Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Okiem Niepoczytalnego Bibliotekarza Cyfrowego, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Czytu, czytu…

Długi tekst, nie czytaj!

Nie chce mi się pisać nicze­go na wstę­pie. A wam pew­nie nie chce się czy­tać. Więc zamiast pisa­nia (i czy­ta­nia) w dal­szej czę­ści wpi­su będą filmiki.

Nie czytaj!

A od sie­bie doda­ła­bym jesz­cze: nie czy­taj – jeź­dzij na rowe­rze. Bo jadąc na rowe­rze, nie da się czy­tać… To zna­czy – na upar­te­go moż­na, ale gro­zi to wybi­ciem zębów.

Nato­miast tak bar­dziej na serio: co jakiś czas sły­szy się w mediach, że czy­tel­nic­two w Pol­sce kule­je. W związ­ku z tym cie­szę się, że powsta­ła akcja spo­łecz­na Nie czy­taj!. Tyl­ko, czy napraw­dę mamy się czym przej­mo­wać? Nie znam sta­ty­styk, ale wyda­je mi się, że zawsze będzie ist­nia­ła spo­ra gru­pa osób nie­czy­ta­ją­cych i żad­ne pro­mo­cje nie prze­ko­na­ją ich do się­gnię­cia po lekturę.

I tak to zekranizują

A może by tak zabro­nić ekra­ni­za­cji ksią­żek? Dla przy­kła­du, dzie­sięć lat temu dzie­cia­ki się­ga­ły po papie­ro­we wyda­nie Harry'ego Pot­te­ra, teraz wystar­czy im jego fil­mo­wa wer­sja (wiem, bo mam kuzy­nów, któ­rzy ekra­ni­za­cję widzie­li set­ki razy, ale książ­ki nie ruszą, bo rze­czy pisa­nych boją się jak dia­beł świę­co­nej wody).

Z dru­giej stro­ny, sama prze­czy­ta­łam kil­ka ksią­żek tyl­ko dla­te­go, że do kin mia­ła tra­fić ich adap­ta­cja. A cza­sem po wer­sję papie­ro­wą się­ga­łam już po obej­rze­niu fil­mu. Więc może jed­nak książ­ki powin­no się ekranizować?

Książka to twój wróg!

Podob­nie, jak wie­lu innych ludzi, skry­ty­ku­ję lek­tu­ry szkol­ne. To zna­czy – nie wiem, co dzie­cia­ki czy­ta­ją teraz. Ale ja pra­wie cały kanon lek­tur z gim­na­zjum i liceum zna­łam ze stresz­czeń. Bo zamiast z Panem Tade­uszem wola­łam spę­dzać czas z Wiedź­mi­nemWład­cą Pier­ście­ni. Przy czym sta­ło się tak tyl­ko dla­te­go, bo pew­ne­go dnia tata pod­su­nął mi pod nos try­lo­gię Tol­kie­na. Powie­dział wte­dy „nie bój się, że to gru­be tomisz­cze” i prze­czy­tał na głos kil­ka stron, na zachę­tę. Dzię­ki temu sta­łam się wiel­ką fan­ką fan­ta­sty­ki, któ­rą z resz­tą pozo­sta­ję do dziś. 

No tak, pew­nie powie­cie mi teraz, że polu­bi­łam czy­ta­nie dzię­ki moim rodzi­com. Ale to też nie do koń­ca praw­da. Bo przed Tol­kie­nem, mimo sta­rań mamy i taty, też omi­ja­łam książ­ki moż­li­wie jak naj­szer­szym łukiem.

Ktoś mądry powie­dział kie­dyś, że każ­de­mu czy­tel­ni­ko­wi prze­zna­czo­na jest jakaś książ­ka. I to jest sed­no całe­go pro­ble­mu. Nauczy­ciel języ­ka pol­skie­go nie powi­nien nakła­dać kar na tych, któ­rzy nie byli w sta­nie prze­czy­tać try­lo­gii Sien­kie­wi­cza. Zamiast tego powi­nien pole­cić nie­sfor­nym uczniom inną książ­kę. A jeśli i ona by się nie spodo­ba­ła – następ­ną, ale z inne­go gatun­ku. Wte­dy, być może wię­cej mło­dych ludzi polu­bi­ło­by czytanie.

Czytałeś? Nie jedź!

Nie­ste­ty nawet prze­my­śla­ny dobór lek­tur szkol­nych nie roz­wią­za­ło­by kolej­ne­go pro­ble­mu. Mia­no­wi­cie – wie­lu mło­dych ludzi prze­sta­je czy­tać po skoń­cze­niu szko­ły. Sama nie­ste­ty zali­czam się do tego nie­chlub­ne­go gro­na. Ale cóż pora­dzić – czy­ta­nie książ­ki wyma­ga sku­pie­nia, dużo więk­sze­go, niż cho­ciaż­by lek­tu­ra krót­kich wpi­sów na blogach.

Napi­sa­łam „nie czy­taj, jeź­dzij na rowe­rze”. Prze­ci­wień­stwem było­by stwier­dze­nie: czy­taj, jeż­dżąc auto­bu­sem. I nie­ste­ty – jest w tym cho­ler­nie dużo praw­dy. Wiem, bo ostat­nio naj­wię­cej czy­ta­łam w zimie, wła­śnie w środ­kach komu­ni­ka­cji miej­skiej. Przy czym to też było za mało i prze­brnię­cie przez jeden tytuł zaję­ło mi kil­ka miesięcy.

Ostatnio zacięłam się kartką!

Śmie­szą mnie ludzie kry­ty­ku­ją­cy ebo­oki. Bo praw­dzi­we książ­ki lepiej leżą w dło­ni, sze­lesz­czą kart­ka­mi i mają nie­po­wta­rzal­ny zapach.

Ta ostat­nia książ­ka, któ­rą prze­czy­ta­łam zimą w auto­bu­sie, była wła­śnie ebo­okiem. Wyświe­tla­łam ją na ekra­nie komór­ki, kie­dy aku­rat mia­łam wol­ny czas. Tele­fon zawsze mam przy sobie. A co ze zwy­kłą książ­ką? Musia­ła­bym pamię­tać, by zabrać ją ze sobą, potem dźwi­gać, a jeśli aku­rat nie zna­la­zła­bym cza­su na lek­tu­rę, to plu­ła­bym sobie w bro­dę, że mogłam zosta­wić książ­kę w domu… Następ­nym razem pew­nie wła­śnie tak bym postą­pi­ła i wte­dy aku­rat nada­rzy­ła­by się oka­zja do czy­ta­nia. Błęd­ne koło.

I nie tyl­ko ja mam taki pro­blem. ebo­oki to przy­szłość. Wiem, to przy­kre. Ja też mam sen­ty­ment do papie­ro­wych wolu­mi­nów. Ale nie ma co roz­pa­czać, trze­ba się z tym pogodzić.

Aha, jesz­cze jed­no – nie daj­cie się nabrać na narze­ka­nia, że z ebo­oki źle się czy­ta. To nie­praw­da. Bo choć owszem, tele­fon komór­ko­wy być może nie jest naj­lep­szym narzę­dziem do tego typu rze­czy, to już czyt­ni­ki ebo­oków wypo­sa­żo­ne w e-ink (a nie ekran lcd!), spi­su­ją się napraw­dę dobrze. Z resz­tą tech­no­lo­gia jest cią­gle roz­wi­ja­na, więc w przy­szło­ści będzie pew­nie jesz­cze lepiej.

Oprawki są bardzo drogie

Dziś jest Świa­to­wy Dzień Książ­ki i Praw Autor­skich. I tak sobie myślę, że czyn­ni­kiem, któ­ry dodat­ko­wo tłu­mi czy­tel­nic­two jest copyright.

Tą ostat­nią książ­ką, któ­rą prze­czy­ta­łam była Wol­na Kul­tu­ra Lawrence'a Les­si­ga. Zosta­ła wyda­na kil­ka lat temu, ale rze­czy w niej oma­wia­ne wciąż są aktu­al­ne i co naj­waż­niej­sze – dzie­ło to moż­na ścią­gnąć z inter­ne­tu cał­ko­wi­cie za darmo.

A co z resz­tą? W tym roku do dome­ny publicz­nej w Pol­sce prze­szły dzie­ła auto­rów, któ­rzy zmar­li w 1942 roku. To dość daw­no, praw­da? Więk­szość z tych dzieł już daw­no się przedaw­ni­ła i raczej nikt nie będzie chciał ich dzi­siaj czy­tać. A gdy­by tak autor­skie pra­wo mająt­ko­we trwa­ło kró­cej? Co gdy­by powiedz­my, 25 lat po pierw­szej publi­ka­cji, dzie­cia­ki w szko­le mogły pobrać na swo­je tele­fo­ny komór­ko­we Harry'ego Pot­te­ra, bez obaw, że będzie ich za to ści­gać poli­cja? Wte­dy być może o pro­ble­mie czy­tel­nic­twa wśród mło­dych nikt by nie mówił.

Chyba nie chcesz być inteligentny?

Znam ludzi, któ­rzy wszę­dzie węszą rzą­do­we teo­rie spi­sko­we. Twier­dzą oni mię­dzy inny­mi, że rząd spe­cjal­nie nie dba o roz­wój czy­tel­nic­twa i pod­no­si ceny ksią­żek, bo dzię­ki temu w naszym kra­ju będzie żyło mniej ludzi inte­li­gent­nych. A ban­dą idio­tów dużo łatwiej jest kierować.

Oczy­wi­ście sta­ram się nie wie­rzyć w takie rze­czy. Ale jed­nak wolę jakąś książ­kę raz, na jakiś czas prze­czy­tać. Tak, na wszel­ki wypa­dek. Może wy też powin­ni­ście tak robić?

źró­dło obraz­ka ilu­stru­ją­ce­go wpis: zmo­dy­fi­ko­wa­na iko­na książ­ki z Fre­epik

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny bloga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmodyfikowany.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

  • ano­nim

    Na rowe­rze jak naj­bar­dziej moż­na czytać.
    http://​north​-south​.info/​p​l​/​p​h​o​t​o​/​p​r​o​b​u​j​e​-​n​i​e​-​u​m​r​z​e​c​-​z​-​n​u​d​o​w​,​390

    Ale i tak naj­wy­god­niej się czy­ta na rowe­rze stacjonarnym :)

    • Pomysł nie­zły, ale wciąż – jak się zaczy­tasz, to może z tego wynik­nąć kata­stro­fa. No i stro­ny cięż­ko prze­wra­cać – już lepiej w takim wypad­ku spraw­dził­by się czyt­nik e-booków. ;)

  • @
    albo audio­bo­ok. A zresz­tą wszyst­ko i tak się zmie­ni jak googl wypu­ści na rynek te oku­la­ry z roz­sze­rzo­ną rzeczywistością.

    • Audio­bo­ok się nie liczy, bo nie czy­tasz, tyl­ko słu­chasz. ;p
      A oku­la­ry Google'a to faj­ny pomysł, ale wyda­je mi się, że jesz­cze przez dłu­gi czas pozo­sta­ną jedy­nie konceptem.

  • Kata­rzy­na Lewcun

    Nie­na­wi­dze Cie! Za to,ze sobie moglas prze­czy­tac "Pana Tade­usza" w stresz­cze­niu ;) Ja ta ksiaz­ke musia­lam czy­tac dwa razy zeby zdac cho­ler­ne­go pasia­ka w liceum… i i tak dzis nie pamie­tam jakie drze­wa tam rosly czy jak mial na imie Woj­ski :P

    • I przez to, że męczy­łaś się "Panem Tade­uszem" nie prze­czy­ta­łaś "Wład­cy Pier­ście­ni" przed pre­mie­rą pierw­sze­go filmu. ;)

      • Kata­rzy­na Lewcun

        "Wlad­ca" byl w kinach jak byly­smy w gim­na­zjum a "Pan Tade­usz" to juz lice­al­ne cza­sy wiec NIE­STE­TY nie moge na to prze­brzy­dle dzie­lo zwa­lic winy ;)

  • Pingback: Hugh Laurie nie przeczytałby tego lepiej | Dyrdymały()

  • Pingback: Co słychać w Westeros? | Dyrdymały()