Dyrdymały

Dyrdymały

nie do końca poważne przemyślenia na różne tematy

Drobna Prywata, Głupie Dyrdymalenie, Wpisy Archiwalne - LiveJournal:

Zakichany tydzień

Czyli krótki post o katarze

Na początku bagatelizowałam sprawę i myślałam, że to wszys­tko inne tylko nie to. Mówiłam sobie: „Hoł­ka, nie prze­j­muj się, to tylko ogólne osła­bi­e­nie spowodowane sesją egza­m­i­na­cyjną – odeśpisz zarwaną noc i wszys­tko będzie dobrze”. Ale wcale nie było lep­iej. Po jed­nej chus­teczce musi­ałam sięgnąć po następ­ną, kichałam praw­ie non stop i coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę stało się to, czego tak bard­zo się obaw­iałam – roz­chorowałam się.

Chci­ałam się jakoś ura­tować, więc kupiłam różnego typu medyka­men­ty, które – wedle tego, co mówią reklamy – staw­ia­ją na nogi niemal naty­ch­mi­ast. Co praw­da nie liczyłam na żadne cuda, ale chci­ałam przy­na­jm­niej móc usiedzieć przy biurku i uczyć się do ostat­niego egza­minu.

Nic z tego. Wygrze­ban­ie się z łóż­ka było wielkim wyczynem. Samo zmusze­nie się do tego by sięgnąć po książ­ki – zakrawało niemalże na mis­sion impos­si­ble. A gdy już udało mi się do tego wszys­tkiego doprowadz­ić – kapią­cy nos zaczy­nał kapać jeszcze bardziej, z każdym kich­nię­ciem uciekało ze mnie coraz więcej sił i właś­ci­wie po bard­zo krótkiej chwili stwierdza­łam, że chy­ba jed­nak wrócę do łóż­ka.

Naj­gorsze w tym wszys­tkim było jed­nak to, że poza prob­le­ma­mi, jakie mam przy każdym przez­ię­bi­e­niu (czy nos nie odpad­nie mi przy najbliższym kich­nię­ciu?), pojaw­iły się także nowe kłopo­ty – związane z tym, że byłam poza domem, zdana prak­ty­cznie tylko na siebie. Prob­le­my te były natu­ry bard­zo mate­ri­al­nej i wiąza­ły się z dwoma pyta­ni­a­mi: 1) czy star­czy mi do jutra chus­teczek? 2) czy star­czy mi do jutra jedzenia?

Z tego też powodu w sobotę, gdy poczułam się odrobinę lep­iej postanow­iłam uzu­pełnić zapasy i wybrałam się do najbliższego sklepiku osied­lowego. I tu czekała mnie kole­j­na niemiła niespodzian­ka. Choć wiem, że ceny w takich miejs­cach są trochę zawyżone, to nie przy­puszcza­łam, że zapłacę za wszys­tko aż TAK DUŻO.

Wspom­i­nałam, że poczułam się lep­iej? No cóż, spac­er nieste­ty nie zro­bił mi dobrze, bo w niedzielę, czułam się jeszcze gorzej, niż wcześniej.

Ostate­czny poje­dynek z katarem nastąpił w poniedzi­ałek, kiedy to postanow­iłam wziąć się w garść i mimo wszys­tko usiąść nad książka­mi. Nie było łat­wo, ale następ­nego dnia czekał mnie egza­min, więc nieste­ty nie miałam innego wyjś­cia.

Ale to nie koniec przygód, moi drodzy czytel­ni­cy, bo najwięk­sza niespodzian­ka czekała mnie we wtorek rano. Obudz­iłam się bowiem… zdrowa! Słowo daję – katar znikł niemal zupełnie, tem­per­atu­ra spadła, kichanie ustało.

Morał? Pożekadło mówiące, że nielec­zony katar trwa tydzień, a lec­zony sie­dem dni, jest zupełnie prawdzi­we. A po choro­bie nic nie staw­ia na nogi lep­iej, niż stres przedegza­m­i­na­cyjny.

Aha – jeśli kogoś to intere­su­je – egza­min zdałam.

źródło obraz­ka ilus­tru­jącego wpis: Wiki How

Wpis pochodzi z poprzed­niej odsłony blo­ga.

Został zredagowany i niez­nacznie zmody­fikowany.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zobaczyć w ser­wisie LiveJournal.com.