Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Głupie Dyrdymalenie, Szybki Wpis:

Przy­go­da zupeł­nie nie­za­pla­no­wa­na

i na dodatek nie do końca dobrze rymowana

Dziś rano, wra­ca­jąc z kam­pu­su na rowe­rze

dostrze­głam w krza­kach dziw­ne, duże zwie­rzę.

Zapew­ne nie zawra­ca­ła­bym sobie tym gło­wy,

gdy­by nie fakt, że stwór był cały zie­lo­no-sele­dy­no­wy.

Na widok mojej odbla­sko­wej kami­zel­ki dzi­wa­dło „NASI!” zakrzy­cza­ło,

po czym wsko­czy­ło do lata­ją­ce­go spodka i za mną pole­cia­ło.

Kosmicz­ny sta­tek nad moją gło­wą szy­bo­wał,

a ufo­lu­dek "ET musi zadzwo­nić do domu!" wykrzy­ki­wał.


Żal mi się zro­bi­ło bie­da­ka, więc tele­fon komór­ko­wy mu poda­łam,

choć myśląc o rachun­ku za połą­cze­nie mię­dzy­ga­lak­tycz­ne led­wie oddy­cha­łam.

Na szczę­ście kosmi­ta roz­ma­wiał przez komór­kę bar­dzo krót­ko,

a gdy skoń­czył stwier­dził: „Przy­le­cą po mnie wie­czo­rem.

Do tego cza­su może napi­jesz się ze mną wód­ki?”


Moż­li­wość picia z kosmi­tą czę­sto mi się nie zda­rza,

więc odpo­wie­dzia­łam mu krót­ko, że tak, że się zga­dzam.

Nim się obej­rza­łam, na pokład stat­ku kosmicz­ne­go poszy­bo­wa­łam,

a póź­niej alko­ho­lu z każ­de­go zakąt­ku galak­ty­ki spró­bo­wa­łam.


Wie­czo­rem, wedle zapo­wie­dzi inne zie­lo­ne ludzi­ki się zja­wi­ły

„Piłeś, nie lataj!” powie­dzie­li moje­mu nowe­mu przy­ja­cie­lo­wi i na hol go zacze­pi­li.

Na szczę­ście z tych kosmi­tów praw­dzi­wi dżen­tel­me­ni byli – do domu mnie zapro­wa­dzi­li,

grzecz­nie się ukło­ni­li i miłych, sele­dy­no­wych snów mi życzy­li.


Morał z tej histo­rii jest pro­sty i bar­dzo krót­ki:

noś odbla­ski, a zosta­niesz zauwa­żo­ny i może napi­jesz się z obcy­mi wód­ki.


Wiem, że moje rymy są kiep­skie

– nie waż­ne czy na trzeź­wo, czy może ina­czej napi­sa­ne,

ale w koń­cu dziś Pry­ma Apri­lis,

więc absur­dal­ne histo­rie mogą zostać w głu­pi spo­sób opo­wie­dzia­ne.

autor obraz­ka ilu­stru­ją­ce­go wpis: Nacho Diaz (Naoli­to)

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny blo­ga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Live​Jo​ur​nal​.com.