Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: pro­duk­cja bry­tyj­ska

Pojedynki Filmowo-Serialowe:

Poje­dy­nek na popsu­te mózgi

Odnaleźć siebie [Regarding Henry] kontra Recovery

Dzie­li je ponad pięt­na­ście lat róż­ni­cy. Jeden jest dobrze sfi­nan­so­wa­ną, hol­ly­wo­odz­ką pro­duk­cją, dru­gi – nisko­bu­dże­to­wym fil­mem BBC. W pierw­szym wystą­pił Har­ri­son Ford, u szczy­tu swo­jej karie­ry, w dru­gim – David Ten­nant, któ­ry wła­śnie zawład­nął ser­ca­mi fanów Dok­to­ra Who. Jeden w mło­do­ści set­ki razy obej­rza­łam na kase­cie VHS, dru­gi jako dwu­dzie­sto i wię­cej lat­ka – rów­nie wie­le razy na ekra­nie kom­pu­te­ra.

Dwie na pozór róż­ne pro­duk­cje, któ­re łączy to, że poka­zu­ją życie po ura­zie mózgu. I któ­re – jak się prze­ko­na­cie – opo­wia­da­ją nie­mal tą samą histo­rię, ale w zupeł­nie inny spo­sób.

W dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le, po prze­ciw­nych stro­nach rin­gu sta­ną Odna­leźć sie­bie oraz Reco­ve­ry. A w grę będzie wcho­dzi­ła nie tyle jakość oby­dwu fil­mów, co to, jak na prze­strze­ni lat zmie­nił się spo­sób opo­wia­da­nia o cho­ro­bach mózgu. Nie ma więc mowy o sto­so­wa­niu tary­fy ulgo­wej „jak na tam­te cza­sy”. Choć to wca­le nie ozna­cza, że star­szy z dzi­siej­szych zawod­ni­ków jest z góry ska­za­ny na poraż­kę!

UWA­GA! Z racji tego, że oby­dwie z oma­wia­nych pro­duk­cji mia­ły pre­mie­rę wie­le lat temu, we wpi­sie poja­wią się, niczym nie zasła­nia­ne spo­ile­ry.

Szaleństwo Serialowe:

O trzech mni­chów za dale­ko

Doctor Who / Doktor Who, sezon 10, odcinki 6-8

Dzie­sią­ta seria Dok­to­ra Who była pierw­szym od kil­ku lat sezo­nem, któ­re­go oglą­da­nie spra­wia­ło mi ogrom­ną fraj­dę. I cie­szy­łam się na myśl o tym, że po fina­ło­wym odcin­ku będę mogła napi­sać roz­en­tu­zja­zmo­wa­ną not­kę, w któ­rej stwier­dzę, że oto wró­cił Dok­tor, któ­re­go kocha­łam.

Nie­ste­ty trzy naj­now­sze odcin­ki spra­wi­ły, że cała moja radość wypa­ro­wa­ła i pla­no­wa­na pochwal­na not­ka na cześć dzie­sią­tej serii sta­nę­ła pod zna­kiem zapy­ta­nia. A ponie­waż muszę z sie­bie wyrzu­cić te wszyst­kie nega­tyw­ne emo­cje, któ­re nagro­ma­dzi­ły się w moim ser­du­chu przez ostat­nie trzy tygo­dnie, dzi­siej­szy wpis będzie o tym, cze­mu te trzy odcin­ki Dok­to­ra Who tak strasz­nie mnie roz­cza­ro­wa­ły.

Aha – tekst jest skie­ro­wa­ny do fanów seria­lu (nie będę tłu­ma­czyć kim jest Dok­tor, czym jest TAR­DIS i tak dalej) i poja­wią się w nim więk­sze (zakry­te) oraz mniej­sze spo­ile­ry. O ile spo­ile­rem moż­na nazwać coś, cze­go moż­na się domy­ślić na dłu­go przed obej­rze­niem opi­sy­wa­nych prze­ze mnie odcin­ków.

Szaleństwo Serialowe:

Per­fek­cyj­nie nie­do­bra­ni detek­ty­wi*

Ellie Miller i Alec Hardy z Broadchurch

Ostat­nio sta­łam się nie­co mono­te­ma­tycz­na i wszę­dzie, gdzie tyl­ko się da, wspo­mi­nam o Bro­ad­church. Seria­lem zachwy­ca­łam się tutaj, dwu­krot­nie na Dyr­dy­ma­łach, a raz nawet na Popa­mi­nie. I choć wiem, że powo­li robi się to iry­tu­ją­ce – muszę poświę­cić bry­tyj­skiej pro­duk­cji jesz­cze jeden wpis. We wszyst­kich wcze­śniej­szych tek­stach pisa­łam bowiem o seria­lu bar­dzo ogól­nie, pra­wie nie wspo­mi­na­jąc na naj­waż­niej­szej rze­czy, któ­ra spra­wi­ła, że skradł on moje ser­ce.

Tema­tem dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła zno­wu, po raz ostat­ni, będzie Bro­ad­church. I będzie to wpis inny od pozo­sta­łych, bo sku­pię się w nim na parze głów­nych boha­te­rów, dla któ­rych przede wszyst­kim oglą­da­łam serial – na Ellie Mil­ler i Ale­cu Har­dym.

UWA­GA – w tek­ście poja­wi się kil­ka (drob­nych i ukry­tych, ale jed­nak) spo­ile­rów!

* W tytu­le i resz­cie wpi­su umyśl­nie popeł­ni­łam pew­ne­go rodza­ju błąd tłu­ma­cze­nio­wy. Pisząc „detek­ty­wi” cho­dzi­ło mi bowiem o bry­tyj­skich, poli­cyj­nych detek­ty­wów, bo taki­mi są Mil­ler i Har­dy (detek­tyw w pol­skim tego sło­wa zna­cze­niu, to po angiel­sku pri­va­te inve­sti­ga­tor).

Szaleństwo Serialowe:

Zwy­czaj­ne zbrod­nie prze­ra­ża­ją naj­bar­dziej

Broadchurch sezony 1-3 [bezspoilerowo]

Co defi­niu­je arcy­dzie­ło? To, że jest per­fek­cyj­ne pod każ­dym wzglę­dem? A może to, że jest roz­po­zna­wa­ne i doce­nia­ne przez więk­szość ludzi na świe­cie? Czy może fakt, że prze­ma­wia do cie­bie bar­dziej, niż inne rze­czy; że zaprzą­ta twój umysł, ści­ska ser­ce, a nawet – tra­fia do two­jej duszy?

Bro­ad­church nie jest seria­lem per­fek­cyj­nym, nie jest też pro­duk­cją roz­po­zna­wa­ną na sze­ro­ką ska­lę, ale daw­no nie widzia­łam seria­lu, któ­ry tak bar­dzo by mnie poru­szył i któ­re­go oglą­da­nie było czymś wię­cej, niż tyl­ko coty­go­dnio­wym śle­dze­niem fabu­ły.

Pojedynki Filmowo-Serialowe, Szaleństwo Serialowe:

Czy bry­tyj­skie kli­fy są ład­niej­sze od ame­ry­kań­skich?

Broadchurch kontra Gracepoint

Kie­dy usły­sza­łam pierw­sze plot­ki o tym, że powsta­nie ame­ry­kań­ski rema­ke Bro­ad­churchbyłam temu prze­ciw­na. Ale potem poja­wi­ły się dwa, sprzecz­ne uczu­cia. Z jed­nej stro­ny, ze wzglę­du na Davi­da Ten­nan­ta chcia­łam, by nowy serial się udał (bo prze­cież nikt nie lubi oglą­dać swo­ich ulu­bio­nych akto­rów w kiep­skich pro­duk­cjach). Z dru­giej nato­miast – z powo­du miło­ści do Bro­ad­church, mia­łam nadzie­ję, że ame­ry­kań­ski rema­ke będzie gor­szy od ory­gi­na­łu.

W koń­cu nad­szedł dzień pre­mie­ry Gra­ce­po­int i pierw­szy odci­nek oka­zał się być dokład­nie taki, jak przy­pusz­cza­łam: kiep­ski. Ale upar­cie oglą­da­łam dalej, licząc na to, że póź­niej będzie lepiej. Zwłasz­cza, że twór­cy zapo­wia­da­li, iż Gra­ce­po­int nie będzie dokład­ną kopią Bro­ad­church, i że nawet zakoń­cze­nie będzie inne. Teraz jestem po obej­rze­niu fina­łu i mojej pier­wot­nej opi­nii o seria­lu nie zmie­niam. Ale ponie­waż krót­kie stwier­dze­nie, że „Gra­ce­po­int jest złe”, było­by zbyt pro­ste, w dzi­siej­szym wpi­sie posta­ram się wyja­śnić, dla­cze­go coś, co uda­ło się Bry­tyj­czy­kom w Bro­ad­church, Ame­ry­ka­nom już nie wyszło.

Szaleństwo Serialowe:

Dwa­na­ście jest więk­sze od jede­na­stu, ale mniej­sze niż dzie­więć lub dzie­sięć

Doctor Who / Doktor Who, sezon 8

Ósma seria Dok­to­ra Who była jed­no­cze­śnie pierw­szą, któ­rą oglą­da­łam na bie­żą­co. Mia­łam wiel­kie nadzie­je i jesz­cze więk­sze oba­wy. Liczy­łam na to, że nowe­go, Dwu­na­ste­go Dok­to­ra polu­bię bar­dziej od Jede­na­ste­go. Ale jed­no­cze­śnie, mając na uwa­dze to, że za ste­ra­mi seria­lu wciąż sie­dzi Mof­fat, bałam się, że sce­na­riu­sze nowych przy­gód Dok­to­ra mogą nie przy­paść mi do gustu. I pod­mie­nie­nie akto­ra gra­ją­ce­go głów­ną rolę na now­szy (a wła­ści­wie star­szy) model tak napraw­dę na nic się nie zda. Jak się oka­za­ło, przez cały sezon Dok­tor Who balan­so­wał na gra­ni­cy pomię­dzy ocza­ro­wy­wa­niem i roz­cza­ro­wy­wa­niem widza. Przez co nawet po zoba­cze­niu fina­ło­we­go epi­zo­du nie jestem w sta­nie jed­no­znacz­nie oce­nić jako­ści tej serii.

Aha: tekst jest w 99% wol­ny od spo­ile­rów. A te, któ­re się poja­wia­ją są zasło­nię­te. Oso­by któ­re nie widzia­ły jesz­cze ósmej serii mogą więc czy­tać bez obaw. A następ­nie, obo­wiąz­ko­wo, zabrać się za oglą­da­nie.

Aktorzy - nie tylko gwiazdorzy, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Szkot, któ­re­go musi­cie poznać

[ Tydzień z Doctor Who ]
BONUS: David Tennant

Dzi­siej­szy wpis jest dodat­kiem do zakoń­czo­ne­go wczo­raj Tygo­dnia z Doctor Who. A ponie­waż ponie­dzia­łek dobrze jest zakoń­czyć czymś opty­mi­stycz­nym, posta­no­wi­łam przed­sta­wić na Dyr­dy­ma­łach oso­bę mega-pozy­tyw­ną, akto­ra któ­ry wcie­lił się w Dzie­sią­te­go Dok­to­ra – Davi­da Ten­nan­ta.

Cze­mu Ten­nant jest taki pozy­tyw­ny i dla­cze­go jest dobrym lekar­stwem na ponie­dział­ko­wą chan­drę? Och, po pro­stu odpal­cie sobie na YouTu­be dowol­ny wywiad z tym czło­wie­kiem, a sami zoba­czy­cie. Popra­wa humo­ru gwa­ran­to­wa­na.

Nie wiem co praw­da, czy czy­ta­nie tego wpi­su rów­nież w jakiś spo­sób was roz­ba­wi, ale może przy­naj­mniej dowie­cie się z nie­go cze­goś cie­ka­we­go. A z tego co wiem zdo­by­wa­nie inte­re­su­ją­cych infor­ma­cji tak­że może być czymś, co popra­wia nastrój.

Krótkie Formy, Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Czy ten pan ma klu­cze do TAR­DIS?

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień siódmy: Fan 50th Anniversary Special Trailer

Two­rzo­ne przez fanów zwia­stu­ny nad­cho­dzą­cych fil­mów, zazwy­czaj robio­ne są wedle pro­stej zasa­dy: bie­rze się sce­ny z innych, wcze­śniej­szych fil­mów, w któ­rych wystą­pi­li akto­rzy, któ­rzy poja­wią się w nowej pro­duk­cji i mon­tu­je je w jed­no wideo. Owszem, auto­rzy takich fanvi­dów wyka­zu­ją się dużą fan­ta­zją i pomy­sło­wo­ścią. Ale od stro­ny tech­nicz­nej jedy­ne, co muszą potra­fić, to dobrze skle­ić ze sobą poszcze­gól­ne ele­men­ty.

Cze­mu o tym piszę? Ponie­waż poja­wił się ktoś, kto wyła­mał się z tego sche­ma­tu.

Krótkie Formy, Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Migaw­ki z życia Dok­to­ra

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień szósty: Fantastyczne, Doktorowe fanvidy

Nad­szedł week­end, więc pora, żebym nie­co odpu­ści­ła z gra­fo­ma­nie­niem. W dzi­siej­szym wpi­sie będzie więc prze­gląd fanvi­dów – głów­nie z Dzie­sią­tym Dok­to­rem, ale nie tyl­ko.

Aha, jesz­cze jed­no! Pre­zen­to­wa­ne widea nie­ste­ty będą mia­ły róż­ną siłę dźwię­ku. Dla­te­go zale­cam, by pod­czas ich prze­glą­da­nia trzy­mać rękę na suwa­ku bądź pokrę­tle z gło­śno­ścią. Tak, żeby wszyst­ko usły­szeć i jed­no­cze­śnie nie ogłuch­nąć.