Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Głupie Dyrdymalenie, Wpisy Archiwalne - LiveJournal:

Dziesięć kroków wstecz

Gdybym miała wechikuł czasu i kilka innych gadżetów...

Wyobraź sobie, że jesteś w posi­ada­niu sześ­ciu mag­icznych arte­fak­tów.

Na nogach masz sied­miomilowe buty, dzię­ki którym jed­nym tup­nię­ciem jesteś w stanie prze­nieść się w dowolne miejsce na Zie­mi (nieste­ty buty dzi­ała­ją tylko w obrę­bie naszej plan­e­ty, więc zapom­nij o między­galak­ty­cznych podróżach i kos­micznych przy­go­dach). W two­jej kieszeni spoczy­wa zło­ty klucz, przy pomo­cy którego możesz otworzyć każdy zamek, a jeśli w pobliżu nie będzie drzwi, klucz da ci możli­wość prze­jś­cia przez ścianę. U pasa masz zaw­ies­zoną manierkę z elik­sirem poliglo­towoś­ci, który poz­woli ci porozu­miewać się w dowol­nym języku lub dialek­cie. A jeśli nie lubisz roz­maw­iać z niez­na­jomy­mi – na głowę możesz założyć czap­kę niewid­kę. Jak­by tego było mało, na two­jej szyi wisi amulet nieśmiertel­noś­ci, dzię­ki które­mu nie będzie ci straszne żadne zranie­nie, choro­ba lub wybuch bom­by ato­m­owej pros­to w twarz.

Potrafisz sobie to wyobraz­ić? Dostrze­gasz możli­woś­ci, jakie dają ci posi­adane przed­mio­ty? Dobrze, w takim razie ter­az najważniejsze: ostat­ni mag­iczny przed­miot, który trzy­masz w dłoni, to zegarek pozwala­ją­cy na podróże w cza­sie.

Zasady zabawy

O ile ze wszys­t­kich arte­fak­tów możesz korzys­tać do woli, tak wehikuł cza­su ma pewne ograniczenia. Przede wszys­tkim nie wol­no ci zmieni­ać his­torii. Dlat­ego nawet nie myśl o zamor­dowa­niu Hitlera, ura­towa­niu Titan­i­ca przed zatonię­ciem lub innym bohater­skim czynie (czyny niebo­hater­skie, takie jak zatopi­e­nie Arki Noego lub zawiru­sowanie kom­put­era młodego Bil­la Gate­sa także nie wchodzą w grę, ok?). Poza tym zaczarowany zegarek nie pozwala na podróż do przyszłoś­ci. A podróż w przeszłość może odbyć na zasadzie dziesię­ciu kroków wstecz. Oznacza to, że za każdym razem możesz cofać się coraz dalej i dalej w przeszłość. A po ostat­nim, dziesią­tym prze­niesie­niu w cza­sie, wró­cisz z powrotem do współczes­noś­ci.

Dobrze, sko­ro już znasz zasady gry, rodzi się najważniejsze pytanie: dokąd udałbyś się w podróż? Jakie dziesięć kroków wstecz byś uczynił?

Jakie miejsca ja chciałabym zobaczyć?

Pomysł na stworze­nie tego wpisu wpadł mi do głowy kil­ka dni temu i od tamtego cza­su cią­gle się nad tym zas­tanaw­iałam. Poza kilko­ma wyjątka­mi, trud­no jest mi wskazać dokładne daty. Nie byłabym bowiem zain­tere­sowana zobacze­niem konkret­nych wydarzeń – prędzej chodz­iło­by mi o poz­nanie pewnych osób lub zobacze­nie, jak żyło się dawniej.

Wehikuł cza­su wyma­gał­by jed­nak ode mnie, bym podała konkret­ny rok, do którego chci­ałabym się udać. Dlat­ego także tutaj zapiszę pewne daty. Jed­nak szcz­erze powiedzi­awszy, nie było­by mi przykro, gdy­by mag­iczny zegarek się pomylił i cofnął mnie w cza­sie o kil­ka lat za mało lub za dużo.

Ale dość już tego gada­nia. Gotowi do podróży? Tak? Dobrze, w takim razie zaczy­namy!

Pierwszy krok wstecz: rok 1994

Ten rok wybrałam z powodów czys­to oso­bistych. Zawsze uważałam, że lata dziewięćdziesiąte były szczęśli­wym okre­sem w życiu mojej rodziny. Cza­sem, kiedy wszyscy moi blis­cy żyli w zgodzie, a niek­tórzy z nich – po pros­tu żyli.

Dodatkowo chci­ałabym sprawdz­ić pewną rzecz. Uważam bowiem, że to cud, iż przeżyłam swo­je dziecińst­wo; wyda­je mi się, że byłam bard­zo iry­tu­ją­cym dzieck­iem i to naprawdę niezwykłe, że żaden dorosły nie zamor­dował mnie, bo nie mógł dłużej znieść mojego towarzyst­wa. Gdy­bym więc stanęła z samą sobą twarzą w twarz, był­by to najlep­szy sposób, by się przekon­ać, czy moje przy­puszczenia są słuszne (tak przy okazji: czy zabi­cie wcześniejszej wer­sji siebie było­by morder­st­wem, czy samobójst­wem?)

Po takim spotka­niu urządz­iłabym sobie sen­ty­men­tal­ny spac­er po Zakopanem – spoko­jnym, przy­jaznym miasteczku, które nie zostało jeszcze zniszc­zone przez tłumy turys­tów i komer­cję.

Drugi krok wstecz: rok 1985

Pier­wszy powód, dla którego wybrałam ten rok znów jest oso­bisty – ślub moich rodz­iców. Wyda­je mi się, że zobacze­nie go na żywo było­by ciekawym doświad­cze­niem.

Dru­gi powód: stan wojen­ny. W obec­nej chwili, gdy na rogu każdej uli­cy stoi super­mar­ket pełen towarów, trud­no jest mi wyobraz­ić sobie cza­sy, w których do kupi­enia nie było abso­lut­nie niczego.

Pojechałabym też do Krakowa, na miasteczko stu­denck­ie AGH zobaczyć, ile było prawdy w opowieś­ci­ach moich rodz­iców na tem­at tego, jak stu­den­ci baw­ili się w kot­ka i myszkę z mil­icją. Czy naprawdę było to tak śmieszne, jak mi opowiadano, czy może rzeczy­wis­tość wyglą­dała dużo mniej różowo?

Z resztą Kraków to nie tylko AGH i mil­ic­ja. To także Piwni­ca pod Barana­mi i teatr Cricot 2. A sko­ro już byłabym w odpowied­nim miejs­cu i cza­sie, grzechem było­by jed­nego i drugiego nie zobaczyć.

Kiedy znudz­iło­by mi się pod Wawelem, tup­nęłabym sied­miomilowy­mi buta­mi i przeniosła do Monachi­um, do siedz­i­by Radia Wol­na Europa. A tam starała spotkać Jac­ka Kacz­marskiego (może udało­by mi się trafić na jego kon­cert?)

Trzeci krok wstecz: rok 1975

Potra­fi­cie wyobraz­ić sobie swoich rodz­iców jako małe dzieci? Ja nie posi­adam tak bujnej wyobraźni. A w lat­ach siedemdziesią­tych moi rodz­ice byli jeszcze na tyle młodzi, że wywołanie paradok­su cza­sowego jak z Powro­tu do przyszłoś­ci raczej by mi nie groz­iło.

Potem skoczyłabym do Stanów Zjed­noc­zonych. Wiem, że sza­lone lata siedemdziesiąte nie były tak sza­lone, jak lata sześćdziesiąte, ale chy­ba moż­na było wtedy jeszcze zobaczyć jak­iś hip­isów włóczą­cych się po uli­cach, praw­da?

Czwarty krok wstecz: rok 1928

Pol­s­ka w dwudziestole­ciu między­wo­jen­nym, to jest to!

Przy czym, to jest jed­na z tych sytu­acji, w których nie wiedzi­ałam, jaki rok dokład­nie wybrać. Zaraz po I wojnie świa­towej sytu­ac­ja w kra­ju była trochę niesta­bil­na. Potem dręczyli nas bol­szewicy, więc wciąż było niespoko­jnie. Dalej była hiper­in­flac­ja i duża bie­da – przykro było­by patrzeć na takie rzeczy. Przewrót majowy w 1926? Nad tym zas­tanaw­iałam się dłuższą chwilę, doszłam jed­nak do wniosku, że w rzeczy­wis­toś­ci nie wyglą­dał on tak efek­town­ie, jak przed­staw­ia­ją go podręczni­ki do his­torii. No i po nim znowu w kra­ju zapanował mały chaos. Zde­cy­dowałam się więc na 1928, gdy było już dostate­cznie spoko­jnie i żyło się dość dostat­nio.

Na początku znów zwiedz­iłabym Zakopane. Kiedyś widzi­ałam czarno-białe zdję­cie, na którym na Równi Krupowej pasły się sta­da owiec. Jakie jeszcze niespodzian­ki kryło mias­to z tego okre­su cza­su? Jak wyglą­dało miejsce, w którym obec­nie zna­j­du­je się mój dom? Mam tak wiele pytań, z tym związanych. Szcz­erze mówiąc, gdy­bym miała możli­wość cofnąć się do przeszłoś­ci tylko jeden raz i zobaczyć tylko jed­no miejsce, to wybrałabym właśnie Zakopane, w 1928 roku.

Ale z racji tego, że w związku z założe­ni­a­mi tego wpisu mam więk­sze możli­woś­ci, poza Zakopanem zwiedz­iłabym także Kraków. Bo czy wiecie, że to mias­to do dzisiejszych rozmi­arów rozrosło się dopiero po II wojnie świa­towej? Podob­no, gdy w lat­ach trzy­dzi­estych zaczę­to budowę Bib­liote­ki Jagiel­lońskiej, ludzie zas­tanaw­iali się, kto będzie chodz­ił na wieś wypoży­czać książ­ki. Granice mias­ta wyz­nacza­ły Plan­ty, a wszys­tko poza nimi, było uznawane za przed­mieś­cia.

Poza Krakowem zwiedz­iłabym też Wolne Mias­to Gdańsk, ale w tym wypad­ku chci­ałabym po pros­tu zobaczyć, jak wyglą­dało tam życie.

Następ­nie przekroczyłabym granicę i udała się na wycieczkę przez Prusy Wschod­nie. Dlaczego? W te wakac­je podróżowałam przez Mazury i podzi­wiałam porzu­cone, popada­jące w ruinę poniemieck­ie budowle. I wyda­je mi się, że fajnie było­by obe­jrzeć je wszys­tkie w cza­sach świet­noś­ci.

Po zobacze­niu tego, co intere­sowało mnie w Europie, ponown­ie odwiedz­iłabym USA. W końcu pomi­mo, że XX wiek trwa już od jakiegoś cza­su, tam wciąż panu­je atmos­fera dzikiego zachodu. Co praw­da więk­szość kow­bo­jów z koni prze­si­adła się na Fordy T, ale kli­mat west­ernów pozostał.

Na koniec udałabym się do Egip­tu – być może miałabym szczęś­cie i była świad­kiem jed­nego z wiel­kich odkryć arche­o­log­icznych? A poza tym, kto wie – może przy­pad­kiem poz­nałabym jakiegoś Indi­ana Jone­sa? Zawsze warto było­by spróbować.

Piąty krok wstecz: rok 1500

Duży przeskok tym razem. Miejsce – Amery­ka Północ­na przed tym, jak postaw­ił na niej stopę biały człowiek. Cel podróży – zaprzy­jaźnić się z poko­jowo nastaw­ionym plemie­niem Indi­an. I poczuć się jak Tańczą­cy z Wilka­mi.

A gdy już znudzili­by mi się Indi­an­ie – udałabym się do Aus­tralii i tam próbowała w podob­ny sposób zapoz­nać z Abo­ry­ge­na­mi.

Szósty krok wstecz: rok 1410

Bit­wa pod Grun­wal­dem, zgadza się. Zależało­by mi jed­nak przede wszys­tkim na zobacze­niu tego, co dzi­ało się przed walką. Na oso­bistym poz­na­niu kwiatu ryc­erst­wa, usłysze­niu Bogurodz­i­cy i zobacze­niu dwóch nagich mieczy. Jeśli chodzi o samą bitwę, darowałabym sobie jej oglą­danie, bo wiem, że nie wyglą­dała ona tak pięknie, jak na obra­zie Mate­j­ki i wiąza­ła się z dużą iloś­cią odrąbanych kończyn, wychodzą­cych na wierzch bebechów, hek­tolitra­mi rozlanej krwi i inny­mi bru­tal­ny­mi rzecza­mi, których nie chci­ałabym widzieć na własne oczy.

Spod Grun­wal­du skoczyłabym do Krakowa zobaczyć, jak wyglą­dało życie w śred­niowiecznym mieś­cie. A na koniec znów wylą­dowała w Zakopanem. Albo prędzej – w miejs­cu, w którym kiedyś będzie Zakopane. Na wszel­ki wypadek założyłabym czap­kę niewid­kę, bo na taki smakow­ity kąsek jak ja, na pewno miało­by ochotę wiele wilków i niedźwiedzi.

Siódmy krok wstecz: rok 500

Słowian­ie, Cel­towie, Wikingowie i inni. Wszyscy mieli swo­ją włas­ną kul­turę, wierzenia i oby­cza­je. A potem przy­jechał bul­dożer z firmy „Chrześ­ci­jańst­wo” i zrów­nał to z ziemią. W obec­nej chwili, mimo wykopalisk, starych kro­nik i innych zabytków, choćbyśmy nie wiem, jak bard­zo próbowali, nigdy nie dowiemy się, jak naprawdę wyglą­dała wtedy Europa. Z moim wehikułem cza­su mogłabym to zobaczyć. A dzię­ki amule­towi nieśmiertel­noś­ci nie musi­ałabym się obaw­iać, że skończę jak świę­ty Woj­ciech, uka­tru­pi­ony przez wściekłych pogan w 997 roku.

Ósmy krok wstecz: rok 31

Imperi­um Rzym­skie w pełnej świet­noś­ci, Greck­ie zabyt­ki w nien­arus­zonym stanie, Piramidy nieco mniej nad­gryzione przez czas niż obec­nie, Bib­liote­ka Alek­sandryjs­ka z nien­ad­palonym księ­gozbiorem – kto nie chci­ał­by tego wszys­tkiego zwiedz­ić?

Dodatkową atrakcją była­by możli­wość zobaczenia na żywo Jezusa z Nazare­tu głoszącego kazanie. Może nawet udało­by mi się zamienić z nim kil­ka słów?

Dziewiąty krok wstecz: rok 10 000 p.n.e.

Czas epo­ki lodow­cowej. Okres, gdy Ziemią władały wielkie ssa­ki, takie jak mamu­ty i nosorożce włochate. Żad­na wiz­y­ta w zoo lub muzeum nie mogła­by się rów­nać zobacze­niu ich na własne oczy!

Dziesiąty krok wstecz: rok 65 000 000 p.n.e.

Jed­no słowo, które mówi samo za siebie: d i n o z a u r y !

Ile z hipotez, które na ich tem­at mają obec­nie naukow­cy jest prawdzi­wa? I przede wszys­tkim – dlaczego wyginęły? Kto nie chci­ał­by się tego dowiedzieć?


Tajem­ni­ca zagłady dinoza­u­rów była­by ostat­nią zagad­ką na którą poz­nałabym odpowiedź. Wykon­ałabym dziesięć kroków wstecz i mag­iczny zegarek pokazał, że czas wracać do domu, do 2010 roku. To była­by naprawdę ekscy­tu­ją­ca wyciecz­ka, gdy­by rzeczy­wiś­cie się odbyła.

A jak wyglą­dała­by two­ja podróż? Czy ist­nieją jakieś miejs­ca i cza­sy, które chci­ałbyś zobaczyć?

Dopisek po latach

Zabawne jest to, że pod­czas tworzenia wpisu nie miałam poję­cia o ist­nie­niu TARDIS. Dziś wiem, że zami­ast sześ­ciu mag­icznych przed­miotów i martwienia się, że któryś z nich mógł­by zgu­bić się po drodze, wystar­czyła­by jed­na, bry­tyjs­ka, pol­i­cyj­na bud­ka tele­fon­icz­na (najlepiej z Dok­torem w środ­ku).

Wpis pochodzi z poprzed­niej odsłony blo­ga.

Został zredagowany i niez­nacznie zmody­fikowany.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zobaczyć w ser­wisie LiveJournal.com.

źródło zdję­cia ilus­tru­jącego wpis: kadr z fil­mu Pock­et Watch a37 – 17s – 4k res – FREE STOCK FOOTAGE