Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Słuchając Audiobooka, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Co słychać w Westeros?

Słuchowisko Gra o Tron

Nie mam cza­su czy­tać książek. Czu­ję się z tego powodu strasznie źle, ale kur­cze – doba musi­ała­by być dłuższa, żebym mogła wygospo­darować trochę cza­su na lek­turę. A że nie jest – z czy­taniem jest u mnie naprawdę kru­cho.

Kil­ka osób, w tym Gaw­ith, pole­ciły mi więc, bym zaczęła słuchać audio­booków. Wzbra­ni­ałam się jed­nak przed tym, bo już kiedyś, dawno temu, próbowałam zaprzy­jaźnić się z książką czy­taną i nic ciekawego z tego nie wyszło.

Koleżan­ka naprawdę moc­no zareklam­owała mi jed­nak Grę o Tron, mówiąc, że nie jest to typowy audio­book czy­tany przez jed­nego lek­to­ra, ale słu­chowisko, w którym każdej postaci gło­su uży­cza inna oso­ba, a w tle rozbrzmiewa­ją, odpowied­nie dla danej sce­ny, odgłosy bądź też ścież­ka dźwiękowa.

Postanow­iłam więc dać audio­bookom jeszcze jed­na szan­sę. I o dzi­wo – tym razem słuchanie naprawdę mnie wciągnęło.

Treść książki

Strasznie spodo­ba mi się kom­pozy­c­ja powieś­ci. To, że każdy rozdzi­ał jest zaty­tułowany imie­niem innego bohat­era i opowia­da o wydarzeni­ach z jego per­spek­ty­wy.

Bałam się, że z powodu sporej iloś­ci wys­tępu­ją­cych w powieś­ci osób oraz miejsc będę czuła się moc­no zagu­biona w ich świecie. Ale nic takiego się nie stało. Zaskoczyło mnie też to, że nie przeszkadza­ła mi duża ilość detali. Bo wiecie, jestem zwolen­niczką tego, co Roman Ingar­den nazy­wał miejs­ca­mi niedookreślony­mi. Uważam, że im mniej dokład­ny opis, tym lep­iej, bo to daje więcej swo­body wyobraźni czytel­ni­ka. Poza tym z włas­nego doświad­czenia wiem, że nawet, jeśli autor opisu­je kogoś jako wysok­iego, błęk­it­nook­iego blon­dy­na, to w trak­cie lek­tu­ry częs­to o tym zapom­i­nam i oczy­ma wyobraźni widzę zupełnie inną postać. A inne, szczegółowe infor­ma­c­je jeszcze częś­ciej wypada­ją mi z głowy. W Grze o Tron sprawy te miały się jed­nak zupełnie inaczej.

Co jeszcze mogę napisać na tem­at dzieła Geor­ga R.R. Mar­ti­na? Nie chcę wchodz­ić w dokład­ną anal­izę tego dzieła, bo takich w internecie jest całe mnóst­wo. Stwierdzę więc tylko krótko, że jest to kawał świet­nej lit­er­atu­ry. I naprawdę warto się z nim zapoz­nać.


Brzmienie audiobooka

Tak jak zareklam­owała mi koleżan­ka – Gra o Tron została wyko­nana w naprawdę świet­ny sposób. Nie wiem, na ile był to celowy zabieg, a na ile przy­padek, odniosłam jed­nak wraże­nie, że lek­torów stara­no się dobrać tak, by ich głosy brzmi­ały podob­nie, jak u aktorów z seri­alu HBO. Dzię­ki temu całoś­ci słuchało mi się naprawdę nieźle, bo audio­book nie koli­d­ował z moi­mi wyobraże­ni­a­mi doty­czą­cy­mi poszczegól­nych postaci.

Świet­nie brzmi­ała także muzy­ka w tle. I niczym fil­mowy sound­track, potę­gowała nas­trój sce­ny, w której było ją sły­chać.

Na atmos­ferę duży wpływ miały także efek­ty dźwiękowe. Najlepiej moż­na było to odczuć pod­czas słucha­nia opisów scen batal­isty­cznych. Wtedy do moich uszu dob­ie­gał szczęk oręża, rże­nie koni, krzy­ki wal­czą­cych i świst prze­latu­ją­cych koło uszu strzał (uwa­ga: tego typu rzeczy sły­chać tylko na słuchawkach!). Wszys­tkie te odgłosy niesamowicie wpły­wały na odbiór audio­booka.

Jedyne zas­trzeże­nie mam do pro­logu książ­ki. Rozu­miem, że wys­tępu­jące tam postaci nie pojaw­ia­ją się w dal­szych częś­ci­ach powieś­ci i nie opła­cało się do tych ról zatrud­ni­ać dobrych lek­torów. Ale z drugiej strony – pro­log jest wiz­ytówką audio­booka, to od niego rozpoczy­na się słuchanie. Powinien więc być zro­biony równie dobrze jak resz­ta, a nawet lep­iej. Nigdy jed­nak gorzej. Tym­cza­sem w przy­pad­ku Gry o Tron to właśnie pro­log jest najsłab­szym ele­mentem. W efek­cie przez ten frag­ment udało mi się prze­brnąć dopiero za trzec­im lub czwartym razem. Wcześniej, gdzieś tak po min­u­cie stwierdza­łam, że ten audio­book, to jakaś kicha i go wyłącza­łam. Dobrze jed­nak, że w końcu się prze­mogłam. Zas­tanaw­iam się jed­nak, ile jest osób, którym się to nie udało.

Książka, a serial

Jak mogłam się przekon­ać, ser­i­al był bard­zo wierną ekraniza­cją książ­ki. Główne różnice pole­gały na tym, że kil­ka postaci zostało zaprezen­towanych w zupełnie inny sposób. Poza tym owszem – niek­tóre wąt­ki lub sce­ny zostały pominięte, ale moim zdaniem nie miało to więk­szego wpły­wu na ogól­ny odbiór.

Najwięk­szą różnicą jest chy­ba ilość golizny i scen bur­de­lowych. HBO pokaza­ło tego naprawdę sporo, tym­cza­sem w książce nie było tego aż tak wiele. A gdy pikantne momen­ty już się pojaw­iały, George R.R. Mar­tin opisał je dość sub­tel­nie. W seri­alu nato­mi­ast zostały one przed­staw­ione bard­zo wul­gar­nie. To tylko utwierdz­iło mnie w przeko­na­niu, iż z jakiegoś niezrozu­mi­ałego dla mnie, wręcz chorego powodu sce­narzyś­ci HBO muszą myśleć, że duża ilość golizny wpły­wa na wzrost oglą­dal­noś­ci. A prze­cież to niepraw­da. Dobra his­to­ria broni się sama, nie potrzeb­na jej pomoc – za przeprosze­niem – gołych cyck­ów skaczą­cych po ekranie.

Można się zasłuchać

Gra o Tron jest naprawdę udanym, świet­nie zro­bionym audio­book­iem. Tak dobrym, że po odsłucha­niu kilku pier­wszych rozdzi­ałów w wer­sji pirack­iej, pog­nałam do sklepu, żeby kupić ory­gi­nal­ną płytę. Bo ta jest moim zdaniem całkowicie warta swo­jej ceny (w internecie moż­na też kupić pli­ki mp3, do ściąg­nię­cia bezpośred­nio na dysk kom­put­era, ja jed­nak jestem pod tym wzglę­dem trady­cjon­al­istką i wolę mieć płytę w pudełeczku, którą po odsłucha­niu będę mogła odstaw­ić na półkę, żeby się kurzyła).

Tak więc, jeśli podob­nie jak ja, dopiero chce­cie rozpocząć swo­ją przy­godę z książką czy­taną, pole­cam zacząć ją właśnie od tego dzieła. Tylko nie zraża­j­cie się kiep­skim pro­lo­giem!

Grę o Tron możecie kupić między innymi w tych księgarniach:

Gra o Tron audiobook

źródło zdję­cia ilus­tru­jącego wpis: Win­ter is Com­ing

Wpis pochodzi z poprzed­niej odsłony blo­ga.

Został zredagowany i niez­nacznie zmody­fikowany.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zobaczyć w ser­wisie Blogspot.com.