Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Wpisy z tagiem: Liam Hemsworth

Ogólnie Rzecz Ujmując:

Niewinna rola aktora

Czy aktorów* powinno obwiniać się za to, że grają kiepskie role, w złych filmach?

Kie­dy film lub serial jest nie­uda­ny, winą za taki stan rze­czy zwy­kle obar­cza się sce­na­rzy­stę, reży­se­ra lub akto­rów. Tych ostat­nich albo za to, że byli drew­nia­ni, albo – że w ogó­le zde­cy­do­wa­li się wziąć udział w danej pro­duk­cji. Sama nie sta­no­wię tutaj wyjąt­ku, bo nie­raz zda­rza mi się blu­zgać wła­śnie pod adre­sem osób na tych sta­no­wi­skach. Przy czym zda­ję sobie spra­wę z tego, że jest to myśle­nie na skró­ty. Wszak two­rze­nie fil­mu lub seria­lu jest pro­ce­sem bar­dzo skom­pli­ko­wa­nym. I tak, jak w przy­pad­ku moty­la wywo­łu­ją­ce­go hura­gan w teo­rii cha­osu – trud­no jest dociec, kto lub co tak napraw­dę dopro­wa­dzi­ło do tego, że dana pro­duk­cja się nie uda­ła.

W dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le odło­żę na bok sce­na­rzy­stów oraz reży­se­rów i sku­pię na samych akto­rach. I na tym, dla­cze­go cza­sem poja­wia­ją się oni w nie­uda­nych pro­duk­cjach lub też ich wystę­py są kiep­skie. Przy czym nie będzie to zbiór fak­tów, tyl­ko moich przy­pusz­czeń i gdy­bań – bo prze­cież nie wiem, jak tak napraw­dę wyglą­da pra­ca w Hol­ly­wo­od.

Choć przy­to­czę tu róż­ne przy­kła­dy, głów­nym boha­te­rem wpi­su będzie Wil­liam Ficht­ner. Czę­ścio­wo z powo­du tego, że fil­mo­gra­fia akto­ra peł­na jest kiep­skich fil­mów, a czę­ścio­wo – ponie­waż Bill miał tydzień temu uro­dzi­ny, więc nale­ży mu się Dyr­dy­mał ode mnie. :)


* Trak­tuj­cie sło­wo aktor jako wyraz w for­mie bez­oso­bo­wej, ozna­cza­ją­cej zarów­no akto­ra jak i aktor­kę.

Filmy Przeróżne, Prosto z Kina:

Katastrofalne przeskalowanie

Independence Day: Resurgence / IDR / Dzień Niepodległości: Odrodzenie

Zna­cie to wku­rza­ją­ce uczu­cie, kie­dy wybie­ra­cie się na film, o któ­rym wie­cie, że będzie kiep­ski, ale jed­no­cze­śnie z całe­go ser­ca chcie­li­by­ście, żeby był wspa­nia­ły? Mnie towa­rzy­szy­ło ono od jakie­goś cza­su. Ponie­waż nie lubię się tak czuć, posta­no­wi­łam obej­rzeć Dzień Nie­pod­le­gło­ści: Odro­dze­nie (dalej tytuł będę zapi­sy­wać skró­tem IDR) moż­li­wie jak naj­szyb­ciej. I tak zasia­dłam w kinie na ostat­nim sean­sie w dniu pre­mie­ry. Nie­ste­ty uczu­cie roz­ter­ki nie znik­nę­ło, tyl­ko przy­bra­ło na sile. Bo IDR jest fil­mem peł­nym zarów­no dobrych, jak i złych pomy­słów, i przede wszyst­kim: masy zmar­no­wa­nych szans.