły Cele­bryt­ki. Że histo­ria wtór­na i prze­wi­dy­wal­na. I że boha­te­ro­wie są nie­co papie­ro­wi oraz za bar­dzo czar­no-bia­li. I wresz­cie: że cele­bry­ci na pew­no nie są aż tak zły­mi ludź­mi, jak ich Kasia opi­su­je. Ale moim zda­niem to wszyst­ko nie ma zna­cze­nia, bo Cele­bryt­ka jest pew­ne­go rodza­ju przy­po­wie­ścią. Sła­wa głów­nej boha­ter­ki wca­le nie ma zna­cze­nia, liczy się jej podróż (to zna­czy podróż boha­ter­ki, a nie jej sła­wy), odkry­wa­nie sie­bie i tego, czym jest praw­dzi­wa przy­ja­źń i miło­ść. Ktoś mógł­by zmie­nić czas i miej­sce akcji oraz deko­ra­cje – ale sed­no histo­rii pozo­sta­ło­by to samo.

Co mnie bar­dzo zasko­czy­ło, to że pod­czas lek­tu­ry zupeł­nie zapo­mnia­łam, kto jest auto­rem książ­ki. Sty­li­stycz­nie Cele­bryt­ka pre­zen­tu­je bowiem tak samo wyso­ki poziom, co dzie­ła zna­ny­ch pisa­rzy. Ba, uwa­żam nawet, że wie­lu z nich mogło­by pozaz­dro­ścić Kasi lek­kie­go i nie­co żar­to­bli­we­go spo­so­bu pisa­nia oraz cel­no­ści, z jaką opi­su­je rze­czy­wi­sto­ść. Dla­te­go też nawet, jeśli nie inte­re­su­ją was uwspół­cze­śnio­ne baj­ki o Kop­ciusz­ka­ch-cele­bryt­ka­ch, war­to się­gnąć po książ­kę wła­śnie dla jej for­my. Nie wie­rzy­cie? Zer­k­nij­cie na kil­ka pierw­szy­ch stron powie­ści. Przy czym z góry ostrze­gam, że wcią­gnie­cie się, a potem będzie­cie zgrzy­tać zęba­mi, że nie może­cie od razu doczy­tać resz­ty.

Skrzat niedobry

Choć Kasia spi­sa­ła się na medal, nie­ste­ty nie mogę tego same­go stwier­dzić o wydaw­nic­twie Skrzat. Rozu­miem, że jest to mała ofi­cy­na, któ­ra nie ma środ­ków na pro­mo­wa­nie swo­ich auto­rów na sze­ro­ką ska­lę. Nie poj­mu­ję nato­mia­st, cze­mu książ­ka nie poja­wi­ła się w for­mie elek­tro­nicz­nej. Zwłasz­cza, że Cele­bryt­kę trud­no dostać od ręki w tra­dy­cyj­nej księ­gar­ni, więc aż się pro­si, by powie­ść mia­ła swo­ją cyfro­wą wer­sję, któ­ra była­by łatwiej­sza do zaku­pu.

Jeśli jed­nak jeste­ście wiel­bi­cie­la­mi papie­ru i nie odstra­sza was to, że książ­kę trze­ba zamó­wić i kil­ka dni cze­kać na jej dostar­cze­nie, to się­gnij­cie po Cele­bryt­kę – napraw­dę war­to. Książ­ka nie jest dro­ga i ma cenę, któ­rą moim zda­niem war­to zapła­cić za dobrą lek­tu­rę na jeden wie­czór.

Celebrytkę możecie kupić między innymi w tych księgarniach:

Celebrytka okładka