Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: obyczajowy

Filmy Przeróżne:

Problematyczna super-świnka

Okja

W cią­gu ostat­ni­ch lat Net­flix przy­zwy­cza­ił mnie do wyso­kiej jako­ści swo­ich seria­li (a ostat­nio tak­że fil­mów). Co praw­da nie wszyst­kie dzie­ła wytwór­ni były uda­ne i nie każ­de przy­pa­dło mi do gustu, ale każ­dą dobrą pro­duk­cją Net­flix pod­no­sił moje ocze­ki­wa­nia, a zachwy­ty inny­ch widzów dodat­ko­wo je zawy­ża­ły. Kie­dy więc na festi­wa­lu w Can­nes wytwór­nia zapre­zen­to­wa­ła jeden ze swo­ich fil­mów, spo­dzie­wa­łam się, że będzie to dzie­ło pre­zen­tu­ją­ce szczyt net­fli­xo­wy­ch moż­li­wo­ści, pro­duk­cja naj­lep­sza z naj­lep­szy­ch i wrę­cz kamień milo­wy w histo­rii kine­ma­to­gra­fii.

Czy Okja prze­sko­czy­ła tak wyso­ko posta­wio­ną poprzecz­kę? Nie do koń­ca. Bo choć histo­ria o super-świn­ce sama w sobie nie jest zła, to już jako prze­zna­czo­ny dla doro­sły­ch widzów film festi­wa­lo­wy, bory­ka się z wie­lo­ma pro­ble­ma­mi.

Szaleństwo Serialowe:

Perfekcyjnie niedobrani detektywi*

Ellie Miller i Alec Hardy z Broadchurch

Ostat­nio sta­łam się nie­co mono­te­ma­tycz­na i wszę­dzie, gdzie tyl­ko się da, wspo­mi­nam o Bro­ad­chur­ch. Seria­lem zachwy­ca­łam się tutaj, dwu­krot­nie na Dyr­dy­ma­ła­ch, a raz nawet na Popa­mi­nie. I choć wiem, że powo­li robi się to iry­tu­ją­ce – muszę poświę­cić bry­tyj­skiej pro­duk­cji jesz­cze jeden wpis. We wszyst­ki­ch wcze­śniej­szy­ch tek­sta­ch pisa­łam bowiem o seria­lu bar­dzo ogól­nie, pra­wie nie wspo­mi­na­jąc na naj­waż­niej­szej rze­czy, któ­ra spra­wi­ła, że skra­dł on moje ser­ce.

Tema­tem dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła zno­wu, po raz ostat­ni, będzie Bro­ad­chur­ch. I będzie to wpis inny od pozo­sta­ły­ch, bo sku­pię się w nim na parze głów­ny­ch boha­te­rów, dla któ­ry­ch przede wszyst­kim oglą­da­łam serial – na Ellie Mil­ler i Ale­cu Har­dym.

UWA­GA – w tek­ście poja­wi się kil­ka (drob­ny­ch i ukry­ty­ch, ale jed­nak) spo­ile­rów!

* W tytu­le i resz­cie wpi­su umyśl­nie popeł­ni­łam pew­ne­go rodza­ju błąd tłu­ma­cze­nio­wy. Pisząc „detek­ty­wi” cho­dzi­ło mi bowiem o bry­tyj­ski­ch, poli­cyj­ny­ch detek­ty­wów, bo taki­mi są Mil­ler i Har­dy (detek­tyw w pol­skim tego sło­wa zna­cze­niu, to po angiel­sku pri­va­te inve­sti­ga­tor).

Filmy Przeróżne:

Nielot wysokich lotów

Eddie the Eagle / Eddie zwany Orłem

Ist­nie­ją fil­my, któ­re nigdy nie zosta­ną nomi­no­wa­ne do żad­nej zło­tej sta­tu­et­ki, począw­szy od Osca­ra, a na Zło­tej Mali­nie koń­cząc. Fil­my, któ­re przej­dą pra­wie bez echa – nie naro­bią szu­mu w social media­ch, a kry­ty­cy zapo­mną napi­sać ich recen­zji. Fil­my, któ­re w Pol­sce nie poja­wią się w kina­ch, a na pół­ki z DVD tra­fią od razu w pro­mo­cyj­nej cenie 19,99.

Wie­le z tych fil­mów zasłu­gu­je na wspo­mnia­ny, okrut­ny los. Jed­nak są wśród nich tak­że pereł­ki, któ­re war­to odkryć. Do jakiej gru­py zali­cza się Eddie the Eagle, czy­li opar­ty na fak­ta­ch film o pew­nym bry­tyj­skim skocz­ku nar­ciar­skim? Odpo­wie­dź na to pyta­nie znaj­dzie­cie w dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le.

Szaleństwo Serialowe:

Gangsta Glee-GoT

Empire, sezon 1 i sezon 2 (odcinki 1-5)

Daw­no, daw­no temu, ame­ry­kań­ska tele­wi­zja FOX była sta­cją, któ­ra świę­ci­ła trium­fy i rewo­lu­cjo­ni­zo­wa­ła świat seria­li. To pod jej ban­de­rą uka­za­ły się pro­duk­cje takie, jak 24 godzi­ny, Dok­tor House albo Ska­za­ny na śmierć. Potem jed­nak dobra pas­sa się skoń­czy­ła. I choć FOX wypro­du­ko­wał jesz­cze kil­ka cał­kiem uda­ny­ch seria­li (Frin­ge albo Glee), to nie były to tytu­ły tak dobre, jak te wcze­śniej­sze.

Rok temu sta­cja posta­no­wi­ła odbić się od dna i poka­zać, że wciąż potra­fi pro­du­ko­wać świet­ne seria­le. I tak na ante­nie FOX zago­ści­ło mię­dzy inny­mi Empi­re. A ja, sku­szo­na dobry­mi recen­zja­mi oraz z jesz­cze jed­ne­go powo­du, o któ­rym napi­szę na koń­cu (a o któ­rym – oso­by śle­dzą­ce mnie na Face­bo­oku zapew­ne już wie­dzą ;) posta­no­wi­łam spró­bo­wać tej pro­duk­cji.

Szaleństwo Serialowe:

Nie pojmuję tego szaleństwa

Mad Men, sezon 1 i pół

Mad Mena moż­na było nie oglą­dać, ale cięż­ko było o nim nie sły­szeć. Ja sły­sza­łam wie­le i były to same pozy­tyw­ne opi­nie, pocho­dzą­ce zarów­no od zna­jo­my­ch, jak i inter­ne­to­wy­ch recen­zen­tów. Finał seria­lu tak­że był przez wszyst­ki­ch wychwa­la­ny pod nie­bio­sa.

Ponie­waż tak dobrej pro­duk­cji wstyd nie znać, a waka­cyj­ny, seria­lo­wy sezon ogór­ko­wy jest ide­al­ny do nad­ra­bia­nia tego typu zale­gło­ści, lato posta­no­wi­łam spę­dzić z Donem Dra­pe­rem i resz­tą sza­leń­ców z nowo­jor­skiej agen­cji rekla­mo­wej.

Pojedynki Filmowo-Serialowe, Szaleństwo Serialowe:

Czy brytyjskie klify są ładniejsze od amerykańskich?

Broadchurch kontra Gracepoint

Kie­dy usły­sza­łam pierw­sze plot­ki o tym, że powsta­nie ame­ry­kań­ski rema­ke Bro­ad­chur­chbyłam temu prze­ciw­na. Ale potem poja­wi­ły się dwa, sprzecz­ne uczu­cia. Z jed­nej stro­ny, ze wzglę­du na Davi­da Ten­nan­ta chcia­łam, by nowy serial się udał (bo prze­cież nikt nie lubi oglą­dać swo­ich ulu­bio­ny­ch akto­rów w kiep­ski­ch pro­duk­cja­ch). Z dru­giej nato­mia­st – z powo­du miło­ści do Bro­ad­chur­ch, mia­łam nadzie­ję, że ame­ry­kań­ski rema­ke będzie gor­szy od ory­gi­na­łu.

W koń­cu nad­sze­dł dzień pre­mie­ry Gra­ce­po­int i pierw­szy odci­nek oka­zał się być dokład­nie taki, jak przy­pusz­cza­łam: kiep­ski. Ale upar­cie oglą­da­łam dalej, licząc na to, że póź­niej będzie lepiej. Zwłasz­cza, że twór­cy zapo­wia­da­li, iż Gra­ce­po­int nie będzie dokład­ną kopią Bro­ad­chur­ch, i że nawet zakoń­cze­nie będzie inne. Teraz jestem po obej­rze­niu fina­łu i mojej pier­wot­nej opi­nii o seria­lu nie zmie­niam. Ale ponie­waż krót­kie stwier­dze­nie, że „Gra­ce­po­int jest złe”, było­by zbyt pro­ste, w dzi­siej­szym wpi­sie posta­ram się wyja­śnić, dla­cze­go coś, co uda­ło się Bry­tyj­czy­kom w Bro­ad­chur­ch, Ame­ry­ka­nom już nie wyszło.

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina:

Religa pokazał, że jednak można

Bogowie

Nigdy nie piszę o pol­ski­ch pro­duk­cja­ch. Czy to ozna­ka bra­ku patrio­ty­zmu? Czę­ścio­wo tak, ale nie do koń­ca. Ja po pro­stu boję się oglą­dać nasze fil­my. Boję się, że zoba­czę kolej­ną rze­cz, któ­ra oka­że się kiep­ska i głu­pia, że wyj­dę z kina wście­kła i jed­no­cze­śnie zawsty­dzo­na tym, że my, Pola­cy, nie potra­fi­my krę­cić faj­ny­ch rze­czy. Dla­te­go też w rama­ch zasa­dy „cze­go oczy nie widzą, tego ser­cu nie żal” omi­jam rodzi­me pro­duk­cje sze­ro­kim łukiem.

Nie wiem, co skło­ni­ło mnie, by aku­rat tym razem wybrać się do kina. Ale poszłam. I zosta­łam bar­dzo pozy­tyw­nie zasko­czo­na, bo nigdy nie przy­pusz­cza­łam, że nad Wisłą moż­na nakrę­cić aż tak dobry film.

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Człowieczeństwo w retro-futurystycznym świecie

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień pierwszy: Caprica

Bat­tle­star Galac­ti­cę oraz inne pro­duk­cje z uni­wer­sum tego seria­lu mia­łam przy­jem­no­ść obej­rzeć w poprzed­nie waka­cje. Jed­nak wte­dy pomy­śla­łam sobie: „pocze­kam z wpi­sem, aż poja­wi się Blo­od and Chro­me” (czy­li kolej­ny serial zwią­za­ny z Bat­tle­star Galac­ti­ca). A potem zabra­kło mi cza­su, by popeł­nić not­kę na ten temat.

Na szczę­ście let­ni sezon ogór­ko­wy to dobry czas na to, by nad­ro­bić zale­gło­ści nie tyl­ko w oglą­da­niu, ale też pisa­niu o seria­la­ch. Nato­mia­st Bat­tle­star Galac­ti­ca i spół­ka są pro­duk­cja­mi, któ­re każ­dy, sza­nu­ją­cy się oglą­da­cz seria­li znać powi­nien i aż nie wypa­da, bym nie wspo­mnia­ła o nich na Dyr­dy­ma­ła­ch.

Przy czym, ponie­waż od obej­rze­nia Capri­ki* minę­ło dużo cza­su, dzi­siej­szy wpis nie będzie odno­sił się do szcze­gó­łów fabu­ły seria­lu, bo te wyle­cia­ły mi już z pamię­ci. Co nie jest to do koń­ca takie złe, bo pozwa­la spoj­rzeć na pro­duk­cję z dystan­su, nie­co bar­dziej na chłod­no. Sku­pię się więc na ele­men­ta­ch, któ­re zapa­mię­ta­łam – zwłasz­cza, że sko­ro wciąż potra­fię je sobie przy­po­mnieć, to zna­czy, że napraw­dę zro­bi­ły na mnie duże wra­że­nie.

* Nie mam poję­cia, jak powin­no się odmie­niać przez przy­pad­ki tytu­ły Capri­caBat­tle­star Galac­ti­ca, dla­te­go pro­szę, miej­cie dla mnie w tej kwe­stii wyro­zu­mia­ło­ść.

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Cukierkowy, sztuczny tygrys

Życie Pi / Life of Pi

Przed wybra­niem się do kina, prze­czy­ta­łam książ­kę. Powie­ść bar­dzo mi się podo­ba­ła i para­dok­sal­nie, to wła­śnie oka­za­ło się być pro­ble­mem, bo film obej­rza­łam przez pry­zmat wcze­śniej­szej lek­tu­ry. Teraz zacho­dzę w gło­wę, czy ode­bra­ła­bym tą pro­duk­cję ina­czej, gdy­bym nie zna­ła jej papie­ro­we­go pier­wo­wzo­ru. Bo choć ekra­ni­za­cja Życia Pi nie jest dzie­łem złym, to wyda­je mi się, że do książ­ki spo­ro jej bra­ku­je.

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Wspaniały film, którego nie było

Argo

Naj­lep­sze histo­rie pisze samo życie. To praw­da, ale jest w tym jeden haczyk. Mia­no­wi­cie takie histo­rie trze­ba umieć ponow­nie opo­wie­dzieć w taki spo­sób, by oso­ba, któ­ra już wie, jak wszyst­ko się skoń­czy, dalej była zain­te­re­so­wa­na tym, co mamy jej do powie­dze­nia. I wsłu­chi­wa­ła się w naszą opo­wie­ść z nie­słab­ną­cym zacie­ka­wie­niem, do ostat­niej chwi­li.

Nie­opatrz­ne zer­k­nię­cie na opis fil­mu Argo spra­wi­ło, iż wie­dzia­łam, że histo­ria w nim opo­wie­dzia­na skoń­czy się hap­py endem. Jed­nak­że, pomi­mo zna­jo­mo­ści spo­ile­rów – daw­no już nie oglą­da­łam cze­goś, co trzy­ma­ło­by mnie w aż takim napię­ciu, nie­mal do ostat­niej minu­ty.