Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Słuchając Audiobooka, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Na wojnie nie ma wygranych

Bogusław Linda czyta Helikopter w ogniu

Po odsłucha­niu Gry o Tron i Sprzedaw­cy broni postanow­iłam spróbować audio­booka z lit­er­aturą fak­tu. Początkowo sięgnęłam po Sen­sac­je XX wieku Bogusława Wołosza­ńskiego, ale jakoś nie słuchało mi się tego dobrze. Już nieco mniej pewnie, bojąc się, że powieś­ci tego typu jed­nak nie są dla mnie pisane (albo prędzej: czy­tane), odpal­iłam Helikopter w ogniu Mar­ka Bow­de­na. I tym razem okazał się to być strzał w dziesiątkę. Bo obok tej książ­ki nie moż­na prze­jść obo­jęt­nie. Powieść jest niczym lecą­cy nisko nad pustynią helikopter – syp­nie ci piask­iem w oczy, potar­ga włosy oraz ubranie i ogłuszy dźwiękiem wirników.

Treść książki

Mark Bow­den jest reporterem. I to się w Helikopterze w ogniu naty­ch­mi­ast wyczuwa. Nie jest książ­ka napisana ku chwale Amery­ki. Dzieło w obiek­ty­wny sposób przed­staw­ia rac­je oby­d­wu stron kon­flik­tu. Pokazu­je dobre i złe strony zarówno Soma­l­i­jczyków jak i żołnierzy zza wielkiej wody. Nie ma pozy­ty­wnych i negaty­wnych bohaterów. Są prawdzi­wi ludzie, wal­czą­cy o przetr­wanie i postępu­ją­cy w mniej lub bardziej moral­ny sposób tylko i wyłącznie z powodu sytu­acji, w jakiej się znaleźli.

Dzi­en­nikarst­wo widać także w opisach. Te są konkretne i pozbaw­ione zbęd­nych epitetów. W książce za to roi się od detali oraz fachowych nazw, które w przy­pad­ku innych dzieł mogły­by drażnić, ale tutaj – doda­ją tylko real­iz­mu.

Pon­ad­to w Helikopterze w ogniu nie ma jed­nego lub choć­by kilku głównych bohaterów. I znów – nor­mal­nie mogło­by to den­er­wować, spraw­ić, że czytel­nik nie miał­by komu kibi­cow­ać. Ale u Bow­de­na jest to atut. Zwłaszcza, że wbrew temu, co pokazu­je nam Hol­ly­wood – wojny wygry­wa się nie za sprawą poje­dynczych jed­nos­tek, ale dzię­ki współdzi­ała­niu, zgra­niu i poświęce­niu więk­szej grupy częs­to anon­i­mowych osób. Właśnie tak, jak to ma miejsce w Helikopterze w ogniu, gdzie co praw­da poz­na­je­my imię każdego, nawet najbardziej epi­zody­cznego bohat­era, ale szy­bko zapom­i­namy, jak ten się zwał, z powodu natłoku innych, następu­ją­cych po sobie wydarzeń.

Jak dla mnie jed­nak najwięk­szym walorem książ­ki jest to, że mimo, iż opowia­da ona o wojnie, to koniec końców – okazu­je się być dziełem całkowicie pacy­fisty­cznym. Dlaczego? Bo pokazu­je jak bezsen­sowne są wszelkie kon­flik­ty zbro­jne. I że tak naprawdę na wojnie nikt nie wygry­wa – wszyscy są prze­grani.

Brzmienie audiobooka

Książkę czy­tał Bogusław Lin­da. I facet spisał się naprawdę świet­nie. Ale nieste­ty – jego pracę spar­taczyły oso­by odpowiedzialne za post­pro­dukcję audio­booka. Nie wiem, co za ama­tor był odpowiedzial­ny za mas­ter­ing, ale momen­ta­mi sły­chać, jak Lin­da przewraca strony, albo w których miejs­cach były robione duble (głośność się drasty­cznie zmienia). I jak­by tego było mało – bitrate każdego pliku jest zupełnie inny. A to wszys­tko na ory­gi­nal­nej pły­cie z audio­book­iem. Kpina.

Przy czym – powiedzmy sobie szcz­erze – są to błędy, o które czepi­a­ją się tylko upierdli­w­cy tacy, jak ja. Stan­dar­d­owy odbior­ca na pewno nie zwró­cił­by na te wszys­tkie rzeczy uwa­gi. A poza taki­mi właśnie niedo­ciąg­nię­ci­a­mi – Helikoptera w ogniu słucha się, no… po pros­tu nor­mal­nie. Tak samo, jak każdego innego audio­booka.

Książka a film

Film Ridley’a Scot­ta jest dość wierną adap­tacją powieś­ci. Oczy­wiś­cie, niek­tóre sce­ny zostały zmienione, losy kilku bohaterów zmody­fikowano i tak dalej – ale były to zabie­gi niezbędne i nie było w nich raczej niczego złego. Scot­towi udało się też odd­ać kli­mat powieś­ci. I chy­ba nawet lep­iej, niż Bow­den pokazał chaos panu­ją­cy pod­czas bitwy.

Są jed­nak rzeczy dość istotne, których w filmie zabrakło, a moim zdaniem znaleźć się w nim powin­ny.

Przede wszys­tkim (ory­gi­nal­ny) tytuł – Black Hawk Down. Film obe­jrza­łam przed przeczy­taniem książ­ki. I owszem wiedzi­ałam, że dwa helikoptery zostały zestrzelone, i że to właśnie to było przy­czyną całego zamiesza­nia. Ale z drugiej strony katas­tro­fy lot­nicze zdarza­ją się w co drugim kinowym hiciorze i w tej tutaj nie było dla mnie tak naprawdę niczego niezwykłego. Film mógł­by się równie dobrze nazy­wać „Wiel­ka heca w Soma­lii” albo „Amerykańs­cy żołnierze w opałach”. Tym­cza­sem w książce, było pod­kreślone (i to nie raz), że helikoptery były sym­bol­em siły. Po ich zestrze­le­niu Amerykanie stra­cili morale, a Soma­l­i­jczy­cy zyskali nadzieję, gdyż zobaczyli, że najeźdźców moż­na jed­nak pokon­ać.

Inna sprawa, że to właśnie helikoptery wywołały wściekłość tubyl­ców. Każdy ich przelot, który zry­wał Soma­l­i­jczykom dachy z domów oraz wyrządzał inne szkody, był kole­jnym ziarenkiem wpada­ją­cym do miar­ki. I w końcu miar­ka się prze­brała. Ale tego Rid­ley Scott w swoim filmie nie pokazał.

Scott użył też kilku skrótów myślowych, które stały się dla mnie zrozu­mi­ałe dopiero, po zapoz­na­niu się z treś­cią książ­ki. Dlaczego do amerykańskiej armii przyję­to ast­maty­ka? Czemu Ranger­si i żołnierze Del­ty tak bard­zo się nie lubili? W filmie tych oraz innych rzeczy nie rozu­mi­ałam, przyj­mowałam je więc na zasadzie „bo tak i już”. Tym­cza­sem Bow­den wszys­tko to dokład­nie wyjaśnił.

Najwięk­sza różni­ca pole­ga jed­nak na tym, że film nie był aż tak obiek­ty­wny, jak książ­ka. Owszem, Soma­l­i­jczy­cy nie zostali przed­staw­ieni jako czarne charak­tery, ale mimo to – Amerykanie zdawali się być ryc­erza­mi w lśnią­cych zbro­jach. A tak nie powin­no być.

Helikopter dla każdego

Jeśli widzieliś­cie film i się wam spodobał, książ­ka także powin­na przy­paść wam do gus­tu. A jeśli nie przepada­cie za rzecza­mi o tem­atyce wojen­nej? Napiszę szcz­erze – ja też za takowy­mi nie sza­le­ję. Ale książ­ka Bow­de­na naprawdę bard­zo mi się podobała i wywarła na mnie duże wraże­nie. Może więc was także to dzieło poruszy?

Inna sprawa, że Helikopter w ogniu powinien być lek­turą obow­iązkową dla każdego, mniejszego lub więk­szego poli­ty­ka. A zwłaszcza dla przy­wód­ców, którzy myślą, że dobrym pomysłem jest wtrą­canie się w sprawy wewnętrzne innych kra­jów i wprowadzanie poko­ju na świecie przy pomo­cy Black Hawków oraz kara­binów.

Helikopter w ogniu możecie kupić między innymi w tych księgarniach:

Helikopter w ogniu audiobook

Wpis pochodzi z poprzed­niej odsłony blo­ga.

Został zredagowany i niez­nacznie zmody­fikowany.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zobaczyć w ser­wisie Blogspot.com.

  • Sis

    Bard­zo lajkam ten wpis, psze pani.
    Koło audio­booka, jakiegokol­wiek, co najwyżej stałam (opowiadań Pana Kulecz­ki na stanie nie liczę), a tu taka ład­na zachę­ta do odsłuchu “Helikoptera…”, że aż brzy­d­ko nie pójść nie kupić.

    • Poza audio­book­iem ukaza­ła się też trady­cyj­na książ­ka. Więc jeśli nie przepadasz za książką czy­taną, to taką papierową też na pewno uda ci się zdobyć. ;)

  • Pingback: W Karbali nie ma helikopterów w ogniu | Dyrdymały Filmowo-Serialowe()